Autor: Arkadiusz Sieroń

Doktor nauk ekonomicznych, pracuje na Uniwersytecie Wrocławskim. Członek zarządu Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa

Co nas czeka po lockdownie

Wiele państw, w tym Polska, stopniowo wychodzi z kwarantanny narodowej. Budzi to optymizm wśród inwestorów oraz analityków gospodarczych, którzy spodziewają się szybkiego ożywienia wraz z końcem lockdownu. Czy słusznie?
Co nas czeka po lockdownie

(©Envato)

Choć sytuacja epidemiologiczna z pewnością się poprawia i najczarniejsze scenariusze zdrowotne i gospodarcze nie ziściły się (co nie oznacza tego, że pandemia była humbugiem, lecz raczej to, że ludzie zareagowali na zagrożenie i te działania zredukowały rozprzestrzenianie się koronawirusa), optymizm niektórych inwestorów i analityków gospodarczych może być przesadzony.

Powszechna narracja jest taka, że rządy – chcąc uniknąć załamania się służby zdrowia – zdławiły gospodarki, wprowadzając drakońskie regulacje. Nie da się ukryć, że masowe testowanie i sprawny wywiad epidemiologiczny stanowiły lepsze rozwiązanie niż lockdowny, które były nie do utrzymania na dłuższą metę – wszak wprowadzono je tylko po to, aby kupić czas potrzebny na lepsze przygotowanie się do walki z epidemią.

Prawda jest jednak taka, że kwarantanna narodowa była tylko częściowo wywołana przez rządy. Po części była zaś spowodowana oddolnymi działaniami milionów ludzi, którzy bali się o swoje zdrowie. Pojawia się coraz więcej opracowań, pokazujących, że ludzie zaczęli się społecznie dystansować jeszcze zanim rząd im to nakazał (co swoją drogą sugeruje, że ludzie nie są nieodpowiedzialnymi głupcami, a rozwiązania odgórne nie są jedynymi możliwymi rozwiązaniami problemów społecznych).

I nie chodzi tutaj o dowody anegdotyczne, według których część pracodawców na długo przed pierwszymi oficjalnymi obostrzeniami delegowała pracowników do pracy zdalnej. Równie twarde dane, takie jak na przykład zużycie energii elektrycznej w Nowym Jorku, wskazuje, że ludzie umieścili się dobrowolnie w kwarantannie jeszcze przed tym, zanim zostali do tego prawnie zobowiązani. Według dokumentu roboczego NBER napisanego przez Felipe L. Rojasa i innych większość zakłóceń na amerykańskim rynku pracy spowodował sam szok zdrowotny. Innymi słowy, spadek zatrudnienia i wzrost bezrobocia wynikał przede wszystkim z ogólnokrajowej reakcji na zmieniające się warunki epidemiologiczne niż z poszczególnych polityk stanowych, które miały stosunkowo niewielki wpływ.

Do podobnych wniosków dochodzi Aum wraz ze współpracownikami, którzy w dokumencie roboczym NBER badają przypadek Korei Południowej, która nie zastosowała lockdownu, a zatrudnienie mimo to również spadło. Według ich opracowania odgórne działania odpowiadają co najwyżej za połowę utraconych miejsc pracy w Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych.

Odgórne działania odpowiadają co najwyżej za połowę utraconych miejsc pracy w Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych.

Warto również przytoczyć przypadek stanu Wisconsin. W maju stanowy Sąd Najwyższy unieważnił rządowy lockdown, pozwalając ponownie na wychodzenie z domu w jakiejkolwiek sprawie oraz na prowadzenie wszelkiej działalności gospodarczej. Co się stało? Czy pandemia zaatakowała ze zdwojoną siłą? Nie. Analiza Dave’a i współpracowników nie znalazła dowodów na to, że zmiana stanu prawnego w znaczący sposób wpłynęła na poziom dystansowania społecznego (przez pierwsze cztery dni ludzie trochę więcej czasu spędzali poza domem, po czym trend się odwrócił, generując zerowy efekt netto w całym okresie badania).

Wartość życia w trakcie pandemii

Utrzymywanie się dystansowania społecznego – choć może oznaczać wolniejsze ożywienie gospodarcze w krótkim terminie, może też zmniejszyć szansę na drugą falę epidemii, co może być jednak w tym okresie korzystne zarówno dla zdrowia publicznego, jak i gospodarki (badanie sięga jednak tylko do 24 maja, czyli nie obejmuje późniejszych zamieszek w Stanach Zjednoczonych). Jak widać, kwarantanna narodowa – wraz z jej skutkami gospodarczymi – miała częściowo charakter egzogeniczny, ale częściowo również endogeniczny, czyli wynikała z milionów oddolnych drobnych decyzji podejmowanych codziennie przez zwykłych ludzi. Być może łatwiej jednak obwiniać odgórne regulacje – zwłaszcza, że część z nich rzeczywiście była bezsensowna, część sensowna, ale tylko wobec braku lepszych rozwiązań, część wprowadzana chaotycznie, zaś część spóźniona – niż pogodzić się z tym, że epidemie czy inne katastrofy od czasu do czasu się zdarzają.

