Autor: Jerzy Bielewicz

Ekonomista i dziennikarz. Pracuje w Departamencie Zagranicznym NBP

Widziane z Warszawy

„Inwazja Rosji na Ukrainę przyśpieszyła zmianę w kierunku bipolarnego porządku świata, w którym blok państw demokratycznych pod przywództwem Stanów Zjednoczonych mierzy się ze zgrupowaniem państw autorytarnych pod wodzą Chin Ludowych” – uważa Anders Fogh Rasmussen, były szef NATO.
Widziane z Warszawy

(©Envato)

„Na naszych oczach rodzi się nowy światowy ład, w ramach którego rola Rosji spada, a Polska ma szansę stać się gwarantem stabilności w regionie. Proces ten trwa od rozpadu Związku Radzieckiego, poprzez postępującą utratę wpływów następcy prawnego w Azji Środkowej oraz Europie Środkowej i Wschodniej, a także bezwzględne podporządkowanie Chinom na Dalekim Wschodzie. To właśnie Chiny przejmują przywództwo Wschodu, podczas gdy USA pozostaje liderem Zachodu. Co prawda prezydent Putin opowiada ciągle o multilateralnym świecie, lecz realna polityka przez wieki historii nie znajduje przykładów na takie rozwiązania sprawdzone w praktyce… Prosty, stary, dwubiegunowy porządek świata wraca, ale już bez… Rosji” – tak opisywałem ewoluujący ład światowy na łamach „Gazety Bankowej” przed czterema laty.

Dziś nie chodzi mi wcale o przypinanie sobie medalu za trafną diagnozę, lecz o przeprowadzenie swoistego dowodu prawidłowego odczytu sytuacji poprzez odwołanie się do niedawnej wypowiedzi Rasmussena w przeddzień szczytu NATO w Madrycie. Choć Nowy Porządek Świata (NPŚ, ang.: NWO) to pojęcie umowne, często określane mianem teorii spiskowej, zyskało jednak ostatnio nowy wymiar poznawczy, gdy wielu ekspertów postawiło tezę o rychłym końcu globalizacji. Pytanie brzmi: co teraz – po kryzysie finansowym, pandemii i podczas wojny w Ukrainie w obliczu bardzo wysokiej inflacji, napięć strukturalnych w strefie euro czy szantażu energetycznego Rosji Putina wobec Niemiec i krajów UE? Jaki będzie ten nowy ład czy może raczej, parafrazując słowa śp. premiera Jana Olszewskiego, „czyj będzie”?

Nie sposób nie przytoczyć w tym miejscu kwintesencji wypowiedzi prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zelenskiego skierowanej do przywódców krajów członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego podczas ostatniego szczytu tej organizacji: „To jest wojna o prawo do dyktowania warunków w Europie – o to, jaki będzie przyszły porządek świata”. Czy Putin, widząc, że wobec licznych porażek i izolacji Rosji na arenie międzynarodowej może utracić władzę i aby temu zapobiec „wywróci stolik” idąc pod prąd historii, by wygrać? Nie, prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bliskie zeru. Rację ma Anders Fogh Rasmussen, gdy stwierdza, że inwazja Rosji na Ukrainę przybliża nas do dwubiegunowego światowego ładu. Czy w przyszłości decydować będą jednak względy militarne i geopolityczne, jak tego chciałby satrapa z Kremla, czy może przeważą racjonalne argumenty geogospodarcze, w dużej mierze zależy od USA, ale także od postawy przywódców w Pekinie?

W mojej ocenie oba te mocarstwa mają zbieżne interesy w Europie Środkowej i Wschodniej oraz w Azji Centralnej. Stany Zjednoczone chciałyby uniknąć eskalacji konfliktu militarnego w tych regionach, z kolei Chiny nie mogą zrezygnować ze swego sztandarowego projektu jakim jest lądowy Nowy Jedwabny Szlak. W obu przypadkach na przeszkodzie stoi przywódca Rosji ze swą skrajnie zbójecką wizją rozstrzygnięć w relacjach międzynarodowych. W jego chorej wyobraźni nie ma bowiem miejsca na nieskrępowaną międzynarodową wymianę handlową czy prawo do samostanowienia krajów, takich jak Ukraina, Kazachstan, Białoruś i wiele innych.

Co z tą Europą?

Anders Fogh Rasmussen wyraził też wątpliwość, z którą trudno się nie zgodzić, gdy dyplomatycznie wskazał, że „wielu obserwatorów uważa, iż w bloku państw demokratycznych są słabe ogniwa: Niemcy i Francja”. Postawa dwóch największych państw Unii w stosunku do Rosji bywa dwuznaczna nawet po akcie brutalnej agresji wobec Ukrainy i dziesiątkach tysięcy ofiar tej wojny. Czy droga ustępstw wobec agresora nie oznacza dalszych zniszczeń i masowych ofiar? Czy Berlin zamiast zabiegać o utrzymanie dostaw gazu przez Nord Stream 1 osłabiając tym samym reżim sankcyjny wobec Moskwy, nie powinien znów oprzeć swojej energetyki na istniejących siłowniach nuklearnych, by zminimalizować skutki i koszty wywołane swoją błędną polityką, a  w konsekwencji szantażem energetycznym Kremla? Czy ciągłe stawianie na gaz nie jest próbą powrotu do status quo sprzed wojny, ale też aktem sprzeniewierzenia wobec własnego społeczeństwa, zasad praworządności oraz solidarności europejskiej? Czy można budować swoją gospodarkę na krwi Ukraińców oraz lekceważyć obawy Polski i Państw Bałtyckich? Pytania te pozostają bez odpowiedzi.

Oczy szeroko zamknięte?

To co jest pewne i namacalne, to postawa Niemiec i Komisji Europejskiej wobec Polski. Ursula von der Leyen, pochodząca z Niemiec szefowa KE, nie kryje swych politycznych sympatii wskazując lidera opozycji jako rychłego premiera Polski. Parlament Europejski, kontrolowany w dużej mierze przez ugrupowanie, z którego wywodzi się przewodnicząca Komisji, podejmuje oto kolejne, wrogie Polsce rezolucje. Wypłaty środków z programu odbudowy po pandemii oraz z budżetu UE, ciągle odsuwane w czasie pod byle pretekstem, stały się narzędziem jawnego szantażu wobec Warszawy. Berlin nie raczy zauważać ciężaru finansowego, jaki ponosi Polska, która przyjęła już miliony uchodźców z Ukrainy. Wzrusza ramionami wobec skali naszych nakładów i pomocy militarnej, logistycznej, gospodarczej oraz finansowej dla Ukrainy ogłaszając się, wbrew oczywistym faktom, europejskim liderem pomocy dla Kijowa. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że deklaracje naszego zachodniego sąsiada podczas szczytów Unii, G7 i NATO to jedno, a realne działania to drugie. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę nie tylko pokrętny stosunek do Polski, ale przede wszystkim kolejne przykłady wstrzymywania, wbrew zobowiązaniom i międzynarodowym deklaracjom, dostaw broni na Ukrainę. Przerwanie tego złowieszczego kręgu, w którym polityka Niemiec w realnym wymiarze może sprzyjać Rosji, powinno stanowić główne i najbardziej pilne wyzwanie dla naszych polityków. Takie działania mogą znaleźć zarówno zrozumienie jak i wsparcie w samej RFN, a ich celem winno być szybkie i bezwarunkowe uruchomienie środków europejskich na rzecz naszej gospodarki.

Do rozwoju Polski w ciągu ostatnich trzech dekad przyczyniły się głównie: upodmiotowienie państwa i jego obywateli, ustrój i wybory demokratyczne, zdefiniowanie interesów narodowych i strategicznych kierunków rozwoju.

