Czebole do naśladowania

15.11.2013
Południowokoreańska gospodarka wciąż czebolami stoi. To one odpowiadają za blisko 50 proc. PKB kraju. To ich zasługą jest innowacyjność gospodarki i bardzo wysokie wydatki na badania i rozwój. To one są głównymi eksporterami koreańskich towarów.

(CC By NC SA randomwire)


Czebole, czyli południowokoreańskie konglomeraty powstały, gdy w latach 1961-1979 krajem niepodzielnie rządził Park Chung Hee. Wywodziły się z rodzinnych firm, które miały ścisłe powiązania ze światem polityki. To dzięki nim gospodarka znajdującego się od 1950 roku w stanie wojny z północnym sąsiadem kraju odnotowała niebywale szybki wzrost. Jeszcze w 1970 roku dochód narodowy na jednego mieszkańca wynosił 254 dol. W 2000 roku sięgnął ponad 10,8 tys. dolarów, a w 2011 roku – blisko 22,5 tys. dolarów. Korea jest dziś trzecią po Chinach i Japonii gospodarką Azji i 13. na świecie.

Czebolom Korea zawdzięcza to, że w ciągu kilku dekad zmieniła się z kraju, w którym trzon gospodarki stanowiło rolnictwo w wysoko uprzemysłowione państwo, którego gospodarka jest nastawiona na eksport. Korea jest ósmy światowym eksporterem (za 80 proc. eksportu odpowiadają czebole) i mimo, że musi importować większość surowców ma nadwyżkę handlową.

W przemianach gospodarki dużą rolę gra państwo. Jak pisał na łamach Obserwatora Finansowego prof. Bogdan Góralczyk „w Korei Południowej nic nie działo się przypadkiem: państwo interweniowało, planowało, ingerowało”. W ten sposób przeprowadzono kraj od państwa agrarnego do industrialnego, które z czasem stało się technologicznym liderem.

Na sukcesy koreańskiej gospodarki w ostatnim okresie zwracają uwagę polscy ekonomiści i politycy. Prezydent Bronisław Komorowski podczas wizyty w Korei przyznał, że Polska z podziwem obserwuje osiągnięcia gospodarcze i przemiany cywilizacyjne w Korei Południowej. Za wzór, który polska gospodarka może naśladować Koreę Południową kilkakrotnie w swych wypowiedziach stawiał Jarosław Kaczyński, prezes PiS.

Korea uważana dziś za najbardziej dynamiczny i innowacyjny kraj jeszcze kilka lat temu nie była traktowana nawet jako kandydat do takiej pozycji. Jak to osiągnęła? Przez wysokie oszczędności krajowe, inwestowanie w nowe projekty, edukację oraz eksport. Czy można tak w Polsce? Pewnie. Dlaczego nie możemy choćby wspierać rozwoju parków technologicznych? – mówił Mirosław Gronicki podczas debaty „Konkurencyjność i wzrost gospodarczy Polski” w Pałacu Prezydenckim.

Badania i rozwój

Rozwój Korei nie byłby możliwy bez olbrzymich nakładów na badania i rozwój (B+R). Co prawda – patrząc historycznie – w każdej dziedzinie, w której dziś z podziwem patrzymy na południowokoreańską gospodarkę czebole swą obecność zaczynały od produkcji części wykorzystywanych przez zagranicznych potentatów do wytwarzania gotowych produktów, to szybko zaczynały produkować produkty finalne.

Z danych OECD wynika, że Korea Południowa na B+R wydaje ponad 4 proc. swojego PKB (Polska – 0,9 proc.). Niespełna 30 proc. nakładów finansuje państwo, a resztę koreańskie firmy. Udział zagranicznych firm w finansowaniu B+R w Korei jest śladowy.

Wyższy niż w Korei Południowej udział firm w finansowaniu B+R jest tylko w Izraelu i Japonii. Jednak w Izraelu ponad 60 proc. nakładów firm ponoszą przedsiębiorstwa, których właścicielami są zagraniczne koncerny takie jak Apple, HP, IBM, Intel, Microsoft, Cisco, Google i Samsung. W Polsce na firmy przypada ok. 30 proc. środków wydanych na B+R i podobnie jak w Izraelu duży jest w tym udział zagranicznych firm (centra badawczo rozwojowe mają u nas m.in. ABB, Intel, Google, Nokia Solutions & Networks i Samsung).

