• Marcin Wroński

Niższa produktywność pracy spowalnia wzrost płac w krajach OECD

02.11.2018
Po kryzysie finansowym w państwach OECD spadek bezrobocia ma wyraźnie słabszy wpływ na wzrost wynagrodzeń niż w latach go poprzedzających. Kluczowym czynnikiem obniżającym tempo wzrostu płac jest spadek dynamiki produktywności pracy.

Chile, a także Polska i Litwa, to kraje, w których płace wzrosły najbardziej (Rafael Edwards, CC BY-NC)


Rynki pracy pozornie powróciły już do stanu sprzed kryzysu finansowego. Dziś w państwach OECD pracuje więcej ludzi niż przed kryzysem, a poziom bezrobocia w większości krajów jest niższy niż w 2007 roku lub porównywalny. Liczba wakatów osiągnęła rekordowe wartości nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także w strefie euro i Australii. Dlaczego zatem płace rosną tak wolno?

Teoria ekonomii jednoznacznie sugeruje, że spadek bezrobocia powinien pozytywnie wpływać na tempo wzrostu płac. Wysoki poziom bezrobocia osłabia pozycję przetargową pracowników, zmuszając ich do przyjęcia oferty pracy za niższym wynagrodzeniem, niż miałoby to miejsce w okresie niskiego bezrobocia. Dane empiryczne jasno pokazują, że spadek bezrobocia idzie w parze ze wzrostem płac, ale dla jego tempa znaczenie ma jednak także wiele innych czynników niż sama dynamika zatrudnienia.

W latach 2000-2007 w państwach OECD godzinowe wynagrodzenia nominalne rosły średnio o 4,8 proc. rocznie. W latach 2012-2017, czyli w okresie kiedy światowa gospodarka najgorsze miała już za sobą, a co więcej rozpoczęło się ożywienie gospodarcze, średnioroczny wzrost płac godzinowych wynosił jedynie 2,1 proc. rocznie. Niższe tempo wzrostu wynagrodzeń po kryzysie finansowym częściowo amortyzuje niższa inflacja (0,8 proc. w latach 2012-2017 vs. 2,7 proc. w latach 2000-2007), jednakże nawet gdy porównamy dynamikę wzrostu wynagrodzeń realnych wciąż jest ona wyraźnie słabsza po kryzysie finansowym (1,2 proc.), niż w ciągu siedmiu lat go poprzedzających (2,2 proc. rocznie).

Krzywa Philipsa w dół

W większości państw OECD spadek dynamiki wynagrodzeń dotyczy całej dystrybucji płac – spadła ona dla najniższego decyla, mediany, jak i najwyższego decyla zarobków. Tempo wzrostu wynagrodzeń wciąż jednak jest zróżnicowane – wynagrodzenia 1 proc.  najlepiej zarabiających rosną wyraźnie szybciej niż mediana płac.

Po kryzysie finansowym w państwach członkowskich OECD spadek bezrobocia ma wyraźnie słabszy wpływ na wzrost wynagrodzeń niż w latach go poprzedzających. W ostatnich latach roczny wzrost płac był o ok. 1,5-2 punkty procentowe niższy niż przy podobnych poziomach bezrobocia w latach 2000-2007. W zdecydowanej większości państw OECD (wyjątkami są tu Stany Zjednoczone i Irlandia) krzywa Philipsa ukazująca zależność pomiędzy poziomem bezrobocia i wzrostem płac nominalnych przesunęła się w dół, tj. do niższej dynamiki wynagrodzeń przy tym samym poziomie bezrobocia.

Kluczowym czynnikiem warunkującym tempo wzrostu płac jest wzrost produktywności pracy, ponieważ to właśnie dzięki niemu pracodawcy mogą sfinansować zwiększenie funduszy wynagrodzeń. Niestety po kryzysie finansowym dynamika produktywności jest zdecydowanie niższa niż przed nim – wynosi jedynie 1,2 proc. wobec 2,3 proc. w latach 2000-2007, co siłą rzeczy  zmniejsza przestrzeń do podwyżek.

Spadek dynamiki produktywności jest obecnie jednym z najistotniejszych tematów w dyskusjach ekonomistów.

Czynniki warunkujące

Zidentyfikowano rozmaite przyczyny, dlaczego produktywność nie rośnie tak szybko jak w przeszłości, z których prawdopodobnie najistotniejszą z perspektywy tematu niniejszego artykułu jest wzrost zróżnicowania tempa wzrostu produktywności w różnych firmach. W firmach aktywnie rozwijających nowe technologie już wcześniej rosła ona szybciej niż w tych, które nie inwestują w badania i rozwój. Dzisiaj różnica pomiędzy tempem wzrostu produktywności w firmach, w których rośnie ona najszybciej i resztą firm, jest jednak istotnie większa niż w przeszłości.

Czynnikiem warunkującym wzrost płac jest oczywiście również inflacja, ponieważ osoby zatrudnione dbają o to, by wzrost ich wynagrodzenia dotrzymywał tempa wzrostowi kosztów życia. O ile jednak niższa inflacja mogłaby być uzasadnieniem spadku dynamiki wynagrodzeń nominalnych, o tyle nie może wyjaśnić tego, że po kryzysie istotnie obniżyło się również tempo wzrostu wynagrodzeń realnych.

Istotnym powodem spadku dynamiki wynagrodzeń jest pogorszenie się jakości pracy. Po kryzysie finansowym niektórzy bezrobotni ze względu na wygasanie uprawnień do zasiłków musieli zaakceptować oferty pracy, które odrzuciłaby przed kryzysem. Dziś w państwach OECD jedynie jedna trzecia bezrobotnych otrzymuje zasiłki z tytułu bezrobocia, a to właśnie osoby zupełnie pozbawione praw do zasiłku odczuwają najsilniejszą presję na przyjmowanie jakichkolwiek ofert pracy. Wzrost długości okresu bezrobocia powoduje również obniżenie wynagrodzenia po ponownym zatrudnieniu ze względu na deprecjację umiejętności zawodowych, która miała miejsce w czasie pozostawania bez pracy. W wielu państwach OECD po kryzysie istotnie wzrósł odsetek pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony, którzy preferowaliby prace na pełen etat.

Czynnikiem obniżającym tempo wzrostu wynagrodzeń po kryzysie jest również dywergencja pomiędzy dynamiką wynagrodzeń osób zatrudnionych na pełen etap i część etatu. O ile w latach 2000-2006 wynagrodzenia obu grup pracowników rosły w podobnym tempie, to po kryzysie wynagrodzenia osób zatrudnionych na część etatu rosły wyraźnie wolniej niż tych zatrudnionych na pełen etat. Co więcej różnica ta była największa właśnie w państwach, w których odnotowano wzrost odsetka osób  niedobrowolnie pracujących na część etatu.

Najlepiej wypadają Litwa, Polska i Chile

Porównując dynamikę płac w latach 2001-2007 i 2012-2017 pamiętać należy, że nie wszystkie państwa OECD zdołały nadrobić spadki płac, które miały miejsce w okresie kryzysu gospodarczego. W Wielkiej Brytanii, Meksyku i Grecji pensje realne wciąż są niższe niż w 2007 roku. W porównaniu do wysokości płac realnych dziś i dziesięć lat temu najlepiej wypadają Litwa, Polska i Chile. W pierwszym z wymienionych krajów wynagrodzenia realne urosły o blisko 40 proc. na przestrzeni dekady, podczas gdy w naszym kraju wzrosły o ponad 20 proc.

Chociaż spadek dynamiki płac jest jednym z najistotniejszych problemów państw OECD nie dotyczy on wszystkich państw członkowskich. W Niemczech i Japonii płace rosną obecnie w podobnym tempie, jak przed kryzysem, chociaż w odniesieniu do drugiego z wymienionych państw trafniej byłoby powiedzieć, że w obu okresach mieliśmy do czynienia ze stagnacją wynagrodzeń. W Izraelu medianowe wynagrodzenia oraz wynagrodzenia w górnym decylu dystrybucji płac rosną szybciej niż przed kryzysem, podczas gdy dynamika wynagrodzeń w najniższym decylu jest niższa niż przed nim. Polska również znajduje się w grupie państw pozytywnie wyróżniających się – wzrost medianowego wynagrodzenia oraz wynagrodzeń w najniższym decylu dystrybucji był szybszy w latach 2007-2017 niż w latach 2001-2006, podczas gdy płace w najwyższym decylu rosną w podobnym tempie co przed kryzysem. Największa dodatnia różnica pomiędzy wzrostem płac po kryzysie i w latach go poprzedzających ma miejsce w Chile.

O ile bezrobocie w większości państw OECD wróciło do poziomu przedkryzysowego, to rynek pracy powraca do stanu przedkryzysowego przede wszystkim w wymiarze ilościowym. Jeśli przyjrzymy się dokładnie wymiarom jakości pracy definiowanym przez OECD wciąż wiele zostało jeszcze do odrobienia. Zmniejsza się różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, poprawia się relatywna pozycja grup wykluczonych oraz maleje odsetek pracowników deklarujących nadmiernie obciążenie pracą. Jednak poczucie niepewności własnej sytuacji zawodowej oraz odsetek ubogich pracujących wciąż są wyższe niż przed kryzysem. Polityka publiczna powinna brać pod uwagę nie tylko poziom bezrobocia, ale także jakość tworzonych i istniejących miejsc pracy.

Szerzej

Marcin Wroński – ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej oraz Wolnego Uniwersytetu Berlina. Doktorant w Kolegium Gospodarki Światowej SGH


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły