• Obserwator Finansowy

Ukraina: gazowa pułapka Gazpromu

18.08.2010
Reaktywacja gazowego pośrednika RosUkrEnergo, którego wypadnięcie z rynku zmusiło Polskę do renegocjacji umowy gazowej z Rosją, umacnia pozycję Gazpromu na Ukrainie i w całym regionie. - W obecnej sytuacji podpisywanie tego kontraktu może być dla Polski bardzo kosztowne - uważa Oleksandr Narbut, ukraiński ekspert od rynku gazu.

Oleksandr Narbut


„Obserwator Finansowy”: Jak to możliwe, że spółka RosUkrEnergo (RUE) nagle zmartwychwstaje i wraca do gry?

Oleksandr Narbut: Musimy mieć świadomość, że ta spółka nigdy nie umarła. Rząd Julii Tymoszenko usunął RUE z rynku gazowego, ale nie zrobił jednej ważnej rzeczy. Po przeprowadzeniu kontrowersyjnej operacji, jaką było odebranie RUE gazu, Tymoszenko nie sformalizowała prawnie przekazania praw do tego surowca rządowi. W pierwszej fazie jej rząd uzyskał prawo do pieniędzy za gaz, a nie do samego gazu. Punkt umowy dotyczący samego gazu nie był oparty na wyroku sądowym. Gdyby Tymoszenko nie uwierzyła na słowo premierowi Rosji Władimirowi Putinowi, to Ukraina nie przegrałaby z RUE przed sztokholmskim sądem arbitrażowym.

RUE ma ciągle ważny kontrakt z 2004 roku, który daje tej spółce prawo do tranzytu gazu przez Ukrainę po bardzo niskich cenach, jak również do jego magazynowania w naszym kraju. Te kontrakty z RUE wygasają dopiero w 2030 roku i są bardzo atrakcyjne dla Gazpromu, zainteresowanego minimalizacją kosztów tranzytu i magazynowania gazu. Można więc podejrzewać, że po orzeczeniu sądu w Sztokholmie, który nakazał respektowanie kontraktów, spółka RUE, która zredukowała swoją działalność, pod koniec roku stanie się znów aktywnym graczem na rynku.

Poprzez udziały w UkrGazEnergo (UGE), stworzonej wspólnie z państwowym monopolistą Naftohazem, RUE ma także wpływ na dystrybucję gazu na samej Ukrainie. W tym przypadku zapowiedzi wyrzucenia RUE z ukraińskiego rynku także się nie potwierdziły.

UGE pozbawiono tylko udziałów w magazynach gazu. Ponieważ spółka nie płaciła dywidendy, Naftohaz uznał, że może posługiwać się tymi udziałami jako własnymi. Diabeł tkwi w szczegółach: podjęto kolejną kontrowersyjną decyzję. Po stronie ukraińskiej UGE została powołana przez państwowy Naftohaz, więc chcąc ją zlikwidować, Rada Ministrów po prostu uchyliła własną uchwałę powołującą UGE. Nie miało to żadnych skutków prawnych – spółka nadal figuruje w rejestrze. W rezultacie rząd osłabił tylko udział Ukrainy w UGE, na czym skorzystali prywatni udziałowcy, między innymi związana z Gazpromem spółka RUE.

Jaki jest związek między zmianą prezydenta i rządu na Ukrainie a reaktywacją RUE jako ważnego gracza w tranzycie gazu?

