• Marek Chądzyński

Polska będzie rozwijać się wolniej niż region

13.07.2011
Budżetowe zaciskanie pasa, wolniejszy wzrost konsumpcji i słabsze wykorzystanie funduszy unijnych – to według analityków Instytutu Ekonomicznego NBP główne przyczyny wyhamowania tempa wzrostu gospodarczego w najbliższych dwóch latach. W 2012 roku Polska będzie się rozwijać wolniej od średniej dla Europy Środkowej i Wschodniej.

(CC BY-NC-ND azglenn)


Instytut skorygował w dół swoje wcześniejsze szacunki wzrostu gospodarczego. Uzasadnienie tej korekty znalazło się w lipcowym wydaniu „Analizy sytuacji gospodarczej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej” opublikowanym właśnie przez NBP. Według aktualnej projekcji polska gospodarka ma się rozwijać w tempie 4 proc. w tym roku i 3,2 proc. w przyszłym. W poprzednim raporcie zakładano, że polski PKB będzie rósł o (odpowiednio) 4,3 proc. o 4,2 proc.

Skąd ten pesymizm? Złoży się na to kilka czynników. Po pierwsze rząd zapowiedział działania ograniczające deficyt finansów publicznych. To musi mieć wpływ na gospodarkę, bo zmniejszenie deficytu można osiągnąć tylko poprzez zwiększenie dochodów państwowej kasy i obniżenie jej wydatków. A to zazwyczaj ma negatywny wpływ na aktywność gospodarczą, choćby ze względu na wzrost podatków. Tzw. dostosowanie fiskalne to zresztą, według autorów analizy, jeden z głównych czynników ryzyka nawet dla nowej prognozy wzrostu PKB. Analitycy IE przypominają, że Polska jest objęta procedurą nadmiernego deficytu i zobligowana do jak najszybszego obniżenia go poniżej 3 proc. PKB. Ma to nastąpić w perspektywie dwóch lat i jeśli byłyby z tym problemy, to nie można wykluczyć dalszego fiskalnego zaciskania pasa. A to rykoszetem uderzy we wzrost.

Druga przyczyna większej wstrzemięźliwości w prognozowaniu wzrostu PKB to ograniczenie tempa konsumpcji. NBP ocenia, że tzw. spożycie indywidualne nie będzie dynamicznie rosnąć, bo dochody do dyspozycji konsumentów będą zwiększać się nieznacznie. To przez brak istotnej poprawy sytuacji na rynku pracy, ale też wskutek spadku wielkości transferów socjalnych wywołanego przez budżetowe oszczędności.  Na dodatek i tak słabo rosnące pensje zżerać będzie inflacja. NBP spodziewa się jej znacznego przyspieszenia. W tym roku inflacja CPI ma wynieść 4 proc., a nie 3 proc. jak spodziewano się w październiku 2010. Nieco lepsze wiadomości bank centralny ma za to dla nas na rok 2012, bo wtedy wskaźnik wzrostu cen ma spaść do 2,7 proc. Pod koniec 2010 roku oceniano, że będzie to 3 proc. Inflacja ma się obniżyć do poziomu zbliżonego do celu inflacyjnego NBP, czyli 2,5 proc. pod koniec drugiego kwartału 2012 roku. Czynnikami, które będą odpowiadały za stopniowe hamowanie wzrostu cen mają być ograniczony popyt wewnętrzny oraz wolniejszy wzrost cen surowców rolnych i energii na rynkach światowych.

Oprócz oszczędności w budżecie i inflacji za gorszy wzrost będzie też odpowiadać gorsze wykorzystanie funduszy unijnych przez polski sektor publiczny. Ma to się przełożyć na obniżenie dynamiki inwestycji publicznych w latach 2012-2013. NBP zakłada jednak, że częściowo lukę, jaka powstanie w inwestycjach, mogą wypełnić wydatki przedsiębiorstw prywatnych.

– Do stopniowego wzrostu inwestycji przedsiębiorstw przyczyni się rosnące wykorzystanie mocy produkcyjnych oraz względnie niski koszt użytkowania kapitału – napisali eksperci IE.

Mimo słabszych prognoz Polska i tak powinna pozytywnie wyróżniać się na tle całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej, przynajmniej w tym roku. Instytut przywołuje ostatnie prognozy Komisji Europejskiej. Wynika z nich, że w 2011 roku PKB w krajach Europy Środkowej i Wschodniej ma średnio wzrosnąć o 3,2 proc. Dopiero w 2012 roku sytuacja może się odwrócić, bo średnie tempo wzrostu gospodarczego w regionie może wynieść 3,6 proc., będzie więc wyższe, niż w Polsce.

Instytut zwraca uwagę na fakt, że wszystkie kraje tego regionu miały już dodatnią dynamikę wzrostu PKB w I kwartale tego roku. Najszybciej rozwijała się gospodarka Estonii (wzrost PKB o 8,6 proc.) i Litwy (6,8 proc.). Najgorzej pod tym względem było w Rumunii, która notowała 0,3 proc. wzrost. To i tak postęp, bo jeszcze w 2010 roku rumuńska gospodarka skurczyła się o 1,3 proc.

Analitycy Instytutu dodają, że PKB w krajach regionu rósł głównie dzięki coraz większemu popytowi zewnętrznemu. Wartość eksportu z krajów EŚW już w II kwartale 2010 roku osiągnęła poziom sprzed kryzysu. Według raportu IE szybki wzrost eksportu był przede wszystkim efektem programów pomocowych wprowadzanych przez kraje Europy zachodniej w odpowiedzi na kryzys, np. dopłaty do zakupu nowych samochodów. Kupujący z zachodu chętniej też wybierali produkty z krajów naszego regionu ze względu na ich niższe ceny.

Inne przyczyny utrzymywania się dobrej koniunktury w regionie to odbudowa zapasów i coraz większy popyt krajowy, głównie dzięki konsumpcji prywatnej. Konsumpcja prywatna wzrastała stopniowo przez wszystkie kwartały 2010 roku, a na jej łączny dobry wynik złożyło się przede wszystkim ożywienie w Polsce (wzrost o 3 proc. w skali w 2010 roku). Znaczne przyspieszenie nastąpiło w I kwartale tego roku, kiedy to oprócz polskich konsumentów na zakupy ruszyli też mieszkańcy krajów nadbałtyckich. Tam konsumpcja prywatna wzrosła o 3,6-5,5 proc. To sprawiło, że dynamika wzrostu PKB przyspieszyła do 3,4 proc. w I kwartale tego roku z 2,3 proc. w 2010 roku.

Te tendencje powinny utrzymywać się w regionie w kolejnych kwartałach tego roku i w roku przyszłym. Tak przynajmniej sądzi Komisja Europejska, na którą powołuje się Instytut Ekonomiczny. Konsumpcja ma się zwiększać mimo niewielkiej poprawy na rynku pracy w najbliższych miesiącach.

– Ożywienie konsumpcji prywatnej ma być kontynuowane również w 2012 roku, kiedy to przewiduje się szybszą poprawę sytuacji na rynku pracy – uważają autorzy Analizy.

> Analiza NBP sytuacji gospodarczej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test