Warto przeczytać: Koniec wakacji, czyli iluzji spokoju

09.09.2017
Koniec wakacji, a więc obfitość świeżych analiz. Przywracają świadomość, jak wiele problemów z gospodarką i finansami pozostaje nierozwiązanych. Dlatego zdaniem niektórych należy zerwać z iluzją, że wszystko się zaraz poprawi. Zdaniem innych - jest lepiej, niż się wydaje.


O iluzji powrotu do normalności pisze Adair Turner, szef brytyjskiego Instytutu Nowej Ekonomicznej Myśli. Psychologiczne nastawienie jest takie, że wierzy się w to, że nadzwyczajne wydarzenia ostatecznie ustępują miejsca powracającym normalnym czasom. Jesteśmy tymczasem daleko od powrotu do przedkryzysowej normalności. Wprawdzie w tym roku gospodarki USA i Japonii odnotowują większy wzrost, jednak wciąż pozostaje problem niskiego nominalnego popytu. Pomimo olbrzymich wysiłków programów stymulacyjnych PKB w latach 2007-2016 rósł w USA 2,8 proc. rocznie, w strefie euro 1,5 proc. i zaledwie 0,2 proc. w Japonii. I nigdzie nie podnoszą się  zarobki. Co wynika z elastyczności rynków pracy oraz zadłużenia w tych krajach — pomiędzy 1950 rokiem a 2007 rokiem prywatne zadłużenie w zaawansowanych gospodarkach wzrosło z 50 proc. PKB do 170 proc. PKB, a w marcu tego roku osiągnęło 220 proc. PKB. Wzrosło też zadłużenie publiczne. Wobec tego stopy procentowe nie mogą powrócić do przedkryzysowego poziomu bez ryzyka spowodowania nowej recesji. Dlatego normalność sprzed 2008 roku może nie wrócić jeszcze bardzo długo.

Odmiennego zdania jest Daniel Gros – jak wynika z jego komentarza o dorocznym spotkaniu centralnych bankowców w amerykańskim Jackson Hole. Gros zauważył, że tak jak główny temat tej konferencji wcale nie był związany z polityką monetarną banków (wspieranie dynamicznej gospodarki światowej), tak i Europejski Bank Centralny wybrał jako temat swojej dorocznej konferencji problem spoza domeny swojej odpowiedzialności (inwestycje i wzrost w krajach zaawansowanych). Dlaczego nie ma nic o polityce monetarnej? Bo banki nie potrafią wytłumaczyć swoich obecnych polityk. Ani EBC, ani amerykańska Rezerwa, ani Bank Japonii nie mają uzasadnienia dla utrzymywania tak niekonwencjonalnej polityki jak negatywne stopy procentowe i kontynuacja wykupowania obligacji. Zdaniem Grosa gospodarki tych krajów są w dużo lepszej, niż się wydaje, kondycji. Świadczy o tym sytuacja na rynkach pracy tych krajów, widziana nie tylko przez pryzmat niskich stóp bezrobocia, ale też wysokiego wskaźnika udziału siły roboczej w rynku.

Rynki zareagowały w zwykły sposób na kolejną próbę nuklearną w Korei Północnej — przez dwa dni w cenie były tzw. bezpieczne aktywa (złoto, szwajcarski frank, japoński jen), po czym wróciły do normy. Obyło się więc bez zagrożenia dla rozwoju gospodarczego na świecie. Przynajmniej tymczasem. Eskalacja napięcia może jednak mieć wpływ krótko- i średnioterminowo na gospodarkę USA – wykazuje analiza przeprowadzona przez dwoje ekonomistów z uniwersytetów Europejskiego i Ben-Guriona. Autorzy zakładają, że w sytuacji zagrożenia konfliktem rząd USA zwiększy wydatki na obronność. To zmienia zachowania przedsiębiorstw i gospodarstw domowych — zwiększa się produkcja, liczba przepracowanych godzin, podnosi się inflacja i stopy procentowe, a cechą charakterystyczną takiego szoku są natychmiast zwiększone zyski kontrahentów militarnych. Wartość ściśle naukowa jest taka, że autorzy zastosowali w swojej analizie nową metodologię badania zjawiska i porównują ją ze stosowanymi dotychczas.

Amerykańska giełda odbiła po koreańskiej próbie nuklearnej nie tylko dlatego, że reżimowi nie udało się wywołać zbrojnego konfliktu, ale także dlatego że porozumienie Donalda Trumpa z Demokratami (pierwsze w ogóle) odsuwa problem limitu wydatków amerykańskiego rządu na grudzień. Dlaczego jest limit i dlaczego jest problematyczny – przypomina ekspert Brookings Institute. Problem z limitem wydatków dla rządu jest taki, że ma on na celu ograniczenie zadłużania się rządu, ale nie rozwiązuje przyczyn, dla których zadłużenie to pogłębia się.

