Europejski nadzór bankowy zbiera siły

27.01.2014
Nadzór nad blisko 130 największymi bankami w strefie euro przy Europejskim Banku Centralnym, w skrócie zwany SSM, kończy kompletować swoje władze i ogłosił, że przyjmie do pracy 1000 osób. Teraz musi się zmierzyć z dwoma najważniejszymi problemami merytorycznymi, dla rozwiązania których nie ma dobrych podstaw prawnych – ryzykiem rządowych długów i kryteriami oceny złych kredytów.

Ryzyko rządowych długów i kryteria oceny złych kredytów to zdaniem Yvesa Merscha z EBC największe wyzwania dla nadzoru bankowego (Fot. PAP)


Te dwa wyzwania jako najważniejsze dla nadzoru wymienił wiceprezes EBC Yves Mersch w ubiegłorocznym przemówieniu we Frankfurcie, opublikowanym na stronach banku. Są one aktualne do tej pory. Od tego jak SSM się z nimi zmierzy zależeć będzie w dużej mierze obraz europejskiego sektora bankowego, ale i wiarygodność samego nadzoru.

Kłopoty z definicją NPL

Zacznijmy od należności zagrożonych. Obowiązujące od początku tego roku unijne rozporządzenie Capital Requirements Regulation (CRR) nałożyło na Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) obowiązek stworzenie jednolitej definicji takich należności (non performing loans, NPL). EBA ogłosiła tzw. standardy techniczne w końcu października, ale to nie oznacza, że już one obowiązują. Będą obowiązywać dopiero wtedy, gdy Komisja Europejska wyda odpowiednie rozporządzenie wykonawcze.

Tymczasem problem NPL jest jednym z kluczowych dla obrazu europejskiego sektora bankowego i poszczególnych instytucji, a jednolita metodologia ich identyfikacji, a także tworzenia odpisów, jest bezwzględnie konieczna. Według danych Banku Światowego na koniec 2012 roku w Grecji NPL wynosiły 17,2 proc. portfela kredytowego brutto. To jeden z najwyższych wskaźników w całej Unii. Pozostaje jednak kwestia wiarygodności tych danych.

Przykład Hiszpanii pokazuje, jak wiele może zmienić definicja NPL. Dane tamtejszego banku centralnego mówiły o zaledwie 6 proc. należności zagrożonych na koniec 2011 roku. Jednak Bank Hiszpanii zalecił w kwietniu zeszłego roku reklasyfikację złych kredytów według jednolitej formuły. W jej wyniku okazało się, że np. w Banco Santander (właściciel BZ WBK) stracone kredyty stanowią 7 proc. kredytów brutto na koniec III kwartału 2013 w porównaniu do 3,1 proc. na koniec pierwszego półrocza zeszłego roku, a więc jeszcze przed reklasyfikacją. W skali kraju wartość kredytów, które należy uznać za stracone, wzrosła o 21 mld euro, a na pokrycie strat banki powinny utworzyć dodatkowo 5 mld euro odpisów.

Według ostatnich danych Banku Hiszpanii na koniec października 2013 r. NPL rosły już ósmy miesiąc z rzędu i stanowiły 13 proc. kredytów brutto. Hiszpańskie banki w zeszłym roku utworzyły 87 mld euro odpisów na złe kredyty. Problem polega też na tym, jak skala odpisów będzie kształtować się w kolejnych miesiącach przy bezrobociu przekraczającym w tym kraju 26 proc. Według prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie spadnie ono poniżej 25 proc. przed 2018 r.

Yves Mersch przyznał, że niektóre banki nie będą w stanie dostosować swoich  wewnętrznych systemów do definicji NPL stworzonej przez EBA, nawet gdyby EBC chciał się nią posługiwać jeszcze przed ogłoszeniem rozporządzenia wykonawczego. Dlatego EBC przy przeglądzie jakości aktywów banków, które ma objąć nadzorem od listopada tego roku, zastosuje definicję uproszczoną i będzie ją uznawał za minimalny standard. Będzie to i tak krok naprzód w porównaniu do „obecnej chaotycznej masy przepisów krajowych” – powiedział wiceprezes EBC.

Ryzyko rządowych papierów

Obowiązujące od początku 2014 roku rozporządzenie CRR wprowadza dla ekspozycji banków wobec rządów i banków centralnych wszystkich państw Unii wagę ryzyka zero, a zatem też zerowy wymóg kapitałowy. To tak, jakby uznano, że dług Grecji czy Hiszpanii jest całkowicie bezpieczny, a na dodatek równie bezpieczny jak Niemiec czy Szwecji. I z tym SSM również będzie miał problem. Obecnie trwa dyskusja, jak go rozwiązać.

