Autor: Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Bliski koniec ery Zachodu

Okres materialnej i ideologicznej dominacji Zachodu – najpierw w ramach Pax Britannica, a następnie Pax Americana – zdaje się dobiegać końca – twierdzą autorzy raportu „Liberal Order in a Post-Western World”. Nie nastąpi jednak epoka Pax Sinica, bo to nie opłaca się Chinom.
Bliski koniec ery Zachodu

(CC By NC SA Bearden)

A miało być tak pięknie. Po upadku porządku zimnowojennego zapowiadano powszechny triumf Zachodu, neoliberalizmu i liberalnej demokracji. Pod hasłem zapowiedzianego przez Francisa Fukuyamę „końca historii” Zachód (czytaj: USA) miał też dyktować ideologię, system wartości, proponować powszechne recepty kształtowania przyszłości.

Co najmniej do 2008 r. rzeczywiście tak było. Doświadczyliśmy bezprecedensowego prymatu USA we wszystkich możliwych dziedzinach w ramach „jednobiegunowej chwili”, jak to zręcznie ujął Charles Krauthammer.

Z rożnych względów ten amerykański i zachodni triumfalizm załamał się. W sedno trafił świetny analityk i strateg Robert Kagan w wydanym na początku 2008 r., jeszcze przed upadkiem Lehman Brothers, tomie, którego tytuł mówił wszystko: „Powrót historii i koniec marzeń”. Koniec marzeń o tym, że np. Chiny czy Rosja pójdą ścieżką zachodniego liberalizmu. Nie poszły.

Już nie tylko Zachód

O tym, jak dzisiaj – w połowie 2014 r. – wygląda świat, traktuje obszerny raport ulokowanej w Waszyngtonie Akademii Transatlantyckiej zatytułowany też znamiennie: „Porządek liberalny w postzachodnim świecie” (Liberal Order in a Post-Western World). To obszerne, wielowarstwowe i wielowątkowe studium zostało przygotowane przez sześciu autorów pod wodzą doświadczonego amerykańskiego badacza spraw międzynarodowych Charlesa A. Kupchana (w zespole znalazł się Polak – Bartłomiej E. Nowak). Studium obejmuje rożne zagadnienia z zakresu polityki globalnej i regionalnej, jak np. rola Brazylii, Indii, RPA czy obszaru Morza Śródziemnego na obecnej światowej scenie.

Wyrazistym motywem przewodnim jest próba zdefiniowania nowego ładu (nieładu?) politycznego i gospodarczego na świecie w chwili obecnej. Jak to w ich ocenach wygląda?

Teza wyjściowa jest tyle prosta, co jednoznaczna w wymowie: po okresie supremacji (najpierw w ramach Pax Britannica, a następnie Pax Americana) nadszedł moment, gdy „długa dominacja materialna i ideologiczna Zachodu zdaje się dobiegać końca”. Autorzy nie zagłębiają się w historię i nie wchodzą w rozważania, dlaczego tak jest. Bardziej interesuje ich stan obecny i przyszły.

A stan obecny jest taki, iż „zbiorowe zasoby świata rozwijającego się przekroczyły zasoby rozwiniętego Zachodu”. Powstała grupa wschodzących mocarstw i rynków, które „postrzegają obecny ład jako przedłużenie zachodniej hegemonii, toteż opowiadają się za bardziej zrównoważonym podziałem światowej władzy”. „Podczas zimnej wojny państwa wysoko uprzemysłowione dawały co najmniej 2/3 światowej produkcji, a dzisiaj ich udział spadł poniżej 50 proc. (jeśli chodzi o USA i UE, to razem dają ponad 40 proc. światowego PKB i niemal 60 proc BIZ) i będzie spadał w następnych latach” – piszą autorzy raportu.

Multipolarny świat

Przypomniano tezy znanych wcześniej raportów Goldman Sachs, z których wynika, że cztery największe wschodzące rynki, tzn. Chiny, Indie, Brazylia i Rosja, w roku 2032 będą miały produkcję większą niż państwa G7 (największe rynki Zachodu plus Japonia), a w roku 2050 wszystkie one znajdą się w pierwszej piątce na świecie, wraz z USA – wtedy na pozycji drugiej, po Chinach.

