Fabryka marzeń się chwieje

01.10.2014
Gdy 1 lipca 1997 r. Chińczycy ponownie przejmowali suwerenne prawa nad Hongkongiem, utracone w połowie XIX w., zapewnili terytorium bezprecedensową autonomię. Pekin zapewnił, że przez 50 lat będzie obowiązywać wymyślona przez wizjonera chińskich reform Deng Xiaopinga formuła "jeden kraj, dwa systemy". Nie wytrzymał nawet 20.

Demonstracje w Hongkongu trwają juz od wiosny. (CC By NC SA Leung Ching Yau Alex)


Chińczycy przed przejęciem Hongkongu wyraźnie starali się trzymać – swoim zwyczajem – zasady: im mniej na piśmie, tym lepiej. Innymi słowy, już na wstępie wiele rzeczy nie zostało dopowiedziane i dookreślone. Teraz, podczas demonstracji, które zwróciły na byłą kolonię uwagę całego świata, widać to wyraźnie. Walka toczy się o to, co nie zostało do końca sprecyzowane. Albowiem już w 2007 r. Szef Administracji, najwyższy urzędnik na obszarze 1104 km², mógł być wybierany w wyborach powszechnych. Wówczas, też przy masowych demonstracjach (1 lipca 2003 r. na ulice wyszło ok. pół miliona ludzi), do tego nie dopuszczono.

Teraz sytuacja się powtarza. Napięcie w Hongkongu rosło od wiosny, a do eskalacji doszło, gdy pod rosnącą presją władze w Pekinie 30 sierpnia ogłosiły makiaweliczne rozwiązanie: zgoda, następne wybory Szefa Administracji, planowane na 2017 rok, będą wolne – ale wybór będzie spośród kilku kandydatów przedstawionych przez Centralę. Tego było już za wiele i demonstranci, głównie ludzie młodzi i inteligencja, wyszli na ulice. Szczyt tej akcji, zwanej „okupuj Centrum”, przypada na dziś 1 października, a więc w święto narodowe i rocznicę proklamowania ChRL. Co będzie potem? – chyba nikt nie wie.

Jak działa Hongkong 

Hongkong funkcjonuje na podstawie dwóch podstawowych dokumentów prawnych: Wspólnej Deklaracji chińsko-brytyjskiej z 19 grudnia 1984 r., nadającej Specjalnemu Regionowi Autonomicznemu wyjątkowe na terenie ChRL prawa, oraz uściślającej ten dokument Ustawy Zasadniczej z 4 kwietnia 1990 r., traktowanej też jako aneks czy załącznik do pierwszej.

Na ich mocy Hongkong ma zapewnioną praktycznie całkowitą niezależność gospodarczą, własny budżet, finanse, bankowość, walutę (łącznie z emisją środków płatniczych), jest również odrębnym obszarem celnym, a autonomia rozciąga się też na sfery oświaty, kultury, ochrony zdrowia czy polityki społecznej lub wyznaniowej. Jeszcze ważniejsze z punktu widzenia funkcjonowania tego organizmu było zachowanie odziedziczonego po Brytyjczykach odrębnego systemu prawnego. To właśnie ten efektywny system prawny obok niskiego długu publicznego, poniżej 30 proc. PKB, oraz poważnych rezerw dewizowych, szacowanych na 320 mld dol. (co daje aktualnie pozycję 8. na świecie i sumę niewiele mniejszą od rezerwy całej strefy euro szacowane na 340 mld dol.; przypomnijmy, że na pozycji pierwszej są Chiny z sumą szacowana już na 4 bln dol.), traktuje się jako najpoważniejsze atuty dzisiejszego Hongkongu.

Autonomia nie obejmuje natomiast spraw zagranicznych czy obronnych, czego symbolem było wprowadzenie tutaj najpierw cztero- a potem 6-stys. kontyngentu Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (raczej nie do użycia podczas obecnych demonstracji, bo byłaby to nie tylko wizerunkowa katastrofa). Z tego też powodu wszystkie umowy międzynarodowe podpisywane w imieniu Regionu Autonomicznego muszą być akceptowane przez Pekin.

