Deflacja to dla Europy dobra wiadomość

16.03.2015
Żadna cena nie jest w dzisiejszej gospodarce tak ważna jak cena ropy naftowej. W przypadku Unii Europejskiej oraz USA zarobek na spadku tych cen wart jest około 2-3 proc. PKB.


Żadna cena nie jest w dzisiejszej gospodarce tak ważna jak cena ropy naftowej. Codziennie produkuje się jej i zużywa ponad 80 milionów baryłek. Ostry spadek cen ropy – z około 110 dolarów w zeszłym roku do 60 dolarów obecnie – przynosi jej importerom miliardy dolarów oszczędności. W przypadku Unii Europejskiej oraz USA zarobek na spadku tych cen wart jest około 2-3 proc. PKB.

W przypadku Europy korzyści z taniej ropy mogłyby z czasem wzrosnąć, bo znacząca część długoterminowych kontraktów na dostawy gazu jest indeksowana ceną ropy. Oznacza to kolejną korzyść dla Europy, gdzie ceny gazu ziemnego były do niedawna kilka razy wyższe niż w USA, które zyskują na mniej kosztownej energii z łupków.

Wielu obserwatorów dowodzi jednak, że tania ropa ma również minusy, bo powoduje nasilenie tendencji deflacyjnych w krajach rozwiniętych, które – jak się wydaje – i bez tego ugrzęzły w pułapce powolnego wzrostu. Zgodnie z tym poglądem, bankom centralnym tych krajów ostry spadek cen ropy jeszcze bardziej utrudni osiągnięcie 2 proc. rocznej inflacji, a jest to poziom, jaki większość z nich obrała sobie za cel, umożliwiający wypełnienie mandatu w postaci stabilności cen.

Wydaje się, że szczególnie zagrożona jest strefa euro, gdyż ceny spadają tam po raz pierwszy od 2009 roku. Ta deflacja jest zła – twierdzi się – bo utrudnia dłużnikom, zwłaszcza w ogarniętych kłopotami gospodarkach na peryferiach strefy euro (Grecji, Irlandii, Włoszech, Portugalii i Hiszpanii), spłacenie tego, co są winni.

Obawy te są jednak bezpodstawne, opierają się bowiem na nieporozumieniu. Dla możliwości obsługi długu istotny jest bowiem dochód dłużnika, nie zaś ogólny poziom cen.

Wraz ze spadkiem cen ropy realny (skorygowany o inflację) dochód gospodarstw domowych powinien rosnąć, bo nie muszą już one tak dużo wydawać na benzynę i na ogrzewanie. Bardzo zadłużonym gospodarstwom domowym w USA, czy w peryferyjnych krajach strefy euro niższe ceny ropy nie utrudniają życia, ale je ułatwiają. Spadek cen konsumpcyjnych powinno się zatem uważać za dobry znak.

Na niższych kosztach energii skorzysta też większość przedsiębiorstw przetwórczych, bo polepszy się ich zdolność do obsługi własnych długów. Również i to jest szczególnie istotne w przypadku peryferyjnych krajów strefy euro, gdyż podczas boomu poprzedzającego globalny kryzys finansowy z 2008 roku tamtejszy sektor niefinansowy nadmiernie się zadłużył. Ponadto choć większość oszczędności, osiągniętych dzięki niższym kosztom energii, mogłaby się początkowo przełożyć na wyższe zyski, to z czasem konkurencja zmusi firmy do przekazania części tych nadzwyczajnych zysków – w formie niższych cen lub wyższych płac.

Pojawia się tu kolejna istotna konsekwencja taniej ropy: niższa jej cena sprawia, że trudniej ustalić punkt, od którego presja płacowa staje się inflacjogenna. Skoro zaś płace mogą rosnąć do wyższego poziomu nie napędzając inflacji, to Rezerwa Federalna mogłaby skłaniać się do odłożenia podwyżki stóp procentowych, której obecnie powszechnie oczekuje się latem.

Finanse publiczne powinny również skorzystać na deflacji, będącej owocem niższych cen ropy. Przychody rządu zależą nie tylko od konsumpcji, ale i od wartości produkcji krajowej. A choć niższe ceny ropy wpływają zniżkowo na ceny konsumpcyjne, to powinny one pobudzać produkcję i całkowitą wielkość PKB.

Przy braku dużych zmian cen surowców indeks cen konsumpcyjnych ewoluuje tak jak deflator PKB (deflator cen w całej gospodarce). W tym roku to się jednak nie sprawdzi, bo ceny konsumpcyjne spadają, a deflator PKB nadal rośnie (jak i nominalny PKB). Powinno to prowadzić do uzyskania przez państwa solidnych przychodów; to dobra wiadomość dla mocno zadłużonych rządów wszystkich krajów rozwiniętych, ale szczególnie dla tych na peryferiach strefy euro.

Występujący obecnie w strefie euro spadek cen (konsumpcyjnych) powinno się zatem traktować jako zjawisko korzystne dla wszystkich importerów energii. Zwłaszcza zaś dla peryferyjnych krajów strefy euro. które mogą oczekiwać idealnej kombinacji niskich stóp procentowych, korzystnego kursu euro oraz – w efekcie taniej ropy – zwiększenia dochodów realnych. Wygląda na to, że ze względu na występowanie tendencji deflacyjnych niższe ceny ropy utrudnią Europejskiemu Bankowi Centralnemu osiągnięcie jego celu – inflacji na poziomie bliskim 2 proc. W rzeczywistości jednak tańsza ropa to dobrodziejstwo dla Europy – zwłaszcza zaś dla najbardziej znękanych jej społeczeństw.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test