Szara strefa w PKB, czyli liczenie niepoliczalnego

10.09.2013
Zamiar włączenia do rachunków narodowych nielegalnej i szarej strefy gospodarki wzbudza moje wątpliwości. Pomimo rozwoju metodologii, szacowanie szarej strefy wywołuje wiele zastrzeżeń. Tym większe obiekcje i podejrzliwość budzi doliczanie wpływów z działalności nielegalnej. Moje obawy wynikają głównie z podporządkowywania koncepcji ekonomicznych celom politycznym.

Szara strefa opiera się na obrocie gotówkowym (CC BY The Reboot)


Falę dyskusji wywołała w ostatnim czasie informacja o zamiarach włączenia do rachunków narodowych nielegalnej szarej strefy gospodarki. Pojawiły się głosy zarówno specjalistów jak i zwykłych odbiorców newsów. Wśród licznych wypowiedzi najbardziej cenię sobie głos Bohdana Wyżnikiewicza w Obserwatorze Finansowym („Wielkie zamieszanie wokół liczenia PKB”), który bez zbędnych emocji wyłożył sens rachunków narodowych. Opowiedział się jednak za liczeniem wszystkiego co jest źródłem dochodu w gospodarce, a więc również liczenia dochodów z działalności nielegalnej.

Koncepcja rachunków narodowych nie była w swej niezbyt długiej historii wolna od wpływów polityki. Już pierwsze próby wyliczenia dochodu narodowego Anglii i Walii w 1664 r. dokonane przez zapomnianego przez ekonomistów Williama Petty’ego – angielskiego ekonomisty i filozofa, głównego nadzorcę Cromwella – służyły zwiększeniu dochodów podatkowych państwa zmagającego się z rosnącymi wydatkami wojennymi. Petty wykazał, że źródłem tworzonego dochodu nie tylko jest ziemia wraz z kopalniami i polami uprawnymi ale przede wszystkim praca. Praca, dzięki której wytwarzany był dochód trzykrotnie większy niż dochód pochodzący z ziemi i kopalń. Praca, którą można i należy opodatkować. Tak więc, sytuacja polityczna i potrzeby państwa zdecydowały wówczas o przyjętym przez Petty’ego sposobie liczenia dochodu narodowego.

Rachunki zrodzone z Wielkiego Kryzysu

Do idei rachunków narodowych powrócono w latach 30. ub. w. w Stanach Zjednoczonych, co było silnie związane z Wielkim Kryzysem i wydatkami rządu amerykańskiego mającymi stabilizować koniunkturę. Dla planów budżetowych istotny był zarówno aktualny stan gospodarki jak i perspektywy jej rozwoju. Część ekonomistów i polityków doszła do wniosku, że ocen tego stanu nie można opierać na wyrywkowych i niekompletnych informacjach statystycznych, jakimi wówczas dysponowano.

W tamtym czasie statystyka państwowa dla gospodarek, nawet najwyżej uprzemysłowionych i rozwiniętych, w zasadzie nie istniała, a podstawowe dane, jakimi dysponowano to były: indeksy giełdowe, informacje o przewozach towarów i bardzo wyrywkowe dane na temat wielkości produkcji. Kiedy w 1931 r. wezwani przed oblicze Kongresu amerykańskiego przedstawiciele administracji rządowej oraz niezależni ekonomiści na pytanie o bieżącą kondycję gospodarki odpowiedzieli zgodnie, że nie są w stanie dokonać takiej oceny albowiem statystyka, którą dysponują dotyczy 1929 r. Prezydent Hoover podjął decyzję. Zlecił Departamentowi Handlu dokonanie w miarę pełnych szacunków dochodu narodowego. Główną rolę w tych pracach odgrywał młody wówczas ekonomista Simon Kuznets.

