Banki będą potrzebowały coraz lepszych aktywów

22.01.2014
Kryzys pokazał, że bank bardzo szybko może stracić płynność. Rok po tym jak Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego ustalił normy płynności krótkoterminowej LCR i pół roku po usankcjonowaniu ich w unijnym prawie, europejski nadzorca wytypował klasy aktywów, które banki muszą mieć w swoich portfelach. Nie są to postanowienia jednoznaczne. Komisja Europejska będzie mieć z tym kłopoty.

(Fot. materiały prasowe EBA)


Europejski Urząd Nadzoru Bankowego EBA sukcesywnie wydaje standardy techniczne do ogłoszonych 27 czerwca 2013 roku dyrektywy CRD IV i rozporządzenia CRR. Akty te zawierają dla niego odpowiednie delegacje. Standardy techniczne to szczegółowe opisy procedur, instrumentów, wskaźników, zasad oraz ich kalibracja.

Na mocy rozporządzenia CRR, EBA podała, które klasy aktywów należą do wyjątkowo (extremely) płynnych lub płynnych wysokiej jakości (high quality liqiud assets, HQLA). Odpowiednie rozporządzenie wykonawcze Komisja Europejska ma ogłosić do końca czerwca tego roku.

Norma płynności krótkoterminowej (Liquidity Coverage Ratio, LCR) wynika z doświadczeń kryzysu. Chodzi w niej o to, żeby banki miały w portfelach takie aktywa, które w każdej chwili mogą zamienić na gotówkę. Zasada jest taka, że bank musi przetrwać dzięki „poduszce” płynnych aktywów przez 30 dni w sytuacji, gdyby nastąpił odpływ wszystkich zapadających w tym okresie pasywów, pomniejszony o oczekiwane przypływy gotówki. EBA miała określić m.in., jakie to mają być aktywa oraz jak banki mają liczyć, ile ich potrzebują.

Kryzys pokazał, że bank bardzo szybko może stracić płynność. Już samo przypuszczenie, że zagraża mu utrata płynności, wywołuje panikę na rynku, co może go pozbawić wszelkich źródeł finansowania zewnętrznego. Ratunkiem pozostaje bank centralny. Tak było z brytyjskim Northern Rock, który korzystał agresywnie z hurtowych źródeł finansowania. Wszystko było dobrze, póki wierzono, że udziela on bezpiecznych kredytów. Ale załamanie rynku nieruchomości spowodowało, że bank zaczął mieć kłopoty z ich spłatą. Trudno było to w nieskończoność ukrywać. W końcu lata 2007 roku zaczął się prawdziwy run – masowe wypłaty depozytów. Płynność Northern Rock musiał ratować Bank Anglii. Kilka miesięcy później i tak został znacjonalizowany.

Kryzys pokazał też drugie oblicze kłopotów z płynnością. Nawet gdy bank ma do zbycia aktywa, nie wiadomo, czy w warunkach skrajnych będzie je w stanie zamienić na gotówkę. Dlatego te, które są potrzebne do zapewnienia buforu płynności, muszą być wysokiej jakości i relatywnie mało podatne na wahania cen nawet w sytuacji rynkowego trzęsienia ziemi.

Banki powinny mieć bufor płynności także po to, by były odporne gdy kontrahent przestaje płacić. Bank nie ma wtedy czym regulować swoich zobowiązań, co może powodować „efekt domina”. Temu także ma zapobiegać bufor płynności. W końcu wpływy i odpływy nie w każdym okresie są wystarczająco do siebie dopasowane, a wtedy „poduszka” płynnościowa też bywa konieczna.

Banki w Unii mają już przyzwoitą płynność

Rozporządzenie CRR mówi, że norma płynności krótkoterminowej będzie obowiązywać od 2015 roku w 60 proc., a w 100 proc. w 2019 r. Inny raport EBA pokazuje, że na koniec 2012 roku (takie były ostatnie dane, na których można było przeprowadzić wiarygodne symulacje) banki w UE przeciętnie spełniają ją w 115 proc. To bardzo optymistyczny wynik i w dodatku uzyskany w rezultacie najszerszych badań unijnego sektora, jakie przeprowadzono do tej pory. EBA przetestowała 357 banków z 21 krajów (w próbie nie było instytucji z Polski) o łącznych aktywach 33 bln euro. To dwie trzecie aktywów całego sektora bankowego w UE. Okazało się, że 83 proc. europejskich banków spełniało minimum LCR mające obowiązywać od początku 2015 roku.

Z testów wynika, że banki zaledwie z czterech krajów Europejskiego Obszaru Gospodarczego (państwa UE oraz Norwegia, Lichtenstein i Islandia) nie spełniają normy LCR, a niedobory w tych krajach wynoszą od 0,8 do nieco ponad 2,7 proc. całkowitych aktywów działających w nich banków. Wszystkie badane banki zaraportowały do EBA aktywa płynne w wysokości 3,74 biliona euro, a możliwy ich odpływ w ciągu 30 dni w warunkach skrajnych oceniły na 3,25 bln euro.

Wymogów LCR nie spełniały banki gromadzące zaledwie 0,8 proc. aktywów całej próby, a niedobór brutto aktywów płynnych w tych bankach wynosił 264 mld euro. To zaledwie 1-2 proc. aktywów tej kategorii będących w obrocie na wszystkich europejskich rynkach. Znaczy to, że wejście w życie LCR nie wygeneruje gwałtownego popytu, który rozchwiałby ceny. EBA liczy niedobór brutto tylko w tych bankach, w których faktycznie on występuje, a nie jako bilans nadwyżki w jednych i niedoboru w innych.

To z kolei prowadzi do wniosku, że wpływ zbudowania buforów płynnościowych na unijny PKB w długim horyzoncie będzie minimalny i wyniesie zaledwie minus 3 punkty bazowe. EBA przeanalizowała także wpływ LCR dla kredytowania przez banki małych i średnich firm (SME) i stwierdziła, że nie ma żadnego negatywnego wpływu. Przypomnijmy – rozwój sektora SME to jedno ze sztandarowych założeń polityki gospodarczej Komisji Europejskiej.

EBA zaleca jednak, żeby pewne banki specjalistyczne, jak na przykład zajmujące się kredytami konsumpcyjnymi czy samochodowymi, uzyskały derogację od 100-procentowego wymogu LCR i wypełniały normę w 75 proc.  Ale – regulator zastrzega – tylko wtedy, gdy cały model biznesowy obarczony jest niskim ryzykiem płynności, a terminy przypływów zgadzają się z terminami płatności.

„Bardziej rygorystyczne LCR może pomóc przywrócić zaufanie do banków w UE” – napisała w cytowanym raporcie EBA.

Propozycja derogacji od rozporządzenia CRR, która padła po raz pierwszy, może oznaczać, że zanim KE podejmie decyzję, także mniejsze instytucje finansowe, jak np. polskie banki spółdzielcze, mają coś do ugrania.

Dług rządowy musi być płynny

Żeby wyselekcjonować klasy płynnych aktywów, które banki mają mieć w swoich portfelach, EBA dokonała analizy papierów dostępnych na europejskim rynku. Zbadano 10 mln transakcji na 10 tysiącach rozmaitych pojedynczych aktywów. Zastosowane kryteria oceny aktywów to m.in. minimalny wolumen obrotów (im większy, tym lepiej), wolumen dostępny do obrotu, transparentność ustalania ceny, stabilność cen, średni wolumen i wartość obrotów, ciągłość obrotu, maksymalny spread ofert kupna i sprzedaży, czas pozostały do wykupu.

Dla porządku przypomnijmy, że wyniki analizy EBA odbiegają od zaleceń przyjętych na początku zeszłego roku przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego (BCBS). Podzielił on aktywa na te najbardziej płynne Poziomu 1, do jakich miały należeć np. obligacje rządów o ratingach nie niższych niż AA minus, papiery gwarantowane przez te rządy lub papiery banków centralnych i międzynarodowych instytucji finansowych. Niższej jakości aktywa, Poziomu 2A, nie mogłyby stanowić więcej niż 40 proc. aktywów płynnych banków, a jeszcze niższej jakości, Poziomu 2B, nie więcej niż 15 proc. bufora płynności.

EBA odrzuciła tamte podziały i wprowadziła nowe definicje: aktywów wyjątkowo płynnych wysokiej jakości (extremaly high quality liquid assets) i płynnych wysokiej jakości (HQLA). Analiza wykazała, że do tych pierwszych należy zaliczyć obligacje rządowe (krajów EOG) w walucie krajowej o ratingach nie niższych niż AA minus i wartości emisji nie mniejszej niż 250 mln euro oraz obligacje zabezpieczone (covered bonds) o ratingach nie niższych niż AA minus i wartości emisji ponad 500 mln euro, lecz pod pewnymi szczególnymi warunkami.

Co to mogłoby oznaczać? Papiery państw strefy euro, takich jak Grecja, Hiszpania czy Włochy, nie znalazłyby się w grupie aktywów najbardziej płynnych. Podobnie byłoby zresztą z polskimi obligacjami rządowymi. Nasze banki musiałyby je sprzedawać, żeby w ich miejsce kupić papiery niemieckie, szwedzkie czy np. holenderskie lub brytyjskie.

Nasze papiery rządowe znalazłyby się w drugiej, gorszej grupie HQLA, bez przymiotnika „extremely”. W niej jednak nie byłoby nadal obligacji Hiszpanii czy Włoch, nie mówiąc już o Grecji lub Cyprze. Banki, głównie w tych krajach, musiałyby się ich pozbyć, a kupować papiery państw mających wyższe ratingi. Taka podaż oznaczałaby dla zadłużonych i mało wiarygodnych rządów zupełną klęskę. Jak z tego wybrnął europejski nadzorca?

