Zgoda z Grecją, ale to jeszcze nie koniec

11.04.2017
Podczas spotkania ministrów finansów strefy euro 7 kwietnia Grecja i jej wierzyciele porozumieli się w sprawie kolejnej transzy pomocy dla Aten w wysokości 7 mld euro. Nie oznacza to jednak odblokowania płatności dla Grecji, a jedynie zgodę na przebadanie jej finansów przez europejskich audytorów.
otwarcie. Deficyt i dlug sektora instytucji rzadowych i samorzadowych


Dopiero pozytywna decyzja audytorów spowoduje odblokowanie transzy pomocy dla Grecji. Kontrolerzy przybędą do Aten prawdopodobnie w przyszłym tygodniu lub zaraz po świętach Wielkanocnych. Jednym z problemów, które będą badać, jest rzeczywisty stan greckiej gospodarki i greckich finansów. Oceny MFW różnią się od ocen Komisji Europejskiej, a tym bardziej od danych rządu greckiego. Eksperci Funduszu bardziej sceptycznie oceniają wielkość nadwyżki pierwotnej, czyli wyniku greckiego budżetu po odjęciu wydatków na obsługę długu. Wielkość nadwyżki pierwotnej ma kluczowe znaczenie przy ocenie możliwości spłaty długów. W lipcu przypada termin kolejnej spłaty greckich obligacji i na to przeznaczone będą pieniądze z programu pomocowego. Jest więc jeszcze dosyć dużo czasu na zawarcie ostatecznego porozumienia.

Niejasne sygnały z gospodarki

W grudniu ubiegłego roku Bank Centralny Grecji przedstawił optymistyczną prognozę gospodarki, uznając, że weszła ona w fazę silnego ożywienia. Przewidywał na rok 2017 wzrost PKB o 2,5 proc. Ale dane, które zostały opublikowane na początku roku, optymizmu nie potwierdziły. W ostatnim kwartale 2016 roku nastąpiło obniżenie produkcji i cały rok zakończył się zerowym wzrostem. Obecne prognozy mówią o wzroście 1,5-procentowym w roku 2017.

Ta niepewność co do stanu greckiej gospodarki utrudniała rozmowy, którym ze strony strefy euro przewodniczył holenderski minister finansów Jeroen Dijsselbloem. W piątek stwierdził on, że rząd grecki zgodził się na dalsze cięcia wydatków do roku 2020. Uzgodnione oszczędności wyniosą 2 proc. PKB. Połowa z tego zostanie przeprowadzona w roku 2019, głównie dzięki reformie emerytalnej, a druga w roku 2020 dzięki reformie podatków od dochodów indywidualnych. Będzie to już dwunasta zmiana zasad wypłacania emerytur od 2010 roku.

Rozmowy między rządem premiera Alexisa Tsiprasa a wierzycielami strefy euro i Międzynarodowego Funduszu Walutowego były przez kilka miesięcy zawieszone. Sprawami spornymi były greckie emerytury, rynek pracy i system podatkowy. Ostatecznie Grecja zgodziła się na żądania zagranicznych negocjatorów. Taki scenariusz powtarza się co kilka miesięcy. Wciąż nie można wykluczyć, że wierzyciele lub rząd grecki zmęczą się nieustannymi negocjacjami i zdecydują się na radykalny scenariusz – wyjścia lub wypchnięcia Grecji ze strefy euro. Efektem byłaby dewaluacja własnej waluty, niekontrolowane obniżenie poziomu życia Greków, ale być może także spontaniczne dostosowanie się gospodarki do nowych warunków.

Grecki minister finansów Efklidis Tsakalotos powiedział, że porozumienie dotyczące podstawowych kwestii zostało osiągnięte, ale ostrzegł przed poszerzaniem programu oszczędnościowego, którego, jego zdaniem, społeczeństwo greckie nie zaakceptuje.

Siódma rocznica rozmów

Za miesiąc minie siedem lat od uruchomienia pierwszego programu pomocowego dla Grecji. W ciągu tych siedmiu lat  PKB Grecji skurczył się o 23 proc. Tylko w jednym roku (2014) zanotowano pozytywny wzrost, zresztą niewielki – o 0,4 proc. Zdaniem krytyków programu pomocowego, takich jak były minister finansów Yanis Varoufakis, świadczy to o fiasku i błędnych założeniach programu narzuconego przez Trojkę (MFW, EBC i Komisję Europejską). Grecja w zamian za kolejne transze pomocy musi ograniczać wydatki i osiągać nadwyżkę pierwotną w budżecie. Efektem jest obniżenie popytu wewnętrznego i recesja.

Zwolennicy programu są zdania, że nie działa on zgodnie z założeniami, gdyż Grecja za mało się reformuje i nie wykonuje uzgodnionych z Trojką celów budżetowych i strukturalnych.

