Nowy system opłat za wywóz odpadów komunalnych, który ma być wdrożony w kraju do połowy 2013 r., może zrujnować budżety gmin – alarmują samorządowi skarbnicy. Samorządy, które od stycznia odpowiadają za śmieci, będą musiały sporo dopłacać do tej usługi. Kolejny wydatek z pustych kas spowoduje, że wiele miast i wsi przekroczy ustawowy wskaźnik zadłużenia.

Oznacza to, że nie będzie im wolno zaciągać nowych kredytów na sfinansowanie nie tylko nowych, ale i już realizowanych inwestycji.

Podwarszawski Izabelin to prawdopodobnie pierwsza gmina w kraju, która z początkiem tego roku przeszła na nowy system gospodarowania odpadami komunalnymi. System – podkreślają włodarze Izabelina – jest w pełni zgodny z nową ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, która weszła w życie od 1 stycznia 2012 r.

Ustawa, przyjęta 1 lipca 2011 r., nakazuje wszystkim gminom w Polsce przejęcie odpowiedzialności za odpady i stworzenie, najpóźniej do końca czerwca 2013 r., systemu odbioru i utylizacji śmieci komunalnych. Za te usługi samorządy będą pobierać od mieszkańców opłaty.

Ustawodawca przewidział przy tym cztery możliwości ustalenia podstawy jej naliczania. Opłaty mogą być pobierane od: każdego mieszkańca, od ilości wody zużytej w danej nieruchomości, od powierzchni mieszkania lub od gospodarstwa domowego.

Urzędnicy detektywami

Izabelin wybrał to pierwsze rozwiązanie – czyli tzw. pogłówne. Zdaniem ekspertów, jest to jeden z trudniejszych wariantów, spośród  dopuszczonych przez ustawodawcę. Opłata jest bowiem ustalana na podstawie deklaracji mieszkańców o zamieszkiwaniu pod danym adresem, a nie meldunku. Dlatego uważa się, że gminy, wybierając taką opcję, będą miały spore problemy z ustaleniem, ile osób faktycznie przebywa pod danym adresem. Zadania tego nie ułatwi im także zniesienie od przyszłego roku obowiązku meldunkowego, który mógłby być pomocny w tworzeniu wyjściowych baz danych i w egzekwowaniu należności.

W Izabelinie urzędnicy także mieli z tym trudności.

- Wykorzystaliśmy wiele baz danych, aby sprawdzić, kto faktycznie mieszka w danej nieruchomości. Sięgnęliśmy m.in. do wykazów ewidencji gruntów, deklaracji podatkowych, spisu numerów porządkowych budynków, list wyborczych, list uczniów w szkołach oraz danych dotyczących zużycia wody i kanalizacji – wylicza Agnieszka Sobczak, zastępca wójta Izabelina.

Wysiłek urzędników opłacił się. Okazało się, że gmina ma znacznie więcej mieszkańców, niż wynika z oficjalnych statystyk. Według danych GUS za 2004 r. powinno ich być 9905, zestawienie władz Izabelina wskazuje, że jest ich obecnie 11700. Różnicę można prawdopodobnie wyjaśnić tym, że wiele osób zamieszkuje podwarszawską gminę bez meldunku.

Zarząd gminy ocenia, że nowym systemem „śmieciowym” udało się objąć ok. 94 proc. mieszkańców. Błąd w wyliczeniach może wahać się w granicach 1 – 2 proc. Gmina jest mała, więc na pomyłce wiele nie straci.

- Sporządzenie i weryfikacja takiej bazy danych to zadanie bardzo czasochłonne i kosztowne, a wiadomo, że w opłatę śmieciową, którą ponosi każdy mieszkaniec gminy, wchodzi także obsługa administracyjna systemu. Im więcej urzędników potrzeba do obsługi systemu, tym opłata wyższa – mówi otwarcie zastępca wójta.

Na razie zryczałtowana opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi to 8,5 zł od każdego mieszkańca gminy miesięcznie. Na terenie Izabelina nie ma wielu przedsiębiorców, bo trzy czwarte obszaru gminy pokrywa Kampinoski Park Narodowy. Gmina ma jednak problem ze ściągnięciem opłat od firm.

- Skierowaliśmy już pierwszy wniosek do sądu o zapłatę ponad 10 tys. zł – przyznaje Agnieszka Sobczak.

