Polskie firmy mają dużą przestrzeń do zwiększenia marż

06.05.2019
Najlepiej zarabia się na początku powstawania produktu – na badaniach i rozwoju, projektowaniu i designie, oraz na końcu - na marketingu i sprzedaży. Sam środek, czyli produkcja, jest najmniej atrakcyjny. Polska, jak wiele państw regionu, jest właśnie w środku - mówią dr Michał Gradzewicz i dr Jakub Mućk z Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.

(CC BY WARDJet)


ObserwatorFinansowy.pl: Marże firm z siedzibą w Polsce spadły o 18,6 proc. przez 15 lat, a spadek dotknął 70 proc. z nich – wynika z badania, które prezentowali Panowie na konferencji o produktywności gospodarki. Jak to zostało policzone?

Jakub Mućk: (JM): Zacznijmy od tego, że marże wyznaczane są jako różnica krańcowego przychodu ponad krańcowy koszt. Ważne jednak, żebyśmy nie mylili marży z wynagrodzeniem za kapitał właściciela, bo marża to coś więcej, niejako bonus za to, że produkt danej firmy jest unikatowy i świadomie wybierany zamiast produktów konkurencji, co daje możliwość ustalania cen ponad koszt krańcowy.

Michał Gradzewicz (MG): Tak, marża w naszym badaniu definiowana jest jako narzut ceny produktu ponad koszt krańcowy. Jej policzenie było trudne, bo nie ma danych, zarówno o indywidualnych cenach jak i kosztach krańcowych. Nie wchodząc w szczegóły powiem, że na pomoc przyszła nam teoria ekonomii i odwołanie się do metodologii De Loeckera i Warzyńskiego z 2012 roku, która wyznacza marże z zależności wynikających z analizy zachowania przedsiębiorstw minimalizujących koszty.

Tak wyraźny spadek marż świadczy o słabości polskiej gospodarki, bo gdzie indziej marże się tak nie zachowały, czy o jej sile, bo szybko dostosowała się do tworzenia globalnych łańcuchów wartości?

MG: To jest trudne pytanie, wymagające subiektywnych ocen. Oczywistym jest, że z punktu widzenia firm wyższe marże są lepsze niż niższe, bo pozwalają na poduszkę bezpieczeństwa w wypadku zaburzeń. Wysokie marże firmy mogą przeznaczyć na dosyć ryzykowne badania i rozwój nowych produktów i technologii. Z drugiej strony dla konsumenta lepsze są marże niższe, bo są one związane z niższymi cenami. Rodzi to też konsekwencje makroekonomiczne – niskie ceny obniżają inflację PPI, czyli miarę inflacji dóbr producenckich.

Jesteśmy jednak w procesie konwergencji, czyli równania pod względem dochodów, do bogatszych krajów Europy Zachodniej. Dlaczego nie dotyczy to marż firm?

MG: Staramy się rozważania o marżach powiązać z procesem globalizacji. I zaobserwowaliśmy, że na początku procesu konwergencji firmy włączające się w eksport miały dużo wyższe marże, które potem spadały, ale wciąż pozostały powyżej marż nie-eksporterów. Spadek ten można częściowo tłumaczyć rosnącą konkurencją firm na bardziej opłacalnym rynku eksportowym – sukcesy pierwszych eksporterów pociągnęły za sobą wejście na rynek eksportowy innych firm. Zwiększyło to konkurencję i spowodowało, że przy braku innych wyróżniających czynników, polskie firmy musiały konkurować między sobą ceną i w efekcie marżami.

Można było nie wychodzić za granicę i zachować wyższe marże w kraju?

MG: To jest rozważanie historii alternatywnej. Dla jasności – my nie mówimy, że 15 lat naturalnego rozwoju gospodarki, zwiększania efektywności procesów produkcyjnych i włączania się w globalne sieci podaży było niepotrzebne, bo spadły marże. Jest ogromna literatura teoretyczna i empiryczna, która dowodzi tezę przeciwną – obecność w globalnych sieciach podaży jest pozytywna dla gospodarki, generuje wartość dodaną oraz miejsca pracy i umożliwia transfer technologii. Temu towarzyszy spadek marż. A już całkowicie sprawę upraszczając: lepiej jest mieć mniejszą marżę na dużo większym rynku, niż wysoką tylko na rynku krajowym. I to lepiej zarówno dla firm, jak i dla konsumentów.

Lepiej jest mieć mniejszą marżę na większym rynku, niż wysoką tylko na rynku krajowym

To na czym polega problem ze spadającymi marżami?