Rosjanie mają strategiczny plan wchłonięcia ukraińskiego rynku gazowego. W 2009 roku byli zainteresowani tym, żeby RUE było słabe, a tak się stało w wyniku działań Tymoszenko. Kiedy stworzono RUE, było oczywiste, że jest to gęś, którą się tuczy, żeby ją w pewnym momencie zjeść. Dzisiaj rosyjscy beneficjenci tego nie chcą. Dokapitalizowywanie RUE jest dla nich korzystne. Na pewnym etapie ukraińscy udziałowcy stwierdzą, że najbardziej opłaca im się zostać udziałowcami mniejszościowymi czy na przykład kontrolować dostawy nie na wejściu, lecz na wyjściu z rynku ukraińskiego. Generalnie trudno jest im konkurować ze stroną rosyjską na polu analizy i dostępu do informacji. Rosja ma doskonale rozwinięty wywiad i kontrwywiad, który wie wszystko o stronie ukraińskiej. Ukraińcy w RUE chcieliby uczestniczyć w wielkiej grze, ale nawet wśród nich są ludzie, którzy grają dla Rosji.

Nie jest przypadkiem, że spółki takie jak RUE rejestruje się tam, gdzie nietransparentność zarządzania i finansów nie budzi zbyt wielkich zastrzeżeń. Tutaj założyciele wybrali szwajcarski kanton Zug. Struktura własności RUE jest bardzo skomplikowana. Powstał wielopoziomowy tort, w którym mają swoje udziały przedstawiciele ukraińskiej i rosyjskiej władzy. Znalazło to odzwierciedlenie w zaangażowaniu władz rosyjskich w sztokholmski arbitraż. Tak ustawiono sprawę, żeby ludzie, którzy zmienili Tymoszenko u władzy, znaleźli się w pułapce. Żeby się z niej wydostać, musieliby w jakimś sensie zerwać stosunki ze stroną rosyjską.

Czy rząd ukraiński miał możliwość usunąć RUE z ukraińskiego rynku i nie wpaść w pułapkę, o której Pan mówił?

W styczniu 2009 roku, w czasie wojny gazowej Rosji z Ukrainą, której skutki odczuła także Unia Europejska, Julia Tymoszenko miała spore szanse na prawdziwe zwycięstwo. Potrzebowała jednak więcej informacji i więcej dialogu nie tylko ze stronę rosyjską, ale przede wszystkim europejską. Ociągała się z tym dialogiem. Z pozoru wszystko układało się po jej myśli. Podpisano protokoły. Tymoszenko zabiegała o 3-letni okres stopniowego podwyższania ceny gazu dla Ukrainy. Putin zasadniczo mówił to samo, ale jednocześnie grał we własną grę, wykorzystując fakt, że podczas trzech lat istnienia RUE dług spółki nigdy nie był niższy niż dwa miliardy dolarów. Gazpromowi odpowiadała taka sytuacja, ponieważ mógł w każdej chwili zażądać tych pieniędzy i szantażować RUE zadłużeniem.

Ludzie Tymoszenko byli kiepscy w pozyskiwaniu informacji i w redagowaniu komunikatów prasowych dla Europy. Obecne władze popełniają ten sam błąd – w gruncie rzeczy nie mają żadnej strategii medialnej. Tymczasem Gazprom jako udziałowiec RUE może zablokować każdą decyzję. Każda operacja finansowa i biznesowa RUE wymaga dwóch podpisów. Jako dostawca gazu tranzytowego ostatnie słowo ma Gazprom. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że pozycja rządu ukraińskiego przed trybunałem arbitrażowym w Sztokholmie zmieniła się jeszcze za Tymoszenko, zanim Jurij Bojko został ministrem ds. paliw i energetyki, a Dmytro Firtasz udziałowcem RUE po zwycięstwie Janukowycza w wyborach prezydenckich. Wynikało to z politycznego awanturnictwa byłej pani premier i braku zrozumienia, że w tego rodzaju relacjach trzeba bardzo dbać o precyzję prawną. W biznesie generalnie ma się do czynienia z równymi sobie, ale tutaj chodzi o państwo ze służbami wywiadowczymi, które mają bardzo wysoką pozycję – wystarczy popatrzeć na to, kto reprezentuje Gazprom na Ukrainie. Tymoszenko nie doceniała tego czynnika i Putin ją przechytrzył. Popierał ją jako najwygodniejszego dla siebie kandydata w wyborach prezydenckich, bo chciał, żeby taki model stosunków się utrzymał.