Czy będą kolejne? Od wprowadzenia nowego systemu minęły dopiero trzy miesiące.

- Liczymy się z tym, że będziemy musieli dokładać do obsługi tego systemu z powodu niepłacenia lub nieterminowego płacenia nam przez mieszkańców, ale nie będą to duże sumy – ocenia zastępczyni wójta.

Pierwszy bilans ma być gotowy za pół roku. Wtedy będzie wiadomo, czy system jest deficytowy. Jeśli tak, gmina ma pewne fundusze na likwidację dzikich wysypisk i prawdopodobnie z nich pokryje niedobory finansowe.

Co trzeci Polak śmieci, a nie płaci

Zdaniem Edwarda Trojanowskiego, sekretarza generalnego Związku Gmin Wiejskich RP (ZGW RP), Izabelin to wzorowa wiejska gmina, tyle, że niereprezentatywna dla pozostałych ponad 1600 wiejskich gmin w Polsce. Izabelin jest bowiem satelitą Warszawy, zamieszkałą przez zamożnych i pracujących, co ważne, obywateli. Ma spore dochody własne, z czego co roku odprowadza do Skarbu Państwa aż 1,7 mln zł tzw. janosikowego (na rzecz biedniejszych gmin). To sytuacja na tle innych gmin wiejskich wyjątkowa.

- W pozostałych gminach już tak „różowo”, jak w Izabelinie, nie jest – mówi wprost Edward Trojanowski. W kwestii śmieci – również. Na dowód przywołuje dane Ministerstwa Środowiska i GUS, że w obecnym stanie prawnym ponad 30 proc. Polaków nie płaci za wywóz odpadów ze swoich nieruchomości.

- Szacujemy, że kiedy samorządy przejmą od firm prywatnych opłaty za wywóz śmieci, w dalszym ciągu ok. 20 proc. mieszkańców nie będzie nam za to płacić. Najostrzej ten problem wystąpi na terenach wiejskich, gdzie ludność przyzwyczajona jest „utylizować” odpady we własnym zakresie np. paląc je w piecach czy w ogniskach lub zakopując w lesie – mówi sekretarz ZGW RP.

A wyegzekwowanie opłat za śmieci nie będzie łatwe. Ustawodawca co prawda przyporządkował tej opłacie tryb przewidziany w ordynacji podatkowej (jest ona takim samym przymusem prawnym dla obywateli jak płacenie podatków), ale nie określił ani terminu ponoszenia tej opłaty, ani upływu terminu jej płatności.

- W konsekwencji organy samorządowe nie mają podstawy prawnej, by skutecznie prowadzić egzekucję opłaty – uważa dr Adam Krzywoń, konstytucjonalista z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (źródło: „Opinia w sprawie zgodności z Konstytucją RP postanowień ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach” z 20 czerwca 2011 r.).

Odpady – sprawa polityczna

Poza tym jest jeszcze inny problem. Opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi to danina publiczna, która jest bardzo „wrażliwa społecznie”. Ustanowienie jej na zbyt wysokim pułapie (np. wyższym od stawki, pobieranej dziś przez firmy, które odpady komunalne wywożą, ale ich nie przetwarzają – samorządy będą musiały śmieci utylizować) grozi poważnymi konsekwencjami. Po pierwsze ludność przestanie płacić, a po drugie lokalna władza samorządowa ryzykuje utratą elektoratu.

Tymczasem w Gdańsku ze wstępnych wyliczeń wynika, że aby nie pogrążyć finansów miasta, opłata odpadowa musiałaby być dwa razy wyższa od dotychczasowych stawek pobieranych przez firmy prywatne. Dlatego, zdaniem ekspertów, wiele samorządów, w obawie przed utratą poparcia politycznego, będzie ustalać stawki za gospodarowanie odpadami poniżej rzeczywistych kosztów utrzymania systemu.

Przykłady takiego właśnie postępowania są dość powszechne przy ustalaniu innych opłat lokalnych. W Krakowie np. radni miasta stawki za przejazdy komunikacją miejską podnieśli tak asekuracyjnie, że miasto do usług transportowych musi w tym roku dołożyć z budżetu 120 mln zł, w związku ze wzrostem ceny paliwa, napraw i wymiany taboru.