MG: Naszym badaniem zwracamy jedynie uwagę, że skala wymienionych przed chwilą pozytywnych zjawisk dla gospodarki zależy od tego, gdzie się w tym globalnym łańcuchu wartości znajdujemy. Zależność między marżami a pozycją w łańcuchu ma bowiem kształt litery „U”. Najlepiej zarabia się na początku powstawania produktu – na badaniach i rozwoju, projektowaniu i designie, oraz na drugim końcu łańcucha – gdy jesteśmy blisko finalnego odbiorcy i zajmujemy się marketingiem i sprzedażą. Środek, czyli dół litery U, jest względnie najmniej atrakcyjny, bo składają się na niego powtarzalne, wystandaryzowane czynności produkcyjne, które można wykonać w wielu krajach i tu marża jest najmniejsza. Polska jak wiele państw naszego regionu jest właśnie w tym miejscu. Oczywiście są sektory, które są albo dużo dalej, albo dużo bliżej produktu finalnego, ale jednak większość przemysłu koncentruje się w pobliżu środka.

JM: Innymi słowy pokazujemy, że podział tortu między firmami będącymi w różnych miejscach w globalnej sieci produkcji jest nierównomierny.

W dzisiejszej gospodarce najmniej liczy się produkcja, a bardziej projektowanie nowych produktów i ich sprzedaż?

MG: Upraszczając: tak. W wymiarze praktycznym oznacza to, że polskie firmy, jeśli chcą mieć wyższe marże, powinny przesuwać się bądź bliżej projektowania bądź bliżej końcowego klienta. Nie podejmuję się jednak oceny, jak to zrobić – czy firmy same z siebie są w stanie tego dokonać, czy z pomocą państwa, albo czy mamy odpowiednią wiedzę i zasób odpowiednich pracowników, aby takich zmian dokonać.

Daleko posunięta specjalizacja oznacza, że nie mamy kontroli nad ceną gotowego produktu i ograniczoną kontrolę nad marżami

Opiszmy to na przykładzie – jest polska firma, która wytwarza fotele dla dużego europejskiego producenta samochodów i pewnie kupuje materiały w Chinach. Rozumiem, że presja na marże jest obustronna – odbiorca chce płacić jak najmniej za półprodukt, dostawcy z Azji mogą podnieść ceny. Marża tego pośrodku musi stopnieć, zgadza się?

JM: Nie możemy mówić o konkretnej firmie, bo takimi danymi nie dysponujemy. Możemy jednak sobie wyobrazić na tym przykładzie, że już nie o kompletne fotele chodzi, ale np. o ich szkielet, albo części tapicerki. Często nie zdajemy sobie sprawy, że tak daleko zaszedł międzynarodowy podział pracy od czasu początku liberalizacji handlu i przepływów kapitałowych dwie dekady temu. I owszem, tak daleko posunięta specjalizacja oznacza, że tworzymy bardzo mało wartości dodanej w tym produkcie. Oznacza to też, że nie mamy kontroli nad ceną, jaka jest wyznaczana za gotowy produkt na rynku, a co za tym idzie – mamy ograniczoną kontrolę nad własnymi marżami.

Z badania wynika, że przez 15 lat marże najbardziej spadły w branży komputerów, elektroniki i optyki i to dość intuicyjny wniosek, bo nie mamy tu silnych polskich firm. Jak wytłumaczyć wzrost marż w części transportu, górnictwie i wydobyciu?

MG: Teoria mówi, że zmiany marż mogą wynikać z dwóch czynników: albo zmian w strukturze rynku, czyli przykładowo rosnącej koncentracji, która skutkuje wyższymi marżami, albo z małej wrażliwości klientów na zmiany cen, co umożliwia podwyższanie cen bez negatywnych konsekwencji spadku popytu. W przypadku górnictwa mogą zachodzić oba te czynniki. To jest część gospodarki, w której bardzo mało jest takiej podręcznikowej doskonałej konkurencji.

JM: Tak, górnictwo może być bliżej sytuacji monopolu naturalnego, wynikającego po prostu z rozłożenia zasobów po świecie. Możemy też na to spojrzeć przez pryzmat wykresu w kształcie „U”. Górnictwo węglowe w Polsce jest w dobrym, z punktu widzenia marż, miejscu: zarówno bardzo blisko popytu finalnego (bo wciąż sporo osób ogrzewa swoje domy węglem), jak i bardzo daleko od popytu finalnego (bo węgiel jest ważnym źródłem energii niezbędnej dla wszystkich części gospodarki).

Mają Panowie dwie hipotezy wyjaśniające spadek marż – po pierwsze globalizację i włączanie w międzynarodowe łańcuchy wartości, po drugie: brak w Polsce firm o światowej skali, które można nazwać „supergwiazdami”. Pomówmy trochę o tym drugim zjawisku.

JM: Należy zwrócić uwagę, że od lat 70 XX wieku marże, czy to Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej, mają tendencję raczej wzrostową niż spadkową. W Polsce przez 15 badanych przez nas lat jest odwrotnie. I jednym z wyjaśnień jest to, że w rozwiniętych krajach zachodnich są firmy o zasięgu globalnym produkujące produkty, za które klienci są gotowi płacić więcej, a u nas takich firm nie ma. Precyzyjniej zaś – nie ma w Polsce takich „supergwiazd” o zasięgu globalnym operujących poza małymi niszami. Bo owszem produkujemy części do łazika marsjańskiego czy katamarany. Jednakże ze skalą przychodów i marż wielkich amerykańskich gigantów technologicznych nawet nie ma co się porównywać.

Wiemy z ankiet, czy polskie firmy dążą do wychodzenia z dna tego wykresu „U” i podjęcia konkurencji globalnej? Bo może im jest dobrze w tym miejscu, w którym są?

MG: To kolejne trudne pytanie. Na pewno jest tak, że sama decyzja o eksporcie nie jest łatwa, a decyzje, których skutkiem jest przesuwanie się bądź to bliżej projektowania bądź bliżej klienta jest jeszcze trudniejsza. To wymaga nowego kapitału, większej skali działania. W przypadku mniejszych firm często oznacza to utratę kontroli nad firmą, wiąże się z problemem sukcesji, itd. Pamiętajmy, że nasz kapitalizm trwa dopiero przez jedno pokolenie i ciężko wymagać, aby od przysłowiowych łóżek polowych przejść do roli globalnej gwiazdy w 30 lat. Jedną z możliwości jest, aby polskim firmom dać po prostu trochę spokoju i czasu, a efekty same się pojawią.

A nie jest tak, że nie mamy czasu? Skoro marże w 15 lat spadły o 18,6 proc., to ile zajmie im spadek do zera? Pytam prowokacyjnie, bo w badaniu takiej tezy nie ma.

MG: Oczywiście nie jest tak, że jeśli w horyzoncie naszego badania w latach 2006-2017, obserwowaliśmy spadek marż, to ten sam trend można automatycznie przedłużyć na przyszłość. Jak na to popatrzeć z trochę szerszej perspektywy, to okaże się, że mieliśmy już okresy wzrostu marż. Wskazuje na to początek naszego okresu badawczego, czyli okres 2002-2005. Zmiany marż są dłuższe niż typowy cykl koniunkturalny – to są wieloletnie procesy. Podobnie, na dziś jesteśmy podwykonawcą, w dużej mierze dla gospodarki niemieckiej, ale nie wiadomo, co będzie za 10 lat. Tak że, rozumiem prowokację i potwierdzam – nie da się tej tendencji prosto ekstrapolować na przyszłość.

JM: Wydaje mi się, że coś jednak o kierunku tych zmian można powiedzieć. Jak wrócimy do wcześniejszego przykładu z fotelem, to prawdopodobne jest, że mniejszych części niż tapicerka czy szkielet fotela raczej nie da się już produkować. Zmierzam do tego, że po załamaniu w światowym handlu po 2009 roku proces głęboko sięgającej specjalizacji produkcji mocno wyhamował, z wszystkimi tego konsekwencjami dla marż. W przypadku polskich firm może to osłabić, czy nawet odwrócić zarysowane wcześniej tendencje.

W latach 2006-2017 mieliśmy spadek marż, ale w latach 2002-2005 wzrost. To są jednak wieloletnie procesy, dłuższe od cyklu koniunkturalnego

Czego jeszcze o marżach nie wiemy?

MG: Nie wiemy czemu one właściwie spadły. Mamy przytoczone dwie hipotezy: globalizacji i braku superfirm, ale obecnie pracujemy nad metodą, pozwalającą na stwierdzenie, czy za zmianami marż stoją czynniki popytowe czy podażowe. Niedługo powinniśmy przedstawić efekty tych badań. Kolejną niewiadomą jest to, jak ważne są spadające marże w procesach cenotwórczych i jak dużą część uporczywie niskiej inflacji owe spadające marże mogą wytłumaczyć. I to również jest przedmiotem naszych badań.

– Rozmawiał Marek Pielach

Working paper „Globalization and the fall of markups” na stronie NBP


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test