Po 2008 r. sytuacja zmieniła się na tyle zasadniczo, że dzisiaj „jeśli chodzi o miejsca pracy czy wzrost gospodarczy przykładowo w Stanach Zjednoczonych czy w Europie, to decyzje podejmowane w Pekinie mogą ważyć więcej niż te podejmowane w Waszyngtonie czy Brukseli”. Stąd tezy główne raportu: Zachód stracił monopol, a światowa scena jest bardziej zatłoczona i rozdrobniona. Jest więcej ośrodków siły, niż było. Świat stał się multipolarny.

Raport jest kolejnym dokumentem ze Stanów Zjednoczonych, który (jak znani tamtejsi autorzy: Zbigniew Brzeziński, Henry Kissinger, Fareed Zakaria czy Edward Luttwak) niemal w ogóle nie zajmuje się Unią Europejską jako samodzielnym ośrodkiem siły. UE jest brana pod uwagę tylko w jednym kontekście: gdy podkreśla się w odrębnym studium wagę i znaczenie Transatlantyckiego Partnerstwa w Handlu i Inwestycjach (TTIP). Albowiem to właśnie „TTIP jest pragmatyczną odpowiedzią USA i UE na dokonujące się przejście z multilateralizmu globalnego na regionalny”. Innymi słowy, należy się spodziewać wyłonienia wielkich bloków handlowych oraz ośrodków siły kształtowanych czy to w basenie Pacyfiku (tam chodzi o forsowaną teraz przez Amerykanów koncepcję Partnerstwa Transpacyficznego – TPP), czy to Atlantyku w formie TTIP.

Autorzy raportu jednoznacznie wskazują, że alternatywy nie ma, a więc tym samym negocjacje muszą zakończyć się sukcesem. Także dlatego, że szybko rośnie regionalna i globalna współzależność. W połowie lat 80. XX w. tylko 18 proc. światowej produkcji podlegało międzynarodowym obrotom towarów i usług, a w roku 2012 trafiało już do tego obrotu 32 proc. światowej produkcji – i to mimo spadku dynamiki bezpośrednio po kryzysie z 2008 r.

Chiny – wyzwanie ideologiczne

Obok tytułowego Zachodu drugim głównym bohaterem tego raportu są Chiny – jako pretendent. Zamieszczono nawet odrębne studium poświęcone chińskiej interpretacji tego, co się aktualnie dzieje na scenie globalnej. Jego autor, Lanxin Xiang, też stawia sprawę jasno. W jego opinii, odwołującej się do kręgów decyzyjnych w Pekinie, Chiny nie zechcą się zamienić w bezpośredniego challengera, jak to się coraz częściej na Zachodzie uważa. Nie leży w ich interesie podważenie czy zniszczenie obecnego porządku, nie należy więc oczekiwać nowej formuły – Pax Sinica. Będą starały się oddziaływać na istniejący system, sięgając do własnej bogatej tradycji i kultury, no i oczywiście dbać o swoje interesy.

Xiang to kolejny po wykładającym w Genewie Zhang Weiweiu, chiński autor dowodzący Zachodowi, iż Chiny są gotowe na starcie o wiele głębsze niż na poziomie ekonomicznym czy finansowym – na starcie systemów wartości i modeli rozwojowych. Przecież właśnie wprowadzają u siebie zupełnie odmienny model rozwojowy od poprzedniego, a obok przyczyn natury wewnętrznej, tzn. zbyt wysokich kosztów modelu ekstensywnego (korupcja, rozwarstwienie, uwłaszczenie nomenklatury czy zniszczone środowisko naturalne), jedną z ważkich przyczyn zmiany był też upadek neoliberalnego konsensusu waszyngtońskiego.

„Chiny są gotowe na ideologiczny bój z Zachodem, który jednak, w przeciwieństwie do lat zimnej wojny, nie będzie prowadzony jako walka dobra ze złem, lecz w formie poważnej debaty kulturowej” – pisze Lanxin Xiang. Chiny zaproponują, a w istocie już zaproponowały, ideologiczną i modelową alternatywę. Dlatego też warto śledzić, co się u nich dzieje, o wiele głębiej niż dotychczas, albowiem „jest mało prawdopodobne, by Chiny podporządkowały się w XXI w. porządkowi światowemu podyktowanemu przez Zachód”.

