Chińska „nowa norma” i amerykańskie stare nawyki

07.04.2015
Chiny wywołują dziś mnóstwo zamieszania, zarówno w kraju, gdzie wyżsi funkcjonariusze zachwalają „nową normę” ekonomiczną, jak i zagranicą, czego przykładem jest fakt, że w celu powstrzymania wzrostu ich potęgi USA sięgają do zimowojennej taktyki. W obydwu przypadkach występują uderzające rozbieżności, więc ryzyko oddziaływania „czynnika chińskiego” na nasz kruchy świat zyskuje nowy wymiar.  
Stephen S. Roach


W Chinach oficjalny pogląd jest dziś taki, że gospodarka dotarła do ziemi obiecanej w postaci „nowej normy”. Było to zresztą tematem zakończonego dopiero co China Development Forum (CDF — Chińskie Forum Rozwoju), które stanowi ważną platformę dyskusji między wyższymi funkcjonariuszami chińskimi oraz reprezentującymi różne sfery uczestnikami ze świata (spotkanie odbywa się tuż po dorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych).

Od początku istnienia CDF (czyli od 2000 roku) rząd wykorzystuje to wydarzenie do sygnalizowania swoich priorytetów. Na przykład w 2002 roku Forum skupiało się na skutkach przystąpienia Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO), co poprzedzało okres napędzanego eksportem spektakularnego wzrostu gospodarki. W 2009 roku koncentrowano się na stosowanej przez Chiny ofensywnej strategii stymulacji pokryzysowej. W zeszłym roku natomiast tematem CDF było wcielanie w życie tak zwanych reform Trzeciego Plenum.

Sugeruje to, że w tym roku „nowa norma” będzie najważniejszym priorytetem rządu. Wciąż jednak ta „nowa norma” jest pojęciem niejednoznacznym i nie wiadomo, czego dotyczy — ani nawet czy została osiągnięta. (>>czytaj więcej: Nowa strategia Chin, które szykują się do skoku)

Zhang Gaoli, jeden z siedmiu członków Stałego Komitetu Biura Politycznego, w swoim kluczowym wystąpieniu na Forum oznajmił, że wyższe kierownictwo dokonało „strategicznej oceny, iż gospodarka Chin wkroczyła w etap nowej normy”. Natomiast premier Li Keqiang trochę mniej stanowczo sugerował, że przestawiając się na tę nową normę Chiny w zasadzie podążają za gospodarką światową.

Krótko mówiąc, rząd Chin myli ścieżkę dojścia z celem ostatecznym — ten właśnie punkt podkreślałem w wygłoszonych podczas Forum uwagach, w których zwracałem uwagę, iż Chiny znajdują na wczesnym etapie przestawiania struktury gospodarki na rzecz usług i konsumpcji. Tak naprawdę Chinom wciąż daleko do ustanowienia nowej normy.

Najlepszą metodą zmierzenia, jaka droga została im jeszcze do przebycia, stanowi przyjrzenie się rozwojowi sektora usług, czyli infrastrukturze popytu konsumpcyjnego w gospodarce. Mamy tu dobrą wiadomość — usługi rosną obecnie szybciej niż inne sektory, a w 2014 roku ich udział w tworzeniu PKB sięgnął 48 proc. (przekroczył poziom 47 proc., planowany na koniec 2015 roku). Ale jest i zła wiadomość: to nadal o wiele mniej niż w bardziej „normalnych” gospodarkach, gdzie udział usług wynosi 60-65 proc.

Z tego względu niepokojące jest, że przywódcy Chin uważają, iż ta „nowa norma” znajduje się już w zasięgu ręki. Przekonanie, że ta decydująca transformacja już nastąpiła, grozi samozadowoleniem w okresie, gdy Chiny powinny skupiać się na bolesnym, ale mającym zasadnicze znaczenie procesie dostosowań strukturalnych. Na doprowadzenie tego procesu do końca potrzeba co najmniej kolejnej dekady.

Kontynuacja przestawiania się na model wzrostu napędzanego przez usługi jest ważna z wielu powodów. W przeliczeniu na jednostkę produkcji w usługach zatrudnia się w Chinach o 30 proc. więcej pracowników niż w przemyśle i budownictwie, tak więc nawet wówczas, gdy tempo wzrostu gospodarczego zmaleje do 7 proc., rozwój tego sektora pomoże utrzymać stabilizację społeczną. Obserwatorzy na Zachodzie skupiają się na wybijanym na czołówkach mediów spowolnieniu wzrostu PKB, a ten kluczowy punkt wciąż pomijają. Sektor usług wymaga ponadto mniej surowców i energii niż przemysł i budownictwo, taka zmiana pomoże więc Chinom w rozwiązywaniu poważnych problemów środowiska naturalnego.

Jednocześnie Chiny stają wobec innego, równie trudnego wyzwania: nasilającej się determinacji USA, żeby powstrzymać wzrost ich wpływów. O tym zwiększeniu napięcia między hegemonem a rosnącym w siłę mocarstwem dużo się podczas tegorocznego Forum mówiło, zarówno na sesjach oficjalnych, jak i w rozmowach nieoficjalnych.

Na szczególną uwagę zasługują trzy wydarzenia:

– opór USA w stosunku do chińskich starań o powołanie Asian Infrastructure Investment Bank (Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych), przy czym większość najbliższych sprzymierzeńców USA odrzuca obecnie ich stanowisko;

– podpis prezydenta Baracka Obamy na umowie Partnerstwa Transpacyficznego, która wyklucza Chiny z tej inicjatywy handlowej;

– podejmowana po raz kolejny przez Senat USA próba wprowadzenia wymierzonych w Chiny przepisów o manipulacji kursem walutowym.

To wszystko w połączeniu z trwającymi wciąż sporami, dotyczącymi cyberbezpieczeństwa oraz roszczeń terytorialnych na Morzu Wschodniochińskim i Morzu Południowochińskim (nie wspominając już o geostrategicznym zwrocie USA ku Azji) powoduje ochłodzenie stosunków chińsko-amerykańskich.

Zadanie ukazania tych okoliczności we właściwych proporcjach przypadło Henry’emu Kissingerowi, który ponad 40 lat temu uczestniczył w nawiązaniu stosunków między USA i Chinami. Podczas Forum podkreślał on, jak bardzo sytuacja obecna różni się od tej z 1972 roku, kiedy to prezydent Richard Nixon po raz pierwszy spotkał się z Mao Zedongiem i Zhou Enlaiem. W przeciwieństwie bowiem do ówczesnych bezpośrednich zagrożeń militarnych, obecne wyzwania— takie jak zmiana klimatyczna, cyberbezpieczeństwo i globalne problemy zdrowotne — można rozwiązywać jedynie poprzez wspólne zaangażowanie strategiczne.

Ten przymus współpracy to nieuniknione następstwo globalizacji. Królestwo Środka z czasów chińskich dynastii — podkreślał Kissinger —nic nie wiedziało o Cesarstwie Rzymskim — i wzajemnie. W dzisiejszym świecie żadne wielkie mocarstwo nie jest w stanie działać w próżni. Między wszystkimi potęgami— czy chcą tego czy nie— bezustannie występują wzajemne sprzężenia zwrotne, zwłaszcza w odniesieniu do wspólnych dla nich wyzwań.

Z tego względu nie dziwi, że obecny wzlot Chin tak wzburza Stany Zjednoczone. Mocarstwa dominujące mocarstwa zawsze przecież starały się jakoś uporać z wyłaniającymi się potęgami. Jednak dla Chin — obciążonych przekonaniem, iż przez 150 lat doznawały od Zachodu upokorzeń — taka reakcja jest nie do przyjęcia.

Zmagając się z wyzwaniami, jakie stwarza przestawianie gospodarki na nową normę, Chiny będą musiały znaleźć płaszczyznę porozumienia ze USA. Im z kolei potrzebne będzie głębsze zrozumienie transformacji Chin. Obydwa zaś kraje będą musiały wykazać się przywództwem, wizją oraz otwartością na zaangażowanie we współpracę. Niestety, oznak takiego podejścia na tegorocznym Forum nie było wiele.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane