Aby ocalić Europę, Unia musi stać się bardziej elastyczna

25.03.2017
Ameryka wciąż pozostaje w centrum zainteresowania analityków i komentatorów. To, jakie zmiany zdoła wprowadzić Donald Trump i czy porzuci „alternatywne fakty” na rzecz uznania rzeczywistości, określi polityki gospodarcze całej reszty świata.


The Economist zamieścił w tym tygodniu dwa różne wiodące artykuły. W europejskim wydaniu o tym, że aby ocalić Europę, Unia musi stać się dużo bardziej elastyczna, czyli rozważyć projekt różnych prędkości w Unii. >>więcej o 60. rocznicy rozpoczęcia europejskiej integracji

W wydaniu amerykańskim wiodący artykuł jest natomiast o tym, że Amazon Jeffa Bezossa, piąta największa na świecie i najszybciej rozwijająca się w historii firma o wartości ponad 400 mld dol. i z ponad połową rynku zakupów internetowych w USA, dopiero zaczyna rozwijać skrzydła. Tak przynajmniej uważają udziałowcy firmy, której wartość w ciągu ubiegłych dwóch lat skoczyła o 175 proc. (to 12 razy więcej niż wartość wiodącego na nowojorskiej giełdzie indeksu S&P500). Jedyna wątpliwość dotycząca Amazonu jest taka, czy ta olbrzymia siła nie uruchomi postępowania antytrustowego.

Rynki amerykańskie wywindowane na najwyższe poziomy cenowe przez trumpowską hossę zastygły w oczekiwaniu na to, czy prezydent Trump zdoła zebrać wystarczającą liczbę głosów, by Kongres przyjął projekt zmian systemu ubezpieczeń zdrowotnych (tzw. Obamacare). Los tego projektu jest papierkiem lakmusowym zdolności Trumpa do wprowadzenia wyborczych obietnic, które napędziły hossę — demontażu regulacji sektora finansowego oraz głębokich cięć podatkowych.

Hossę nakręcił optymizm inwestorów, którzy uważają, iż optymizm konsumentów i pewność biznesu obserwowane w ostatnich tygodniach za chwilę znajdą poparcie w twardych danych o silnym wzroście gospodarki USA. Ale ekonomiści i politycy nie są tego pewni, pisze Mohamed El-Erian. Optymizm opiera się na tradycyjnym amerykańskim przekonaniu, że deregulacje rynku uruchomią transformatywną, pro-wzrostową przedsiębiorczość. Co jeśli twarde dane nie potwierdzą nadziei i optymizmu? Zdaniem El-Eriana gospodarka amerykańska będzie miała wtedy znacznie poważniejsze problemy niż zmienność cen na giełdach.

„Alternatywne fakty” najwyraźniej służyły Trumpowi świetnie podczas kampanii wyborczej, teraz jednak nadszedł czas na to, aby ktoś zaznajomił prezydenta z rzeczywistością, pisze Jeffrey Frankel z Harvardu. W kwestii powtarzanych przez Trumpa oskarżeń Chin o manipulację kursem walutowym, niewdzięczna rola nauczyciela prezydenta przypada Stevenowi Mnuchinowi, którego Trump mianował sekretarzem skarbu. Jeśli Donald Trump się dziwi, dlaczego wartość dolara jest wysoka, powinien spojrzeć na swoje własne akcje w minionych pięciu miesiącach — uważa Frankel. Straszył Meksyk i Chiny oraz innych partnerów handlowych wprowadzeniem taryf importowych i chce wprowadzić transgraniczną korektę podatkową. Chińska polityka walutowa natomiast przeszła wiele zmian i polityka wobec kursu waluty musi być widziana z perspektywy gospodarki Chin na krajowym rynku. Jeśli Trump tego nie zrozumie i będzie powtarzał swoje oskarżenia, USA popadnie w kłopoty na arenie międzynarodowej, ostrzega Frankel.

Jak planowana transgraniczna korekta podatkowa w USA może wpłynąć na nominalny kurs walut, interesująco analizuje Willem Buiter, szef ekonomiczny Citigroup. Powszechne przekonanie jest takie, że przesunięcie zasady opodatkowania z miejsca pochodzenia firmy do miejsca przeznaczenia produkcji firmy (główna zmiana przewidziana w korekcie podatkowej), spowoduje dla kraju wprowadzającego korektę (USA) wzrost wartości waluty tego kraju (dolara) o wartość procentową równą VAT albo podatkowi dochodowemu dla firm. Buiter uważa, że przy założeniu, iż równowaga gospodarcza pozostanie niezakłócona, skutek równie dobrze może dokładnie odwrotny — wartość waluty, dolara, może o tyle samo spaść.

