Rząd nie powinien konkurować z prywatnymi firmami

17.10.2012
Nie powinno się inwestować publicznych pieniędzy tam, gdzie kapitał prywatny nie chce ich wyłożyć. Dlatego w rządowym projekcie największe znaczenie będzie mieć działalność gwarancyjna i poręczeniowa BGK, a nie pożyczkowa - mówi prof. Leszek Pawłowicz, współautor pomysłu stworzenia funduszy majątkowego i infrastrukturalnego, które wspierałyby rozwój inwestycji.

Planowane efekty programu Inwestycje Polskie (źródło: prezentacja MSP, MF)


Obserwator Finansowy: Rząd chce powołać spółkę Inwestycje Polskie. Czy potrzebny jest nam taki założony przez państwo quasi – fundusz?

Prof. Leszek Pawłowicz: Zgodnie z teorią Keynesa w okresie dekoniunktury inwestycje państwowe, czy nawet roboty publiczne zwiększają popyt i stanowią narzędzie, które łagodzi przebieg cyklu koniunkturalnego. Jest w tej teorii sporo racji. Jeśli mamy taką możliwość, żeby łagodzić kryzys przez inwestycje infrastrukturalne – i to jeszcze w dużej mierze z nie swoich pieniędzy, ponieważ co najmniej do roku 2020 będziemy beneficjentem środków z UE – to nierozsądnie byłoby z tego nie skorzystać. Szczególnie, że mamy w co inwestować; w infrastrukturę energetyczną aby zapobiegać black-outom, czy w odwierty gazu łupkowego aby przekonać się jakim potencjałem tego surowca dysponujemy i wykorzystać unikalną szansę na poprawę pozycji konkurencyjnej kraju i zwiększenie niezależności energetycznej. Każda taka inwestycja daje też nowe miejsca pracy, co jest szczególnie ważne w czasie kryzysu.

Czy ogłoszony przez rząd projekt, w którym zasilony akcjami Bank Gospodarstwa Krajowego współdziałający ze spółką Inwestycje Polskie [dokładna zależność nie jest jasna – przyp. red.], to tylko inne nazwy dla propozycji powołania funduszu majątkowego i funduszu rozwoju infrastruktury, którym pan patronuje?

Tego nie wiem, bo wszystko zależy od szczegółów. Na pewno identyfikuję się z punktem wyjścia tego projektu, tzn. z założeniem, że nie ma sensu trzymać udziałów w spółkach Skarbu Państwa bezproduktywnie, ale warto je zaktywizować. Sugerowaliśmy, żeby aktywować je przez zastaw dla udzielanych gwarancji i poręczeń na długoterminowe ryzyka związane z finansowaniem infrastruktury. Projekt rządowy idzie dalej jeśli idzie o możliwości wykorzystania tego majątku. Jak rozumiem, w grę wchodzą również pożyczki i wejście equity, czyli o charakterze właścicielskim, do którego trzeba mieć gotówkę. To wskazuje na trochę inny model – państwowego banku inwestycyjnego, którym ma być BGK.

>> Projekt utworzenia Krajowego Funduszu Majątkowego i Funduszu Gwarancyjnego Rozwoju Infrastruktury

Dlaczego w swoim projekcie nie wzięliście pod uwagę zaangażowania BGK?

Nie oparliśmy się o BGK, bo nie miał on pełnić funkcji banku rozwojowego. Owszem były w przeszłości takie plany, ale dwa lata temu zostały ucięte. Oparcie projektu o BGK ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że BGK ma swoje tradycje i swój aparat, choć duży i zbiurokratyzowany. Fundusz Gwarancyjny Rozwoju Infrastruktury mógłby zatrudniać kilkanaście osób, w BGK koszty na pewno będą wyższe.

Walorem banku jest jednak minimalne ryzyko zaliczenia tych środków czy gwarancji do długu publicznego lub niedozwolonej pomocy publicznej, która może nie być zgodna z zasadami uczciwej konkurencji. Minimalne, ale nie zerowe. Nieprzypadkowo niemiecki państwowy bank publiczny, Kreditanstalt für Wiederaufbau, ma specjalną umowę z Unią Europejską, która określa granice potencjalnej pomocy tak, aby nie zakwalifikowano jej jako niedozwolonej pomocy publicznej. Warto przyjrzeć się tej umowie z 2002 roku przed zmianą strategii BGK.

Czy przedstawione liczby są wiarygodne? Wniesione akcje firm, mają być warte 10 mld zł, a dzięki zastosowaniu dźwigni nawet 70-80 mld zł.

To realne liczby. Dałoby się pewnie zlewarować jeszcze więcej, ale jest to oczywiście kwestią zarządzania ryzykiem i tego co się robi. Przy gwarancjach ryzyko jest mniejsze, przy equity i pożyczkach większe.

Wstępnie zakwalifikowanych jest już podobno 12 projektów inwestycyjnych. Na co powinny pójść te pieniądze?

W projekcie, który proponowaliśmy główny nacisk położyliśmy na atrakcyjność przedsięwzięć dla kapitału prywatnego. Nie chodzi o to, żeby dokończyć już istniejące 12 projektów, choć oczywiście byłoby to możliwe, ale żeby powstawały nowe. Sedno sprawy leży w zwiększeniu atrakcyjności projektów infrastrukturalnych dla kapitału prywatnego, co można osiągnąć poprzez redukcję ryzyka, które często generowane jest przez instytucje publiczne.

Rozumiem, że rząd może preferować np. inwestycje w gaz łupkowy i one będą preferencyjnie traktowane, ale ważne jest żeby nie przekroczyć pewnej granicy – aby nie było innych niż rynkowe zachęt do inwestowania kapitału. Większość infrastruktury powinna być finansowana na zasadzie project finance, czyli bank udzielając kredytu musiałby liczyć się z tym, że ów kredyt zostanie zwrócony z biznesu, w który bank wszedł, a nie z zabezpieczeń na aktywach kredytobiorcy. Niestety teraz z kilku powodów tak nie jest.

Czego należałoby zatem bronić w obecnym projekcie, tak, żeby z przydatnego dla gospodarki nie stał się szkodliwy?

Najgorsze byłoby gdyby powstała taka zbiurokratyzowana formuła, w której Inwestycje Polskie wchodzą w konsorcja i zabiegają z innymi na przykład o budowę autostrady. Oznaczałoby to, że konsorcjum państwowo-prywatne walczy z firmami czysto prywatnymi i jeszcze do tego udziela sobie gwarancji. Dlatego taki fundusz powinien wchodzić uzupełniająco tylko w te projekty, w które inwestuje kapitał prywatny. Nie powinno się inwestować publicznych pieniędzy tam, gdzie nie dopływa – bo nie chce – kapitał prywatny. Dlatego najważniejsza jest działalność gwarancyjno – poręczeniowa BGK, a nie pożyczkowa czy inwestycyjna. Najważniejsze są gwarancje, które pokryją ryzyka kreowane przez sferę publiczną w Polsce.

Inwestycje Polskie powinny być tylko wehikułem finansowym, czy spółką, która faktycznie zarządza tymi inwestycjami?

Według mnie to powinien być tylko wehikuł finansowy. Nie wchodzący w konkurencję z istniejącym kapitałem pożyczkowym, tylko zwiększający atrakcyjność pewnych inwestycji dla tego kapitału. Chodzi o to, żeby jak najmniej ograniczyć wolną konkurencję, a jednocześnie w czasie kryzysu stymulować inwestycje.

Przeciwko rządowemu projektowi wysuwane są dwa zarzuty. Po pierwsze, że na jego poczet pójdą dochody z prywatyzacji i zabraknie ich w budżecie do obniżenia deficytu, a po drugie, że ucierpi Fundusz Rezerwy Demograficznej. Co pan o tym sądzi?

Oba zarzuty są bzdurne, bo wysuwa się je przeciwko podmiotowi, którego konstrukcji jeszcze nie znamy. Szczególnie pierwszy zarzut jest absurdalny. W Niemczech Kreditanstalt für Wiederaufbau kupuje akcje od rządu niemieckiego, a nikt ich nie wnosi aportem. W momencie kupna pieniądze wpływają do niemieckiego budżetu, a nie z niego wypływają. Potem fundusz sprzedaje je przez lata, czekając na najlepszą cenę rynkową. Jeśli nie ma jeszcze na stole dokładnej propozycji czym jest ten fundusz, to zdecydowanie za wcześnie mówić, czy on uszczupli, czy wzbogaci budżet państwa.

Rozmawiał Marek Pielach

Prof. dr hab. Leszek Pawłowicz jest dyrektorem Gdańskiej Akademii Bankowej, wiceprezesem zarządu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, a także współautorem pomysłu utworzenia Krajowego Funduszu Majątkowego i Funduszu Gwarancyjnego Rozwoju Infrastruktury. (https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/finanse-publiczne/aktywa-panstwa-moga-popracowac-lepiej/)


Tagi


Artykuły powiązane