Problem poniekąd stworzyło porozumienie Bazylea III, które nie zajęło jednoznacznego stanowiska w sprawie długu rządowego, pozostawiając zasady z Bazylei I, czyli wprowadzane od 1988 roku. Tymczasem np. OECD, która zastrzega wprawdzie, że jej oceny ryzyka mają odniesienie tylko do kontraktów handlowych, obniżyła potem do zera ryzyko dla wszystkich państw należących do tej organizacji, a następnie dla wszystkich państw UE.

Teraz Bank Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) usiłuje przywrócić proporcje, które stopniowo zaczęły zanikać. „Twierdzi się czasem, że zasady kapitałowe wprowadzone przez Bazyleę zakładają przypisanie wagi ryzyka zero dla ekspozycji banków na dług rządowy. To jest błędne. Bazylea II i Bazylea III wzywają do tworzenia minimalnych wymogów kapitałowych współmiernie do bazowego ryzyka kredytowego, zgodnie z celem zabezpieczenia wrażliwości na ryzyko” – napisał BIS w Przeglądzie kwartalnym z grudnia 2013 r.

BIS zaznacza, że zgodnie z zasadami Bazylei I, nie zmienianymi już potem, banki (lub regulatorzy w poszczególnych krajach), powinni także w przypadku długu rządowego stosować standardową metodę oceny ryzyka albo metodę ratingów wewnętrznych (internal ratings-based, IRB).

Przypomnijmy, że metoda standardowa odwołuje się do ocen agencji ratingowych (tzw. wielkiej trójki – Moody’s, Standard and Poor’s i Fitch). I tak, tylko dla papierów i emitentów o ratingach od AA minus w górę przysługuje waga ryzyka zero. Dla innych przypisywana powinna być zgodnie z poniższą tabelą:

(infografika DG)

Metoda IRB pozwala bankowi samemu określać ryzyko kontrahenta i na tej podstawie szacować wielkość wymaganego kapitału. Banki kierują się prawdopodobieństwem niewypłacalności kontrahenta w horyzoncie jednego roku (probability of default, PD) oraz wielkością strat na danej ekspozycji (loss-given-default, LGD). Ocena PD dokonana przez bank jest oczywiście weryfikowana przez nadzór. W podstawowej metodzie IRB przyjęto, że wskutek upadłości emitenta standardowo należy przyjąć straty w wysokości 45 proc. W metodzie IRB zaawansowanej bank szacują je sam.

  • Powiązane tematy:

BIS podkreśla, że metoda IRB nie określa minimalnych poziomów PD i LGD dla ekspozycji na dług państwowy, ale zawiera szczegółowe wymagania jakościowe. Zasady Bazylei wymagają zatem „znaczącego zróżnicowania” ryzyka. Podaje, że z danych Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego (BCBS) zebranych w 201 bankach wynika, iż przyjmują one przeciętną wagę ryzyka dla długu państwowego 0,1 proc.

Ponieważ lokalne nadzory mogły do tej pory zezwalać bankom posługującym się metodą standardową na obniżenie wag ryzyka w stosunku do tych powiązanych z ratingami, a grupy bankowe w niektórych krajach stosują metody standardowe, w innych natomiast IRB, to w przypadku tych właśnie międzynarodowych grup, w tym także banków globalnych systemowo ważnych, wagi ryzyka dla tych samych aktywów mogą być różne. To z kolei jest powodem zmienności aktywów ważonych ryzykiem i rozbieżności w wymogach kapitałowych.

Danièle Nouy wchodzi do gry

Nie wiemy jak SSM rozwiąże ten problem. Częściową podpowiedź może dać artykuł Danièle Nouy. Wcześniejsza sekretarz generalna nadzoru ostrożnościowego przy Banku Francji mianowana została w grudniu 2013 r. na stanowisko szefowej SSM i ma je objąć w styczniu. Artykuł opublikowany został przez Banque de France w „Financial Stability Reviev” w kwietniu 2012 roku, a więc na rok przed ogłoszeniem rozporządzenia CRR, jednak już wtedy, gdy trwały nad nim zaawansowane prace.

