Grecy jednak zostaną w strefie euro

03.07.2015
Choć bardzo trudno jest typować wynik greckiego referendum, to wydaje się, że zwolennicy odpowiedzi TAK, akceptującej porozumienie z kredytodawcami na ich warunkach wygrają je, co może ale nie musi oznaczać zmianę rządu i przedterminowe wybory.


Nadto dziś warto obok doniesień z Grecji przeczytać rozważania Martina Feldsteina, że polityka monetarna nie ma już możliwości stymulacji zatrudnienia, artykuł ekonomistów San Francisco FED czy opodatkowanie bogatych i transfer podatku do biednych zwiększy ich konsumpcję, oraz analizę FOR prostującą fałszywe poglądy na temat reformy emerytalnej w Chile. Także nieco informacji o górnictwie, aktualnych i w horyzoncie 2040 roku.

Piątkowe poranne doniesienia z Grecji: limit wypłat z bankomatów obniżony z 60 do 50 euro. Banki mają tylko 500 mln euro w gotówce. Dwa sondaże pokazują niemal idealną równowagę głosujących za akceptacją warunków kredytodawców i przeciw. Ok. 10 proc. jest niezdecydowanych.

MFW opublikował krótką analizę, z której wynika, że Grecja potrzebuje zewnętrznego zasilenia finansowego na 29 mld euro do sierpnia 2016 roku i prawie 52 miliardów do października 2018 roku. Spadek zadłużenia byłby minimalny – nadal wynosiłoby ono 150 proc. PKB w 2020 roku. Redukcja długu może okazać się niezbędna, jeśli wzrost będzie słaby, a reformy wstrzymywane.

To nie jest konflikt rządu greckiego z kredytodawcami. To zastępcza wojna – intelektualna i polityczna – o przyszłość waluty euro i ekonomiczne efekty polityki oszczędności – pisze Angel Ubide z Peterson Institute. To wojna przeciwko populistycznej i nacjonalistycznej polityce skierowanej przeciwko kosztom ekonomicznym długiej recesji. Jak zawsze na wojnie, propaganda bierze górę, a strony selektywnie dobierają argumenty. Ubide przypomina, że w ubiegłym roku Grecja zanotowała wzrost gospodarczy i odzyskała nieco oddechu na rynkach finansowych. Dopiero dojście rządu Syrizy do władzy przerwało proces naprawy kraju, a nie polityka oszczędnościowa.

Daniel Gros porównuje kryzysy grecki i portorykański. W Portoryko, które jest częścią USA, nie mogłoby dojść do referendum. Po drugie, Grecja jest winna pieniądze głównie oficjalnym kredytodawcom – instytucjom państwowym i publicznym, które są znakomitym obiektem do naciskania. Ale są także liczne podobieństwa: Grecja i Portoryko mają podobny poziom dochodów per capita i ich relację do – odpowiednio – średniej w Unii Europejskiej i USA. Stopy zatrudnienia są niemal identyczne, stopy bezrobocia byłyby, gdyby nie bufor emigracji z Portoryko. Podobne są relacje długu do dochodów rządu. Wiele innych porównań prowadzących wszakże do konkluzji, że różnica w suwerenności daje większe pole manewru Grecji niż Portorykańczykom.

Martin Feldstein rozważa, czy w USA jest w tej chwili pełne zatrudnienie i jaka polityka, by mu sprzyjała. Z jednej strony płace zaczęły rosnąć, co jest wyraźnym sygnałem, że rynek pracy się robi ciaśniejszy, z drugiej miliony ludzi nie szukają pracy, choć chcieliby pracować, bo nie wierzą, że ją znajdą. Nadto 6,7 miliona pracuje w niepełnym wymiarze czasu, choć woleliby na całym etacie. Zdaniem Feldsteina dalsze luzowanie polityki monetarnej lub utrzymywanie ultraniskich stóp procentowych nie przyniesie już efektów, natomiast mogłyby je przynieść zachęty do pracy lub usuwanie barier, które równocześnie nie powodowałyby podnoszenia plac i cen. Wymienia między innymi odpowiednie programy edukacyjne i szkoleniowe dla 15 procent mężczyzn, na ogół z niskim wykształceniem, którzy należą do grupy wiekowej 25-54 lata, a nie pracują. Proponuje także zmiany w programie ochrony zdrowotnej (Obamacare), by nie zniechęcał do podejmowania pracy i zatrudniania oraz zmiany w naliczaniu płacy minimalnej, zachęcające do podejmowania pracy, a nie korzystania z pomocy socjalnej.