Oczywiście chiński autor doskonale zna realia we własnym kraju i dlatego wprowadza swego rodzaju zastrzeżenie. Jak pisze, „Partia komunistyczna staje przed zgodnym wyzwaniem ze strony ludności uważającej iż nie jest ona ani marksistowska, ani kapitalistyczna, a równocześnie jej moralne standardy stoją w sprzeczności z ideałami konfucjańskimi”, do których ta partia coraz częściej się odwołuje. Istotne jest jednak to, iż chińskie władze mają świadomość narastających problemów i próbują wychodzić im naprzeciw. Dlatego zmieniają model rozwojowy, z naciskiem na obywatela, a nie tylko na państwo, jak było dotychczas.

Niezmiernie ważnym motywem ich postępowania jest również pamięć o tym, że jeszcze w latach 20. XIX w. chińska gospodarka była największa na świecie. Tym samym, dodajmy od siebie, gwałtowny wzrost znaczenia Chin w ostatnich latach jest ogromnym zaskoczeniem, jeśli nie szokiem dla Zachodu, ale chińska perspektywa jest zupełnie inna. Mówi ona tylko o „renesansie chińskiej nacji” i powrocie do świetności, utraconej zresztą pod naciskiem, wpływem, a nawet kolonialną presją ze strony zachodnich mocarstw (i Japonii), co też nie jest bez znaczenia.

Wzmocnić transatlantyckie więzi

Co w takim razie autorzy raportu sugerują na przyszłość? Jak ją widzą? Po pierwsze: przewidują nadejście „okresu geopolitycznej płynności i niepewności”. Po drugie: spodziewają się nadejścia, już zresztą zaznaczonego, świata policentrycznego, gdzie będzie kilka ośrodków siły zamiast jednego. Dlatego – po trzecie – sugerują ucieczkę do przodu w postaci budowania regionalnych koalicji i bloków, począwszy od TTIP, którego przyszłe znaczenie i rolę mocno eksponują, chociaż przecież blok ten jeszcze nie powstał.

Stawiają nawet pod tym względem konkretne zadania, pisząc: „Relacje transatlantyckie powinny być ożywione zgodnie z następującymi wymogami: reformy istniejącej transatlantyckiej współpracy oraz pogłębienia wspólnych działań w stosunku do innych partnerów na globie; zabezpieczenia ostatecznego sukcesu negocjacji nad TTIP; pogłębienia współpracy w kwestii zasad pomocy zagranicznej; ustanowienia liberalnej koalicji na rzecz współpracy w sferze zarządzania internetem” (temu ostatniemu zagadnieniu poświęcono w raporcie odrębne studium).

Takie sygnały płyną teraz z Waszyngtonu. Co na to Bruksela i nowa Komisja Europejska? No i czy to głos Brukseli okaże się decydujący, czy może Berlina i Paryża? Akurat w kwestii TTIP nie jest to pytanie nieuzasadnione. To z Niemiec i Francji płyną teraz powątpiewania w sens budowy paktu. Autorzy z Akademii Transatlantyckiej nie napisali tego wprost, ale dali do zrozumienia: jeśli TTIP nie powstanie lub pojawi się jedynie jego karykatura, to najbardziej ucieszą się Chińczycy.

 

(CC By NC SA Bearden)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Długi marsz Chin na pozycję numer 1

Kategoria: Trendy gospodarcze
Profesor Bogdan Góralczyk, jeden z najwnikliwszych znawców Chin w Polsce, podejmuje kolejny raz temat Państwa Środka. W tomie „Nowy Długi Marsz” autor opisuje, jak chińskie władze dążą do odzyskania pozycji największego mocarstwa na świecie.
Długi marsz Chin na pozycję numer 1

Są następcy Zachodu w Afganistanie

Kategoria: Trendy gospodarcze
Obecnie trudno nie myśleć o Zachodzie jako o wielkim przegranym w Afganistanie i nie zauważać rosnącego w tym miejscu oddziaływania Wschodu, z Chinami na czele. Interesy w tym bogatym w złoża państwie ma jednak wiele krajów.
Są następcy Zachodu w Afganistanie

Sprawa klimatyczna – obowiązki Zachodu, powrót do energii atomowej

Kategoria: Analizy
Wierzymy, że problem z energią i klimatem nie jest być może tak wielki, jak mówią, bo uratują nas wiatry, słońce, wodór i wynalazki do wynalezienia już niedługo. Mówią też jednak, że nadzieja jest  matką głupich. I mogą mieć rację, bo problem jest globalny, a realizacja – niestety - narodowa.
Sprawa klimatyczna – obowiązki Zachodu, powrót do energii atomowej