Prawdziwy rozkwit metody rachunków narodowych nastąpił po II wojnie światowej, a pierwsze wyliczenia Dochodu Narodowego USA, jakie podano do publicznej wiadomości, dokonane zostały w 1947 r. Zagadnienie okazało się na tyle ciekawe, a przede wszystkim przydatne dla polityki gospodarczej, że w późniejszych latach dołączyli do tych prac czołowi ekonomiści świata, w tym John Maynard Keynes. Od tego czasu wpływ ekonomii i ekonomistów na politykę gospodarczą stał się znaczący, choć wielokrotnie polityka dominowała ekonomistów.

Podczas drugiej wojny światowej rachunki narodowe wspomagały prowadzenie polityki gospodarczej USA. Podobnie, w okresie „zimnej wojny” stały się narzędziem wyścigu, walki i manipulacji pomiędzy Wschodem a Zachodem. Metodę cały czas doskonalono wprowadzając pojęcie produktu krajowego brutto, uwzględniając wpływ ruchu cen w gospodarce (lata 70.), wpływ wymiany międzynarodowej (lata 80.), przeliczając jego wartość na głowę mieszkańca z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, zwiększając częstotliwość szacunków.

Formuła, propaganda i fałszerstwa

Wprowadzane zmiany często jednak dokonywane były dla potrzeb i pod wpływem polityki. Zastąpienie formuły produktu narodowego jej powszechnym dziś w użyciu produktem krajowym wynikało z ekspansji zagranicznej krajów wysoko rozwiniętych do krajów tzw. trzeciego świata, w tym zwłaszcza byłych kolonii. Formuła narodowego produktu powiększała przepaść wyrażoną wartością PNB pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi a krajami zacofanymi, gdzie lokowano inwestycje. Pogłębianie się tych różnic zagrażało narastaniem niepokojów społecznych i stabilności politycznej świata. Wprowadzenie formuły PKB doskonale niwelowało te różnice, a nową formułę produktu krajowego chętnie wykorzystywano w propagandzie.

Mieszanka wpływu polityki i keynesowskiego spojrzenia na gospodarkę była tak silna, że sam prekursor badań nad rachunkami narodowymi – Simon Kuznets ubolewał w latach 60. ub. w., iż „ w przyjętym podejściu do rachunków narodowych na zawsze zniknęli ludzie jako pracownicy, farmerzy czy biznesmeni. Wszyscy traktowani są jako konsumenci… Zatarta została różnica pomiędzy jakością a ilością wzrostu gospodarczego, nakładami i zyskami związanymi ze wzrostem gospodarczym, a sam wzrost stał się kategorią nadrzędną, nawet jeśli niedokładnie wiadomo o wzrost czego chodzi.”

Bieżącej polityce podporządkowane były również intencjonalne fałszerstwa danych dotyczących PKB, dokonywane w powojennej historii na potrzeby polityków chińskich, włoskich czy w najnowszej historii greckich i argentyńskich. Choć tego rodzaju działań nie da się uniknąć bez względu na zakres formuły PKB, to wprowadzanie dodatkowych kategorii trudnych do zdefiniowania i jeszcze trudniejszych do wyszacowania zwiększa pokusę oszustwa.

Polityczne konotacje wydaje się mieć także decyzja o włączeniu do rachunków narodowych działalności nielegalnej. Pomijam tu fakt, że przyjęcie metody liczenia tego rodzaju działalności wzbudzi wiele emocji i wątpliwości. Już dziś istnieją ogromne rozbieżności w szacowaniu wielkości szarej strefy. Przykładowo dla Polski GUS szacuje jej udział w gospodarce na 14-17 proc. w zależności od roku. Szacunki światowego eksperta w tej dziedzinie Friedricha Schneidera mówią o 25-29 proc. wartości PKB.

