• Marek Chądzyński

Świąteczne premie zwiększyły płace

18.01.2012
Wypłaty świątecznych premii wsparły grudniową dynamikę wzrostu płac, ale nie na tyle, by wynagrodzenia zaczęły rosnąć szybciej od inflacji. Firmy nadal też nie kwapią się z przyjmowaniem do pracy nowych pracowników – liczba etatów w przedsiębiorstwach zmalała o około 12 tysięcy w ciągu miesiąca.

(Opr. DG)


Na rynku pracy stagnacja: co prawda w grudniu po raz pierwszy w historii średnia płaca w przedsiębiorstwie przekroczyła poziom 4 tys. zł (wyniosła dokładnie 4015,37 zł) jednak roczną dynamikę wzrostu na poziomie 4,4 proc. trudno uznać za wysoką. Bo w grudniu inflacja wynosiła 4,6 proc. A to oznacza, że płace nie nadążają za wzrostem cen i to już drugi miesiąc z rzędu. Podobna sytuacja była już w listopadzie.
Dynamikę rzędu 4,4 proc. zawdzięczamy prawdopodobniE wypłatom świątecznych premii. Ekonomiści zgadują (bo nie ma jeszcze danych szczegółowych), że prym w tym wiodło górnictwo. To branża, w której średnia pensja jest największa (w listopadzie wynosiła już ponad 7 tys. zł i była prawie o 30 proc. większa niż październiku). Teoria o tym, że to górnicy dostali największe bonusy bierze się z doświadczeń z lat ubiegłych. W 2010 roku wypłacone średnie wynagrodzenie w górnictwie wzrosło z niewiele ponad 7 tys. zł w listopadzie do prawie 10,3 tys. zł w grudniu.
Fakt, że płace w firmach rosną wolniej od inflacji z punktu widzenia polityki pieniężnej nie jest złą informacją. Nie ma bowiem mowy o presji płacowej, która mogłaby być pierwszym elementem efektu drugiej rundy. Nadmierny popyt nie grozi gospodarce, nie będzie więc potrzeby schładzać jej podwyżkami stóp procentowych. A obecny wzrost inflacji spowodowany jest problemami z podażą niektórych dóbr. Na to Rada Polityki Pieniężnej nie ma wpływu.
Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku uważa, że w kolejnych miesiącach roczna dynamika płac powinna wyhamować do około 4 proc. Przy utrzymywaniu się wysokiej inflacji siła nabywcza średniej płacy nadal będzie więc maleć.
– Ważnym czynnikiem ograniczającym presję na wzrost płac w tym roku będą podwyżka składki rentowej opłacanej przez pracodawców o 2 pkt. proc., dalszy wzrost stopy bezrobocia, zamrożenie płac w sektorze publicznym oraz gorsze niż w ubiegłym roku wyniki finansowe firm – napisał Adam Czerniak w komentarzu do środowych danych.
Analitycy zwracają uwagę, że grudzień był kolejnym miesiącem spadku liczby etatów. Co prawda zatrudnienie wzrosło w skali roku o 2,3 proc., ale w porównaniu z listopadem zmalało o 0,2 proc. – czyli o około 12 tys. etatów. To może to być efekt końca prac sezonowych i wygasania podpisywanych przy tej okazji umów na czas określony. Ekonomiści BRE Banku sądzą jednak, że to może być zapowiedź dalszego pogarszania się sytuacji na rynku pracy.
– (…)Biorąc pod uwagę zachowanie wskaźników koniunktury, ciepły grudzień oraz sporą inercję zatrudnienia w poszczególnych sekcjach to rzuca sporo pesymizmu na zachowanie rynku pracy. Skalę tego „rzutu” będziemy mogli poprawnie ocenić widząc przekrój spadków – napisali w środowym raporcie.
Ekonomiści BZ WBK uważają, że przyczyn ograniczania zatrudnienia przez polskie firmy należy szukać w sytuacji za granicą. Ich zdaniem to dopiero początek procesu.
– Perspektywy dla rynku pracy na ten rok rysują się mniej optymistycznie (niż w 2011 roku – przyp. MCh) – spodziewamy się stagnacji zatrudnienia oraz wyhamowania tempa wzrostu płac mniej więcej do poziomu zgodnego z dynamiką inflacji – uważa BZ WBK. Podobnego zdania jest Adam Czerniak. Według niego W kolejnych miesiącach należy oczekiwać dalszego spadku dynamiki zatrudnienia. Wskazywać mają na to ostatnie badania koniunktury – np. subindeks zatrudnienia w badaniu PMI w grudniu spadł o 4 pkt (najmocniej w historii) do poziomu nienotowanego od października 2009 roku.
– Trudna sytuacja na rynku pracy będzie miała miejsce także w II poł. br., kiedy wzrośnie liczba zwolnień w firmach budowlano-montażowych w związku z kończeniem realizacji inwestycji publicznych – uważa Adam Czerniak.
Jego zdaniem negatywny wpływ na rynek pracy będzie też miało ograniczenie nakładów budżetowych na Fundusz Pracy. W tym roku nominalnie wzrosną one o 1,6 proc. – czyli mniej niż inflacja.
– Przyczyni się to do ograniczenia środków przeznaczonych przez Urzędy Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, w tym przede wszystkim na wspieranie zakładania nowych miejsc pracy – ocenia ekonomista Kredyt Banku.
Marek Chądzyński

Na rynku pracy stagnacja: co prawda w grudniu po raz pierwszy w historii średnia płaca w przedsiębiorstwie przekroczyła poziom 4 tys. zł (wyniosła dokładnie 4015,37 zł) jednak roczną dynamikę wzrostu na poziomie 4,4 proc. trudno uznać za wysoką. Bo w grudniu inflacja wynosiła 4,6 proc. A to oznacza, że płace nie nadążają za wzrostem cen i to już drugi miesiąc z rzędu. Podobna sytuacja była już w listopadzie.

Dynamikę rzędu 4,4 proc. zawdzięczamy prawdopodobniE wypłatom świątecznych premii. Ekonomiści zgadują (bo nie ma jeszcze danych szczegółowych), że prym w tym wiodło górnictwo. To branża, w której średnia pensja jest największa (w listopadzie wynosiła już ponad 7 tys. zł i była prawie o 30 proc. większa niż październiku). Teoria o tym, że to górnicy dostali największe bonusy bierze się z doświadczeń z lat ubiegłych. W 2010 roku wypłacone średnie wynagrodzenie w górnictwie wzrosło z niewiele ponad 7 tys. zł w listopadzie do prawie 10,3 tys. zł w grudniu.

Fakt, że płace w firmach rosną wolniej od inflacji z punktu widzenia polityki pieniężnej nie jest złą informacją. Nie ma bowiem mowy o presji płacowej, która mogłaby być pierwszym elementem efektu drugiej rundy. Nadmierny popyt nie grozi gospodarce, nie będzie więc potrzeby schładzać jej podwyżkami stóp procentowych. A obecny wzrost inflacji spowodowany jest problemami z podażą niektórych dóbr. Na to Rada Polityki Pieniężnej nie ma wpływu.

Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku uważa, że w kolejnych miesiącach roczna dynamika płac powinna wyhamować do około 4 proc. Przy utrzymywaniu się wysokiej inflacji siła nabywcza średniej płacy nadal będzie więc maleć.

– Ważnym czynnikiem ograniczającym presję na wzrost płac w tym roku będą podwyżka składki rentowej opłacanej przez pracodawców o 2 pkt. proc., dalszy wzrost stopy bezrobocia, zamrożenie płac w sektorze publicznym oraz gorsze niż w ubiegłym roku wyniki finansowe firm – napisał Adam Czerniak w komentarzu do środowych danych.

Analitycy zwracają uwagę, że grudzień był kolejnym miesiącem spadku liczby etatów. Co prawda zatrudnienie wzrosło w skali roku o 2,3 proc., ale w porównaniu z listopadem zmalało o 0,2 proc. – czyli o około 12 tys. etatów. To może to być efekt końca prac sezonowych i wygasania podpisywanych przy tej okazji umów na czas określony. Ekonomiści BRE Banku sądzą jednak, że to może być zapowiedź dalszego pogarszania się sytuacji na rynku pracy.

– (…)Biorąc pod uwagę zachowanie wskaźników koniunktury, ciepły grudzień oraz sporą inercję zatrudnienia w poszczególnych sekcjach to rzuca sporo pesymizmu na zachowanie rynku pracy. Skalę tego „rzutu” będziemy mogli poprawnie ocenić widząc przekrój spadków – napisali w środowym raporcie.

Ekonomiści BZ WBK uważają, że przyczyn ograniczania zatrudnienia przez polskie firmy należy szukać w sytuacji za granicą. Ich zdaniem to dopiero początek procesu.

– Perspektywy dla rynku pracy na ten rok rysują się mniej optymistycznie (niż w 2011 roku – przyp. MCh) – spodziewamy się stagnacji zatrudnienia oraz wyhamowania tempa wzrostu płac mniej więcej do poziomu zgodnego z dynamiką inflacji – uważa BZ WBK. Podobnego zdania jest Adam Czerniak. Według niego W kolejnych miesiącach należy oczekiwać dalszego spadku dynamiki zatrudnienia. Wskazywać mają na to ostatnie badania koniunktury – np. subindeks zatrudnienia w badaniu PMI w grudniu spadł o 4 pkt (najmocniej w historii) do poziomu nienotowanego od października 2009 roku.

– Trudna sytuacja na rynku pracy będzie miała miejsce także w II poł. br., kiedy wzrośnie liczba zwolnień w firmach budowlano-montażowych w związku z kończeniem realizacji inwestycji publicznych – uważa Adam Czerniak.

Jego zdaniem negatywny wpływ na rynek pracy będzie też miało ograniczenie nakładów budżetowych na Fundusz Pracy. W tym roku nominalnie wzrosną one o 1,6 proc. – czyli mniej niż inflacja.

– Przyczyni się to do ograniczenia środków przeznaczonych przez Urzędy Pracy na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, w tym przede wszystkim na wspieranie zakładania nowych miejsc pracy – ocenia ekonomista Kredyt Banku.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test