Varoufakis, który był ministrem w lewicowym rządzie Tsiprasa od stycznia do lipca 2015 roku, opowiadał się za odrzuceniem warunków narzucanych przez Trojkę, a w konsekwencji za wyjściem ze strefy euro. Pod koniec czerwca 2015 roku w relacjach Grecji z eurogrupą doszło do dramatycznego napięcia. Rząd ogłosił referendum, w którym społeczeństwo miało się opowiedzieć za warunkami Trojki lub przeciw nim. Odbyło się ono na początku lipca, a tymczasem formalnie program pomocowy (tzw. drugi bailout) wygasał 30 czerwca, co oznaczało zerwanie negocjacji. Grecy w referendum opowiedzieli się przeciw kontynuowaniu narzuconych reform.

Mimo to Europejski Bank Centralny utrzymał specjalną linię kredytową dla greckich banków (Emergency Liquidity Assistance), a premier Tsipras zdecydował się powrócić do stołu rokowań. Varoufakis, zwolennik twardej postawy wobec Trojki, podał się do dymisji i został zastąpiony przez Tsakalotosa (doktoryzował się on pod kierunkiem profesora Brusa). 13 lipca 2015 roku doszło do 17-godzinnych negocjacji w ramach eurogrupy, które doprowadziły do zawarcia kompromisu. Rząd grecki przyjął warunki kontynuowania reform (odrzucone wcześniej przez Greków w referendum). Tym samym Grecja wciąż ma dostęp do pieniędzy pomocowych, które są przydzielane transzami w zamian za realizację uzgodnionych z Trojką posunięć.

Nie tylko gra pozorów

Według danych greckiego Ministerstwa Finansów w końcu 2016 roku dług publiczny Grecji wyniósł 326,4 mld euro i był o blisko 3 mld większy niż w końcu września. W relacji do PKB dług wynosi 177 proc., a trzeba pamiętać, że w 2012 roku został częściowo umorzony. Wielu ekonomistów uważa, że dług nigdy nie zostanie spłacony, a trwająca od maja 2010 roku pomoc dla Grecji ma na celu jedynie odroczenie problemu. Bankowcy mają na to określenie „extend and pretend”, czyli w wolnym przekładzie – odkładaj spłatę i udawaj, że spłacasz dług.

Patrząc na problemy Grecji z dzisiejszej perspektywy, można dojść do wniosku, że programy pomocowe zostały źle zaprojektowane (aczkolwiek podobne programy dla Portugalii, Irlandii i Hiszpanii przyniosły pozytywne skutki). Nie znaczy to jednak, by nie miały sensu i były tylko marnotrawieniem pieniędzy podatników.

Pomoc Trojki dla Grecji nie ma formy dotacji, tylko pożyczki, która umożliwiła prywatnym wierzycielom (głównie bankom greckim, francuskim i niemieckim) pozbycie się zagrożonych aktywów. Obecnie wierzycielami są instytucje Trojki, a to oznacza, że nawet gdyby Grecja ogłosiła, że przestaje długi spłacać, nie doszłoby do bankructwa banków i efektu domina. Oprocentowanie długu jest niskie (w roku 2016 wyniosło średnio ok. 1,5 proc.), a w dodatku jest on rozłożony na wiele lat. Według dotychczasowych umów Grecja ma spłacić całość zadłużenia do roku 2054. Dług będzie częściowo rolowany, to znaczy spłacany ze środków pochodzących z nowych pożyczek. Największe spłaty pożyczek przypadną na lata 2037-2039.

Programy pomocowe dały Grecji czas na dostosowanie i rozłożenie reform na wiele lat. Poprawę stanu finansów Grecji widać. Według greckiego MF w roku 2016 deficyt finansów publicznych wyniósł zaledwie 253 mln euro, czyli 0,14 proc. PKB, a nadwyżka pierwotna ok. 5 mld euro (2,8 proc. PKB). Dane Eurostatu zapewne będą się różniły – to właśnie mają ustalić audytorzy.

Grecja najbardziej potrzebuje teraz reform strukturalnych, które zdynamizują gospodarkę. Chodzi przede wszystkim o uelastycznienie rynku pracy i zmianę zasad wypłacania zasiłków tak, by zachęcić Greków do aktywnego poszukiwania zatrudnienia. O tych reformach mówi się od siedmiu lat, ale efekty są wciąż niewystarczające. Na początku kwietnia Eurostat opublikował dane dotyczące kosztów pracy i wynagrodzeń w krajach Unii Europejskiej. Średni koszt pracy za godzinę wyniósł w ubiegłym roku w Grecji 14,2 euro, a średnie wynagrodzenie godzinowe 10,8 euro. Grek zarabia za godzinę pracy o 1/3 więcej niż Estończyk i o 40 proc. więcej niż Słowak, mimo że te trzy kraje mają dziś podobny poziom PKB na głowę mieszkańca. W sąsiedniej Bułgarii koszty pracy są przeszło trzykrotnie niższe, co przyciąga kapitał, który na razie omija Grecję.


Tagi


Artykuły powiązane