Białoruś i Ukraina skutecznie opierają się Rosji

Kłopoty gospodarcze Rosji powodują, że coraz trudniejsze jest wykorzystywanie kontrolowanych przez państwo spółek – takich jak paliwowy gigant Gazprom – do wykonywania zadań politycznych narzucanych przez Kreml.
Białoruś i Ukraina skutecznie opierają się Rosji

Owszem – rozpoczęty w zeszłym tygodniu białorusko-rosyjski konflikt gazowy przypomina wcześniejsze wojny gazowe, jakie Rosja toczyła z krajami, przez które przesyła gaz i ropę naftową na Zachód. Został powszechnie odczytany jako kolejny w ostatnich miesiącach – po niedawnym zawarciu rosyjsko-ukraińskiej zgody na przedłużenie stacjonowania na Krymie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej – sygnał odbudowywania rosyjskiej dominacji gospodarczej i politycznej w regionie. Ale dokładniejsza analiza pokazuje, że zarówno Białoruś, jak i Ukraina całkiem nieźle potrafią zadbać o swe interesy i wcale nie zamierzają tańczyć, jak im Kreml zagra. Białorusi pomógł postsowiecki Azerbejdżan, a Ukraina wykorzystuje Rosję dla… zbudowania lepszych relacji z Zachodem.

Asertywna Białoruś

Awantura zaczęła się od tego, że Gazprom upomniał się w Mińsku o około 200 milionów USD należności. Gdy Białoruś grała na czas, koncern zmniejszył dostawy gazu. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka przybrał na to pozę obrońcy kraju, odpowiedział atakiem na atak, żądając spłaty długu za tranzyt gazu i zmniejszył ilość gazu wychodzącą z Białorusi, alarmując tym krokiem całą Unię Europejską.

Kwota 200 mln USD jest na tyle niewielka, że dla wielu obserwatorów była wystarczającym dowodem na polityczny charakter sporu, w którym Kreml chce zdobyć kolejne dowody mające przekonać zachodnioeuropejskich partnerów o tym, jak mało wiarygodne są kraje tranzytowe. A skoro są mało wiarygodne to – jak od dawna argumentuje Moskwa – najlepszym remedium będą gazociągi Nord Stream i South Stream, omijające Białoruś i Ukrainę.

Podobny, choć znacznie bardziej dramatyczny, przebieg miał gazowy konflikt Rosji z Ukrainą w 2009 roku. Tyle, że teraz Białoruś błyskawicznie spłaciła należność za gaz pieniędzmi pożyczonymi od azerbejdżańskiego prezydenta Ilhama Alijewa. – Zwróciłem się z prośbą i on w ciągu doby, nawet szybciej, te pieniądze dał – opowiadał Łukaszenka w telewizyjnym wywiadzie o tym, skąd zdobył potrzebne 200 milionów USD.

Azerbejdżan bez obaw wsparł Białoruś w sporze w dawną metropolią, świadom, że ta mu niespecjalnie może zagrozić. Alijew zbija kokosy na surowcach, bez oglądania się na Rosję – blisko sto procent eksportu tego kraju stanowią surowce mineralne, a ok. 80 procent sama ropa, co powoduje, że małe kaukaskie państewko rośnie jak na drożdżach – PKB zwiększył się o 34 proc w 2006 r., 25 proc. w 2007 r. i ok. 10 proc. w 2008 r. i w ubiegłym roku.

Łukaszenka zapowiedział dodatkowo, że będzie szukał nowych dostawców gazu, bo Rosja nie jest wiarygodna – chciałby sprowadzać surowce przez Litwę. Dziś brzmi to mało poważnie, ale warto pamiętać, że w marcu przywódca Białorusi latał do Wenezueli, aby rozmawiać na temat kupna i przetwórstwa ropy.

