Autor: Karolina Wójcicka

Dziennikarka DGP zajmująca się tematyką międzynarodową

Subsydia nie pomogą najbardziej potrzebującym

Zachód nie powinien oceniać jakie rozwiązania sprawdziłyby się w innych częściach świata. Takie kalkulacje powinny należeć do kompetencji narodów, które ubiegają się o kredyty – mówi Sami Zoughaib, ekonomista, analityk, kierownik ds. badań w think tanku The Policy Initiativ.
Subsydia nie pomogą najbardziej potrzebującym

Sami Zoughaib (fot. arch. The Policy Initiative)

Karolina Wójcicka: Przez wiele lat Międzynarodowy Fundusz Walutowy próbował wdrożyć w państwach rozwijających się reformy, zgodnie z którymi porzucona miała być m.in. polityka subsydiowania produktów. Po wybuchu wojny w Ukrainie zdanie na ten temat zmieniła nawet szefowa MFW Kristalina Georgiewa. Jak odnosi się Pan do tej kwestii, biorąc pod uwagę toczące się właśnie negocjacje w sprawie przyznania kredytu libańskiemu rządowi przez MFW?

Sami Zoughaib: Trzeba podkreślić, że w przeciwieństwie do innych rozwijających się państw, Liban tak naprawdę polityki subsydiów nie prowadzi. Ta zwykle realizowana jest bowiem przez politykę fiskalną, co oznacza, że pieniądze z podatków są wykorzystywane do subsydiowania towarów. W Libanie mamy do czynienia ze sztucznym ustalaniem kursu walutowego. Dobra wybrane przez bank centralny sprzedawane są po prostu po korzystniejszym kursie. Tworzy to potężny chaos, dlatego wierzę, że powinniśmy odejść od subsydiów pochodzących z polityki monetarnej.

Dlaczego?

Wiele z tych dóbr jest tak tanich dlatego, że sprzedaje się je do innych państw. Subsydiowane w Libanie leki trafiają np. do Afryki albo są przemycane do Syrii. To smutne, że leki na raka są przez państwo dotowane, a Libańczycy nie mają do nich w ogóle dostępu. Beneficjentami tego systemu nie są więc mieszkańcy kraju. Ci mierzą się z dużymi niedoborami mimo dość dużej podaży produktów.

Perspektywa głodu albo bankructwa

Głównym problemem jest jednak fakt, że subsydia są domyślnie regresywne. Są ukierunkowane na proste towary, jak np. pszenica. Ludzie, którzy mają większe możliwości finansowe, zużywają więcej takich produktów. Zużywają też więcej gazu, kupują droższe leki. Subsydia w rzeczywistości są więc bardziej korzystne dla zamożnych konsumentów – przedstawicieli wyższej klasy średniej lub klasy wyższej – aniżeli dla mniej uprzywilejowanych osób, które naprawdę potrzebują tego rodzaju wsparcia.

Ta regresywność jest szczególnie istotna w obecnym kontekście międzynarodowym.

Wojna w Ukrainie doprowadziła do zablokowania silosów z ukraińską pszenicą i uniemożliwiła handel nią. Państwa Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej – Liban, Egipt, Jordania, czy Sudan, są bardzo dużymi konsumentami pszenicy. Jest ona dla ich mieszkańców głównym źródłem węglowodanów. W Egipcie pszenica stanowi ok. jednej trzeciej konsumowanych kalorii. W takiej sytuacji więcej sensu mają subsydia finansowane z podatków – powszechna, ale tymczasowa dopłata do pszenicy, taka, która adresuje czasowe problemy. Szczególnie, że Bank Światowy udziela teraz kredytów, by państwa regionu mogły kupić więcej pszenicy. Liban uzyskał dostęp do 150 mln dol. To dobrze, bo w ostatnich tygodniach obserwowaliśmy jak ludzie umierali z braku chleba.

Co jest największym problemem w Libanie?