Czy to jednak nie dziwne, że ludzie dobrowolnie poświęcają swoją wolność, umieszczając się samemu w osobistej kwarantannie? Bynajmniej. Wszak ludzie cenią nie tylko swoją wolność, ale także swoje życie i zdrowie. A na przestrzeni ostatnich dekad nastąpił znaczny wzrost dochodów oraz wartości ludzkiego życia. Ponad dziesięć lat temu Robert E. Hall oraz Charles I. Jones wykazali, że to właśnie te czynniki odpowiadają za wzrost udziału wydatków na zdrowie w amerykańskim PKB. Generalnie konsumpcja towarów traci na znaczeniu, zaś konsumpcja czasu wolnego (a więc i zdrowie) staje się coraz ważniejsza. Jak wykazał Robert W. Fogel w Czwartym wielkim przebudzeniu i przyszłości egalitaryzmu, w 1875 r. jedzenie odzież i mieszkanie odpowiadały za 74 proc. konsumpcji w Stanach Zjednoczonych, a czas wolny za jedynie 18 proc., podczas gdy w 1995 r. te wartości wynosiły, 13 oraz 68 proc., odpowiednio.

Co więcej, łatwiej obecnie zaspokoić podstawowe potrzeby. Dawniej typowe amerykańskie gospodarstwo domowe musiało pracować zarobkowo przez 1405 godzin, aby uzyskać roczny zapas jedzenia, zaś obecnie wystarczy mu mniej 20 proc. tego czasu (a do tego dużo szybciej trwa przygotowywanie posiłków). Oznacza to, że aby cieszyć się dawnym standardem życia, musielibyśmy spędzać w pracy zaledwie cząstkę czasu, który rzeczywiście spędzamy. Nie pracujemy krócej, ponieważ chcemy podwyższać ciągle nasz standard życia i zaspokajać coraz to kolejne wysublimowane potrzeby. Postęp, który się dokonał od rewolucji przemysłowej, powoduje, że łatwiej zatem społecznie dystansować się i ograniczać swój czas pracy i aktywność konsumpcyjną w obliczu epidemii niż dawniej (np. podczas grypy hiszpanki).

Wróćmy jednak do przyszłości po lockdownie. Ponieważ wiele osób obwinia rządy za zamknięcie gospodarki, mają one również nadzieję, że zniesienie odgórnych ograniczeń szybko ożywi wzrost gospodarczy. Niestety nadzieje te mogą okazać się nieco na wyrost (chyba że chodzenie wszędzie w maseczkach załatwi sprawę). Ponieważ kwarantanna narodowa miała częściowo charakter endogeniczny, zniesienie oficjalnych restrykcji nie przywróci gospodarki na poprzednią trajektorię wzrostu, o ile nie będą mu towarzyszyć również oddolne zmiany, a ludzie wciąż będą się częściowo dystansować społecznie.

(©Envato)

Tagi


Artykuły powiązane

Wartość życia w trakcie pandemii

Kategoria: Trendy gospodarcze
Amerykańskie miasta, które podczas wybuchu grypy hiszpanki wdrożyły ograniczenia szybciej i bardziej agresywnie, szybciej się również potem rozwijały. Oby i tym razem spłaszczanie krzywej epidemicznej pozwoliło na szybsze ożywienie gospodarcze.
Wartość życia w trakcie pandemii

Anatomia transatlantyckiego spowolnienia produktywności

Kategoria: Trendy gospodarcze
Od 2005 roku tempo wzrostu produktywności w Stanach Zjednoczonych i Europie spadło poniżej 1 proc. Najważniejszą przyczyną tego zjawiska było zmniejszenie roli innowacji, a nie spadek poziomu inwestycji.
Anatomia transatlantyckiego spowolnienia produktywności

100-letnie życie, i co dalej?

Kategoria: Społeczeństwo
Połowa rodzących się dziś na Zachodzie dzieci będzie żyć ponad 105 lat. Starzenie się społeczeństw nie musi być problemem czy przekleństwem, ale – jeśli się odpowiednio na nie przygotujemy – prawdziwym darem. Tak przekonują Lynda Gratton i Andrew Scott – autorzy książki 100-letnie życie. Codzienność i praca w erze długowieczności.
100-letnie życie, i co dalej?