• Judyta Sierakowska

Mołdawia na polu minowym

02.09.2015
Republika Mołdawii to Dziki Zachód w kryzysie. Finansowy jego wymiar splata się z kryzysem politycznym i bezpieczeństwa. W czerwcu MFW zawiesił rozmowy w sprawie nowego programu kredytowego, potem Bank Światowy wstrzymał pożyczkę. Jakby tego było mało, w lipcu ok. 50 mln euro pomocy zamroziła Unia Europejska.

W Mołdawii (CC By NS ND Marco Fieber)


Wycofanie się lub wstrzymanie pomocy dla Mołdawii podyktowane jest brakiem transparentności instytucji finansowych i bankowych w tym kraju. Pożyczkodawcy chcą zamknięcia trzech, podejrzanych mołdawskich banków: Banca de Economii oraz Unibank i Social Bank. Kiedy 6 sierpnia Dorin Drăguțanu, dyrektor Narodowego Banku Mołdawii zapowiedział, że zgodnie z zaleceniami MFW, trzy banki z których wyprowadzono w listopadzie 2014 roku 1 mld dolarów (12,5 procent rocznego PKB republiki), zostaną zamknięte, od razu ustawiły się przed nimi kolejki. Nie pomogły zapewnienia szefa NBM, że pieniądze są bezpieczne.

Bankowe ślady prowadzą do Rosji

Plan jest taki, że trzy banki zostaną zlikwidowane do października, a około 3 tys. osób straci pracę. Łącznie 2 mln kont, które one prowadzą, zostanie przeniesionych do innych banków. Trzy wspomniane wyżej instytucje, mają zakaz otwierania nowych rachunków.

Do wykrycia kto stoi za przestępstwem zatrudniono agencję Kroll, która od początku miała trudne zadanie – dane zarówno w formie elektronicznej, jak i wewnętrzne raporty dotyczące transferów pieniężnych pomiędzy bankami zostały zniszczone. Nawet auto, którym przewożono ważne dla śledztwa dokumenty Saving Bank, skradziono i spalono.

Przewodniczący mołdawskiego parlamentu naciskany przez opinię publiczną opublikował raport ze śledztwa. Wynika z niego, że pieniądze wyprowadzono za pomocą oszukańczych transferów i pożyczek: poprzez sieć rosyjskich spółek i fikcyjnych firm z siedzibą w Wielkiej Brytanii miały trafić do łotewskich banków. Mózgiem tej operacji miał być miliarder i właściciela sieci sklepów wolnocłowych i innych lokali usługowych na międzynarodowym lotnisku w Kiszyniowie, 28-letni Ilan Shor.

Sąd skazał go na areszt domowy, i co najciekawsze w tej mołdawskiej, finansowej telenoweli, mimo zarzutów i buntu Mołdawian, którzy wyszli na ulice skandując: „Precz ze złodziejami” i „Chcemy nasze miliardy z powrotem”, Shor w czerwcowych wyborach samorządowych został… merem miasteczka Orhei!

Oligarchowie u władzy

Mołdawia na bankowej akcji straciła dużo: dobre imię, wiarygodność i źródła finansowania, zwłaszcza europejskiego.

Odzyskanie powyższych, a także i usprawnienie gospodarki i notowań koalicyjnych to wyzwanie dla tamtejszej polityki, która też się zmienia. 30 lipca bowiem parlament Mołdawii zatwierdził nowy rząd koalicji Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej (AEI), który tworzą: Partia Liberalno-Demokratyczna (PLDM), Demokratyczna Partia Mołdawii (PDM) i Partia Liberalna (PL). I jak to bywa w Mołdawii, zatwierdzono go „na styk”, czyli minimalną większością głosów – gabinet poparło bowiem 52 spośród 101 deputowanych.

Parlament Mołdawii przegłosował też wniosek o wotum zaufania dla nowego rządu. Nowym premierem został milioner, biznesmen Valeriu Streleț. No właśnie, niby nowy, a jakby stary. Ze starej, dobrej oligarchicznej grupy: 45-letni Streleț jest właścicielem jednej z największych w Mołdawii firm dystrybucji nawozów sztucznych. Do tego ten współzałożyciel PLDM, jest też od wielu lat współpracownikiem i znajomym Vlada Filata, premiera Mołdawii w latach 2009–2013 i pełniącego obowiązki prezydenta dwa dni w grudniu 2010 roku.

„Nowy” kurs polityczny może rozczarować. Prawda jest taka, że to Filat oraz drugi Vlad, oligarcha i miliarder Plahotniuc z PDM, faktycznie dzierżą władzę. Streleț najprawdopodobniej będzie tylko kolejnym podporządkowanym Filatowi premierem. Podczas zaprzysiężenia obiecał zbliżenie do UE, znormalizowanie napiętych stosunków z Rosją, nasilenie walki z korupcją, a także zapewnił, że rząd jest „zdeterminowany, by naprawić sytuację i poprowadzić kraj naprzód”. Wątpliwe jest jednak, że zrobi cokolwiek w kwestii rozdziału powiązań polityczno-biznesowych w swoim kraju. Wszak sam w nich tkwi.

Gdyby rząd republiki rzeczywiście nosił się z zamiarem odpolitycznienia instytucji państwowych, choćby wymiaru sprawiedliwości, premierem zostałby nie Streleț, ale proponowana przez PLDM minister oświaty i była ekonomistka w Banku Światowym Maia Sandu, która otwarcie zachęca do walki z korupcją. Nie wszystkim się to jednak podoba. Dwie pozostałe koalicyjne partie nie zgodziły się na postulowane przez nią zmiany na stanowiskach dyrektora Narodowego Banku Mołdawii i prokuratora generalnego, których Sandu współwini za dopuszczenie do afery bankowej.