Co do giełdy — rynek wirtualnych walut i technologii blockchain jest w bieżącym roku szczególnie niespokojny. Trochę uspokojenia ma wprowadzić złoto. Wprowadza je do świata kryptowalut firma GoldMint. Ta wirtualna waluta będzie nazywać się Gold, a wartość jednej jej jednostki będzie równa jednej uncji złota, które realnie posiada w rezerwie GoldMint. Wśród już 700 różnych kryptowalut i pochodnych ETF najwyżej notowana jest najstarsza – bitcoin. Jej wartość tylko w tym roku wzrosła o ponad 300 proc. Złoto tymczasem jest dużo bardziej stabilne — spadło na wartości w ubiegłym roku o 11,6 proc., a rok wcześniej tylko o 1 proc. Spadek ten jest nieznaczny, zważywszy na to, że w ciągu minionej dekady, w czasie której Federalna Rezerwa prowadziła program luzowania ilościowego, wartość kruszcu wzrosła o 95 proc. Złoto przestało pełnić funkcję parytetu dla dolara 46 lat temu, ale wciąż pozostaje tzw. bezpieczną lokatą kapitału. Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych opracowuje tymczasem regulacje dla rynku aktywów opartych na technologii blockchain.

Czy relacje handlowe z Chinami to problem tylko amerykański? Pretensje Donalda Trumpa, że Chiny wykorzystują otwartość USA kosztem Ameryki, mają pewne uzasadnienie. Przystąpienie Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w 2001 roku miało zdecydowany wpływ na zanik wielu miejsc pracy i stagnację zarobków nisko wykwalifikowanych pracowników w USA i innych zaawansowanych gospodarkach, w sektorach, które zostały w ramach WTO otwarte dla chińskiego eksportu. Nie miało to jednak podobnego wpływu w relacji z niemieckim przemysłem. Dlaczego? Cytowana tu czasem Dalia Marin z uniwersytetu w Monachium twierdzi, że po pierwsze Niemcy miały już wcześniej tego rodzaju doświadczenie, ponieważ musieli się dostosować do niskonakładowej konkurencji z Europy Wschodniej (otwarty rynek po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej w grudniu 1991 roku). Po drugie — niemieccy producenci wprawdzie stracili swoją pozycję w sektorach, w których Chiny produkowały taniej, ale zwiększyli swój eksport, i to sześciokrotnie, do roku 2008 w innych sektorach, w których Chiny były słabe. Zwyciężyła zdaniem Marin świetna jakość niemieckich produktów.

Zbliżają się wybory w Niemczech, po których następnym krokiem będzie określenie, co dalej z Unią Europejską. Dziś niemiecki głos o tym, jak odnowić „europejski projekt”, autorstwa Christopha M. Schmidta z Leibniz Institute for Economic Research. Szansę na takie odnowienie daje niemiecko-francuskiemu silnikowi Unii Europejskiej prezydentura Emmanuela Macrona we Francji – pod warunkiem że przeprowadzi zapowiadane reformy, szczególnie na rynku pracy. Konieczne jest bowiem uniknięcie konfliktów w strefie euro na temat dystrybucji i wzmocnienie strefy euro oraz dopełnienie wspólnego rynku. Iluzją jest natomiast zdaniem autora wiara, iż dzielenie w większym stopniu odpowiedzialności pomoże indywidualnym krajom wziąć odpowiedzialność za swoje problemy. Problemy te bowiem nie wynikają z niewystarczającej solidarności w UE.

Kluczem do wzmocnienia Unii Europejskiej są gospodarcze reformy we Francji, jak wynika z powyżej cytowanej analizy. Czy Emmanuel Macron zdoła je przeprowadzić? Jak sam określił, potrzebne są zmiany na miarę kopernikańskiej rewolucji. Największym wyzwaniem jest utrzymujące się na poziomie ok. 10 proc. bezrobocie. Do rozwiązania potrzebne jest uelastycznienie rynku pracy, a tymczasem ochrona praw pracowniczych we Francji jest przysłowiowa. Zdaniem Daniego Rodrika z Harvardu tym razem reforma rynku pracy może mieć wystarczające polityczne wsparcie. Większa elastyczność rynku pracy pomogłaby francuskim firmom, a więc całej gospodarce (w dobrych gospodarczo czasach, zmniejszenie kosztów zwolnień pracowniczych znacznie poprawia elastyczność firm w inwestowaniu i ekspansji). Problem jednak w tym, że reforma kodeksu pracy nie wystarczy, aby pobudzić „zwierzęcy” instynkt francuskich przedsiębiorców. Macron ma tymczasem za mało strzał w swym arsenale – uważa Rodrik.

O ekonomii jako nauce… Jest nowy paradygmat dla kursu wstępnego na studiach ekonomii. Dotychczasowy kurs wstępny opracowany 70 lat temu przez Paula Samuelsona, wzbogacony z czasem ideami Keynesa, Hayeka i Nasha, jest dziś mocno przestarzały. Nie bierze pod uwagę bowiem ani interakcji społecznych, ani zmian klimatu, ani niestabilności geopolitycznej, ani wzrostu nierówności społecznych. Nowego podręcznika kursu wstępnego uwzględniającego powyższe czynniki i nowe teorie (np. teorię gry) używają już University College London, włoski Sciences Po i Szkoła Ekonomiczna z Tuluzy. Paradymat pokrótce przedstawiają ekonomiści z tych uniwersytetów tutaj.

Na koniec ranking krajów przyjaznych i nieprzyjaznych do życia dla obcokrajowców. USA i Wielka Brytania, do niedawna bardzo przyjazne, spadły w rankingu — Wielka Brytania o 21 miejsc na 54. pozycję, a USA o 17 miejsc na 43. Najlepsze warunki dla ekspatów oferują ich zdaniem Bahrain, Kostaryka, Meksyk i Tajwan. Przyjemnie żyje się obcokrajowcom także w Portugalii i Hiszpanii. Najgorsze m.in. Grecja, Włochy, Turcja, Ukraina, Kuwejt, Arabia Saudyjska, Katar.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły