Chiny na drodze do megakryzysu

03.09.2015
Chińskie reformy są zbyt skromne, błędy zbyt poważne. Dziś kilka tekstów na ten temat. A ponadto m.in. warto poczytać o dwóch teoriach tłumaczących spowolnienie wzrostu na świecie, o etyce bankowej, o tym , że gotówka jest jedynym bezpiecznym aktywem, o filozofii PiS w sprawie górnictwa oraz na deser o specyficznym sukcesie w Olsztynie.


Elementarz Tylera Cowena o sytuacji w Chinach: stopa inwestycji nie może wiecznie wynosić 45-50 proc. Nie można przełączyć się na gospodarkę napędzaną konsumpcją bez spadku stopy wzrostu i jej utrzymywania się na niższym poziomie. 35 lat wzrostu w tempie 10 proc. sprawiło, że Chińczycy przestali zauważać, że istnieje coś takiego jak ryzyko. Teraz już wiedzą, że jednak istnieje. I gwałtownie rewidują oczekiwania. Rząd chiński nadal postępuje inteligentnie, problem w tym, że zapędził się w niemiły narożnik i ma bardzo wiele grup interesów do nakarmienia. Stąd musi czasami podejmować decyzję nawet nie drugą, lecz siódmą co do jakości.

William Pesek z Bloomberga pisze o Alibabie, firmie, która jest kanarkiem w kopalni, czyli ostrzega o możliwym wybuchu. Ceny akcji chińskiej platformy spadły z ponad 120 dol. w listopadzie 2014 do 65 obecnie, to jest do poziomu o kilka dolarów niższego niż cena IPO. Powszechnie uważa się, że spadki na giełdzie chińskiej nie mają wielkiego znaczenia, bo liczba inwestorów – Chińczyków jest minimalna w porównaniu z 1,3 mld ludności i efekt bogactwa (utraconego) nie działa. Pesek uważa, że jest inaczej. Po pierwsze, po fiasku rządowej interwencji na rynku akcji, załamało się przekonanie, że Pekin poradzi sobie z każdym kryzysem. Ludzie zaczynają wstrzymywać się z niekoniecznymi zakupami; muszą kupować pieluchy i żywność, ale nie muszą smartfonów, torebek i biletów do kina. W warunkach niepewności zaczynają oszczędzać. Dane z Alibaby – amalgamatu Amazona, PayPala, eBay, serwisu brokerskiego, agencji turystycznej i agencji nieruchomości pokazują to lepiej niż jakikolwiek raport kwartalny o produkcie krajowym.

A propos PKB – wraca dyskusja o prawdziwej dynamice chińskiego PKB. Christopher Balding, profesor HSBC School of Business na uniwersytecie w Pekinie uzasadnia, dlaczego nie wierzy w oficjalne dane o wzroście gospodarczym w Chinach. W jednym miejscu zebrał różne informacje i opinie podważające jakość chińskich danych o PKB, inflacji, eksporcie, bezrobociu, poczynając od uwagi samego premiera Chin Le Keqianga, który stwierdził, że dane są przygotowywane przez ludzi (man-made) i niewiarygodne. Nie ma też dowodów na to, że następuje przesunięcie czynników wzrostu gospodarczego w stronę sektora konsumenckiego, handlu i usług. „Zwolennicy chińskich danych o PKB stwierdzają, że używają danych oficjalnych dla wsparcia swojej tezy, że dane oficjalne są dokładne. To szczyt zapętlonej logiki”. Zdaniem Baldinga chiński PKB należy zrewidować w dół o ok. bilion dolarów (10 proc.). Jeśli PKB zawyżany był o jeden punkt procentowy rocznie od 2000 roku – rewizja powinna wynieść 16 proc.

Bank of America pisze, że jeśli Chiny zdecydują się dewaluację juana do 8 juanów za dolara do końca 2016 roku (są takie sygnały), czyli o 20 proc., to skutki będą dramatyczne, zwłaszcza dla krajów wchodzących. Można się spodziewać dalszego spadku cen surowców do poziomu z 2006 roku to znaczy o 25 proc.

Na podsumowanie – Chiny na jednym zdjęciu. Wyłącznie do obejrzenia.

„Drzewa nie mogą wiecznie rosnąć” – komentuje Jean Pisani-Ferry słabsze prognozy dla wzrostu gospodarczego na świecie, recesję w Rosji, Brazylii i jej powrót w Japonii, spadek tempa wzrostu gospodarczego w Chinach. Po czym przypomina dwie interpretacje, dlaczego tempo rozwoju świata spada. Jedna to trwała stagnacja (secular stagnation) Larry’ego Summersa. Drugą, o której dyskutuje się mniej, wyraził między innymi Bank Rozliczeń Międzynarodowych mówi, że za spowolnienie odpowiadają  bardzo niskie stopy procentowe, które sprawiają, że rządy nie chcą prowadzić reform podażowych poprawiających  efektywność gospodarki. Tani kredyt sprzyja złym inwestycjom i nadmiernemu długowi, oznacza sztuczną promocję wzrostu i kończy się łzami. Pierwsza teoria dobrze odpowiada wydarzeniom w eurostrefie, druga w Chinach.

Bill Gross, znany zarządzający funduszami inwestycyjnymi w liście do inwestorów pisze, że najlepszą strategią na najbliższe lata jest trzymanie gotówki lub quasi-gotówki czyli jedno, dwuletnich obligacji korporacyjnych. Nie należy ryzykować.

O naprawie kultury w bankowości pisze były prezes EBC Jean Claude Trichet. „Banki i bankowość zależy od zaufania. Zaufanie tworzy się przez lata, ale można je błyskawicznie zniszczyć, jeśli etyka w bankowości jest słaba, wartości niskie a zachowania naganne” – zaczyna tekst. Przyczyny leżące u źródeł kryzysu 2008 roku, a potem kolejne skandale – ustawianie stopy Libor, pranie pieniędzy, omijanie sankcji – tworzą katalog porażek kultury organizacyjnej w instytucjach finansowych. Owszem spróbowano naprawić system, ale istnieje nadal najważniejsza słabość: kultura podejmowania nadmiernego ryzyka. Trichet wylicza co jest potrzebne: zmiana praktyk wynagradzania, które nagradzają podejmowanie ryzyka, ochrona demaskatorów (whistleblowers), rekrutowanie i szkolenia pracowników tak by zapewnić właściwa etykę, aktywna rola rad nadzorczych. Pointa i ostrzeżenie zarazem: „Albo banki się zreformują, albo władze publiczne będą jeszcze ostrzej interweniować”.

Filozofię PiS w odniesieniu do górnictwa w rozmowie z wnp.pl przedstawia poseł Krzysztof Tchórzewski (w skrócie): „Trzeba dostosować wydobycie do możliwości zbytu. Przy tym import węgla powinien być ograniczony, żeby nie było niekontrolowanego importu węgla do Polski. Trzeba zwiększyć wydajność w naszych kopalniach, potrzebne jest odnowienie parku technologicznego. Muszą też powstać nowe szyby wydobywcze. Musi być przychylność rządu i parlamentu dla górnictwa. Głównym paliwem będzie u nas węgiel – nie tyle na najbliższe lata, ile na dziesięciolecia”.

Na deser ciekawostka. Jak pisze PAP „po 10 latach negocjacji miasto Olsztyn zamieniło się z PKP działkami: miasto przekazało kolei parcele sąsiadujące z dworcem i tereny powojskowe, a PKP podarowało miastu zaniedbany stadion przy ul. Sybiraków”. Teraz jedni zrewitalizują tereny sportowe, drudzy komercyjnie zainwestują w dworzec i okolice. Przedmiot zamiany jest wart 10,5 mln złotych, wszyscy są zachwyceni, podpisano umowę notarialną. W informacji jest krótkie wyjaśnienie, że „miasto negocjowało z PKP aż 10 lat, ponieważ obie strony miały odmienne oczekiwania i wizje dotyczące swoich parceli”. Nie ma natomiast informacji, ile kosztowała bezmyślność obu stron w postaci utraconych korzyści. Przyjmując stopę zwrotu na bardzo skromnym poziomie 5 proc. dobrze ponad 6 mln zł każdą.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test