Rząd jest od lat bardzo uzależniony od sfery biznesowej. I zapewne tak jak było dotychczas, o przetasowaniach na stanowiskach decydować będzie oligarcha Plahotniuc. Ekonomistka Sandu została wyeliminowana, został Streleț – wygodny kompromis z cyklu „zmieniliśmy premiera, ale u nas wszystko bez zmian”.

Zamrożona pomoc

Przed nową, starą drużyną stoi bardzo poważne wyzwanie: walka o dobre imię i utracone finansowanie. O ile walka o to pierwsze jest dyskusyjna, bo jak można walczyć o odzyskanie czegoś czego nie było, to staranie się o odzyskanie możliwości finansowania jest priorytetem. W czerwcu MFW zawiesił rozmowy w sprawie nowego programu kredytowego dla Mołdawii, potem Bank Światowy wstrzymał pożyczkę wysokości 45 mln dolarów. Jakby tego było mało, 5 lipca UE zamroziła wartą ok. 50 mln euro pomoc. Republika bez europejskiej pomocy nie da sobie rady, jest bowiem od niej uzależniona, tylko w latach 2010-2013 Mołdawia otrzymała od UE 550 mln euro!

Walka z korupcją też należy do przegranych. Nawet sami Mołdawianie mają do niej raczej ambiwalentny stosunek. Premier Streleț chcąc odzyskać łaskawość obywateli oraz UE i instytucji międzynarodowych, na których finansowanie liczy zapowiedział, że do zlokalizowania zdefraudowanych pieniędzy i sprowadzenia jak największej ich części do kraju będzie wyznaczony specjalny zespół śledczy. Jednak liczenie, że pieniądze cudem wrócą do kraju wydaje się być mrzonką.

Jak komentował prezes Ligi Banków Mołdawii Dumitru Ursu „To jest pewne na 100 procent, że te pieniądze nie zostaną odzyskane, a strata stanie się częścią długu publicznego”.  Obecnie dług ten wynosi on 1,7 miliarda dolarów, więc jak dojdzie do niego kolejny miliard, osłabiona Mołdawia, na pewno nie poradzi sobie bez zewnętrznej pomocy.

Upadek na każdym froncie

Kryzys finansowy w republice jest widoczny gołym okiem – kilka miesięcy temu, szczytowy spadek osiągnęła mołdawska waluta – lej, który spadł prawie o 40 proc. w stosunku do euro i dolara. Tylko w pierwszej połowie 2015 roku eksport republiki zmniejszył się o 15,3 proc., a import aż o 22,1 proc. Wpływy do kieszeni państwowej i obywateli są coraz mniejsze, a wydatki wprost przeciwnie. Ku niezadowoleniu społecznemu w lipcu Narodowa Agencja Regulacji w Energetyce zmuszona była podjąć decyzję o podwyżce cen energii elektrycznej nawet  o 37 proc. i gazu o 15,4 proc.

Do skrajnie złej sytuacji finansowej dochodzi kryzys bezpieczeństwa, czyli pogłębiający się konflikt Mołdawii z separatystycznym Naddniestrzem. Zarówno ono, jak i Gagauzja są prorosyjskie. Nawet migracja zarobkowa Mołdawian, to wyjazdy głównie do Rosji. Stanowią ono jedno z głównych źródeł dochodów zewnętrznych kraju – jedna trzecia PKB Mołdawii to przelewy Mołdawian pracujących w kraju Putina. Na każdej aferze i kryzysie w republice korzysta Rosja, od której surowców Kiszyniów jest uzależniony.

Nie zapowiada się też, że nowa koalicja polityczna będzie potrafiła skrzyknąć się i wybrać kompromis dla dobra własnego kraju. Jest tradycyjnie skonfliktowana i z tego powodu raczej będzie trudno jej osiągnąć porozumienie w sprawie wystawienia wspólnego kandydata na prezydenta w marcu przyszłym roku. Koalicja bowiem nie ma 61 głosów, czyli wymaganych trzech piątych. A jak wiadomo Mołdawia w tej sferze jest rekordzistą. W wyniku politycznych tarć obecny prezydent Nicolae Timofti został wybrany dopiero po 917 dniach impasu! Oby za rok nie było powtórki z rozrywki.

We wrześniu misja MFW ma odwiedzić republikę, by ocenić perspektywy nowego programu. Prognozy są mało optymistyczne: korupcja w Mołdawii i społeczne przyzwolenie na nią mają się zbyt dobrze, by liczyć na przejrzystość działań czy to rządu czy biznesu. „Partie nie mają rozwiniętych wewnętrznych procedur demokratycznych, proces ich finansowania i kampanie wyborcze nie są transparentne” – napisano w raporcie Transparency International. Tylko na korupcję w sądownictwie skarży się aż ponad 80 proc. ankietowanych Mołdawian!

Europa też już nie ukrywa, że sytuacja w Mołdawii jest tragiczna. 10 sierpnia sekretarz generalny Rady Europy Thorbjørn Jagland w opinii dla The New York Times napisał, że Mołdawia znajduje się na skraju przepaści i jeśli nie pospieszy się z wprowadzeniem reform, może stać się nowym punktem zapalnym.

Autorka jest dziennikarką. Przez kilka miesięcy mieszkała w Mołdawii, napisała książkę „Mołdawianie w kosmos nie lietajut biez wina”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test