• Obserwator Finansowy

INE PAN: gospodarka rośnie, inwestycje wciąż niskie

05.11.2010
Żeby wzrost polskiej gospodarki miał solidne podstawy, to inwestycje powinny rosnąć w tempie wyraźnie wyższym niż PKB – mówi dr Jerzy Mycielski z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN i Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, współautor najnowszej, zaprezentowanej 4 listopada edycji raportu INE PAN „Gospodarka Polski – prognozy i opinie”.

Dr Jerzy Mycieleski (c) arch. INE PAN


Obserwator Finansowy: I jak? Co wynika z najnowszego raportu INE PAN o gospodarce Polski?

Dr Jerzy Mycielski: Wynika, że kryzys mamy definitywnie za sobą. W najbliższych kwartałach tempo wzrostu będzie się utrzymywać na poziomie 3-4 proc. To może wciąż nie jest taki wzrost PKB o jakim moglibyśmy marzyć, pamiętając rok 2007, czy 2008, niemniej to jest całkiem przyzwoite tempo.

Czy to jest tak, że nasza gospodarka dopiero nabiera rozpędu i można się spodziewać, że za kolejne dwa lata będzie wyraźnie lepiej? Czy też w sytuacji globalnej niepewności trudno liczyć na więcej? A może w ogóle spadło nasze potencjalne tempo wzrostu?

Mam nadzieję, że w dłuższym okresie tempo wzrostu będzie wyższe. To, że w przyszłym roku gospodarka wzrośnie w Polsce w najlepszym razie o niewiele ponad 4 proc., to wynik wciąż stosunkowo niskiego poziomu inwestycji w środki trwałe. W okresach największego wzrostu sprzed paru lat przekraczały one zdecydowanie 10 proc., natomiast w 2009 r. przez pewien czas były nawet ujemne. Teraz uległy znacznej poprawie, ale mimo wszystko, żeby wzrost miał solidne podstawy, to powinny osiągać wartości wyraźnie powyżej dynamiki PKB. Jeśli tak by się stało, to wówczas i stopa wzrostu PKB poszłaby w górę.

Jeśli inwestycje są wciąż dość mikre, to co generuje wzrost PKB w tych najbliższych kilku kwartałach? I na ile jest on trwały? Raport INE PAN sięga tylko połowy przyszłego roku, a jak sytuacja może wyglądać później?

Przyjęliśmy zasadę, że przygotowujemy prognozy z nie więcej niż z rocznym wyprzedzeniem. Stosowany przez nas model nie bardzo nadaje się do tworzenia prognoz długookresowych. Natomiast w tym krótszym i średnim horyzoncie najważniejszy jest wyraźny wzrost popytu krajowego. To widać w odniesieniu do spożycia – zarówno indywidualnego, czyli gospodarstw domowych, jak i zbiorowego. Zaczął rosnąć fundusz wynagrodzeń, ludzie mają więc pieniądze, żeby kupować.

Innym czynnikiem wzrostu są inwestycje – sam fakt, że przechodzimy z ujemnych dynamik wzrostu nakładów na środki trwałe do dynamik dodatnich, nawet jeśli wciąż tylko umiarkowanie dodatnich, ma istotny pozytywny wpływ na dynamikę PKB. Poza tym nienajgorsza jest sytuacja w eksporcie i w imporcie. Zwłaszcza w eksporcie, choć w ostatnich kwartałach dynamika eksportu była nieco niższa niż dynamika importu, co oznacza, że bilans dla PKB jest tu ujemny.

A jakie są czynniki zagrożenia dla naszego wzrostu?

W pewnym momencie barierą dla dalszego wzrostu mogą się stać właśnie niskie inwestycje. Są już pierwsze sygnały o tym świadczące – m.in. tak wynika z badań prowadzonych przez różne instytucje, w tym NBP. Już nawet sami przedsiębiorcy zaczynają deklarować, że przed ich firmami pojawia się bariera możliwości produkcyjnych. Jednak z naszych prognoz wynika, że sytuacja, jeśli chodzi o inwestycje, będzie się poprawiać przynajmniej w ciągu najbliższego roku. Wzrost jaki prognozujemy – rzędu 4,7 proc. – to nie jest wiele, ale mam nadzieję, że w perspektywie jakichś mniej więcej dwóch lat wysokie tempo inwestycji w sektorze prywatnym wróci.

Są jakieś przesłanki takich oczekiwań?

W sektorze przemysłowym już trzeci kwartał z rzędu produkcja rośnie o prawie 10, czy też dobrze powyżej 10 procent. To jest bardzo dużo i takie tempo jest na dłuższą metę nie do utrzymania, jeżeli przynajmniej w sektorze przemysłowym nie zostaną podjęte inwestycje.

Z jednej strony czołowi polscy ekonomiści ostrzegają przed zagrożeniem, jakim jest nasz duży deficyt finansów publicznych, z drugiej strony niepewna jest globalna sytuacja gospodarcza. Czy ta atmosfera niepewności nie spowoduje, że przedsiębiorcy będą się jeszcze wstrzymywać z inwestycjami?

Być może. Inwestycje wiążą się z ryzykiem, bo oznaczają zaangażowanie środków finansowych, często pochodzących z kredytu. Więc naturalnie niepewność ma tu ogromne znaczenie. Ale to wszystko jest jednak względne, bo w porównaniu z tym, co było rok temu, to lepsza jest nie tylko atmosfera, ale także obiektywne uwarunkowania. Ogromne znaczenie ma dla nas fakt, że gospodarka Niemiec, naszego najważniejszego partnera handlowego, weszła – jak się wydaje – na ścieżkę stabilnego wzrostu. Jednocześnie polski sektor eksportowy wydaje się w ogóle dosyć elastyczny, potrafi szybko przeorientować się na te kierunki, które wyglądają bardziej obiecująco. Teraz przede wszystkim na Europę Wschodnią, która w kryzysie generalnie dosyć dobrze sobie radzi, ale także na kraje azjatyckie.

Generalnie uwarunkowania dotyczące zarówno najbliższych nam krajów europejskich, zwłaszcza Niemiec, jak i uwarunkowania światowe są obecnie dużo lepsze. Natomiast jeśli chodzi o kwestię długu publicznego, to wydaje się – i o tym piszemy w części raportu dotyczącej budżetu – że nie ma zagrożenia katastrofą, przynajmniej w czasie najbliższego roku, czy półtora, a w dłuższej perspektywie to jak wiadomo różne rzeczy mogą się zdarzyć. Więc nie sądzę, żeby ten akurat aspekt mógł mieć znaczący wpływ.

Mimo wszystko wielu przedsiębiorców wciąż wstrzymuje się z inwestycjami.

W trakcie obecnego kryzysu przedsiębiorstwa były bardzo ostrożne, jeśli chodzi o redukcję zatrudnienia – była ona dużo mniejsza niż spadek produkcji. Mają więc ciągle zasób niewykorzystanej siły roboczej. Z racji na tę niepewność, o której pan mówi, sądzę, że na razie przedsiębiorstwa będą raczej eksploatowały ten majątek produkcyjny, który mają i wykorzystywały nadwyżki siły roboczej, które utrzymały, czy „schomikowały” w okresie kryzysu.

Zamiast inwestycji i zwiększania zatrudnienia raczej nadgodziny, etaty dla dotychczasowych ryczałtowców, pełne zatrudnienie dla zatrudnionych w niepełnym wymiarze. To się raczej nie przełoży na spadek bezrobocia.

Tutaj także widać pozytywne tendencje. Prognozujemy, że bezrobocie w drugim kwartale 2011 roku może spaść nawet o ok. 2 procent w porównaniu z drugim kwartałem 2010 roku. To jest sporo. Z danych już widać, że zatrudnienie zaczyna rosnąć. Ze społecznego punktu widzenia ogromnym problemem jest bezrobocie ludzi młodych. Na końcu naszego raportu  umieściliśmy tablice które pokazują, że jeszcze w roku 2004 było ono tragicznie wysokie – w grupie osób do 24 roku życia bezrobotnych było ponad 40 procent. Potem, w 2008 r., ten wskaźnik spadł nawet już tylko do szesnastu procent, w tej chwili znowu jest ponad 20 proc.

W maju przyszłego roku otwierają się niemiecki i austriacki rynek pracy – czy to spowoduje nagły spadek bezrobocia? W końcu ten poprzedni spadek, o którym Pan mówił, w znacznej mierze zawdzięczamy wyjazdom do pracy na Wyspy.

Dominująca opinia jest raczej taka, że kto miał wyjechać, to już wyjechał i raczej nie należy się spodziewać lawinowego wzrostu emigracji. Jednak w tej dziedzinie prognozy są bardzo trudne. Przecież niemal nikt nie przewidział, jak duża będzie skala wyjazdów po otworzeniu tej pierwszej grupy rynków pracy, w szczególności do Wielkiej Brytanii. Myślę, że dla nas naprawdę ogromnym problemem byłyby masowe wyjazdy specjalistów. Gdyby zaczęli wyjeżdżać ludzie dobrze wykształceni i kreatywni, byłoby to dużym zagrożeniem dla naszej gospodarki, która i tak jest mało innowacyjna. Ale nie sądzę, żeby do tego miało dojść, skoro nie nastąpiło to w pierwszej fali emigracji. Natomiast myślę, że wyjazdy osób bezrobotnych, pochodzących z regionów dotkniętych szczególnie wysokim bezrobociem, są raczej korzystne. Zapewne lepiej jest, że te osoby znajdują zagranicą jakąś pracę, zamiast pozostawać w Polsce i z czasem popaść w trwałe bezrobocie.

A co zdarzy się w dłuższej perspektywie, wybiegającej poza ten okres najbliższych 3 kwartałów, jaki prognozuje raport INE PAN? Czy cięcia wydatków na inwestycje infrastrukturalne, które rząd przewiduje w latach 2012-2013 dla zmniejszenia deficytu, nie stanowią zagrożenia dla wzrostu?

Z pewnością będzie to czynnik hamujący wzrost, aczkolwiek trzeba sobie zdawać sprawę, że udział inwestycji prywatnych w całości wydatków na środki trwałe w gospodarce jest dominujący, rzędu ok. 70 proc.

Czy mogę prosić na koniec o skomentowanie prognoz INE PAN dotyczących przewidywanych decyzji Rady Polityki Pieniężnej?

Nasza prognoza w tym względzie – ekspercka, a nie modelowa – jest taka, że RPP podwyższy stopy procentowe w dwóch ruchach. Najpierw, jeszcze w tym roku, do 3,75 proc i potem, już w przyszłym, do 4 proc. Takie oczekiwania wynikają z prognozowanego wzrostu inflacji. Spodziewamy się, że będzie ona rosła, ale w sposób bardzo umiarkowany – z obecnych 2 procent do ok. 2,5 proc. w drugim kwartale przyszłego roku. Oczekujemy też, że równolegle będzie rosła dynamika gospodarcza.

Rozmawiał: Ryszard Holzer

Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test