Chiny silniejsze niż się wydaje

05.02.2016
Jonathan Woetzel z McKinseya podważa 5 mitów na temat Chin. Ponadto warto dziś przeczytać analizę budżetu na 2016 rok Jakuba Sawulskiego z Instytutu Badań Strukturalnych, rachunki kosztu likwidacji strefy Schengen, o dziewięciu argumentach przeciwko podatkowi obrotowemu w handlu oraz o problemach Walmarta.


Dwa ciekawe teksty znalazłem w ostatnim ubiegłorocznym numerze kwartalnika McKinseya; pochodzą z października 2015 r. i na pewno nie zdezaktualizowały się. Pierwszy to „Pięć mitów na temat chińskiej gospodarki” Jonathana Woetzela, który pisze tak:

Mit pierwszy: chińska gospodarka to podróbka. Kraj nie stworzył podstaw do zrównoważonej gospodarki. W szczególności brakuje dynamicznej struktury opartej o sektor prywatny. Woetzel przyznaje, że system prawny nie broni tak praw własności jak w państwach rozwiniętych, ale w produkcji przemysłowej sektor państwowy ma już tylko 26 procentowy udział. Model rozwoju Chin jest podobny do modelu Japonii i Korei w II połowie XX wieku.

Mit numer dwa: Chiny nie mają zdolności do innowacji. Doświadczenie Woetzela (od 30 lat jest w Chinach, a od 15 lat pracuje w Szanghaju dla McKinseya, doradza rządowi) jest inne: wiele firm uzyskało konkurencyjną przewagę dzięki innowacjom procesowym, a w takich przedsiębiorstwach jak Alibaba czy Xiaomi innowacyjność jest sercem globalnego sukcesu.

Trzeci mit: degradacja środowiska jest już nieodwracalna. Tu dowody, że mit jest tylko mitem są słabsze: ich podstawą jest rozwój świadomości i aktywności społecznej oraz wysokie nakłady na ograniczenie emisji.

Kolejny, czwarty już mit: szybki wzrost napędzany był wzrostem długu i nieproduktywnych inwestycji. By w to uwierzyć należałoby uznać, że w Chinach zbyt dużo się buduje – mostów, dróg i mieszkań. Istotnie, zużycie cementu w 2013 roku było 25 razy większe niż w USA. Ale gdy uwzględnić liczbę mieszkańców i modele budownictwa na świecie, zużycie to jest takie, jak w okresie boomu w Korei i na Tajwanie. Zadłużenie 28 bilionów dolarów faktycznie budzi niepokój. Jednak dług publiczny wynosi tylko 55 procent PKB, a ostatnio przeprowadzane analizy finansowe wskazują, że nawet w najgorszym scenariuszu tylko stosunkowo niewielki segment instytucji finansowych uległby zniszczeniu. Ponadto, ostatnie spadki na giełdzie chińskiej z kilku powodów są mniej groźne niż wskazywałaby histeria na świecie.

Wreszcie ostatni, piąty mit: nierówności społeczne i ludzie pozbawieni własności zagrażają stabilności. Cóż, tu też brakuje trochę argumentów, ale Woetzel broni się refleksją, że wiele krajów ma ten sam problem. Można też wymieniać się doświadczeniami z krajami Zachodu, które na różny sposób walczą z podobnymi problemami.

Drugi ze wspomnianych tekstów McKinseya to analiza chińskiej innowacyjności wykorzystująca cztery archetypy: innowacyjność zorientowaną na klientów, zorientowaną na poprawę efektywności, zbudowaną na rozwiązaniach technicznych i naukowych. 2-3 punktów wzrostu gospodarczego musi pochodzić z przyrostu produktywności. W tej chwili najlepiej rozwinięte są innowacje napędzane przez efektywność, najsłabiej przez osiągnięcia naukowe. Autorzy omawiają kolejno każda grupę.

Interesującą ocenę projektu budżetu na 2016 rok przygotował Jakub Sawulski z Instytutu Badań Strukturalnych. W podsumowaniu autor pisze: „W 2016 roku w polskich finansach publicznych wystąpi szereg czynników, które mogłyby przyczynić się do obniżenia skali nierównowagi w budżecie państwa. Do najważniejszych należą: dobra koniunktura gospodarcza, wystąpienie niestandardowych źródeł dochodów, wprowadzone w poprzednich latach zmiany w systemie emerytalnym, zmniejszenie wydatków na modernizację polskiego rolnictwa oraz spadające koszty obsługi długu publicznego. Budżet na 2016 r. nie wykorzystuje tych szans. Zakłada rekordowo wysoki deficyt, w tym przede wszystkim wyjątkowo wysokie ujemne saldo pierwotne budżetu. Wystąpienie deficytu pierwotnego sugeruje zaś, że w finansach publicznych przekroczona została granica bezpieczeństwa”.

