Autor: Jeffrey Frankel

Profesor ekonomii na Harvardzie

Republikanie stracili argument, że Obama szkodzi gospodarce

To tylko dwa miesiące, a jaka różnica! Gdy w listopadowych wyborach do Kongresu Partia Republikańska odnotowała duże zyski, powszechną akceptacją cieszyło się wyjaśnienie, że wyborcy wyrażali swoje rozczarowanie niezachęcającymi wynikami gospodarczymi. Gdy bowiem Amerykanie szli do urn wyborczych, znaczna ich część sądziła, że warunki ekonomiczne się pogarszają.
Republikanie stracili argument, że Obama szkodzi gospodarce

Wielu z Amerykanów uważało, że odpowiedzialny jest za to prezydent Barack Obama i dlatego głosowali przeciwko Partii Demokratycznej. A teraz wszyscy nagle odkryli, że gospodarka amerykańska ma się dobrze – na tyle dobrze, że przywódca większości w Senacie, Mitch McDonnel, z obwiniania za jej złe wyniki Obamy przestawił się na żądanie uznania za dobre osiągnięcia. Najnowsze korzystne dane ekonomiczne to bowiem – jak stwierdził – efekt „oczekiwań republikańskiego Kongresu“.

Poprawa w gospodarce USA zaczęła się jednak dobrze przed listopadowymi wyborami. Jej początek datuje się tak naprawdę znacznie przed wrześniem zeszłego roku, czyli okresem, w którym badania opinii publicznej zaczęły pokazywać, że w wyborach Republikanie wypadną wyjątkowo dobrze i przejmą kontrolę nad Senatem oraz powiększą swoją przewagę w Izbie Reprezentantów.

Faktycznie bowiem przez cały rok 2014 utrzymywało się silne tempo przyrostu nowych miejsc pracy, których miesięcznie przybywało 246 tysięcy – to rocznie trzy miliony – wskutek czego stopa bezrobocia spadła w grudniu do 5,6 proc. (rok wcześniej wynosiła 6,7 proc.). Oznacza to przyspieszenie w stosunku do wynoszącej 185 tys. przeciętnej miesięcznej z lat 2011-2013. Jeszcze lepiej wygląda przy porównaniu z poprzednim okresem ekspansji gospodarczej w latach 2002-2007, kiedy to w ciągu miesiąca tworzono przeciętnie 102 tys. miejsc pracy. Ostatnie dane przypominają wręcz czasy świetności za prezydentury Billa Clintona.

Również wzrost PKB zaczął przyspieszać już wiosną 2014 roku, osiągając tempo wyższe niż w trzech poprzednich latach. Wzrost dochodu po części przyczynił się do tego, że już w zeszłym roku deficyt budżetowy USA był mniejszy od przewidywanego i wyniósł około 2,8 proc. PKB. Oznacza to rekordową poprawę w stosunku do 2009 roku, kiedy deficyt budżetowy sięgał prawie 10 proc. PKB.

To, dlaczego wyniki gospodarcze były tak słabe, do niedawna stanowiło tajemnicę.

Wyjaśniano ją na cztery sposoby.

Pierwszy opierał się na poglądzie (kojarzonym głównie z pracami ekonomistów Carmen ReinhartKennetha Rogoffa), że jeśli przyczyną recesji było załamanie na rynku nieruchomości mieszkalnych i na rynku finansowym, to dojście do ożywienia trwa dłużej. Ten historycznie potwierdzony wzorzec dotyczy jednak raczej określenia głębokości początkowego załamania oraz czasu potrzebnego do jego całkowitego odrobienia aniżeli przewidywań co do rocznego tempa wzrostu w fazie ożywienia.

Według drugiego typu wyjaśnień powolne ożywienie było elementem długokresowego trendu, którego występowanie przypisuje się długotrwałej stagnacji oraz niedostatkowi istotnych innowacji technicznych. To prawda, że od 1975 roku nastąpiło spowolnienie wzrostu wydajności, a także przyrostu siły roboczej. Mimo to gospodarka powinna być w stanie osiągnąć ożywienie na poziomie silniejszym niż odnotowywane w latach 2011-2013 roczne tempo 2,1 proc.

W trzecim typie wyjaśnień powolnego wzrostu w ciągu tych trzech lat stwierdza się, że wywołane przez głęboką recesję z lat 2008-2009 ograniczenie nakładów inwestycyjnych oraz długoterminowe bezrobocie odbiło się na zasobach kapitałowych. a także na wielkości zasobów siły roboczej i na jej umiejętnościach.