Inflacja, dolar amerykański i strefa euro

Amerykańska Rezerwa Federalna szybko podnosi stopy procentowe, Europejski Bank Centralny tylko mówi, że podnosi utrzymując je ciągle na zerowym poziomie, a Japoński Bank Centralny deklaruje wprost, że pozostawi je na niezmienionym najniższym w historii poziomie” – napisał James Mackintosh dla „Wall Street Journal” 9 lipca 2022 r. w artykule  pt. „Silny dolar wygrywa inflacyjną bitwę (…)” (ang. „Strong Dollar Wins the Inflation Battle in New Spin on Currency Wars”).  W amerykańskim dzienniku określono zatem tę sytuację jako „odwróconą” wojnę walutową.

W Polsce jednak poziom inflacji w największym stopniu może zależeć od natężenia walk i dystansu oddzielającego nas od linii frontu w Ukrainie. Dziś to około ponad tysiąc kilometrów. A jutro? Jeśli linia frontu zbliży się do polskich granic, to niepewność o przyszłość naszej gospodarki będzie wielokrotnie większa, co może doprowadzić nawet do kryzysu walutowego i odpływu kapitału, a co za tym idzie do jeszcze wyższej inflacji. Tę tezę potwierdzają dane o dynamice wzrostu inflacji w krajach Unii Europejskiej, sąsiadujących z Rosją i Ukrainą, niezależnie od tego czy posługują się wspólną walutą, czy też nie. Dzisiaj muszą się zmagać z inflacją na poziomie dwukrotnie wyższym niż w Niemczech, Francji czy we Włoszech.

Inną niebagatelną okolicznością pozostaje uzależnienie rozwoju Polski od stanu gospodarek strefy euro, a pośrednio od polityki monetarnej EBC. Po wielokroć, przy różnych okazjach, powtarzam od prawie roku, że wspólna waluta z czasem będzie się osłabiać w stosunku do dolara amerykańskiego. Przyczyną jest fakt, że EBC ma związane ręce, by nie powiedzieć, iż zapędził się w „kozi róg”, gdyż nie może w sposób właściwy reagować na wzrost inflacji poprzez podnoszenie stóp procentowych. Zbyt wysoki koszt pieniądza zdusiłby bowiem gospodarki wysoko zadłużonych krajów południa Europy, co w przypadku Republiki Włoskiej – trzeciej co do wielkości gospodarki w strefie euro – mogłoby mieć fatalne skutki, łącznie z utratą płynności przez ten kraj. Złoty w tej sytuacji będzie dostawał ciosy rykoszetem zawsze wtedy, gdy euro będzie się osłabiać w stosunku do dolara. W mojej ocenie już teraz należy brać pod uwagę zagrożenie, że kraje strefy euro i całej Unii Europejskiej mogą wpaść w spiralę inflacyjną związaną z dalszym osłabianiem się kursu euro do dolara amerykańskiego. Do szantażu energetycznego Rosji wobec Niemiec i krajów Unii mogłaby dojść równie groźne np. osłabienie więzi ekonomicznych między Europą a Ameryką i wyhamowanie współpracy w wymiarze transatlantyckim. Taki scenariusz, znany z historii, mógłby doprowadzić do ogólnoświatowej zawieruchy.

Co zatem z putininflacją w Polsce? By ją skutecznie zatrzymać należy jak najszybciej… dozbroić Ukrainę w ciężką artylerię dalekiego zasięgu, umożliwiając tym samym działania ofensywne i zwycięstwo nad Rosją w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Innej drogi nie ma! A decyzje te z całą pewnością nie leżą w kompetencjach banków centralnych.

 Polski punkt widzenia

W artykule „Globalizacja pod przejściowym wpływem potrójnego szoku”, zamieszczonym w lipcowym „Obserwatorze Finansowym”, Jan Cipiur opisuje przypływy i odpływy globalizacji wskazując, że Polska okazała się jednym z beneficjentów tego zjawiska, gdyż PKB na mieszkańca wzrósł dziesięciokrotnie  w latach 1990–2020. Trudno przeczyć faktom. Czy rzeczywiście jednak to globalizacji zawdzięczamy tak szybki wzrost dobrobytu? Mam wrażenie, że słowo globalizacja to swoisty wytrych, pod którym mogą skrywać się najprzeróżniejsze treści różnie rozumiane, czy wręcz inne w Waszyngtonie, Berlinie czy w Pekinie.

