Banki w UE mają nową konstytucję

17.07.2013
17 lipca 2013 r. weszła w życie unijna „konstytucja bankowości”, czyli pakiet nowych przepisów dotyczących wymogów ostrożnościowych. Część przepisów CRD IV/CRR zacznie obowiązywać od 2014 r.

CRD IV oznacza, że banki w UE będą musiały pozyskać więcej kapitału. Jak? (CC By images of Money)


Do tego czasu nadzory bankowe w całej Europie muszą opracować nowe rekomendacje wprowadzające w życie unijne zalecenia. To początek prawdziwych zmian. „Zdecydowana większość uchwał ostrożnościowych KNF zostanie uchylona i zastąpią je przepisy CRR” – pisze KNF na stronie internetowej.

Zmiany krok po kroku

Ale wejście w życie dyrektywy CRD IV i rozporządzenia CRR nie oznacza, że banki mają oczekiwać gwałtownych zmian. To szczególnie istotne w kontekście wcześniejszych dyskusji i obaw.

Nadzory już od 31 grudnia tego roku będą miały znaczące możliwości większego dyscyplinowania podopiecznych i silniejszego oddziaływania na nich. Jednak zdecydowana większość nowych zasad wprowadzana będzie elastycznie i stopniowo, w horyzoncie najbliższych 2, 5, 8 lub więcej nawet lat.

Niektóre przepisy nie są jeszcze ostatecznie doprecyzowane, jak np. mający duże znaczenie dla bezpieczeństwa instytucji finansowych wskaźnik dźwigni (Leverage Ratio, LR) czy wskaźnik płynności długoterminowej Net Stable Funding Ratio (NSFR). Oba mają być dopiero ustalane, „kalibrowane” i wprowadzane przez kolejne akty prawne.

Ta elastyczność została wymuszona nie tylko przez lobbing banków, ale przez stan sektora w Europie. Bo ze spełnieniem norm LR i NSFR banki miałyby teraz wielkie kłopoty. Wskazują na to ostatnie badania Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego (BCBS) przy Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) oraz Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (EBA). Do osiągnięcia normy płynności netto największe banki na świecie potrzebowałyby 2,4 bln euro. Dla setki największych banków w Europie wskaźnik LR wynosi 3 proc. średnio, podczas gdy w każdym nie powinien być niższy od 3 proc. Tymczasem taki LR osiąga zaledwie nieco ponad połowa z nich.

Europejskie ustawodawca napisał więc prawo, w którym sygnalizuje – nie robimy niczego pochopnie i w nadmiernym pośpiechu. Tym bardziej, że w strefie euro na początku tego roku pogłębiła się recesja, banki już i tak od kilku lat się delewarują, a politycy obawiają się, że narzucenie sektorowi zbyt ostrych reguł gry może jeszcze zaszkodzić akcji kredytowej i w ten sposób gospodarce.

Drogowskaz czy szwajcarski ser?

Dlatego stworzono ogromną i całościową konstrukcję, która – w dużej części – zostanie wypełniona treścią dopiero w przyszłości. Z wyprzedzeniem zasygnalizowano zasady, jakie mają obowiązywać. Ale dzięki temu już dziś wiadomo, czego się trzymać. Stoi drogowskaz. Jednak na nową „konstytucję bankowości” można patrzeć krytycznie: prawo wprawdzie jest, ale dziurawe jak szwajcarski ser.

Tak jest też z kolejnym fundamentalnym wymogiem opracowanym przez BCBS, wskaźnikiem płynności krótkoterminowej (Liquidity Coverage Ratio, LCR), nakładającym na banki obowiązek pokrycia przez 30 dni płynnymi aktywami wszystkich możliwych odpływów netto. Kalendarz wprowadzania jest zgodny z zaproponowanym przez BCBS i przewiduje stopniowe wejście tej normy od 2015 r. Ale ustawodawca zastrzega, że termin może zostać przesunięty. Unijne prawo nie przyjęło też zaproponowanej przez bazylejski komitet klasyfikacji aktywów płynnych wysokiej jakości (HQLA).

„Z uwagi na to, że w trybie ex-ante nie można z całą pewnością wiedzieć, które konkretne aktywa w obrębie każdej klasy aktywów mogłyby podlegać wstrząsom ex-post, należy promować zróżnicowany i wysokiej jakości bufor płynności, składający się z różnych kategorii aktywów” – napisano w rozporządzeniu CRR. „Opracowując jednolitą definicję aktywów płynnych, za aktywa o wyjątkowo wysokiej płynności i jakości kredytowej należy uznać przynajmniej obligacje rządowe i obligacje zabezpieczone” – dodano. Standardy mają dopiero zostać ustalone.

Jednak pomimo wszystkich odesłań do nieistniejących jeszcze ustaleń, przesunięć terminów i zastrzeżeń, rozporządzenie CRR już dziś daje nadzorom możliwość stosowania wielu nowych wymogów. Mówi ono na przykład, że do czasu harmonizacji wymogów dotyczących płynności NSFR w 2015 r. i wskaźnika dźwigni w 2018 r. „państwa członkowskie powinny mieć możliwość stosowania takich środków w sposób, jaki uznają za stosowny”. Każdy kraj musi jednak taką decyzję uzasadnić i notyfikować w Komisji Europejskiej, która może się na nią nie zgodzić.

