Polska lokomotywa zwolniła

Wyniki gospodarki w minionym kwartale mocno rozczarują. Wyjątkowo ostra zima sparaliżowała prace budowlane, a Polacy realnie mniej wydawali na konsumpcję. Mógł też  już dać znać o sobie szybko umacniający się  złoty. – PKB wzrósł w pierwszym kwartale tylko o 1-2 proc. w skali roku. To o połowę mniej niż prognozuje rząd – uważa prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów.
Polska lokomotywa zwolniła

Copyright by AG

Jeszcze niedawno większość ekonomistów spodziewała się, że po bardzo dobrych trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku, kiedy PKB urósł o 3,1 proc. w skali roku, kolejny kwartał będzie jeszcze lepszy dla wychodzącej z kryzysu polskiej gospodarki. Teraz powoli spuszczają z tonu. – Wszyscy martwimy się, jak będzie wyglądał pierwszy kwartał, bo wyniki będą gorsze niż w czwartym – przyznał w środę na konferencji prasowej Michał Boni, minister i szef Zespołu Doradców Strategicznych Premiera.

Oficjalne wyliczenia GUS odnośnie PKB w pierwszym kwartale poznamy dopiero w maju. Jednak już, choć na razie jeszcze nieśmiało, rządowi urzędnicy obniżają szacunki za ten okres. Ministerstwo Gospodarki poinformowało właśnie, że PKB wzrósł o 2,7 proc. w skali roku, zaś wiceminister finansów Ludwik Kotecki wspomniał o przedziale 2,5-2,8 proc. O odjęciu „kilku dziesiątych procenta PKB” wspomniał w radiu RMF Jacek Rostowski, narzekając na mroźną zimę. I tak mielibyśmy jednak najlepszy wynik w Europie. Niestety, po dokładnym podliczeniu, może się okazać, że wzrost był znacznie mniejszy i jak szacuje prof. Gomułka, wyniósł tylko 1-2 proc. I bynajmniej nie byłby to tylko efekt, jak chce rząd, najgorszej od 30 lat zimy.

Bez wątpienia uderzyła ona w produkcję  budowlaną, która w styczniu spadła o 15,3 proc. w skali roku, zaś  w lutym aż o 24,6 proc. Takich strat firmy w marcu nie były już w stanie odrobić. Łącznie w minionym kwartale do użytku oddano o jedną trzecią mniej mieszkań niż przed rokiem. Zima zimą, ale tak słabe rezultaty to przede wszystkim efekt kryzysu branży. W końcu ubiegłego roku zakończyły się inwestycje budowlane rozpoczęte przed kryzysem, w czasie wielkiego mieszkaniowego boomu. Poprawiały one wcześniej statystykę, bo budynki, choć część z nich stoi teraz pusta, i tak trzeba było skończyć. Teraz nowych inwestycji mieszkaniowych jest jak na lekarstwo. O trudnej sytuacji w branży świadczy choćby znaczny spadek (o 25 proc.) liczby wydawanych pozwoleń na budowę.

Za pesymistyczną oceną sytuacji prof. Gomułki przemawiają też dostępne za styczeń  i luty dane na temat sprzedaży detalicznej, która ma największy, 40-procentowy udział w PKB. Według GUS była ona w lutym ledwie o 0,1 proc. wyższa niż przed rokiem, a w porównaniu ze styczniem spadła o 4,0 proc. Uwzględniając obecny poziom inflacji, w lutym zanotowaliśmy więc realny spadek wydatków Polaków w sklepach o 2,8 proc. Jest to tym bardziej niepokojące, że jeszcze dwa lata temu sprzedaż rosła w tempie dwucyfrowym.

Czy znów zawiniła surowa zima, powstrzymując Polaków przed wyjściem z domu i wydawaniem pieniędzy? Bynajmniej. Po pierwsze płace Polaków od kilku miesięcy rosną wolniej niż wynosi inflacja. Po drugie – bezrobocie sięgnęło właśnie 13 proc. czynnych zawodowo (2,1 mln osób), co powoduje wzrost niepewności i obawy przed utratą pracy, a więc i zaciskanie pasa. Po trzecie – banki przykręciły właśnie kurek z kredytami gotówkowymi.

– W ubiegłym roku Polacy mieli jeszcze trochę „zaskórniaków”. Odczuwali efekt wcześniejszej obniżki podatków i składki rentowej – dodaje prof. Zbigniew Matkowski, profesor Akademii Finansów i ekspert World Economic Survey.

Na słabe wyniki handlu wpłynął też  spadek sprzedaży samochodów. Tutaj również zaszkodziła nam nie zima, ale zupełnie niechcący niemiecki rząd, który zakończył  program dopłat do sprzedaży nowych aut. Korzystali z niego kierowcy zza Odry, masowo kupując auta w salonach w zachodniej Polsce.

Jasną stroną polskiej gospodarki i dziedziną, dzięki której dalej pozostajemy sporo nad kreską, jest natomiast produkcja przemysłowa, która w lutym wzrosła o 9,2 proc. w skali roku, po wzroście o 8,5 proc. w styczniu 2010 roku. W marcu z pewnością nie była wyraźnie gorsza, co pozwoliło Ministerstwu Gospodarki szacować wzrost w całym kwartale na poziomie 8 proc.

Na dobre wyniki przemysłu miała wpływ produkcja komputerów i wyrobów elektronicznych, która np. w lutym była wyższa o prawie 60 proc. niż przed rokiem, a także metali i samochodów. – Nie ekscytowałbym się tym aż tak bardzo, gdyż mamy do czynienia z odbudową zapasów przez firmy i efektem niskiej bazy. Zimą ubiegłego roku spadki były wręcz drastyczne – zwraca uwagę prof. Gomułka. I dodaje: – Wciąż nie osiągnęliśmy poziomu produkcji sprzed kryzysu. I wciąż pod względem wzrostu PKB jesteśmy daleko poniżej długofalowego trendu, który dla naszego kraju wynosi ok. 4,5 proc.

Słabsze wyniki pierwszego kwartału mogą nie okazać się tylko wypadkiem przy pracy, jak chce rząd, jeśli bezrobocie dalej będzie rosnąć, a płace realne nie przestaną spadać. Największym zagrożeniem dla odradzającej się gospodarki jest jednak, na co zwrócił ostatnio uwagę Marek Belka, były premier, a obecnie wysoki urzędnik MFW, zbyt duże umocnienie się złotego.

W ubiegłym roku słaby złoty był  wsparciem dla gospodarki, zwiększając konkurencyjność naszych towarów za granicą i wypierając te zagraniczne z krajowych półek. Eksport co prawda spadł, ale wystarczyło, że import spadł jeszcze bardziej, by znalazło to swoją „dodatnią kontrybucję w PKB”.

Jednak w pierwszym kwartale złoty zyskał  do euro blisko 6 proc., a za europejską walutę płaci się  już tylko 3,84 zł. Zdaniem Marka Zubera z Dexus Partners groźne jest nawet nie samo umacnianie się waluty, ale zbyt szybkie tempo tego procesu. – Gdybyśmy w kilka miesięcy doszli do poziomu 3,50 zł, eksporterzy nie mieliby czasu na dostosowanie się do nowej sytuacji – mówi Marek Zuber.

Analitycy resortu gospodarki wciąż są optymistami: „Tempo wzrostu eksportu w pierwszym kwartale powinno być wyższe niż tempo wzrostu importu, zaś wkład popytu zewnętrznego we wzrost gospodarczy powinien przekraczać 1 pkt proc.” – prognozują. Nawet jeśli mają rację, kolejne miesiące mogą przynieść odwrócenie sytuacji.

Obawia się tego prof. Matkowski: – Cały rok nie będzie wcale lepszy od minionego ze wzrostem PKB w okolicach 1-2 proc. Miałem nadzieję na odbicie w formie litery V, ale po pierwszym kwartale widzę, że to niemożliwe.

Zdaniem prof. Matkowskiego obecna sytuacja jest podobna do tej z początku dekady, gdy przez dwa lata Polska notowała tylko symboliczny wzrost gospodarczy w okolicach 1 proc. – W tym roku przestaniemy być już jedyną zieloną  wyspą w Europie. Możemy też utracić koszulkę lidera, na przykład na rzecz Słowacji – dodaje.

Na przekór ewidentnym sygnałom świadczącym o tym, że pierwszy kwartał będzie znacznie słabszy, instytucje finansowe na potęgę podnoszą prognozy dotyczące wzrostu PKB w Polsce za cały rok. W czwartek Bank Światowy, opierając się na założeniach rządowego planu konwergencji, który uznał za wiarygodny, ogłosił prognozę opiewającą na 3 proc., podczas gdy wcześniej było to 2,2 proc. Również mocno konserwatywna zazwyczaj agencja ratingowa Fitch czy Komisja Europejska zweryfikowały właśnie swe szacunki odpowiednio z 1,5 na 2,3 proc. i z 1,8 na 2,6 proc.

Skąd ich optymizm? Przede wszystkim zakładają, że jeśli nawet pogorszy się bilans handlowy na skutek mocnego złotego, to w drugiej połowie roku motorem gospodarki powinien już być popyt krajowy. Ruszą też inwestycje infrastrukturalne, poprawi się dostęp do finansowania zewnętrznego. Spadek inflacji może spowodować, że nasze płace znów realnie by rosły.

Według Banku Światowego optymizm co do Polski uzasadniają też coraz lepsze perspektywy globalnej gospodarki. Z kolei szwajcarski bank inwestycyjny UBS, podnosząc prognozę wzrostu PKB dla Polski z 2,6 do 3,0 proc., zwrócił uwagę na „stosunkowo zdrowy system bankowy i napływ środków unijnych, zwiększających nakłady na inwestycje publiczne”.

Najbliższe miesiące pokażą, czy rację  mieli optymiści, czy pesymiści. I czy instytucje finansowe nie zostaną  zmuszone tym razem do masowego obniżania całorocznych prognoz. Jedno jest pewne: znacznie trudniej będzie teraz rządowi zrzucać odpowiedzialność na złe warunki atmosferyczne.

Paweł Rożyński

Copyright by AG

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Powracające kłopoty fiskalne

Kategoria: Analizy
Dobra koniunktura międzynarodowa pozwoliła utrzymać przez kilka lat silny wzrost gospodarczy w Polsce. Dzięki temu poprawiła się też sytuacja finansów publicznych. Spowolnienie, które nas czeka w najbliższych miesiącach oraz konieczność zwiększenia wydatków dla wsparcia zamrożonej gospodarki pogorszą sytuację budżetu.
Powracające kłopoty fiskalne

Polska największym przewoźnikiem w transporcie drogowym UE

Kategoria: Analizy
Dominująca pozycja Polski w unijnym transporcie drogowym to efekt rosnących obrotów handlowych, liberalizacji dostępu do rynku usług transportowych UE oraz wysokiej konkurencyjności cenowej polskich firm.
Polska największym przewoźnikiem w transporcie drogowym UE