Forum Obywatelskiego Rozwoju opublikowało analizę na temat sukcesu chilijskiego programu emerytalnego i mitów o jego porażce, jakie w Polsce rząd i część mediów lansowały, gdy następował demontaż II filara reformy emerytalnej. To materiał nieco historyczny, biorąc pod uwagę, że nie należy sądzić, by ktoś odwrócił kierunek zmian, a Trybunał Konstytucyjny od półtora roku nie może się zająć wnioskami o rozpatrzenie ich zgodności z Konstytucją. Temat może wrócić już przed wyborami. Paweł Wieprzowski z FOR kolejno udowadnia, że reforma chilijska była spowodowana niewydolnością finansową systemu wcześniejszego – pay as you go – nie doprowadziła do zwiększenia długu publicznego. Kryzys 2008 roku nie doprowadził do wielkich strat w nowym systemie. Wypłacane z niego emerytury są relatywnie niskie w wielu przypadkach, bo zbyt krótko i zbyt niskie były wpłacane składki (krótki staż pracy, praca na czarno) a nie dlatego, że system jest zły; średnie stopy wzrostu PKB w Chile są niższe niż osiągane przez fundusze. Wreszcie, po korektach systemu emerytalnego, pojawiła się konkurencja między funduszami a, opłaty za zarządzanie obniżyły się. Nadto autor pisze także, że w wyniku reformy emerytalnej Chile jest krajem o najniższym klinie podatkowym w krajach OECD, co podwyższa jego konkurencyjność. Podsumowanie: system kapitałowy zwiększa oszczędności w gospodarce, przyspiesza wzrost gospodarczy, niweluje negatywny wpływ niekorzystnych procesów demograficznych na sektor finansów publicznych lepiej niż system tradycyjny.

Oddział FED w San Francisco zajął się redystrybucją. Proste spojrzenie na wykres z danymi o konsumpcji i oszczędnościach w poszczególnych decylach dochodowych sugeruje, że opodatkowanie bogatych i przetransferowanie 1 dolara uzyskanego z podatku do biednych zmniejszy konsumpcję bogatych o 66 centów, a zwiększy konsumpcję niezamożnych o 2 dolary. Nawet jeśli wskaźnik 2 dolary jest za wysoki (biorą dodatkowe pożyczki? doliczane są benefity socjalne?) to i tak „zysk” we wzroście konsumpcji, zakładając, że biedni skonsumują całego dodatkowego dolara, wyniósłby 33 centy. Tymczasem – piszą autorzy – nie jest to takie proste, marginalna skłonność do konsumpcji może być niższa niż przeciętna. Nadto rynki kapitałowe mogą być efektywniejsze niż państwowa polityka redystrybucji w wygładzaniu konsumpcji uboższych gospodarstw domowych.

W pierwszych czterech miesiącach tego roku średnia strata na wydobytej tonie węgla wyniosła 34,73 zł w porównaniu z 26,46 złotymi rok temu (wydobycie wyniosło 22,8 mln ton). W sumie strata wynosiła po 4 miesiącach 800 mln zł, mimo zmniejszenia wydobycia o ponad 1 mln ton. W artykule wnp.pl wiele innych danych finansowych o stanie górnictwa. „- Niestety, ale tego się należało spodziewać, gdyż nic w górnictwie istotnego nie zaszło, by wyniki branży mogły ulec poprawie – ocenia Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki”.

Z kolei prezes Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (WISE) Maciej Bukowski ocenił w rozmowie z PAP, że górnictwo węgla kamiennego w Polsce jest w fazie schyłkowej. Jego zdaniem jeśli nie będzie jego natychmiastowej i głębokiej restrukturyzacji, upadnie ono za 5-10 lat. Modernizacja górnictwa będzie wymagała znaczącej redukcji zatrudnienia, przekraczającej nawet 50 proc. w najbliższych pięciu latach. Jeśli nie, alternatywą jest całkowite wygaszenie działalności większości polskich kopalń do roku 2020. Bukowski podkreśla – pisze PAP – że nawet jeśli uda się przeprowadzić głęboką restrukturyzację, ostatnie kopalnie będą zamykane w latach 40.


Tagi


Artykuły powiązane

test