Danièle Nouy pisze, że kluczowe dla oceny wprowadzanych przepisów jest to, czy wymagają one od instytucji finansowych kapitału regulacyjnego powiązanego z ekspozycjami na dług rządowy. „Zasadnicze jest pytanie o to, by określić, w jaki sposób i w jakim stopniu regulacje mogą pomóc w łagodzeniu i zapobieganiu słabościom sektora finansowego powiązanym z ryzykiem zadłużenia rządów” – napisała obecna szefowa SSM.

„Z tego punktu widzenia wydaje się, że obecne regulacje nie wymagają od instytucji finansowych utrzymywania znaczącego kapitału regulacyjnego na ryzyko długu państwowego, niewłaściwie zakładając, że dług ten jest niskiego ryzyka, a nawet należy do klasy aktywów wolnych od ryzyka. Ponadto niektóre inicjatywy regulacyjne dążące do podwyższania standardów mogą w tej sytuacji tworzyć dalsze zachęty dla instytucji finansowych do trzymania długów państwowych” – napisała.

Wynika z tego, że szefowa nadzoru nad bankami w strefie euro uważa, iż po pierwsze, banki mają i tak zbyt wielkie portfele papierów rządowych i nie można uznać, iż trzymając te papiery nie ponoszą ryzyka. Ale co innego mówią wprowadzone już unijne regulacje.

Danièle Nouy konkluduje, że wobec ryzyka, jakie związane jest z rządowym zadłużeniem, trzeba rozważyć wyższe wymogi kapitałowe, a także, że w regulacjach powinno być mniej zachęt do zakupu długu państwowego przez banki. Zwraca jednak uwagę, że poza samymi regulacjami, (które – jak się okazało – poszły w innym kierunku), do monitoringu tej sytuacji wiele mogą wnieść praktyki nadzorcze, a szczególnie stress-testy. W testach warunków skrajnych prowadzonych w 2011 roku przez EBA założono cięcia ratingów dla kilku państw o kilka stopni, a niektórych nawet do CCC. A więc prawdopodobnie skala ryzyka związanego z długami rządów określana zostanie w wyniku stress-testów, które przeprowadzi w tym roku EBC. Pozostaje tylko kwestia, czy to przełoży się na wymogi kapitałowe dla banków.

SSM kompletuje ekipę

EBC udaje się ściągnąć do nowej instytucji znanych na rynku bankierów, także z sektora prywatnego. Dyrektorem generalnym jednego z czterech pionów, na jakie podzielony ma być nadzór, został Korbinian Ibel, członek zarządu i szef kontroli ryzyka oraz zarządzania kapitałem grupy Commerzbanku. Według komunikatu EBC Korbinian Ibel ma być szefem IV Dyrekcji Generalnej Mikroostrożnościowego Nadzoru. Ma ona świadczyć usługi dla pozostałych trzech pionów.

Szefem Dyrekcji I ma być Stefan Walter, od dwóch lat główny lider ds. regulacji i polityki nadzorczej w firmie doradczej Ernst & Young, a wcześniej przez pięć lat sekretarz generalny BCBS. Ramón Quintana, który od 1986 roku pracował w Banco de España, a od 2012 był szefem tamtejszego nadzoru, ma przewodzić Dyrekcji II. Oba te piony mają prowadzić nadzór bezpośredni nad największymi bankami. Jukka Vesala, wicedyrektor fińskiego nadzoru finansowego, który już pracował w EBC w latach 1998-2004, ma zostać szefem Dyrekcji III, odpowiedzialnej m.in. za pośredni nadzór nad wszystkimi bankami podlegającymi SSM oraz za współpracę z nadzorami krajowymi.

EBC zatrudniał w 2012 roku nieco ponad 1600 osób, a teraz chce przyjąć w ciągu roku 1000 nowych pracowników. Około 770 będzie zajmować się analizami i nadzorem, pozostali statystyką, doradztwem prawnym, tłumaczeniami, IT czy HR. Analitycy mają badać bilanse banków, nadzorcy oceniać ich modele ryzyka, a poszukiwany również management średniego szczebla omawiać efekty prac z władzami banków. W zależności od stanowiska, EBC będzie płacić od 54,6 tys. euro na niższych do 116,9 tys. euro na wyższych – wynika z siatki płac ogłoszonej na stronach internetowych banku.

EBC zaprasza specjalistów z całej Unii. Ciekawe, ile osób zgłosi się z Polski. Tu kończy się przecież praca w OFE.

OF

Jacek Ramotowski


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test