Najwyższy czas na pożegnanie biopaliw

Mamy regulacje cenowe, ale w ogóle nie regulujemy rynku. Mamy otwarte granice, które nie są strzeżone, bo z powodu kryzysu nasza armia jest bardzo słaba. Wojna w Syrii nie ułatwia sprawy. Do tego wielu importerów pszenicy to tak naprawdę zwykłe kartele. Starają się maksymalizować zyski. Próbują gromadzić zapasy, by móc sprzedawać je później po wyższych cenach. Mówią: „Dlaczego mielibyśmy to teraz sprzedawać? Możemy poczekać miesiąc na zniesienie dopłat we wrześniu i zarobić na tym miliony.” Mając tak słaby rząd, słabą strukturę zarządzania, która nie jest w stanie regulować rynków i granic, dotacje stają się naprawdę dużym problemem. Myślę, że subsydia mogą być sensowne w innych krajach, gdzie struktury rządowe są lepsze, a kryzys finansowy mniejszy. W Libanie wolałbym doświadczyć więcej mechanizmów polityki socjalnej, która naprawdę przyniosłaby korzyści potrzebującym, zamiast ciągle słyszeć: „OK, to kilka towarów, które możesz kupić po niższej cenie, ponieważ zdecydowaliśmy, że konsumujesz je w znacznie większych ilościach niż inni”.

Jakie mechanizmy polityki socjalnej byłyby w takim razie w obecnej sytuacji najbardziej potrzebne państwom takim jak Liban?

Powinniśmy skupić się na szczególnie wrażliwych grupach. Potrzebne są dotacje na dzieci, by te mogły chodzić do szkoły. Dziś w Libanie dwoje na dziesięcioro dzieci nie uczęszcza do szkoły i pracuje. Wypełnienie tej luki jest naprawdę ważne. Kluczowe jest również, by zagwarantować im dostęp do odpowiedniej ilości pożywienia. Niezbędne są także zasiłki dla niepełnosprawnych. Jesteśmy jednym z niewielu krajów na świecie, które nie mają takiego dodatku. Nie mamy też w ogóle emerytur! Zamiast tego w Libanie działa system, który nazywa się odszkodowaniem z tytułu zakończenia służby. To okropny program, który jest o wiele bardziej kosztowny niż normalny system emerytalny.

W Libanie potrzebne są dotacje na dzieci, by te mogły chodzić do szkoły. Kluczowe jest zagwarantowanie im dostępu do odpowiedniej ilości pożywienia. Niezbędne są też zasiłki dla niepełnosprawnych i normalny system emerytalny.

Skąd wziąć pieniądze na sfinansowanie takich rozwiązań?

Wiem, że brzmi to bardzo ambitnie, zwłaszcza że jesteśmy krajem stojącym w obliczu krachu finansowego. Ale tak naprawdę według Międzynarodowej Organizacji Pracy to wszystko kosztuje od 2,2 do 2,3 mld dol. rocznie. Wie pani, ile wydaliśmy na nasze nieskuteczne dopłaty w ciągu ostatnich trzech lat? 15 mld dol. Moglibyśmy mieć za to ok. 7–8 lat takich programów. Zamiast tego mamy regresywne dotacje.

Czy w takim razie zawarcie negocjowanej obecnie z MFW umowy będzie dla Libanu przełomem?

Nie jestem zwolennikiem MFW tylko dlatego, że jest tak, a nie inaczej ukierunkowany ideologicznie. Chodzi o to, że z praktycznego punktu widzenia nie ma dla państw takich jak Liban innej drogi wyjścia z kryzysu niż ta, którą wyznaczył MFW. Powinien być to dla nas wielki wstyd. Wszystkie problemy, z którymi się mierzymy, są bowiem w stu procentach sprawką naszego rządu. Mogliśmy z łatwością samodzielnie przeprowadzić pewne reformy kilka lub kilkanaście lat wstecz. Nie mielibyśmy teraz tak słabej pozycji w negocjacjach z MFW. Wyszlibyśmy z dużo silniejszej pozycji, ale niestety jest już na to za późno.

Libańska gospodarka jest jedną z najbardziej niepewnych na świecie.

