Ziemia nadal będzie w cenie

Obecna liczba gospodarstw indywidualnych powinna być zmniejszona niemal o połowę. Na podstawie dotychczasowych trendów można prognozować, że przeobrażanie struktury obszarowej gospodarstw umożliwiające poprawę konkurencyjności rolnictwa będzie przebiegać bardzo wolno i zajmie 30-35 lat – mówi prof. Alina Sikorska z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Ziemia nadal będzie w cenie

prof. Alina Sikorska

W trzecim kwartale tego roku ceny ziemi w transakcjach miedzy rolnikami były o 10 proc. wyższe niż przed rokiem – wynika z danych GUS. Utrzymuje się więc notowany od lat wzrost wartości rolniczych gruntów. W rezultacie są one już prawie trzykrotnie droższe niż przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej – średnia cena jednego hektara gruntu wzrosła do ponad 18 tys. zł. Dlaczego ziemia drożeje?

Ceny winduje mała podaż ziemi, gdyż rolnicy niechętnie ją sprzedają, ponieważ przynosi ona korzyści w postaci na przykład dopłat bezpośrednich. Pojawiły się one w wyniku wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Tuż przed akcesją ceny gruntów były stabilne, a w 2002 r. nawet spadły.

Od momentu wstąpienia do Unii Europejskiej tylko za samą powierzchnię gruntów rolnicy otrzymują co roku grubo ponad 500 zł za hektar. Równocześnie mogą korzystać z dużego wsparcie finansowego Wspólnoty, przeznaczonego na modernizację i rozwój gospodarstw rolnych. Czy dlatego ziemi na sprzedaż jest tak mało?

Z tego powodu podaż ziemi jest mała, a popyt na nią bardzo duży. Ale są też inne przyczyny dużego zainteresowania rolników zakupem gruntów. Liczą oni na to, że nabycie dodatkowej ziemi przyczyni się do wzrostu wydajności i skali produkcji, co w efekcie przyniesie zwiększenie rentowności oraz konkurencyjności ich gospodarstw. Nieprzypadkowo więc najdroższa ziemia jest w Wielkopolsce, gdzie tradycyjnie efektywność produkcji jest największa. W trzecim kwartale tego roku  hektar dobrych gruntów w tym regionie kosztował 35,1 tys.zł – aż o 23,3 tys. zł więcej niż w woj. podkarpackim.

Czy mała podaż ziemi nie wynika również z tego, że właściciele niewielkich gospodarstw niechętnie się jej wyzbywają?

Tak jest przede wszystkim w okresach kryzysowych i przy słabej koniunkturze gospodarczej. Przy dużym bezrobociu nawet małe gospodarstwo pozwala na przetrwanie okresu, w którym nie ma pracy albo jest o nią niezwykle trudno.
W sytuacji, gdy brakuje stabilności w gospodarce ziemię sprzedają na ogół tylko ci,  którzy gwałtownie potrzebują pieniędzy, bo na przykład ktoś z ich rodziny ma niespłacony kredyt i obawia się komornika.

Czy popyt na ziemię nakręcają mieszkańcy miast?

Nie tylko dlatego, że budują na wsi domy i rezydencje. Część mieszkańców miast kupuje ziemię, bo traktuje ją jako dobrą, pewną lokatę kapitału. Na niej się nie straci, bo będzie jej coraz mniej, a popyt będzie rósł. Jest ona także zabezpieczeniem na sytuacje kryzysowe w rodzinie. Ponadto przybywa nabywców gruntów, skuszonych perspektywą przeznaczenia ich na cele komercyjne, co może przynieść nadzwyczajne zyski.

W sumie niewiele ziemi zmienia właścicieli. W rezultacie utrzymuje się niekorzystne rozdrobnienie agrarne. Ile gospodarstw jest zdolnych do konkurowania?

W Polsce mamy aż 1,8 mln indywidualnych gospodarstw o powierzchni przekraczającej jeden hektar użytków rolnych (grunty orne, sady i pastwiska). W tym ponad milion ma tylko od jednego do pięciu hektarów. Zaledwie 220 tysięcy gospodarstw jest zdolnych do odtwarzania majątku produkcyjnego – co oznacza, że mogą konkurować na europejskich rynkach rolnych. I choć na przykład w latach 2002-2007 średnio rocznie ubywało około 1,5 proc. gospodarstw, to tempo procesu było zbyt małe, by mogło zdynamizować istotniejsze zmiany w strukturze gospodarstw. Następne lata nie zmieniły tej tendencji.

Ile gospodarstw powinno być zlikwidowanych, aby uzdrowić sytuację?