Czyli Tymoszenko wpadłaby w pułapkę tak samo jak teraz Janukowycz?

Absolutnie tak. Dalsze wydarzenia, łącznie z przedłużeniem stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu do 2042 roku, były do przewidzenia. Wiem z wiarygodnych źródeł, że to podpisane w Charkowie porozumienie nie zostało przygotowane w rosyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, lecz w innych instytucjach i zaskoczyło kręgi dyplomatyczne po obu stronach. Pośrednio wskazują na to zmiany programu pobytu prezydenta Miedwiediewa w Charkowie.

Jaką rolę z rosyjskiego punktu widzenia odgrywa ukraiński system rurociągów w tranzycie gazu do Europy?

Europa Zachodnia jest w stanie zaspokoić swoje potrzeby gazowe bez ukraińskiego systemu tranzytowego. Ale dla Europy Środkowej i Wschodniej jesteśmy już kluczowym krajem. Nasze gazociąg i nasze największe w Europie magazyny mogłyby pomóc w dywersyfikacji i wzmocnieniu bezpieczeństwa energetycznego w regionie.

Ukraina mogłaby sprzedawać nadwyżkę możliwości tranzytowych. Gdyby Polska czy inny kraj regionu był gotowy rozmawiać z Gazpromem na bazie pełnej transparentności, to jednocześnie można by zawrzeć z Ukrainą umowę na tranzyt gazu, który byłby kupowany w dowolnym punkcie. Ukraińskie magazyny umożliwiałyby dostosowanie podaży do sezonowych zmian popytu. Niestety, obecnie ukraiński potencjał tranzytowy nie jest w pełni wykorzystywany, ponieważ Rosjanie dostarczają mniej gazu, a większość środków przeznaczanych na nasze rurociągi idzie na naprawy, a nie na modernizację.

Jak zatem w kontekście wydarzeń wokół tranzytu gazu przez Ukrainę ocenia Pan polsko-rosyjski  kontrakt gazowy, który miałby obowiązywać do roku 2037?

Może się on okazać dla Polski bardzo kosztowny zarówno z punktu widzenia stabilności ekonomicznej, jak i z powodów politycznych. Rosjanie są zainteresowani zwiększaniem liczby odbiorców, wydłużaniem kontraktów i zwiększaniem zamówień, bo to daje im możliwość podnoszenia ceny gazu i manipulowania partnerami. Gazprom cierpi obecnie na skutek spadku popytu, a tym samym przychodów, które można by przeznaczyć na uruchomienie nowych złóż.

Większość analityków przewiduje, że Gazprom zmniejszy wydobycie w ciągu najbliższych 5-7 lat – dopóki nie ruszy eksploatacja złóż na północy Rosji. Moim zdaniem Polska popełniłaby błąd, gdyby w takiej sytuacji podpisała kontrakt, uzależniający ją od jednego dostawcy na tak długi czas. Myślę, że polski rząd miałby kłopoty z wytłumaczeniem się społeczeństwu, gdyby go podpisano. Nie wykluczam, że Gazprom, wieloręki potwór, próbuje dotrzeć do serc niektórych polityków polskich. Zakładam, że gra z premierem Donaldem Tuskiem należy do poważnych operacji specjalnych Putina. Po katastrofie samolotu, w której zginął prezydent Kaczyński i inni przedstawiciele polskiej elity politycznej, weszła ona w aktywną fazę.

Rozmawiał w Kijowie Wołodymyr Kuchar

ENGLISH VERSION

Oleksandr Narbut ma wieloletnie doświadczenie w biznesie, organizacjach pozarządowych i działalności konsultacyjnej dla rządu Ukrainy, doradzał m.in. rządowi Walerija Pustowojtenki. Od 2006 roku jest niezależnym ekspertem do spraw energetyki i jednym z wiodących na Ukrainie analityków w tej branży.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test