Białorusko-rosyjski kryzys gazowy wciąż nie jest ostatecznie zażegnany. Jadąca do Mińska delegacja Gazpromu zawróciła z drogi. Wcześniej czy później porozumienie zostanie osiągnięte, ale konflikty będą wybuchać dopóki polityka mieszać się będzie z gospodarką.

Kijów nie taki spolegliwy

Podobnie może dziać się w stosunkach rosyjsko-ukraińskich, choć z dzisiejszej perspektywy dawne konflikty gazowe wydają się należeć do przeszłości. W poniedziałek premier Ukrainy Mykoła Azarow rozmawiał w Moskwie z Władimirem Putinem między innymi o energetyce. Po spotkaniu typowym dla siebie sowieckim żargonem opowiadał dziennikarzom: – Z radością konstatuję, że to spotkanie żadnych zasadniczych różnicy nie pokazało. Zasadniczych różnic nie było w żadnym z omawianych tematów, nawet tam, gdzie są różne podejścia i trochę różne pozycje.

W rzeczywistości różnice są na tyle spore, że nie zrównoważą ich planowane wspólne elektrownie wodne. Już w maju goszczący w Kijowie prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nie zdołał doprowadzić do podpisania żadnej istotnej umowy gospodarczej wiążącej oba państwa. Coraz mniej prawdopodobne stają się rosyjskie nadzieje, że uda się uzyskać akceptację Kijowa dla rzuconego wiosną przez Władimira Putina pomysłu przejęcia przez Gazprom ukraińskiego koncernu gazowego Naftohaz. Choć jeszcze w ubiegłym tygodniu prezes rosyjskiego giganta Aleksiej Miller zapowiadał na konferencji prasowej, że przypadku połączenia obu firm „gaz dla ludności Ukrainy będzie dostarczany po niższych, nie rynkowych cenach”, to jednak Kijów hardzieje wraz z coraz lepszymi wynikami finansowymi. W pierwszym kwartale tego roku ukraiński PKB wzrósł o 5 proc., produkcja przemysłowa o 11 procent, a branże metalurgiczna i maszynowa odnotowały 20-procentowe wzrosty.

Podczas pobytu w Moskwie premier Mykoła Azarow jasno dał do zrozumienia, że nie interesuje go pomysł gazowego konsorcjum, w którym miejsce byłoby tylko dla Rosjan i Ukraińców. Z rosyjskimi partnerami chciał rozmawiać o innym rozwiązaniu – spółce z udziałem Rosjan, Ukraińców i Unii Europejskiej. Z czym konkretnie wrócił, nie wiadomo, bo poziom ogólności jego wypowiedzi pozwala jedynie na spekulacje.

Postulat wprowadzenia UE „na trzeciego” do gazowego biznesu nie musi być jedynie unikiem mającym zniechęcić do projektu Rosjan. Ukraina, choć rządzona przez uchodzącego za prorosyjskiego Wiktora Janukowycza, nie zarzuciła myśli o zbliżaniu się do Europy. W ogłoszonym na początku czerwca planie reform, obejmujących większość dziedzin życia, znajdują się zapowiedzi dostosowania kraju do unijnych dyrektyw.

Wygląda na to, że przedwczesne były alarmistyczne komentarze, że Ukraina wpada w objęcia Rosji po podpisaniu umów przedłużających pobyt na Krymie Floty Czarnomorskiej (w zamian za tańszy gaz). Flota ma znikomą wartość bojową, zaś umowy z Rosją pomogły Kijowowi zbilansować budżet, co dało szansę na kolejne kredyty z MFW – a to raczej wiąże Ukrainę z Zachodem.