Różnice pomiędzy oficjalnymi a eksperckimi szacunkami dotyczą większości gospodarek świata, a różnorodność stosowanej metodologii prowadzi do różnych wyników. A jakie efekty polityczne? Przede wszystkim podobne do tych, które uzyskano wprowadzając pojęcie produktu krajowego w miejsce produktu narodowego. Gospodarki, w których udział nielegalnej działalności jest większy, to przede wszystkim kraje nierozwinięte, o niestabilnych systemach politycznych, biedne. W krajach wysokorozwiniętych udział ten jest zdecydowanie mniejszy. Statystyczne niwelowanie różnic to pierwszy efekt, jaki można uzyskać doliczając do PKB „czarną gospodarkę”. Dla potrzeb propagandowych ma to istotne znaczenie, faktycznie w „realu” nic się nie zmieni.

Kolejny efekt to wzmocnienie roli organizacji ponadnarodowych, gdzie składki członkowskie stanowią odsetek PKB. Zyskają na tym przede wszystkim struktury Unii Europejskiej, ale również te organizacje, w których składki nie są z góry dekretowane jako procent PKB. Ponadto, spłaszczenie różnic w wartości PKB w efekcie dołączenia nielegalnej działalności, relatywnie zwiększy obciążenie z tytułu składek dla gospodarek biedniejszych a zmniejszy dla państw bogatych.

Doliczanie niepoliczalnego

Zwiększenie PKB o udział nielegalnej gospodarki zmniejszy determinację poszczególnych rządów i organizacji międzynarodowych do prowadzenia polityki antykryzysowej. Szara i czarna sfera życia gospodarczego zachowuje się antycyklicznie. Powiększa się w okresach spowolnienia rozwoju, a zmniejsza w okresach prosperity. Wynika to przede wszystkim z dwóch powodów: elastyczności szarej i czarnej strefy oraz spadku wartości realnego PKB w okresie recesji.

Ludzie w obronie swych dochodów, które na ogół ulegają w kryzysie redukcji, przenoszą swą aktywność do szarej strefy, bezrobocie sprzyja ekspansji działalności nielegalnej. Pracodawcy, dla których redukcja kosztów w okresie recesji staje się zadaniem pierwszoplanowym chętniej zatrudniają „na czarno” lub w ogóle zamykają oficjalnie zarejestrowane firmy, a pozostają aktywni w gospodarce nierejestrowanej. Przenoszenie działalności firm ze strefy oficjalnej do nierejestrowanej i nielegalnej dotyczy głównie mikroprzedsiębiorstw. Jednak w niektórych gospodarkach rozmiar np. karteli narkotykowych dorównuje wielkości legalnych wielkich korporacji.

Nawet jeśli przyjąć założenie, że wielkość szarej strefy, wyrażona wolumenem wartości, którą ona wytwarza, nie ulega zmianie w poszczególnych fazach cyklu koniunktury, to sam fakt kurczenia się realnej wartości produktu rejestrowanego, spowoduje wzrost procentowego udziału szarej strefy w PKB. Doliczenie nielegalnej działalności zmniejszy prawdopodobieństwo wpadnięcia gospodarki w tzw. „recesję techniczną” rozumianą jako kolejne dwa kwartały spadku realnego PKB. To z kolei umniejszy aktywną politykę państwa, wprowadzanie programów antykryzysowych, w tym wydatki socjalne i międzynarodową pomoc finansową dla gospodarek przeżywających kłopoty gospodarcze.

Pozostaje więc pytanie: po co doliczać to, co w gruncie rzeczy jest niepoliczalne lub bardzo trudno policzalne, jeśli poszczególne narody i społeczności nie będą miały z tego żadnych korzyści? Jeśli w rachunkach narodowych uwzględniamy działalność nielegalną, to czy również nie należałoby doliczać działalności legalnej, takiej jak praca gospodyń domowych, wolontariat, działalność hobbystyczna, uprawa działek i ogródków itp.

W miarę wprowadzania do rachunków narodowych definicji niejednoznacznych i szacunków budzących wątpliwości PKB zatraca swój ekonomiczny charakter, staje się pojęciem filozoficznym równie ulotnym jak szczęście.

Autorka jest doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych warszawskiej SGH. Kieruje Biurem Inwestycji i Ekonomicznych Cykli BIEC.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły