Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w makroekonomii i finansach publicznych

Bezrobocie młodych ograniczy tylko solidny wzrost gospodarczy

Zmiany w systemie edukacji i działaniu Urzędów Pracy są potrzebne, ale to poprawa sytuacji gospodarczej jest kluczowa, aby młodzi przestali być bezrobotni, a systemy emerytalny i ubezpieczeń społecznych odczuły ulgę – mówi dr Iga Magda, ekspert Instytutu Badań Strukturalnych.
Bezrobocie młodych ograniczy tylko solidny wzrost gospodarczy

Dr Iga Magda (Fot. IBS)

Obserwator Finansowy: W Grecji 55,6 proc. osób poniżej 25 roku życia jest bezrobotnych, 54,2 proc. w Hiszpanii, 35,1 proc. we Włoszech, blisko 25 proc. w Polsce. Czy te wskaźniki mogą być jeszcze gorsze?

Iga Magda: Uściślijmy, że stopa bezrobocia wskazuje nie ile osób w danym wieku jest bezrobotnych w ogóle, ale ile osób nie ma pracy i jej poszukuje spośród osób aktywnych zawodowo. Nie uwzględnia się więc osób biernych zawodowo, które uczą się lub studiują, a w tym przedziale wiekowym to norma.

Niemniej 55 proc. młodych osób, które bezskutecznie szukają pracy to duża liczba. I może być ona niestety jeszcze większa, bo nie wygląda na to żeby sytuacja gospodarcza w Europie miała się szybko poprawić. A nawet gdyby się poprawiła, to rynek pracy zareaguje z opóźnieniem. Jedyna pozytywna informacja jest taka, że w razie polepszenia koniunktury to młode osoby mają największe szanse na znalezienie pracy.

Niemal w całej Europie obowiązuje proporcja 2:1 w układzie bezrobocie młodych, a bezrobocie ogółem, np. w Polsce bezrobocie młodych to 25 proc., a bezrobocie ogółem 12 proc. Jak to można wytłumaczyć?

Za sporą część bezrobocia wśród młodych, we wszystkich krajach, odpowiada proces znajdowania pierwszego zatrudnienia, który ze swej natury nie jest ani szybki, ani prosty. Pierwszej pracy szuka się najdłużej. Nie ma się bowiem jeszcze umiejętności jej znajdowania, doświadczenia zawodowego i odpowiedniej sieci kontaktów, dlatego nie jest niczym dziwnym, że wśród młodych bezrobotnych jest więcej niż wśród osób starszych.

Jakie to będzie miało konsekwencja dla polskiej gospodarki, że 750 tys. obywateli do 24 roku życia nie ma pracy?

To poważny problem. Bardzo ważne jest, żeby te osoby nie traciły kontaktu z rynkiem pracy i starały się zdobywać jakieś doświadczenie, nawet poprzez prace dorywcze. Badania pokazują bowiem, że w przypadku osób wchodzących na rynek pracy w warunkach recesji skutki tego faktu są widoczne przez dłuższą część ich życia zawodowego – najczęściej ich zarobki nawet 15-20 lat później wciąż są niższe od zarobków osób, które wchodziły na rynek w okresie boomu gospodarczego.

>>Są nowe środki na walkę z bezrobociem młodych

Zatem mamy ponad 400 tys. osób, których przyszłe szanse zawodowe nie będą tak dobre, jak mogłyby być. Trzeba także popatrzeć na tę sytuację przez pryzmat systemu emerytalnego. Wydłużone okresy bezrobocia przełożą się na znacznie niższe emerytury w przyszłości.

Bezrobotni i zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych nie płacą składek w ogóle. Czy powinni np. samodzielnie oszczędzać w III filarze?

III filar jest jakimś wyjściem, choć oczywiście żeby w nim oszczędzać trzeba mieć jakiekolwiek dochody. Wiele osób nie myśli jednak o tak dalekiej perspektywie i zamiast płacenia składek wybiera wyższe dochody netto na umowach cywilnoprawnych. To trzeba dokładnie przemyśleć mając świadomość, że emerytury osób całe życie zatrudnionych na etacie nie będą wysokie, a co dopiero osób, które bądź to miały umowy cywilnoprawne, bądź długie przerwy w zatrudnieniu.

Dlaczego jednak takie umowy i przerwy w zatrudnieniu dotyczą głównie ludzi poniżej 30. roku życia?

Mówiłam już o braku doświadczenia, ale trudno o bogate doświadczenie zaraz po studiach. Gorsze jest to, że także kwalifikacje tych osób bardzo często nie odpowiadają rynkowi pracy. Według badań ponad 40 proc. absolwentów podejmuje pracę, która jest zupełnie niezwiązana z ich wykształceniem.

Mamy za dużo humanistów i za mało inżynierów?

Nasz rynek nie potrzebuje tylu pedagogów, socjologów i politologów, a problemem jest brak osób z wykształceniem ścisłym – inżynierów, informatyków itd. Nie dotyczy to tylko kierunków studiów, ale i określonych umiejętności. Polska szkoła nie uczy wszystkich swobodnego liczenia, podejścia analitycznego, takich podstawowych matematycznych umiejętności. Jest to konsekwencja tego, że wybory dotyczące ścieżki kształcenia podejmowane są na wczesnych etapach edukacji. Już w liceum można wybrać sobie klasę o profilu ogólnym i niewiele mieć wspólnego z matematyką, fizyką i chemią i to ma później konsekwencje w przyszłości.

Drugą sprawą jest to, że spora część dyplomów studiów wyższych zdobywana jest obecnie przez osoby, które jeszcze 10 lat temu miałyby wykształcenie średnie, albo zawodowe. I taki papier, często z uczelni niskiej jakości, może być mniej wart niż wykształcenie bardziej kierunkowe, szczególnie poparte doświadczeniem zawodowym.

To wszystko rodzi pytanie o politykę państwa. Czy wystarczy, że premier Tusk nie zapowiedział , choć mógł, „oskładkowania” umów cywilnoprawnych?

Gdyby wszystko dało się rozwiązać szybko polityką państwa to byłoby idealnie, niestety tak nie jest. Polityka kształcenia osób młodych to polityka długofalowa. Z jednej strony jest sporo osób, które teraz ukończyły takie a nie inne studia i zamykanie im drogi do zatrudnienia przez podnoszenie kosztów pracy nie byłoby najlepszym pomysłem. Z drugiej trzeba myśleć także o obecnych uczniach gimnazjum, o uświadamianiu im, że ścieżka kształcenia, którą wybiorą będzie miała ogromny wpływ na ich późniejsze szanse na rynku pracy.

Popularność umów cywilnoprawnych wynika z wysokich kosztów pracy, czy bardziej z chęci zwielokrotniania zysków przez pracodawców?

Tego typu umowy zbyt często są wykorzystywane, niezgodnie z prawem, jako substytut umów o pracę. Oczywiście patrząc z perspektywy indywidualnej każdemu to się opłaca – i pracodawca i pracownik częściej mogą zachować nadwyżki dla siebie. Z perspektywy państwa to już tak korzystnie nie jest – powstaje armia ludzi, którzy w przyszłości będą mieli minimalne emerytury i którzy nie płacą również np. składek zdrowotnych lub płacą w minimalnej wysokości, co wpływa także na budżet NFZ.

Zatem tzw. umów śmieciowych zlikwidować się nie da, ale nic dobrego nie przyniosą. Państwo ma związane ręce?

Państwo może lepiej adresować pomoc. Jest tendencja, żeby w ramach aktywnych polityk rynku pracy pomagać osobom, które najlepiej wychodzą w statystykach, a to powoduje, że z pieniędzy publicznych pomaga się tym, którzy pracę i tak znaleźliby trochę później, ale bez pomocy państwa. Z punktu widzenia finansów publicznych są to więc jałowe wydatki. Lepszym rozwiązaniem byłoby te środki przeznaczyć na pomoc dla osób, które są w najtrudniejszej sytuacji i którym znalezienie zatrudnienia zajmuje najdłużej.

Wtedy ci bardziej przedsiębiorczy, którym państwo nic nie zaoferowało, mogą wyjechać.

Z emigracjami różnie bywa. Równie dobrze mogą wyjechać już po odbyciu współfinansowanego przez Urząd Pracy stażu. Takie rzeczy trudno przewidzieć i trudno uwzględnić w polityce. Kolejną wadą obecnej polityki jest jej mała elastyczność. Mamy pewien standardowy katalog działań, gdzie są właśnie staże, albo prace interwencyjne oferowane wszystkim w taki sam sposób. Tymczasem potrzebne jest myślenie z punktu widzenia lokalnych rynków pracy. W niektórych małych miejscowościach stworzenie miejsca pracy będzie o wiele trudniejsze niż w większym mieście i sensowniejsze byłoby np. dotowanie dojazdów tych osób do pracy w większych ośrodkach, żeby tam mogły zdobywać doświadczenie.

Czy będziemy więc zmuszeni powtórzyć, za premierem Włoch Mario Montim, że dzisiejsi dwudziestolatkowie to „stracone pokolenie”?

To są bardzo mocne słowa i nie powiedziałabym tak. Szczególnie, że sytuacja osób młodych na rynku pracy we Włoszech jest gorsza niż w Polsce. Faktycznie jednak osoby, które wchodzą na rynek pracy w takiej jak dziś sytuacji gospodarczej, będą odczuwać tego skutki jeszcze bardzo długo.

Kwestia polityki edukacyjnej, poprawiania rynku pracy są bardzo istotne, ale poprawa sytuacji gospodarczej jest kluczowa.

Rozmawiał Marek Pielach

Dr Iga Magda jest ekspertem Instytutu Badań Strukturalnych, jest także adiunktem w Katedrze Ekonomii SGH.

OF

Dr Iga Magda (Fot. IBS)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Efekty kształcenia są ważniejsze od wskaźników skolaryzacji

Kategoria: VoxEU
Chociaż świat jest na dobrej drodze do realizacji celu w postaci powszechnej skolaryzacji na poziomie podstawowym, to osiągnięcie będzie miało niewielkie znaczenie, jeśli w dalszym ciągu obserwować będziemy stagnację w zakresie efektów kształcenia.
Efekty kształcenia są ważniejsze od wskaźników skolaryzacji

O wieku emerytalnym nie należy myśleć jak sto lat temu

Kategoria: Analizy
Na zapaść systemu emerytalnego mamy dwie recepty. Jedni mówią – zwiększmy dzietność, imigrację i/lub automatyzację, inni – podnieśmy wiek emerytalny. To drugie jawi się jako ważne dla kondycji przyszłej gospodarki. Może jednak takie podejście do problemu jest przestarzałe.
O wieku emerytalnym nie należy myśleć jak sto lat temu

Boston najlepszy dla młodych ekonomistów

Kategoria: VoxEU
Młodzi ekonomiści nagradzani w ostatnim okresie za prace naukowe najczęściej studiowali, do momentu uzyskania doktoratu, w Stanach Zjednoczonych, a w szczególności - w Bostonie - takie wnioski wynikają z badań autora niniejszego artykułu.
Boston najlepszy dla młodych ekonomistów