Globalizacja pod przejściowym wpływem potrójnego szoku

Jak powinniśmy widzieć ją z Warszawy i czy dwubiegunowy porządek świata wyklucza globalne megatrendy, czyli globalizację? Jeśli globalizację rozumieć jako dostęp do wiedzy czy swobodnego przepływu informacji, które przyniósł postęp technologiczny wraz z rozwojem telekomunikacji oraz sieć internetu, to z pewnością nie ma sposobu by zatrzymać tak rozumianą globalizację w długim okresie. Jeśli mówimy natomiast o systemach finansowych i strategicznych sektorach gospodarki, takich jak przemysł obronny, energetyka, wysokie technologie czy sztuczna inteligencja, to z całą pewnością widzimy na tych polach i dalece posuniętą nieufność, i wręcz fragmentaryzację, by nie powiedzieć systemowe wyzwanie, jak określono Chiny w komunikacie po szczycie Paktu NATO w Madrycie. Taka definicja nie wyklucza jednak szeroko pojętej współpracy i nieskrępowanego handlu międzynarodowego z zachowaniem  interesu i bezpieczeństwa narodowego. I tak rozwój handlu na Nowym Jedwabnym Szlaku może okazać się dla Polski lewarem rozwoju, podobnie jak rozwój szlaków komunikacyjnych na europejskiej osi Północ–Południe.

Do rozwoju Polski, w mojej ocenie, w ciągu ostatnich trzech dekad przyczyniły się głównie: upodmiotowienie państwa i jego obywateli, ustrój i wybory demokratyczne, zdefiniowanie interesów narodowych i strategicznych kierunków rozwoju. Namacalnym efektem tych mechanizmów są realizowane dziś inwestycje: Gazoport, Baltic Pipe, przekop Mierzei Wiślanej czy w końcu Centralny Port Komunikacyjny. Nie doszłoby do tego, gdyby wygrał defetyzm historyczny, który wielu rodzimym politykom nakazywał i nadal nakazuje spolegliwość wobec potężnych sąsiadów. Polska chce stać się integralną oraz niezbywalną częścią systemu i międzynarodowego handlu, a także centrum logistycznym spinającym gospodarki Wschodu z obszarem Unii Europejskiej oraz kraje Trójmorza na osi Północ-Południe. Wsparcie w realizacji tej wizji znajdujemy  w umacnianiu strategicznej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, np. na polu energetyki i obronności.

Autor wyraża własne opinie, a nie oficjalne stanowisko NBP.

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Wojna w Ukrainie i ekonomia

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rozważania nad agresją rosyjską w Ukrainie pokazują, jak interdyscyplinarnym zagadnieniem jest wojna i jak wielkie są ograniczenia nauk ekonomicznych, gdyby zechciały samodzielnie, autarkicznie analizować wojnę.
Wojna w Ukrainie i ekonomia

Obecne sankcje to za mało. Co może powstrzymać Rosję?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Cudowne recepty na pokój nie istnieją, ale odnaleźć można lepsze i gorsze rozwiązania. Historia gospodarcza przestrzega nas przed pochopnym rozpętywaniem wojny ekonomicznej – która może nie tylko nie zapobiec eskalacji militarnej, ale nawet ją pogłębić.
Obecne sankcje to za mało. Co może powstrzymać Rosję?

Rosji trudno będzie ochronić swoją gospodarkę

Kategoria: Analizy
Władze Rosji w swojej polityce obrony przed sankcjami nie doceniają głębi upadku gospodarki w perspektywie średnio- i długoterminowej. Jest wątpliwe, czy uda się im dostatecznie obronić wszystkie ważne sektory gospodarki rosyjskiej.
Rosji trudno będzie ochronić swoją gospodarkę