Gospodarka oparta na usługach uratuje Zachód

08.09.2011
Barack Obama ogłosi dziś plan inwestycji w infrastrukturę i niskoemisyjną gospodarkę, aby tworzyć nowe miejsca pracy. W Europie trzeba natychmiast ograniczyć długi i sprawić aby wspólny rynek działał. Inaczej góra za dziewięć lat czeka ją katastrofa – mówi Obserwatorowi w Krynicy prof. Daniel Hamilton z Uniwersytetu Johna Hopkinsa.

Daniel Hamilton, (Fot. red.OF)


Obserwator Finansowy: Jest jakieś łatwe rozwiązanie wydostania się z obecnej sytuacji – słabnącego wzrostu i dużego zadłużenia państw?

Prof. Daniel Hamilton: Nie ma już łatwych rozwiązań. Trudno nawet o kompromisy, które posunęłyby sprawy trochę do przodu. W Stanach Zjednoczonych politycy hamują nawzajem wszelkie swoje inicjatywy. W Europie też toczy się debata, w której przeciwstawia się solidarność obowiązkom, jakie mają państwa należące do wspólnoty. A nowe państwa członkowskie żyją w przekonaniu, że kryzys to problem tylko starych państw.

Co powie w dzisiejszym przemówieniu Barack Obama?

Zacznie pewnie od spraw zadłużenia i deficytu. Powie, że sobie z nim poradziliśmy: powołano przecież komisję, która ma obciąć 2 biliony dolarów wydatków. Obama wie jednak, że większość ludzi w Stanach Zjednoczonych martwi się o pracę – o jej utrzymanie lub znalezienie. Cała jego polityka do przyszłorocznych wyborów będzie miała na celu wzrost liczby miejsc pracy. Spodziewam się więc dziś propozycji, w której to rząd przejmie odpowiedzialność za to zadanie poprzez inwestowanie w gospodarkę. Mogą to być inwestycje w infrastrukturę albo w nowe źródła wzrostu – jak niskoemisyjna gospodarka.

Tam będą nowe miejsca pracy?

Większość miejsc pracy zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i Europie jest w sferze usług. Wszystko co pomoże w rozwoju usług, w zwiększeniu ich eksportu będzie zatem miało pozytywny skutek.

Eksport usług kojarzy się jednak z przenoszeniem miejsc pracy do Indii.

Media lubią mówić o Indiach w ten sposób, ale w rzeczywistości wygląda to inaczej. Indie mają tylko kilka sektorów i kilka miast, w których rozwinęły się usługi. Stało się to zresztą za sprawą amerykańskich i europejskich firm. W sektorach, w których ten kraj jest słaby, zamyka swój rynek przed zagranicznym kapitałem. Tylko dwie gospodarki są dziś prawdziwymi gospodarkami opartymi na usługach – Unia Europejska i Stany Zjednoczone. I powinny one dążyć do stworzenia międzynarodowej agendy uwalniającej rynek usług.

Plan Obamy to czysty keynesizm? Chodzi przecież o kreowanie miejsc pracy poprzez rządowe wydatki na infrastrukturę.

Tak to wygląda. Republikanie są oczywiście antykeynesistami i teraz będą musieli kalkulować czy opłaca im się w imię zasad powstrzymywać prezydenta, czy też stracą na tym politycznie. Tea Party nie kalkuluje: ona jest antykeynesistowska, antyrządowa, jest też przeciwko FED. Tak wygląda polityka w naszym kraju w tym momencie.

Czy Stany Zjednoczone i Europa mogą działać razem w wychodzeniu z tego kryzysu?

Jak najbardziej. Skupiając się na bieżących problemach zapominamy, że Stany Zjednoczone i Europa razem to 54 proc. światowej gospodarki. Nawet mały wzrost na rynkach takiego rozmiaru może stworzyć więcej szans niż dwucyfrowe wzrosty mniejszych krajów. Jeśli w Unii Europejskiej wzrost były na poziomie dwóch procent to tworzy dodatkowo rynek rozmiarów całej Argentyny. Wyobraźmy sobie, że Unia rośnie tak co roku. Mamy więc przyrost wielkości całej Argentyny w jednym roku, potem cała Argentyna w następnym i cała Argentyna w kolejnym. Amerykańskie firmy mają tego świadomość i będą tu inwestować. Mówiliśmy o Indiach, a musimy pamiętać, że amerykańskie inwestycje w Europie Środkowej są dwa razy większe od inwestycji w Indiach. W Polsce, Czechach to USA są największym inwestorem spoza Europy.

Możemy sobie jednak wyobrazić współpracę na poziomie władz i na przykład FED kupujący europejskie obligacje?

FED próbuje teraz realizować politykę „ucieczki od problemu przez wzrost”. Jak będzie wzrost, to będzie można spłacić zadłużenie. W Europie problem jest poważniejszy. Deficyty są tak wielkie, że trzeba je obniżyć natychmiast. Ta różnica sprawia, że aż tak ścisła współpraca pewnie nie dojdzie do skutku. Nadal mamy jednak mnóstwo wspólnych interesów na świecie. Chińczycy na przykład chcą teraz wprowadzić prawo, które wymaga od inwestujących u nich firm oddania ich własności intelektualnej. Tylko razem możemy sprawić, aby nie weszło ono w życie.

Oszczędności są teraz receptą dla Europy, a wydatki receptą dla USA?

Mamy różne historyczne podejścia. Europa też jednak musi rosnąć. Same oszczędności nie wystarczą. To wynika przede wszystkim z demografii. Coraz mniej pracujących nie będzie w stanie utrzymywać coraz większej liczby emerytów. Proste cięcia i oszczędności w tym akurat nie pomogą.

Skąd zatem wziąć ten wzrost gospodarczy?

Tak jak w przypadku USA – z rozwoju usług. Unia Europejska jest gospodarką numer jeden jeśli chodzi o usługi, a także czołowym ich eksporterem. Przoduje też w niskoemisyjnych technologiach, które mogą być drugim źródłem wzrostu. Europejskie firmy lepiej niż amerykańskie i japońskie wiedzą jak wytworzyć jak najwięcej energii na jak najmniejszej przestrzeni. Problem w tym, że Europejczycy mają technologię, ale zarabia na niej kto inny. Panele słoneczne są świetnym przykładem. Technologię na najwyższym poziomie opracowali Europejczycy, ale wdrożyli ją Chińczycy i teraz Europa kupuje od nich gotowe produkty.

Co jest problemem Europy?

Brak prawdziwego jednolitego rynku. To nie tylko kolejny krok w europejskiej integracji. To także podstawa do konkurowania w skali globalnej. Jeśli mielibyście prawdziwy jednolity rynek to mielibyście także duży wzrost PKB i liczby miejsc pracy. Bruksela ma z tym jednak spory problem – nie wydaje dyrektyw otwierających rynek tam gdzie to już ustalono, nie mówiąc już o poszerzaniu tego obszaru. Mario Monti mówi o 20 sposobach na usprawnienie rynku, dyskutowany jest Akt Jednolitego Rynku. Może więc zauważycie to, że wspólny rynek macie w starej gospodarce, a potrzebujecie go w nowej. W starej miejsc pracy ubywa, w nowej powinno ich przybywać.

Bardziej potrzebujemy zatem dyskusji o uwolnieniu rynków pracy niż o euroobligacjach?

Owszem euro jest ważne, ale kwestia konkurencyjności Europy to daleko więcej niż tylko wspólna waluta. Nie przyciągacie na przykład najbardziej utalentowanych imigrantów. Europa stała się magnesem dla niewykwalifikowanych. Europa nie ma strategii na rzecz talentów, nawet nie rozumie, że jest jej potrzebna. Przyciągnięcie kapitału ludzkiego jest najpoważniejszym wyzwaniem, z jakim przyjdzie zmierzyć się Europie w ciągu 10-15 lat.

Jest Pan optymistą jeśli chodzi o podjęcie tych wyzwań przez polityków?

Nie patrzę optymistycznie na politykę w Europie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Debaty toczą się tak jakbyśmy mieli nieograniczoną ilość czasu, a nie mamy. Rosną inne kraje, inne centra finansowe. Tytuł mojej książki „Europa 2020” to nie jest przypadek. W moim przekonaniu to jest wasz ostateczny termin. Do tego czasu wszystkie trendy demograficzne przybiorą już tendencję negatywną i będą nie do powstrzymania. Macie tylko dziewięć lat.

Rozmawiał Marek Pielach

Daniel Hamilton jest profesorem Uniwersytetu Johna Hopkinsa i Dyrektor Instytutu Badań nad Relacjami Transatlantyckimi


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test