Z ciekawszych liczb: wzrost wydatków ma wynieść 56 mld zł w stosunku do 2014 roku. Obniżone są tylko wydatki na rolnictwo (niższe wydatki na współfinansowanie projektów modernizacyjnych) i obsługę długu – w sumie 16 mld złotych. Natychmiast zwiększone zostały jednak wydatki we wszystkich działach klasyfikacji budżetowej. Bardzo pouczająca jest tabela ze strony 14 pokazująca wzrost wydatków w 2016 roku w porównaniu z 2013 rokiem (także z 2014 r. i 2015 r.). Różne rozliczenia – pozycja licząca ponad jedną czwartą wydatków wzrosła w 2016 r. w porównaniu z 2013 r. o 35 procent, wydatki na pomoc społeczną rosną o 102 procent, na obronę narodową o 42 procent, natomiast na szkolnictwo wyższe, bezpieczeństwo publiczne, wymiar sprawiedliwości, administrację , transport i łączność oraz naukę – zaledwie o kilka do kilkunastu procent.

Analizę można pobrać stąd.

Przez media przemknęła informacja, wykorzystująca tylko abstrakt z oryginału, że ekonomiczny koszt likwidacji strefy Schengen i wprowadzenia kontroli granicznych wyniósłby 110 mld euro (0,8 proc. PKB strefy), głównie ze względu na długoterminowy spadek wzajemnego handlu o 10-20 procent. Krótkoterminowo najwyższe będą straty w turystyce oraz osób pracujących po jednej stronie granicy, a mieszkających po drugiej.

Materiał oryginalny zawiera szczegółowy opis metodologii wykorzystującej kreatywnie dane statystyczne (turystyka, praca ponadgraniczna) i modele opisujące handel zagraniczny. Analiza dotyczy tylko Francji i jest wariantowa, zależnie od czasu traconego na granicy po wprowadzeniu wyrywkowych i bardziej gęstych kontroli. Słabością jest brak zsumowanych wartości, tak by otrzymać wynik końcowy. Wygląda na to, że straty Francji w handlu zagranicznym wynoszą 0,5 proc. jej PKB. Nie wiadomo dokładnie, ile wynoszą straty krótkoterminowe, bo nie ma rachunku wspólnego strat w turystyce, pracy ponadgranicznej i transporcie towarowym. W sumie zapewne 0,3 proc PKB, skoro potem wartość 0,8 proc. PKB pojawia się w rachunku dla całej strefy, a nie ma śladu rachunków dla innych krajów.

Brak rachunków dla innych krajowych i klarownego przejścia od jednego kraju do całej strefy jest niewątpliwie bardzo słabym punktem analizy. Materiał daje natomiast metodologiczne postawy do policzenia strat dla Polski. Gdyby faktycznie było to 0,8 proc. PKB, to w przypadku Polski straty wyniosłyby ok. 14 mld zł.

Jeremi Mordasewicz z Lewiatana zebrał w jednym miejscu 9 słabości podatku obrotowego w handlu. Kilka z nich (w skrócie) poniżej:

„Dodatkowy podatek to kara za konsolidację i rozwój. Polską gospodarkę cechuje rozdrobnienie przedsiębiorstw i w konsekwencji niska jak na Europę produktywność. Regulacje gospodarcze powinny więc motywować przedsiębiorców do współpracy premiując konsolidację. Tymczasem zaproponowany podatek, o stawce rosnącej wraz ze wzrostem sprzedaży, będzie karą za konsolidację.

Podatki od przedsiębiorstw powinny być równe. Podatek zróżnicowany w zależności od rodzaju działalności i wielkości przedsiębiorstw zakłóca konkurencję, jednym przedsiębiorcom ułatwia, a innym utrudnia akumulację kapitału i rozwój.

Interwencja rządu zmniejsza efektywność rynkowego mechanizmu konkurencji. Proponowane zróżnicowanie wysokości podatku w zależności od tego w jakim dniu tygodnia została dokonana sprzedaż jest bezprecedensową próbą politycznego sterowania konsumentami i przedsiębiorcami.

Równoległe funkcjonowanie podatków od dochodu, od wartości dodanej i od sprzedaży detalicznej jeszcze bardziej skomplikuje nasz system podatkowy i utrudni wypełnianie obowiązków podatkowych”.

A propos handlu detalicznego. Portal Zerohedge, który ma specyficzny styl komentarzy, pod hasłem śmiertelnego upadku Walmarta publikuje wykres pokazujący jaki był i jest udział we wzroście handlu detalicznego Amazona i Walmarta. W 2007 roku Amazon miał około 5-procentowy, a Walmart 15-procentowy udział w przyroście sprzedaży detalicznej. W 2015 udział Walmartu wynosił już mniej niż 10 procent, Amazona ponad 40 proc. Walmart zapowiedział zamknięcie 269 sklepów i zwolnienie 16 tys. pracowników.

Na deser chciałem polecić kilka wykresów na temat odbicia wartości walut z krajów wschodzących wobec dolara oraz na temat cen metali i ropy, które ostatnio wzrosły po słabych wskaźnikach PMI (przemysł) i ISM (sektory nieprzemysłowe) w USA. Dostaję je w poczcie ze strony Daily Shot. Niestety, tak jak jeszcze miesiąc temu mogłem podać link do stosownej strony, teraz dowiaduję się od serwisu blogger, że nie zostałem zaproszony na ten blog (Daily Shot Info) i powinienem się zarejestrować z innego adresu niż mój adres poczty elektronicznej. Nic z tego nie rozumiem, ale w tej sytuacji żegnam się z Daily Shot; był i jest bardzo dobry, ale zdaje się, że zmienił model biznesowy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test