Obecna liczba gospodarstw indywidualnych powinna być zmniejszona prawie o połowę. To spowodowałoby, że średnia wielkość gospodarstwa o powierzchni powyżej 1 hektara wzrosłaby do 13 hektarów (licząc tak zwane użytki rolne). Natomiast wśród ogółu gospodarstw jedna czwarta powinna mieć zdolność do konkurowania na lokalnych i regionalnych rynkach, a ich średni areał powinien wynosić około 50 hektarów.

Jak długo zajmie dojście do tego celu?

Na podstawie dotychczasowych trendów można prognozować, że przeobrażanie struktury obszarowej gospodarstw pod kątem poprawy konkurencyjności rolnictwa, po uwzględnieniu obecnych uwarunkowań, będzie przebiegać bardzo wolno i zajmie 30-35 lat.

Za dużo mamy nie tylko gospodarstw, ale także zbyt dużo osób pracuje
w rolnictwie.

Wśród osób zatrudnionych w Polsce aż 19 proc. pracuje w rolnictwie – według standardów unijnych na poziomie tzw. NUTS-2, które moim zdaniem zawyżyły poziom rzeczywistego zatrudnienia o około 5 pkt. proc. Tymczasem w krajach Unii Europejskiej ten odsetek wynosi tylko 6 proc. W efekcie większość naszych gospodarstw rolnych, zwłaszcza rodzinnych, nie jest konkurencyjna, a dochody rolnicze zatrudnionych w nich osób są rażąco niskie. Zmianę tej sytuacji
i przyspieszenie procesu koncentracji mogłaby spowodować intensyfikacja rynkowego obrotu ziemią.

Wobec tego, ile osób powinno pracować w polskim rolnictwie?

Docelowo liczba osób związanych z rolnictwem powinna wynosić 680 tysięcy, czyli  około 4 proc. ogółu ludności czynnej zawodowo. Byłby to poziom zbliżony do średniej wielkości w Unii Europejskiej. Trzeba przy tym podkreślić, że zmniejszenie zatrudnienia będzie zależało od chłonności nierolniczych rynków pracy i aktywności zawodowej mieszkańców wsi.

Czy dochodzenie do takiej sytuacji w rolnictwie powstrzyma wzrost cen ziemi mimo ewentualnego wyraźnego zwiększenia jej podaży.

Raczej nie. Między innymi dlatego, że ziemia jest u nas nadal nawet kilka razy tańsza niż w starych krajach Unii Europejskiej. Nie zmienia tego fakt, że przy granicy zachodniej ceny gruntów są podobne jak w landach byłej NRD. Ponadto w następnych latach ceny gruntów  będą rosły nie tylko z powodu dużego popytu na ziemię, ale także w związku z szybkim rozwojem infrastruktury. Na przykład budowa dróg i autostrad zwiększy atrakcyjność lokalizacyjną wielu obszarów naszego kraju, co podniesie również ceny oferowanej tam ziemi.

Rozmawiał Janusz K. Kowalski

Prof. Alina Sikorska jest pracownikiem naukowym Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowego Instytutu Badawczego

prof. Alina Sikorska

Tagi


Artykuły powiązane

Ukraina stawia na latyfundia

Kategoria: Analizy
Podczas gdy w Europie sukcesy odnosi rolnictwo oparte na stosunkowo niewielkich gospodarstwach rodzinnych, ukraiński rząd przeprowadził przez parlament projekt ustawy oddający kilkadziesiąt milionów hektarów ziemi rolnej w ręce nielicznej grupy wielkich posiadaczy ziemskich.
Ukraina stawia na latyfundia

Rosyjskie rolnictwo – sukces transformacji rynkowej

Kategoria: Trendy gospodarcze
W 2018 roku Rosja sprzedała za granicą pszenicę wartości 8,4 mld dolarów, stając się największym na świecie eksporterem zboża. Rosyjskie rolnictwo sukces zawdzięcza rynkowym reformom z początku lat 90., a także subwencjom państwa dla wielkich latyfundiów.
Rosyjskie rolnictwo – sukces transformacji rynkowej

Jak Amerykanie kupowali i budowali kraj

Kategoria: Trendy gospodarcze
Informacja o zamiarze zakupu przez USA Grenlandii zeszła z łamów gazet, jak każda rewelacja ogłaszana w sezonie ogórkowym. Natomiast dwieście i sto lat temu Amerykanie rzeczywiście kupowali na potęgę całe terytoria. Zarobili na tym krocie, nie mówiąc już o tym, że zbudowali na tym handlu superpaństwo.
Jak Amerykanie kupowali i budowali kraj