Zagrożenie dla inwestycji

- Jestem przekonany, że z opłatą za zagospodarowanie odpadów będzie podobnie – mówi wprost Lesław Fijał, skarbnik Krakowa. – Będziemy musieli niedobory, czyli deficyt, pokrywać z nadwyżki operacyjnej. To zaś oznacza, że nasza zdolność do zaciągania nowych zobowiązań finansowych drastycznie zmaleje, wzrosną za to koszty obsługi zadłużenia już istniejącego – twierdzi skarbnik.

Podobnie uważa także Mariusz Szczubiał, skarbnik Grudziądza. Jego zdaniem, nawet jeśli radni zdobędą się na odwagę i ustanowią opłaty na rzeczywistym poziomie ponoszonych przez miasto kosztów, to wyegzekwowanie tych należności może być bardzo trudne. Powód? Komornikom nie będzie się opłacało windykować takich drobnych sum. Poza tym mieszkańcy mogą deklarować, że podatek śmieciowy zapłacą w innych gminach, w których jest on dużo niższy. Miasto prawdopodobnie będzie więc „kredytowało” tych, którzy nie będą w stanie lub nie będą chcieli płacić z własnej kieszeni.

Deficyt będzie pokrywany z tzw. nadwyżki operacyjnej i  wpłynie na tzw. indywidualny wskaźnik zadłużenia. Grudziądz zbliży się do ustawowego progu i nie będzie mógł zaciągać nowych zobowiązań finansowych. – To z kolei może oznaczać wstrzymanie inwestycji i regres miasta – mówi dobitnie Mariusz Szczubiał.

Problem nie jest jednostkowy. Dotknie co najmniej kilkuset gmin w Polsce. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, już w 2009 r. aż 31 samorządów przekroczyło ustawowe wskaźniki zadłużenia, a 214 jednostek zbliżyło się bardzo do tej granicy. W 2010 r. było jeszcze gorzej, bo ponad 100 samorządów przekroczyło limity zadłużenia, a kilkaset zbliżyło do niebezpiecznej granicy.

To może mieć poważne następstwa prawne, włącznie z ustanowieniem w tych jednostkach samorządowych zarządu komisarycznego.

Śmieciowe rady ministerstwa

Zdaniem dr. Marka Golenia, z Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego Szkoły Głównej Handlowej, teoretycznie wielkiego zagrożenia nie ma.

To prawda, że większości gmin nie uda się nowego systemu zbilansować i będą musiały do niego dokładać. Ale przy dość sprawnym zarządzaniu, różnica między wpływami z opłat, a faktycznymi kosztami nie powinna jednak przekraczać ok. 10 proc. kosztów. Ogromny wpływ na ograniczenie dopłat będzie miało informatyczne wsparcie usług.

Tyle, że zdaniem eksperta, może to być trudne do osiągnięcia. Gminy nie mają doświadczenia w zarządzaniu tego typu usługami, bo od lat wyprowadzano je do spółek komunalnych i podmiotów prywatnych. W związku z tym także świadomość potrzeb sprawnego przepływu informacji jest niewielka. A jeśli nawet jest, to nie ma pieniędzy.

- Dobre narzędzia informatyczne kosztują, a należałoby je zainstalować przed ściągnięciem pierwszych opłat. Tymczasem samorządom brakuje środków na wszystko i koło się zamyka – mówi Marek Goleń.

Niektóre samorządy bronią się przed czarnym scenariuszem balansując na krawędzi prawa. W Szczecinie radni uchwalili jakiś czas temu dość wysokie, jednakowe opłaty za odpady wymieszane i wyselekcjonowane. Tamtejszy sąd uznał, że było to działanie bezprawne. Stwierdził, że samorządy nie mogą swobodnie decydować o wysokości opłat za odpady, ponieważ ustawodawca zapisał wyraźnie, że muszą obniżyć stawki za selekcjonowanie odpadów. I uchylił uchwałę rajców. Jeśli wyrok ten się uprawomocni, urzędnicy będą musieli zwrócić mieszkańcom niesłusznie pobrane należności wraz z odsetkami.

Jak samorządy mają rozwiązać więc problem? Ministerstwo Środowiska sugeruje w piśmie przesłanym samorządom, by te w razie gdy koszty obsługi systemu wzrosną, nie bały się podnosić stawek opłat za gospodarowanie odpadami i uaktualniać ich nawet co roku…

Katarzyna Bartman