Krótka kołdra

Rosja próbuje umocnić swą dominację w regionie poprzez przejęcie systemów przesyłowych sąsiednich państw i zmuszanie ich do prowadzenia wymiany handlowej na rosyjskich warunkach. Pomimo to z roku na rok maleje udział państw WNP w rosyjskim handlu – dziś nie przekracza już 15 procent. Tymczasem w maju znów nie udało się doprowadzić do porozumienia w sprawie projektowanej od 15 lat przez Kreml unii celnej. Ani Kazachstan, ani Białoruś nie chcą iść na ustępstwa, domagając się korzystnych dla siebie zapisów. Rosyjskie możliwości politycznych nacisków na dawne kraje „sojuza” maleją proporcjonalnie do wzrostu rosyjskich problemów gospodarczych. Tegoroczny deficyt budżetowy Rosji sięgnie pewnie 7 procent PKB, a z najnowszych informacji wynika, że być może już jesienią wyczerpie się fundusz rezerwowy, jaki stworzono w latach dużych zysków ze sprzedaży ropy. Przed kryzysem sięgał 150 mld USD, ale jedną trzecią z tego wydano do połowy 2009 r., a połowę do końca ubiegłego roku.

Tymczasem rosyjski minister finansów Alieksiej Kudrin zapowiada, że trzeba brać pod uwagę spadek ceny ropy do ok. 60 USD (dziś ok. 75 USD), a państwo nie podniosło się jeszcze z kryzysu lat 2008/2009, który spowodował wzrost bezrobocia i spadek PKB i produkcji o kilkanaście procent. Niepokojem napawać muszą także prognozy dotyczące ceny gazu. Wiceszef Gazpromu Aleksander Miedwiediew podał niedawno, że Rosja spodziewa się 308 USD za tysiąc metrów sześciennych wobec wcześniej planowanych 326 USD. Także Gazprom w ubiegłym tygodniu poinformował, że wpływy z eksportu gazu do Europy będą mniejsze od oczekiwanych, zaś poziom sprzed kryzysu zostanie osiągnięty dopiero za trzy lata. A właśnie eksport błękitnego paliwa pozwalał pokrywać hojne wydatki państwa, które zapewnia tanie paliwo dla przedsiębiorstw i tanie ogrzewanie dla gospodarstw domowych, dopłaca do wielu przedsiębiorstw, utrzymuje niskie opłaty komunalne i rozmaite społeczne przywileje, jak np. darmowe rozmowy lokalne. Jakieś decyzje jednak będzie trzeba podjąć – „Nieuchronnie zbliża się moment, w którym podniesiemy wiek emerytalny” – ogłosił niedawno minister Aleksiej Kudrin. Dziś na emeryturę idą Rosjanki w wieku 55 lat i panowie po 60-ce.

Autor jest redaktorem naczelnym dwumiesięcznika Nowa Europa Wschodnia”.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Ukraińska gospodarka bierze kurs na Wschód?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że po kilku latach marszu na Zachód ukraińska gospodarka dokonuje zwrotu na Wschód. W 2019 roku Rosja zajmowała trzecie miejsce na liście krajów, których firmy dokonały największych, bezpośrednich inwestycji na Ukrainie.
Ukraińska gospodarka bierze kurs na Wschód?

Co dalej z ukraińskimi gazociągami?

Kategoria: Analizy
Po kilku latach przymiarek Ukraina wypełniła swoje zobowiązanie z umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i rozdzieliła funkcje transportu gazu i jego sprzedaży. Wciąż nie jest jasne, czy i na jakich zasadach będzie odbywać się tranzyt gazu rosyjskiego, bo umowa wygasa z końcem roku, a nowej nie ma.
Co dalej z ukraińskimi gazociągami?

Mniejsze wsparcie z Rosji uderza w Białoruś

Kategoria: Trendy gospodarcze
Na początku tego roku Rosja odmówiła dalszego udzielania Białorusi subsydiów energetycznych wartych wiele miliardów dolarów. Nie chce też wspierać kredytowo swojego sąsiada. W perspektywie średnio- i długoterminowej ta sytuacja zapewne spowoduje silne napięcia w finansach białoruskiego państwa.
Mniejsze wsparcie z Rosji uderza w Białoruś