Stwierdził, że do norm płynności nie należy stosować kryterium oceny wiarygodności kredytowej poszczególnych państw i wszystkie papiery rządowe EOG znajdą się w jednej klasie wyjątkowo płynnych aktywów, a dodatkowe wymagania należy nałożyć na obligacje zabezpieczone i na papiery RMBS. Teraz Komisja Europejska (również Parlament Europejski, który ma prawo ocenić zalecenia EBA) będzie musiała podjąć decyzję, czy przychylić się do wyników analizy, czy do sprzecznej z jej wynikami rekomendacji.

„Chociaż analiza empiryczna pokazuje pewne różnice w płynności obligacji różnych państw, istnieją silne argumenty nadzorcze, żeby nie dyskryminować różnych państw członkowskich. (…) Wykluczenie niektórych obligacji rządowych (…) wzmacniałoby fragmentację jednolitego rynku i pętlę rządy-banki” – brzmi uzasadnienie zaleceń EBA.

Z analizy wynika, że ta druga grupa „gorszych” HQLA powinna obejmować oprócz papierów rządowych o ratingach nie niższych od A minus (a więc takich, jaki ma Polska), także obligacje zabezpieczone o ratingach przynajmniej AA minus i wielkości emisji ponad 250 mln euro oraz papiery korporacyjne o ratingach powyżej BB minus, wielkości emisji co najmniej 250 mln euro i zapadalności nie dłuższej niż 10 lat. Znalazły by się w niej też RMBS-y (residential mortgage-backed security, papiery zabezpieczone płatnościami kredytów hipotecznych) z najwyższej półki ratingowej, ale o terminie zapadalności nie dłuższym niż 5 lat, oraz obligacje instytucji międzynarodowych (jak np. ESM) i władz lokalnych, ale o wysokich ratingach i wysokich wartościach emisji.

“Nie” dla transferu płynności w grupach bankowych

Jakie aktywa nie będą uznawane za płynne? Akcje, choć taka była propozycja BCBS, oraz złoto. Nie będzie wśród nich ABS-ów (asset-backed security), za czym lobbowały mocno banki, innych papierów strukturyzowanych opartych na wierzytelnościach kredytowych (prócz hipotecznych, czyli RMBS), papierów wartościowych emitowanych przez instytucje finansowe. Także tych, które emitują banki centralne, choć zalecał ich uwzględnienie BCBS, jak również obligacji bankowych, nawet tych z rządowymi gwarancjami.

Kryteria EBA i wymogi stawiane obligacjom zabezpieczonym spowodują, że prawdopodobnie nie będą kwalifikować się do pierwszej kategorii płynnych aktywów obligacje hipoteczne emitowane w Danii, gdzie rynek ten wart jest 530 mld euro, i jest ponad trzykrotnie większy niż rynek długu rządowego.

Duński nadzór bankowy oświadczył, że oczekuje, iż KE nie zatwierdzi standardów EBA dotyczących obligacji zabezpieczonych hipotecznie. EBA argumentuje natomiast, że dwie trzecie tego rynku przypada na państwa nie dotknięte kryzysem, więc trudno stwierdzić, jak mogą się one zachowywać w warunkach skrajnych.

Ograniczenia dotyczące obligacji zabezpieczonych mogą zaszkodzić rozwojowi polskiego rynku listów zastawnych. Polskie banki liczą na udrożnienie tego rynku w związku z normą płynności długoterminowej, NSFR, która wymaga, by długoterminowe aktywa, takie jak np. kredyty hipoteczne, były finansowane długoterminowymi pasywami. Ale gdyby rynek stał się faktycznie płynny, banki mogłyby w przyszłości używać listów zastawnych również do spełniania normy LCR. Jeśli zalecenia EBA zostaną przyjęte przez KE, nasze banki będą miały do dyspozycji wyłącznie rządowy dług.

EBA nie przewiduje deprecjacji wartości (haircut) aktywów płynnych do spełnienia normy LCR, choć przyznaje, że należałoby wprowadzić zalecenia BCBS, to znaczy 15-proc. „haircut” dla obligacji zabezpieczonych, długu korporacyjnego, rządowego i publicznego z półki o ratingach od A plus do A minus. Tu pojawia się niekonsekwencja, gdyż BCBS umieścił te papiery na Poziomie 2A, a EBA zaliczyła je do „szczególnie płynnych”. BCBS ponadto zalecał dla papierów RMBS „haircut” 25 proc., a dla korporacyjnych o ratingach od A plus do BBB minus – 50 proc. Decyzje w tej sprawie także będzie musiała podjąć Komisja Europejska.

Rekomendacja EBA zawiera natomiast propozycje korzystne dla polskich banków będących spólkami-córkami międzynarodowych grup. Mówi ona, że wszelkie aktywa mające zapewnić bufor płynnościowy powinny być przetrzymywane w kraju, ich transfer ma podlegać ograniczeniom i mogą być użyte jedynie w przypadku wystąpienia odpływów w tym kraju, w którym zostały zgromadzone.

Po drugie stwierdza, że aktywa płynne powinny odpowiadać walucie, w której mogłyby nastąpić odpływy konieczne do pokrycia, bez względu na to, jakie banki stosują zabezpieczenia ryzyka walutowego. A zatem aktywa płynne polskich banków miały by być trzymane w Polsce i głównie w złotych.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test