Co składa się na „czysty” kapitał?

To zostało już przesądzone: od początku przyszłego roku banki będą musiały mieć wskaźnik funduszy zasadniczych najwyższej kategorii CET 1 (Common Equity Tier 1) w wysokości 4–4,5 proc. aktywów ważonych ryzykiem. Definicja CET 1, Tier 1 oraz kapitałów uzupełniających Tier 2, które w sumie tworzą fundusze własne banku, zaczyna obowiązywać od razu.

Ale żeby osiągnąć trwałą i przejrzystą strukturę kapitałową, banki od funduszy własnych będą w przyszłości odliczać straty, wartości niematerialne i prawne, aktywa na odroczony podatek dochodowy, inwestycje w akcje instytucji finansowych, niezrealizowane zyski z instrumentów wycenianych do wartości godziwej. Następować ma to stopniowo od 2014 do 2017 r.

Tak samo jeszcze przez wiele lat banki będą mogły utrzymywać w kapitale liczne instrumenty nie kwalifikujące się do funduszy własnych z mocy nowego prawa. Mają one być wycofywane aż do końca 2021 r. Do Tier 1 mogą być np. zaliczane instrumenty kapitałowe powstałe w wyniku pomocy państwa, jeśli zostały lub zostaną wyemitowane przed końcem tego roku.

Najważniejsze w definicji instrumentów zaliczanych do funduszy własnych jest to, by pochodzący z nich kapitał był nienaruszalny i nieobciążony żadnymi zobowiązaniami. Wypłata dywidend nie może „zjadać” funduszy własnych. Gdyby takie zagrożenie powstało, jest zakazana. Instrumenty zaliczane do funduszy własnych muszą być uprzywilejowane w stopniu mniejszym niż wszystkie inne roszczenia.

A zatem na Tier 1 mogą się składać: akcje zwykłe, nadwyżka z emisji, zatrzymane zyski, inne skumulowane dochody, kapitał rezerwowy i fundusz ogólnego ryzyka bankowego. Na Tier 2: obligacje lub pożyczki podporządkowane, jednak warunek jest taki, że zapadalność nie może być krótsza niż 5 lat. Do końca stycznia 2015 r. EBA ma opublikować wykaz wszystkich form instrumentów kapitałowych, które będą spełniać te kryteria w całej Unii.

Ratingi wewnętrzne

Nie ufajcie ślepo agencjom ratingowym – mówi dyrektywa CRD IV i zachęca banki do stosowania ratingów wewnętrznych dla oceny ryzyka poszczególnych ekspozycji. Dla wielu banków może być to korzystne. Na przykład BRE Bank podał, że licząc metodą standardową jego kapitał Tier 1 wynosił na koniec zeszłego roku 11,2 proc., a gdyby zastosować metodę ratingów wewnętrznych – byłoby to 13 proc.

Nowe wagi ryzyka przypisywane ekspozycjom będą absorbowały – w wielu przypadkach – więcej funduszy własnych. Duże pakiety akcji firm, pozycje sekurytyzacyjne i znaczna część instrumentów pochodnych, dla których waga ryzyka ma wynosić 1250 proc., będą „kosztowały” bank ponad 20 razy więcej kapitału, niż kredyt udzielony małej lub średniej firmie. Dla niego standardowa waga ryzyka wynosi 75 proc., a na dodatek narzut kapitałowy jest obniżany, bo mnoży się go przez współczynnik 0,7619, jeśli wysokość kredytu nie przekracza 1,5 mln euro. Ma to zachęcić banki do zwiększenia podaży kredytu dla tego sektora.

Dopiero do końca tego roku mają być znane wszystkie szczegóły dotyczące szacowania i wyceny oraz wymogów związanych z ryzykiem rynkowym. Zasada – jak w każdym innym przypadku, tak i w tym – ma być następująca: wagi ryzyka przypisuje się wszystkim ekspozycjom, jakie ma bank. Ale jest też alternatywna metoda postępowania – można wartość ekspozycji odliczyć od funduszy własnych.

Rządowy dług bez ryzyka

Bez agencji ratingowych jednak żyć się nie da, co z dokumentu unijnego wynika jasno. Przyjęto w nim bowiem zasadę, że skale ratingów, jakich używają agencje, podzielone zostały na 6 kategorii (konkrety przyporządkowania mają być dopiero ustalone) i każdej z tych kategorii przypisano wagę ryzyka od 0 proc. (pierwsza) do 150 proc. (szósta).

Ekspozycje wobec rządów i banków centralnych Unii mają wagę ryzyka zero. Tak samo jest wtedy, gdy papiery emitowane są przez jedno z państw UE w walucie innego. Nie wróży to wcale, żeby dyrektywa CRD IV mogła stać się narzędziem służącym do przecięcia toksycznego związku banków i rządów, który uważa się za przyczynę europejskiego kryzysu. Ale oznacza, że polski dług i w złotych i w euro będzie miał w portfelach banków w całej Unii taką samą, zerową wagę ryzyka. To tylko korzystnie może wpłynąć na jego rynkową wycenę.