W kierunku nowego Bretton Woods? NBP wobec wyzwań dla globalnej architektury finansowej i rozwojowej.

A mówimy o kraju, który jako tako funkcjonuje, bo przecież nie mierzy się np. z wojną jak Syria czy inne państwa w regionie. Idąc do MFW i prosząc o pieniądze musimy więc ulegać ich propozycjom. One same w sobie nie są złe, ale jednocześnie nie są skontekstualizowane. MFW przychodzi z gotowym planem i to rząd narodowy powinien dopasować go do potrzeb swojego kraju czy regionu. Obawiam się jednak, że rządowi w Libanie nie bardzo na tym zależy. W takiej sytuacji Fundusz wykona zadanie po swojemu, a skutki często będą negatywne.

MFW jest np. zwolennikiem zwalczania ubóstwa w Libanie.

Chce sprawdzać, kto jest biedny i jak bardzo. Ci, których MFW zidentyfikuje jako biednych, dostaną pieniądze, a reszta nic. W państwach takich jak Liban umożliwia to rozwój klientelizmu. Poza tym udowodniono już na całym świecie, że jest to jeden z najbardziej nieefektywnych mechanizmów pomocy w wychodzeniu z biedy. Rolą poszczególnych rządów powinno być jednak wytłumaczenie MFW, że to u nas nie działa i potrzebujemy bardziej ambitnych środków ochrony socjalnej. Z drugiej strony urzędnicy Funduszu mogą wtedy powiedzieć „potrzebujecie naszych pieniędzy, więc albo robicie to po naszemu, albo wcale”. Niestety, musimy się z tym pogodzić, bo jesteśmy w zbyt niepewnej sytuacji.

Niektórzy eksperci przekonują, że zmuszanie państw rozwijających się do wprowadzania tego typu reform świadczy wyłącznie o braku zrozumienia dla potrzeb i sytuacji w innych częściach świata przez Zachód.

Zachód nie powinien oceniać jakie rozwiązania sprawdziłyby się w innych częściach świata. Takie kalkulacje powinny należeć do kompetencji narodów, które o kredyty się ubiegają. To one powinny próbować wdrażać takie reformy, które są dla nich korzystne. Niestety, reżimy rozwijających się państw są zwykle skorumpowane i niezdolne do implementacji reform, które byłyby dla nich odpowiednie. Instytucje takie jak MFW nie przyjadą z kolei do pożyczkobiorcy by powiedzieć „wy wiecie lepiej”. Nie oznacza to, że mają złe intencje. Mają po prostu swoje plany i założenia, ale nie uwzględniają regionalnego kontekstu. A to zazwyczaj prowadzi do porażki.

Korespondencja z Libanu

 

Sami Zoughaib – ekonomista, analityk i kierownik ds. badań w think tanku The Policy Initiative. Jego badania koncentrują się na ekonomii politycznej Libanu, strukturach zarządzania, makroekonomii i lokalnym rozwoju gospodarczym.

Sami Zoughaib (fot. arch. The Policy Initiative)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Przyczyny gospodarczych niepowodzeń Argentyny

Kategoria: Trendy gospodarcze
Argentyna, niegdyś jedna z najbogatszych gospodarek świata, co parę lat przechodzi spektakularny kryzys, kończący się ogłoszeniem niewypłacalności państwa, odcięciem od finansowania zagranicznego, hiperinflacją oraz wzrostem ubóstwa społeczeństwa. Jak przerwać ten zaklęty krąg?
Przyczyny gospodarczych niepowodzeń Argentyny

Perspektywa głodu albo bankructwa

Kategoria: Oko na gospodarkę
Z ukraińskich portów czarnomorskich odpłynęło w pierwszych dniach sierpnia w konwojach do Turcji, Libanu, Etiopii, Iranu i innych krajów 500 tys. ton ziarna kukurydzy, pszenicy i słonecznika. To wciąż za mało aby skutecznie obniżyć ceny produktów rolnych w świecie. Droga żywność zagraża tymczasem finansom aż 60 krajów.
Perspektywa głodu albo bankructwa