Trzy artykuły Ustawy zasadniczej od początku budziły kontrowersje i zastrzeżenia. Art. 23, który zmusił lokalne władze do narzucania przepisów zakazujących „zdrady, działalności separatystycznej, podżegania do buntu, działań zmierzających do obalenia Centralnego Rządu Ludowego oraz wykradania tajemnic państwowych”. Niewątpliwie, jego zapisy przy obecnych napięciach też mogą być zastosowane. Pozostałe dwie sporne i niejasne kwestie, zapisane w art. 44 i 46, dotyczyły natomiast Szefa Administracji, który niemal w prostej linii zastąpił byłego brytyjskiego gubernatora. Może on zasiadać na fotelu przez maksimum dwie 5-letnie kadencje, a jego wybór – to jest właśnie iskra, która teraz wyprowadziła ponownie mieszkańców na ulice – ma być dokonywany przez początkowo liczący 1200 członków, a  potem stale zmniejszany, Komitet Wyborczy, złożony z osób lojalnych wobec Pekinu, przede wszystkim biznesmenów i osób w ten czy inny sposób z nim powiązanych (administracja, sfera budżetowa itp.).

Co Hongkong znaczy dla Chin

Nie ma żadnych wątpliwości, że nadając obszarowi tak wysoką autonomię i stawiając na środowiska gospodarcze i biznesowe jako gwaranta tej autonomii, mandaryni w Pekinie wiedzieli co robią. Po prostu sięgnięto do tradycji Brytyjczyków, kiedy to mieszkańcy kolonii siedzieli cicho, robiąc pieniądze i powiększając dobrobyt. Teraz też, zresztą zgodnie ze starą chińską tradycją, postawiono na tego typu umowę społeczną: my rządzimy, wy się dorabiacie. W ten sposób, podobnie jak w Singapurze, autorytaryzm polityczny połączono z jedną z najbardziej wolnych gospodarek na globie (liczący obecnie ok. 7,2 mln mieszkańców Hongkong od 20 lat jest w czołówce indeksu wolności gospodarczej na świecie, a ostatnio zajmuje nawet na niej pierwszą pozycję). To – z założenia – miała być fabryka marzeń produkująca bogactwo.

Już Brytyjczycy nazwali ten obszar „kurą znoszącą złote jaja” – brytyjskiej Koronie oczywiście. Chińczycy doskonale to wiedzieli i rozumieli. Dlatego nie zajęli kolonii nawet podczas rewolucyjnej gorączki lat „rewolucji kulturalnej” (1966-76). W sedno trafił jeden z tamtejszych rozmówców Tiziano Terzaniego, nieżyjącego już Włocha piszącego dla prasy zachodniej, głównie niemieckiej, który spędził tam siedem lat, a tuż przed przejęciem suwerenności udał się tam ponownie. Opisując ostatnie dni kolonii, zanotował takie oto słowa jednego z jej mieszkańców: „Nasi przodkowie byli sprytni. Wypożyczyli Brytyjczykom wioskę rybacką i popatrz, co teraz dostajemy z powrotem! Szkoda, że nie pożyczyli im więcej”.

Nigdy nie pozostawiający niczego przypadkowi Pekin postanowił wykorzystać okazję, grając na kilku strunach równocześnie. Po pierwsze, słusznie założył, że jest już na tyle silny gospodarczo, że ma dawnej kolonii wiele do zaoferowania. Po drugie, także słusznie, przewidywał, że szybko wzrośnie dwustronny handel (w 2013 r. aż 55 proc. eksportu kolonii skierowano do ChRL). Po trzecie, wiedział, że Hongkong to wielki port i centrum finansowe, a więc idealne okno na świat.

Tak jak kiedyś dla Brytyjczyków, tak teraz dla Pekinu Hongkong jest już nie kurą, a gęsią czy kaczką znoszącą złote jaja. Pod koniec 2013 r. aż 47,7 proc. ogółu obcych inwestycji na terenie Chin pochodziło z Hongkongu, na ogólną skumulowana sumę  664,6 mld dolarów. Powszechnie znany jest fakt, że to właśnie kapitał z Hongkongu, wówczas jeszcze kolonii, był pierwszy, który pospieszył na pomoc Deng Xiaopingowi i reformującym się Chinom, podobnie jak sąsiadującej bezpośrednio z nim specjalnej strefie gospodarczej Shenzhen, dziś drugiemu, obok Szanghaju, największemu ośrodkowi finansowemu na chińskim lądzie (przy zachowaniu pozycji lidera przez Hongkong, pozostającego jednym z najważniejszych centrów finansowych na globie).

Oczywiście, wszystkie największe chińskie banki, łącznie 15, mają swoje siedziby i przedstawicielstwa w Hongkongu. Ponadto aż 797 wielkich firm chińskich jest notowanych na giełdzie w Hongkongu, piątej co do wielkości na świecie, z łączna kapitalizacją wkładów rzędu 1,8 bln dolarów (57 proc.). Ocenia się, że od 1993 r., kiedy tu weszły, zarobiły tylko tu ponad 400 mld dolarów.

Co Chiny znaczą dla Hongkongu

Szybko rozwijające się Chiny to nie tylko Wielki Brat i strażnik suwerenności. To nade wszystko coraz bardziej intratny partner, bez którego trudno żyć. Ostatni, mocno odczuwalny fenomen, to szybko rosnące chińskie inwestycje na terenie byłej kolonii, które do końca 2013 r. zainwestowały już łącznie ponad 500 mld dolarów, głównie w infrastrukturę i jako firmy deweloperskie, ale też w usługi, w tym w sektor finansów i bankowość.

Niebagatelne są również przychody ze stale rosnącego napływu chińskich turystów do Hongkongu (mimo obowiązku wizowego, co nie jest wymagane w kierunku przeciwnym). w 2013 r. aż 75 proc. z ogółem 54,3 mln turystów, którzy tu trafili, pochodziło z ChRL. Statystyki wykazują też jednoznacznie, że są oni najbardziej szczodrzy, tzn. najwięcej wydają. Tymczasem turystyka to czwarty co do wielkości najważniejszy filar tutejszych dochodów (4,7 proc. ogółu), po handlu (24,6 proc.), usługach finansowych (16 proc.) i innych profesjonalnych usługach (12,8 proc.). Albowiem usługi ogółem dają blisko 91 proc.  PKB całego obszaru.

Szybko modernizujące się oraz wyrastające na mocarstwo Chiny, to niezbędne dla Regionu Autonomicznego wielkie zaplecze surowcowe, handlowe, finansowe. Najwięksi tamtejsi biznesmeni, z potentatem maklerskim i deweloperskim, a zarazem najbogatszym Chińczykiem Li Ka-shingiem na czele, doskonale zdają sobie sprawę, że bez szybko rosnących Chin ich fortuny byłyby mniejsze. Pekin też na nich stawia i właśnie z nimi negocjuje, czego dowodem spotkanie 22 września z prezydentem Xi Jinpingiem, zorganizowane przez pierwszego Szefa Administracji (1997-2005) Tung Chee-hwa, na którym po raz pierwszy omawiano obecną napiętą sytuację.

Co dalej

Wszystko razem, szybko rosnące wzajemne inwestycje i handel, silna rola Hongkongu w usługach, życiu kulturalnym (ważny ośrodek filmowy, drugi w Azji po hinduskim Bollywood), tamtejsze centrum finansów, bankowości i silna waluta (hongkoński dolar traktowany jest jako ósma najważniejsza waluta świata) oraz rola regionalnego ośrodka komunikacyjnego (ważne lotnisko i jeszcze ważniejszy wielki port kontenerowy) sprawia, iż obie strony mają zbyt wiele do stracenia, by pozwolić sobie na jakiekolwiek zerwanie.

Jedno jest więcej niż pewne: ostateczna decyzję podejmą władze w Pekinie, a nie obecny Szef Administracji (od 12 marca 2012 r.) Leung Chun-ying. Ten drugi może co najwyżej użyć policji, podczas gdy prawo do wprowadzenia stanu wyjątkowego leży już po stronie ChRL i jej Stałego Komitetu OZPL (Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – parlamentu).

Sytuacja jest poważna, a studenci i demonstranci wyglądają na zdeterminowanych, co zdaje się przypominać tych bojowników o demokrację, którzy przed 25-laty demonstrowali na Placu Tiananmen (co miałem możność obserwować osobiście). Pekin musi być jednak wstrzemięźliwy. Grożą mu nie tylko utrata wizerunku i poważne straty materialne, ale przede wszystkim fakt, że uważnie przyglądają się obecnemu spektaklowi w Hongkongu wszyscy Chińczycy, począwszy od tych na Tajwanie, którym obecne władze w Pekinie oferują pokojowe zjednoczenie. A co będzie, jeśli demonstracje w Hongkongu nie zakończą się pokojowo? To walka o wielką stawkę daleko wykraczającą poza sam Hongkong.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test