Autor: Grażyna Śleszyńska

Analizuje zjawiska makroekonomiczne i polityczne. Współtworzyła Forum Ekonomiczne w Krynicy

Kręta droga do europejskiej suwerenności cyfrowej

Europa mocno odstaje od USA i Chin, nie tylko pod względem obliczeń wielkiej mocy, ale także usług przetwarzania w chmurze. I nie chodzi jedynie o prestiż technologiczny. To przede wszystkim kwestia utraty kontroli nad danymi, które są walutą społeczeństwa informacyjnego i gospodarki 4.0.
Kręta droga do europejskiej suwerenności cyfrowej

(©Envato)

W miarę poszerzania się wachlarza usług cyfrowych, rokrocznie puchną wolumeny danych. Chmura obliczeniowa pozwala zracjonalizować zarządzanie nimi. Przetwarzanie w chmurze (ang. cloud computing) to model elektronicznego przetwarzania danych za pomocą usług dostępnych zdalnie przez internet. A chmury to serwery sieciowe rozmieszczone w różnych miejscach na świecie. Łącząc się z zainstalowanymi na nich aplikacjami, użytkownicy pracują, jakby mieli je lokalnie, na dysku swoich komputerów. Chmura umożliwia płynne przenoszenie, udostępnianie i ponowne wykorzystywanie danych ponad granicami państw, w każdym zakątku globu. Optymalizacja kosztów i elastyczny model biznesowy to dwie główne zalety chmury. Pozwala ona bowiem na zmniejszenie kosztów utrzymania i zarządzania infrastrukturą oraz na jej skalowanie zgodnie z zapotrzebowaniem.

W obrębie rynku usług w chmurze wyróżnia się trzy segmenty:

  • infrastruktura jako usługa (Infrastructure as a Service – IaaS) – dostawca udostępnia infrastrukturę (serwery, pamięć masową, wyposażenie sieciowe, centrum danych), w ramach której użytkownik wykorzystuje własne platformy i aplikacje;
  • platforma jako usługa (Platform as a Service – PaaS) – dostawca udostępnia kompletną platformę informatyczną, na bazie której użytkownik może rozwijać i dystrybuować własne aplikacje;
  • oprogramowanie jako usługa (Software as a service – SaaS) – dostawca udostępnia określone funkcjonalności oprogramowania (aplikacje), które działają bezpośrednio na jego serwerze, a użytkownik korzysta z nich za pomocą przeglądarki lub interfejsu API od dostawcy.

Europa kontra „obce” giganty cyfrowe

Największe obroty generuje rynek infrastruktury jako usługi (IaaS). W skali świata jego wartość zbliża się do 50 mld dol., a do końca 2023 r. sięgnie 90 mld dol. Dominującą rolę odgrywa w nim pięć firm: cztery amerykańskie (Amazon Web Services, Google Cloud, IBM Cloud i Microsoft Azure) i chiński Alibaba. Ich centra danych obsługują wszystko, od małych startupów po wielkie hity, takie jak Netflix, Spotify i AirBnb.

Europejski rynek chmury publicznej będzie rósł w tempie 22 proc. rocznie w ciągu najbliższych trzech lat.

Według International Data Corporation (IDC) jeszcze dwa lata temu europejskie organizacje były od 18 do 24 miesięcy za Stanami Zjednoczonymi, jeśli chodzi o adopcję chmury. Powodem tego było tradycyjnie ostrożniejsze, nacechowane rezerwą podejście do nowych technologii na Starym Kontynencie. Ponieważ jednak wolumeny danych rosną z każdym rokiem, a chmura pozwala utrzymać je w karbach, Europa nie ma wyboru i ten dystans nadrabia. Analitycy IDC szacują, że europejski rynek chmury publicznej będzie rósł w tempie 22 proc. rocznie w ciągu najbliższych trzech lat.

Bezonomika, czyli Amazon bez granic

Istniały obawy, że RODO, czyli Ogólne rozporządzenie o ochronie danych, które weszło w życie w maju 2018 r., będzie zniechęcać firmy do przenoszenia danych do chmury. Nakłada bowiem na firmy obowiązek udostępniania klientom ich danych i przyznaje tzw. prawo do bycia zapomnianym, czyli do trwałego wymazania ich danych. Tymczasem europejskie firmy, przeciwnie, zwróciły się ku chmurze. A gdy wybuchła pandemia, szaleńczy wyścig z czasem, by wszystko skonfigurować do obsługi pracy zdalnej, przyspieszył strategie cyfrowe firm o kilka lat.

Największe korzyści z tego trendu odnoszą jednak amerykańskie giganty: Amazon, Microsoft i Google, które odpowiadają za 66 proc. europejskiego rynku usług w chmurze. Pewną równowagę zapewniają mniejsi pozaeuropejscy gracze. Natomiast kontynentalni dostawcy, m.in.: Deutsche Telekom, OVH, Orange, Salesforce, Rackspace, Oracle, mają drobniutkie, nieprzekraczające 2 proc. udziały w rynku. Według danych Synergy Research Group łączny udział europejskich dostawców w rynku chmury w Europie wynosi zaledwie 16 proc. Od początku 2017 r. spadł on o 10 pkt. proc., i to mimo 3-krotnego wzrostu rynku, szacowanego na 5,9 mld euro.

Koniec cyfrowego kosmopolityzmu

Unia Europejska od dłuższego czasu jest na wojennej ścieżce z gigantami telekomunikacyjnymi zza Atlantyku. Nie chodzi tylko o unikanie podatków i niepłacenie wydawcom za posługiwanie się ich materiałami, ale także o niezdrową dominację na rynku rozwiązań chmurowych. Te pozostawiają wiele do życzenia w zakresie ochrony danych osobowych. Przepisy RODO nakładają wprawdzie określone obowiązki na międzynarodowych gigantów teleinformatycznych, którzy przetwarzają dane użytkowników z państw członkowskich UE, lecz ich egzekwowanie jest iluzoryczne. Amerykańscy dostawcy usług w chmurze podlegają przecież prawu Stanów Zjednoczonych. Ustawa o przetwarzaniu w chmurze z 2018 r. (The Cloud Act) zobowiązuje ich do wydawania organom ścigania danych osobowych klientów na żądanie, nawet jeśli serwery zawierające te informacje znajdują się za granicą. Oto dlaczego kwestia lokalizacji chmury jest nie do przecenienia z punktu widzenia politycznej i gospodarczej suwerenności Europy.

Jednolity Rynek Cyfrowy rodzi się w bólach

Przekonanie o konieczności uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców usług legło u podstaw idei cyfrowej suwerenności Europy, czyli objęcia kontroli nad przepływem i przechowywaniem strumieni Big Data. Skądinąd nie tylko w Europie cyfrowy kosmopolityzm ustępuje miejsca cyfrowemu protekcjonizmowi. W tym samym kierunku idą Chiny, Indie i Rosja.

Unia Europejska z mozołem buduje Jednolity Rynek Cyfrowy, w którym swobodny przepływ danych, wzorem towarów, usług, ludzi i kapitału, będzie czynnikiem dynamizującym gospodarkę i trampoliną do wzrostu i tworzenia miejsc pracy. Powstanie on na fundamencie Europejskiej Infrastruktury Danych, na którą – obok (1) usług przetwarzania w chmurze – składają się (2) światowej klasy moce obliczeniowe (infrastruktura HPC) oraz (3) łączność światłowodowa o przepustowości gigabitowej. Jak zwykle, mamy do czynienia z nadprodukcją inicjatyw, strategii i deklaracji, z których na razie niewiele wynika. Po przefiltrowaniu biurokratycznego szumu informacyjnego, można dopatrzeć się kilku punktów wartych odnotowania.

Europejska Federacja Chmur czy Gaia-X?

W październiku 2020 r. państwa członkowskie UE (z wyjątkiem Cypru i Danii, które wstrzymały się z „przyczyn technicznych”) podpisały deklarację w sprawie rozwoju sektora usług przetwarzania w chmurze. Przewiduje ona utworzenie Europejskiej Federacji Chmur oraz Europejskiego Sojuszu na rzecz Danych Przemysłowych i Chmury, skupiającego przedstawicieli sektora prywatnego i publicznego. Zamysł jest taki, by wdrożyć standardy certyfikacji i sfederalizować europejskie zasoby danych, zapewniając interoperacyjność platform publicznych, przy jednoczesnym zachowaniu kontroli firm i osób fizycznych, które je generują.

Wielki Rozwód, albo kto sięgnie po technologiczny prymat?

Dostawcy spoza Europy są teoretycznie mile widziani w Europejskiej Federacji Chmur, ale sygnatariusze będą żądali od nich gwarancji zachowania kontroli nad swoimi strategicznymi i wrażliwymi danymi, zgodnie z logiką, że usługi świadczone na rzecz europejskich podmiotów nie mogą podlegać prawom obcych jurysdykcji.

Na budowę wspólnotowego sektora przetwarzania w chmurze, który mógłby konkurować z zagranicznymi korporacjami, takimi jak Amazon, Google i Alibaba, państwa członkowskie planują przeznaczyć do 10 mld euro, z czego Komisja Europejska wyłoży 2 mld (Program Cyfrowa Europa, Instrument „Łącząc Europę” i InvestEU). Reszta pieniędzy będzie pochodzić zarówno z biznesu, jak i krajów członkowskich.