Analityk z Instytutu Petersona wskazuje, że zasady Światowej Organizacji Handlu (WTO) przewidują, jak partnerzy mogą odpowiedzieć na planowaną transgraniczną korektę podatkową w USA. Jeśli korekta będzie naruszać umowy WTO, partnerzy USA mogą odpłacić Ameryce tym samym. Kosztowałoby to Stany Zjednoczone ok. 220 mld dol. rocznie. Jeśli korekta byłaby także subsydium dla eksportujących amerykańske produkty, zemsta partnerów może rozciągnąć się na dalsze 165 mld dol.

Uważając, że prezydentura Trumpa przedstawia fundamentalne zagrożenie dla systemu międzynarodowego handlu, ekonomiści Hector Torres i Oonagh Fitzgerald wzywają kraje średniego rozwoju gospodarczego do łączenia się. W razie realnych konfliktów arbitraż Światowej Organizacji Handlu może być skuteczny, ale na pewno będzie trwał bardzo długo. Jeśli natomiast kraje, które mają najwięcej do stracenia, zdołają utworzyć wspólny front, mają większe szanse obrony, na przykład używając międzynarodowych instytucji finansowych i opartych na umowach reżymów porządku. Paradoksalnie w ten sposób idee Trumpa mogą spowodować reformy sytemu, które ze wszech miar są potrzebne.

Idee protekcjonizmu Trumpa pobudziły różnorakie badania. Okazuje się na przykład, że konkurencja chińskiej produkcji, która zdaniem prezydenta USA i jego zwolenników zabrała miejsca pracy Amerykanom, przyniosła Ameryce znacznie gorszy skutek: zredukowała innowacyjność amerykańskich przedsiębiorstw. Jak dalece? Grupa amerykańskich ekonomistów z różnych ośrodków odkryła, że liczba patentów zgłaszanych na przykład w sektorze chemiczno-naftowym spadła z 27 proc. udziału w rocznej liczbie wszystkich patentów w 1979 roku do 10 proc. w 2007 roku. Pośród firm najbardziej dotkniętych importem spadek wynosił 15 proc.

Inwestorzy, bankierzy i analitycy zorientowani na Chiny niecierpliwie oczekują na raport z badań chińskich gospodarstw domowych, które będą przeprowadzone w lipcu przez ekonomistę Gan Li i jego studentów z gospodarczo-finansowego uniwersytetu Chengdu. Badanie, które ocenia stan zasobności 1 mld 400 mln osób, jest powtarzane co dwa lata. W 2012 roku wykazało, że społeczeństwo chińskie ma największą na świecie rozpiętość różnic zasobności. Słynny 1 proc. ludzi także w Chinach posiada ponad jedną czwartą bogactwa kraju, podczas gdy 430 mln osób walczy o przetrwanie dnia. W tym roku Gan chce przyjrzeć się bliżej migracjom pracowniczym, co ma znaczenie, jeśli się weźmie pod uwagę szybko rosnący rynek pracy na wsi.

Brookings Institute opublikował swój półrocznik. W numerze m.in. o rozczarowującym powolnym wzroście gospodarczym w USA po kryzysie 2009 roku, który jest mierzony wydajnością produkcji. Zdaniem czterech ekonomistów nie ma wielkich szans na przyspieszenie z powodu zmian strukturalnych w gospodarce, które rozpoczęły się na długo przed kryzysem. W półroczniku także tekst o monetarnej polityce w świecie niskich stóp procentowych oraz kontynuacja przełomowego studium z 2015 roku autorstwa Anne Case z Princenton i noblisty Angusa Daytona o śmiertelności i zachorowalności w XXI stuleciu, które odkryło nadspodziewanie wysoką śmiertelność pośród białych amerykańskich mężczyzn w sile wieku.

Ekonomiści nie zawsze potrafią przewidzieć nadchodzący kryzys albo polityczną rewolucję. Historia dowodzi, że kiedy w autorytarnym systemie gospodarka funkcjonuje źle i coraz gorzej, to jest to bardzo wyraźny zwiastun, że niezadowolenie społeczne rośnie. Jak to się stało, że ekonomiści nie dostrzegli przed sześciu laty nadchodzącej arabskiej wiosny? Hassan Hakimian, szef londyńskiego Instytutu Bliskiego Wschodu, wskazuje, że to dlatego że gospodarki reżimów nie funkcjonowały wcale najgorzej. To dowodzi, że nie trudności ekonomiczne, a raczej rozczarowanie płynące z niespełnionych oczekiwań jest katalizatorem rewolucji.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test