Waga ryzyka przypisywana hipotecznym kredytom mieszkaniowym ma wynosić 35 proc., ale tylko wtedy, gdy kwota kredytu nie przekracza 80 proc. wartości nieruchomości i jest nią w pełni zabezpieczona. Na resztę bank może oczywiście udzielić kredytu, ale wtedy traktuje się tę część jako niezabezpieczoną, więc waga ryzyka może wynieść nawet 150 proc. Jeśli chodzi o nieruchomości komercyjne, to dla kredytów zabezpieczonych hipotecznie waga ryzyka wynosi 50 proc.

Tu najciekawsze zmiany są przed nami. Otóż EBA ma ustalić standardy techniczne obligacji zabezpieczonych hipotecznie, które mogłyby spełniać normy długoterminowego finansowania aktywów i mieć niskie wagi ryzyka. Podobnie sytuacja wygląda z dużymi ekspozycjami, które nie mogą przekraczać 25 proc. funduszy własnych. W tej sytuacji największy polski bank, PKO BP, mógłby udzielić kredytu tylko na ok. 5 mld zł. Na dodatek nadzór może obniżyć limit do 10 proc. funduszy własnych. Komisja Europejska chce to zmienić, ponieważ takie warunki nie dają szansy na finansowanie przez banki unijnych potrzeb w budowie infrastruktury. Rewizja przepisów dotyczących dużych ekspozycji planowana jest do końca 2015 r.

Więcej buforów kapitałowych

Największa niespodzianka jaką przyniosła dyrektywa CRD IV to możliwość nałożenia przez lokalny nadzór dodatkowego buforu kapitałowego, zwanego buforem ryzyka systemowego. O ile pozostałe bufory – z jednym wyjątkiem – wchodzą w życie zgodnie z planem przedstawionym przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego, ten będzie narzędziem dostępnym wszystkim europejskim nadzorom już od początku przyszłego roku. I to na dodatek w wysokości od 1 do 5 proc. aktywów ważonych ryzykiem.

Idea jest taka, że jeśli w jakimś kraju narasta długoterminowe ryzyko systemowe, to nadzór musi mieć narzędzie dla powściągnięcia zapędów banków prezentujących pewien profil ryzyka lub model biznesowy. Zasada stosowania mówi, że powinno się go używać dla ograniczenia metod działania pewnego „podzbioru” instytucji, jeśli mogłyby doprowadzić do zakłóceń w systemie finansowym kraju. Ciekawe, czy w tej sytuacji KNF skorzysta z takiej możliwości w stosunku do banków nadal udzielających kredytów hipotecznych w walutach albo do SKOK-ów.

Zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami, wprowadzony został bufor dla globalnych banków systemowo ważnych (G-SIFI). Wynosi on od 1 do 3,5 proc. i ma wchodzić w życie od 2016 r. tak, by pełną wysokość osiągnąć w 2019 r. Ale tu pojawia się kolejna nowość – to unijne państwa, a nie Rada Stabilności Finansowej (FSB), która dotąd co roku ogłaszała listę G-SIFI, będą decydować, który bank należy do tej grupy. Co więcej, unijne nadzory mogą wytypować jeszcze inne banki o znaczeniu systemowym i obciążyć je dodatkowym buforem do 2 proc. aktywów ważonych ryzykiem, a gdy instytucja jest częścią grupy – do 1 proc.

Pozostałe dwa bufory – antycykliczny, o którym ma decydować nadzór makroostrożnościowy (w Unii jest to Rada Ryzyka Systemowego, ERSB, przy Europejskim Banku Centralnym) oraz bufor zachowania kapitału – nakładane mają być stopniowo od 2016 r., aż do pełnej wysokości 2,5 proc. w 2019 r.

Banki mają więc ponad 5 lat na osiągnięcie takich funduszy własnych, jakich ostatecznie wymagać będzie unijne prawo. Z przytaczanego już raportu BIS wynika, że z osiągnięciem wskaźnika CET 1 już w przyszłym roku nie powinny mieć kłopotów, ale gdy powiększyć go o bufory, zaczynają się pojawiać poważne problemy. A dyrektywa pokazuje, że takich narzutów nadzorcy mogą zastosować znacznie więcej niż wcześniej sądzono. Co prawda dopiero za parę lat, ale dla wielu banków w Europie będzie to prawdziwym wyzwaniem. Dlatego ich akcjonariusze nie mają co liczyć na dywidendy przez najbliższe lata, mogą natomiast spodziewać się konieczności „rozwodnienia” kapitału.

Ostrożność i elastyczność – te zasadnicze cechy unijnego prawa – pokazują jednocześnie, że nie jest ono wystarczającym środkiem zaradczym na trwający kryzys długu. Tworzy natomiast ład pokryzysowy i jeśli „zadziała”, to może zapewnić systemowi finansowemu Europy nieporównywalnie większą niż do tej pory przejrzystość i stabilność oraz zapobiec w przyszłości narastaniu zagrożeń, jakie do kryzysu doprowadziły.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test