Na budowę wspólnotowego sektora przetwarzania w chmurze, który mógłby konkurować z zagranicznymi korporacjami, takimi jak Amazon, Google i Alibaba, państwa członkowskie planują przeznaczyć do 10 mld euro.

Innym owocem cyfrowego „przebudzenia” Europy jest ambitny projekt stworzenia chmury obliczeniowej Gaia-X. Jak większość żywotnych inicjatyw w łonie UE, tak i ta zrodziła się z porozumienia Francji i Niemiec. Przyklasnęła jej Komisja Europejska, zachęcając do przyłączania się inne kraje (nie tylko unijne) i podmioty gospodarcze. Dotychczas współpracę zadeklarowało ponad 100 firm i organizacji, m.in.: Atos, Amadeus, Beckhoff, Bosch, BMW, Deutsche Telekom, Docaposte, EDF, Fraunhofer, German Edge Cloud, Institut Mines Telecom, International Data Spaces Association, Orange, OVH, Safran, SAP, Siemens.

Nazwa Gaia-X pochodzi od imienia greckiej bogini Ziemi, natomiast za X-em kryją się poszczególne sektory (ochrona zdrowia, mobilność, finanse, energetyka etc.). I nieprzypadkowo, bowiem celem projektu jest współpraca międzysektorowa w zakresie agregowania i wykorzystywania danych, również komercyjnego, tak aby, mówiąc językiem technokracji, zapewnić interoperacyjność zasobów. Oczywiście na podstawie unijnych standardów zgodności regulacyjnej i bezpieczeństwa danych. Brzmi jak powtórka z Europejskiej Federacji Chmur.

Jak odpowiedzą na to czołowi dostawcy rozwiązań chmurowych? Czy projekt Gaia-X będzie docelowo stanowił dla nich konkurencję? Microsoft dyplomatycznie zadeklarował życzliwe zainteresowanie, jednocześnie zastrzegając, że w świecie 4.0 nieporozumieniem jest mówienie o danych w kategoriach suwerenności, jaka przysługuje państwom. Z kolei Amazon Web Services lamentuje, że projekt Gaia-X jest antykonkurencyjny, bo jakoby ogranicza swobodę wyboru, elastyczność i możliwość skalowania.

Kręta droga szybkiego postępu nie wróży

Projekt jest na wczesnym etapie, ale jeśli myśleć serio o „repatriacji” danych, to roi się od znaków zapytania. Wydawać by się mogło, że poszerzenie zasięgu inicjatywy o kolejne państwa Europy nie powinno być trudne. Szkopuł w tym, że państwa (wszystkie, także unijne) w coraz większym stopniu będą wykrawać segmenty internetu pod infrastrukturę krytyczną, a więc wymagającą suwerennej kontroli. To zaś kłóci się z unijną zasadą swobodnego przepływu danych. Idąc dalej, nie wiadomo, czy i jak Gaia-X zostanie zintegrowana ze wspomnianymi wyżej: Europejską Federacją Chmur oraz Europejskim Sojuszem na rzecz Danych Przemysłowych i Chmury. Na razie widać tylko mnożenie bytów. Wyzwaniem będzie też przekonanie potencjalnych użytkowników o sprawności Gaia-X w porównaniu z systemami amerykańskich gigantów, którzy, owszem, są monopolistami, ale ich usługi reprezentują wysoki poziom jakości. I wreszcie na horyzoncie majaczy podsycana przez eurosceptyków obawa, że paneuropejski operator chmury, jak to moloch, może zdusić prywatne innowacje w tej dziedzinie.

(©Envato)

Tagi


Artykuły powiązane

Biznes i banki wchodzą w chmurę

Kategoria: Analizy
Branża chmury obliczeniowej szybko się rozwija na całym świecie, bo przynosi firmom i instytucjom oszczędności, zwiększając efektywność działania. Banki stosunkowo późno odkryły korzyści z chmury, a sięgnięcie po nią wymusza cyfrowa transformacja.
Biznes i banki wchodzą w chmurę

Large banks in Poland are investing in advanced technologies

Kategoria: New trends
The results of a survey conducted by Poland’s central bank, NBP and the Polish Financial Supervision Authority (KKNF) show that large banks are investing heavily in technology and rapidly increase their competitive advantage, says Adam Głogowski from NBP.
Large banks in Poland are investing in advanced technologies

Sklepy bezobsługowe odpowiedzią na niedziele handlowe?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Działający 24/7 i wykorzystujący technologie umożliwiające klientom robienie zakupów również w niedziele handlowe, to otwarty w Poznaniu w czerwcu 2019 r. sklep spożywczy sieci Take&GO. Niestety jak na razie tylko dla wybranych klientów. Jest to kolejna firma, po sieci sklepów Żabka, która w 2019 r. otworzyła w Polsce sklepy bezkasowe.
Sklepy bezobsługowe odpowiedzią na niedziele handlowe?