Najprostsze wydaje się jednak wyjaśnienie czwartego typu: dysfunkcyjność amerykańskiej polityki budżetowej w latach 2011-2013 – w okresie, którego cechami charakterystycznymi stały się „urwisko fiskalne”, impasy w sprawie limitu zadłużenia, igranie z niewypłacalnością na szczeblu federalnym, zaprzestanie działalności agend rządowych oraz limitowanie wydatków budżetowych na konkretne cele.

Nawet bez powoływania się na wielkie keynesowskie „efekty mnożnikowe” można dojść do wniosku, że łączny wpływ tych konfliktów każdego roku „urywał” co najmniej 1 punkt procentowy wzrostu – zwłaszcza jeśli się wierzy, że stwarzane przez takie postępowanie ryzyko zniechęca firmy do zatrudniania pracowników oraz do inwestowania. Niepewność, jaką wywołał kryzys wokół limitów zadłużenia z 2011 roku oraz zaprzestanie działalności agend rządowych w 2013 roku, była – według jednego z mierników – porównywalna z niepewnością spowodowaną atakami terrorystycznymi we wrześniu 2001 roku oraz upadkiem banku Lehman Brothers w 2008 r

Wyjaśnienie to pasuje również do lepszych wyników gospodarczych USA w 2014 roku. Był to pierwszy rok od uzyskania przez Republikanów większości w Izbie Reprezentantów (listopad 2010 r.), w którym dysfunkcyjna polityka budżetowa nie wpływała aktywnie na ożywienie gospodarcze. Przywódcy Republikanów uznawszy, że ponoszą winę za zaprzestanie działalności agend rządowych w październiku 2013 roku, postanowili uciszyć swoich bardziej radykalnych członków – tych z „Partii Herbacianej” – i w 2014 roku powstrzymać się od podobnych rozgrywek, prowadzących do sytuacji bez wyjścia.

Można by więc przyjąć, że rok, w którym Kongres przestał aktywnie wpływać na ożywienie gospodarcze powinien być rokiem zwiększenia tempa ekspansji pod względem produkcji i zatrudnienia. Jeśli w 2015 roku nowy Kongres powstrzyma się od impasów, limitowania poszczególnych wydatków oraz zawieszania działalności agend rządowych, to nie ma powodu, żeby gospodarka nadal nie działała tak dobrze jak teraz.

Mankamenty oczywiście pozostaną. Wzrost płac będzie nadal powolny. Przeciętne dochody gospodarstw domowych (mediana) ledwie zaczęły odżywać i wciąż są znacznie poniżej poziomu z 2000 roku. To dlatego, że większość zysków z ożywienia gospodarczego trafia do ludzi na szczycie drabiny dystrybucji dochodów.

Wśród bowiem różnych przyczyn, które powodowały, że w 2014 roku wyborcy nie zorientowali się, iż ożywienie gospodarcze już trwa, najbardziej przekonująca jest bowiem ta, że typowy Amerykanin na nim nie skorzystał. A przecież – jak na ironię – na ogół uważa się, że wzrost nierówności działa na wyborczą korzyść Demokratów.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org

 

 


Tagi


Artykuły powiązane

Spowolnienie w strefie euro mocno nie zaszkodzi Polsce

Kategoria: Trendy gospodarcze
Wzrost gospodarczy będzie szybszy niż w projekcji z listopada 2018 r., ale inflacja będzie rosła wolniej. Dynamika PKB obniży się przez słabą koniunkturę globalną, głównie w strefie euro, która będzie również ograniczała presję inflacyjną. Inflację obniży także brak podwyżek cen energii, które zakładaliśmy w listopadzie - mówi Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora DAE.
Spowolnienie w strefie euro mocno nie zaszkodzi Polsce

Powracające kłopoty fiskalne

Kategoria: Analizy
Dobra koniunktura międzynarodowa pozwoliła utrzymać przez kilka lat silny wzrost gospodarczy w Polsce. Dzięki temu poprawiła się też sytuacja finansów publicznych. Spowolnienie, które nas czeka w najbliższych miesiącach oraz konieczność zwiększenia wydatków dla wsparcia zamrożonej gospodarki pogorszą sytuację budżetu.
Powracające kłopoty fiskalne

Anatomia transatlantyckiego spowolnienia produktywności

Kategoria: Trendy gospodarcze
Od 2005 roku tempo wzrostu produktywności w Stanach Zjednoczonych i Europie spadło poniżej 1 proc. Najważniejszą przyczyną tego zjawiska było zmniejszenie roli innowacji, a nie spadek poziomu inwestycji.
Anatomia transatlantyckiego spowolnienia produktywności