Bardzo ciekawa jest struktura nakładów na B+R. Ok. 60 proc. przeznaczone jest na wdrożenia, a reszta – mniej więcej w równej części – na badania podstawowe i stosowane. Podobną strukturę nakładów ma Izrael, w którym na wdrożenia idzie ok. 80 proc. nakładów na B+R. W Polsce 60 proc. wydatków przypada na badania podstawowe i stosowane, a jedynie ok. 40 proc. na wdrożenia.

>>więcej: Izrael to jeden wielki start-up

Badaniami i rozwojem w Korei Południowej zajmuje się ok. 400 tys. osób (w Polsce – 140 tys.). 80 proc. z nich zatrudnionych jest w przemyśle (w Polsce – 23 proc.).

Innowacyjność nie byłaby możliwa bez dobrze wykształconych kadr inżynierów i naukowców. Korea ma bardzo wysokie nakłady na edukację. Tylko na szkolnictwo wyższe wydaje – według danych OECD – ponad 2,5 proc. PKB (Polska poniżej 1,5 proc.). To daje jej trzecie miejsce na świecie po USA i Kanadzie na świecie. Składają się na to pieniądze zarówno państwowe, jak i firm oraz obywateli.

W ocenie niektórych koreańskich ekonomistów Korea Południowa ma zbyt dużo absolwentów szkół wyższych i wielu z nich nie jest w stanie znaleźć pracy odpowiadającej ich kwalifikacjom. W listopadowej, drugiej w tym roku turze przyjęć do pracy o 5,5 tys. etatów w Samsungu ubiega się 100 tys. chętnych.

Z drugiej strony rodzice kładą duży nacisk na kształcenie dzieci i ponoszą związane z tym bardzo wysokie koszty. Nie rzadko już trzyletnie dzieci zaczynają naukę w prywatnych szkołach, z których – jako sześciolatki – trafiają do szkół podstawowych.

O tym jak istotna jest edukacja świadczy to, że w dniu listopadowych egzaminów wstępnych na studia urzędy i firmy rozpoczynają pracę o godzinę później, a czynią to po to by ponad 600 tys. kandydatów bez kłopotów dotarło do blisko 1300 sal egzaminacyjnych.

Samsung: badawcza potęga

Samsung Electronic, który jeszcze 20 lat temu był trzecioligowym producentem telewizorów, dziś jest światowym numerem jeden. Ta sama firma najpierw zaczęła produkować pamięci i procesory wykorzystywane w sprzęcie elektronicznym, a teraz jest drugim po Apple graczem na rynku tabletów i największym światowym producentem telefonów komórkowych i smartfonów.

W przypadku tych ostatnich droga na szczyt zajęła firmie mniej niż pięć lat, a sukces był możliwy dzięki temu, że Samsung jako jeden z pierwszych dostawców na świecie postawił na produkowany przez amerykański Google system operacyjny Android. Smartfonom Samsunga konkurencja, a zwłaszcza Apple, zarzuca bezprawne kopiowanie ich rozwiązań, ale telefony są symbolami tej części rynku, która nie uznaje iPhone. Na dodatek w urządzeniach konkurentów wykorzystywane są części, takie jak pamięci, procesory i wyświetlacze produkowane przez Samsunga.

>>film: Samsung siedzi na górze pieniędzy

Dostawcą części dla innych producentów jest też LG Electronic, czwarty producent komórek na świecie. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że ta firma jest światowym liderem w liczbie tzw. istotnych patentów wykorzystywanych w LTE, mobilnej technologii superszybkiej transmisji danych.

Samsung w 2012 r. na B+R wydał prawie 10 mld dolarów. To dwa razy więcej niż nakłady na B+R poniesione w tym samym czasie przez Polskę. To także ponad dwa razy więcej niż wydatki na ten cel poniesione przez Apple w zakończonym we wrześniu 2013 roku finansowym. Nakłady LG Electronic sięgnęły w tym 2012 roku ponad 3,1 mld dolarów.

Samsung ma długoterminową politykę związaną z nakładami na B+R. W 2011 roku ogłosił np. że do 2020 roku wyda 20 mld dolarów na rozwój nowych kierunków badań w takich dziedzinach jak rozwój aparatury medycznej, panele słoneczne, biotechnologie i baterie do samochodów elektrycznych. W listopadzie 2013 roku Samsung przedstawił kolejną wizję swego rozwoju. Chce m.in. przez przejęcia przesunąć profil swego biznesu z producenta nowoczesnego sprzętu w kierunku produkcji innowacyjnego oprogramowania.

>>więcej: Trudno tańczyc w rytmie gangnam

Kryzys niesie zmiany

Koreańskiej gospodarki nie omijają kryzys. To tu zaczął się w końcu lat 90. XX wieku tzw. kryzys azjatycki, którego powodem było astronomiczne zadłużenie czeboli i ich nieefektywność. Także globalny kryzys, który zaczął się w 2008 roku dotknął nastawioną na eksport gospodarkę Korei Południowe.

Efektem kryzysu z lat 1997 – 98, w wyniku którego przestała istnieć około połowa czeboli były – wymuszone przez międzynarodowe instytucje finansowe – zmiany w gospodarce i jej otwarcie na zagraniczne inwestycje. Dziś firmy mające zagranicznych właścicieli odpowiadają za 13 proc. przychodów koreańskich przedsiębiorstw, 12 proc. eksportu i zatrudniają 6 proc. pracujących w przemyśle. Wymuszono też zmiany w strukturach czeboli – plątaninę powiązań kapitałowych między spółkami zastąpiono strukturami holdingowymi. Także po tym kryzysie na światowych rynkach elektroniki rozbłysły gwiazdy LG i Samsunga, a na rynku motoryzacyjnym zaczął liczyć się Hundai.

Kryzys lat 2008-2010 wykorzystano do zmian w systemie podatkowym (obniżono podatki dla firm), poprawiono rozwiązania prawne dotyczące własności intelektualnej, zredukowano biurokrację, zwiększono limity dotyczące zagranicznych pożyczek, których nie trzeba raportować i wprowadzono międzynarodowe standardy rachunkowości.

Czas postawić na startupy

Korea się zmienia także teraz. Tuż po zaprzysiężeniu w lutym tego roku prezydent Korei Park Geun-hye stworzyła nowy resort o bardzo długiej nazwie: Ministerstwo Nauki, Technologii Teleinformatycznych i Planowania. Ministerstwo ma z jednej strony przyspieszać rozwój kraju w kierunku nowych technologii przyszłości, a z drugiej wspierać rozwój małego biznesu, w tym zwłaszcza technologicznych startupów, które mogą się stać alternatywnym do czeboli miejscem pracy dla inżynierów i naukowców, z których wielu kończy zagraniczne uniwersytety.

Co prawda nikt nie spodziewa się, że dominacja czeboli szybko się skończy, ale analitycy i ekonomiści są zdania, że kraj powinien mieć bardziej zdywersyfikowaną gospodarkę mniej uzależnioną od przemysłu wytwórczego.

Korea, w której jest najszybszy na świecie internet, jedne z najnowocześniejszych sieci komórkowych i silne parcie na innowacje oraz dużo osób z dobrym wykształceniem wydaje się wymarzonym miejscem dla startupów. I tak się dzieje. W 2008 roku w kraju działało 15,4 tys. takich firm, a w końcu 2012 r. było ich już prawie 29 tys. Te najbardziej znane skupione są na elektronicznej rozrywce, w tym wideo i aplikacjach internetowych nastawionych głownie na lokalny rynek. Niektóre swe siedziby przenoszą do USA, gdzie łatwiej o kontakty z globalną branżą internetową i zajmującymi się finansowaniem nowych firm funduszami Venture Capital.

O pobudzaniu i zabijaniu innowacyjności więcej w 5 numerze magazynu Spot On na tablety:

(infografika Darek Gąszczyk)

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test