• Obserwator Finansowy

Spór o przyszłość OFE dzieli rząd

11.08.2010
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Komitet Stały Rady Ministrów nie zajął się w czwartek projektem ustawy o emeryturach kapitałowych przygotowanym przez Jolantę Fedak. Minister pracy poprosiła o przełożenie debaty na ten temat do swego powrotu z wakacji. Wiadomo, że projekt chciał od razu na wstępie storpedować szef KSRM minister Michał Boni.

(c) PAP/ Jolanta Fedak i Michał Boni


Michał Boni, szef doradców premiera, zamierza przedstawić inny projekt, autorstwa prof. Marka Góry i byłej wiceminister pracy Agnieszki Chłoń–Domińczak, którzy opracowali go specjalnie na zamówienie Kancelarii Premiera. Projekt jest skrajnie różny od tego, przygotowanego przez Jolantę Fedak i Ministerstwo Pracy. Szef doradców premiera dąży do wprowadzenia regulacji, które zmusiłyby fundusze emerytalne do zabiegania o jak największe zyski. Przede wszystkim wprowadzone mają być premie za pobicie dotychczasowych najlepszych wyników, jakie fundusz osiągnął od początku swojej działalności (tzw. high water mark). Z drugiej strony, przewidziane będą także surowe kary dla towarzystw, które osiągnęły znacznie gorsze wyniki od tych, którymi może się pochwalić większość funduszy.

Żeby jednak walka o wyniki była możliwa, twórcy programu firmowanego przez ministra Boniego planują także poluzowanie zasad polityki inwestycyjnej funduszy emerytalnych. Chodzi o umożliwienie inwestowania większej części składki emerytalnej na giełdzie oraz kupowanie przez towarzystwa emerytalne akcji na zagranicznych giełdach. Zniesiony zostanie także benchmark wewnętrzny, który obecnie wymusza na towarzystwach emerytalnych nie walkę o jak najlepsze wyniki, lecz osiąganie ich na poziomie jak najbardziej zbliżonym do średnich wyników wszystkich funduszy.

Boni proponuje także różne sposoby inwestowania w zależności od wieku ubezpieczonego. I tak oszczędności ludzi młodych byłyby inwestowane agresywnie, co wiąże się z większym ryzykiem, ale także daje możliwość większych zysków. Natomiast pieniądze osób zbliżających się do wieku emerytalnego, byłyby inwestowane wyłącznie w fundusze bezpieczne. Tak, aby w razie załamania się giełdy, Polacy nie stracili swoich oszczędności na kilka lat przed planowanym przejściem na emeryturę.

Natomiast minister pracy Jolanta Fedak chce zmniejszenia składki przesyłanej do OFE z 7,3 proc. do 3 proc., zniesienia obowiązku oszczędzania w drugim filarze emerytalnym oraz wprowadzenia możliwości jednorazowej wypłaty całego zgromadzonego kapitału w momencie przejścia na emeryturę, jeżeli oszczędności, które zgromadzą w ZUS, wystarczą na wypłatę w wysokości co najmniej dwukrotności najniższego świadczenia (dziś byłoby to ponad 1400 zł). Zmiany te, zdaniem minister Fedak, spowodują, że oszczędności emerytalne będą bezpieczniejsze i w mniejszym stopniu uzależnione od wahań na rynku kapitałowym.

Minister pracy odeszła od wcześniejszego pomysłu stworzenia funduszy bezpiecznych, do których trafiałyby pieniądze ubezpieczonych na kilka lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Zamiast tego proponuje, aby każdy mógł na pięć lat przed planowaną emeryturą rozwiązać umowę z OFE i wszystkie zgromadzone w drugim filarze pieniądze przekazać do ZUS.

Projekty te są tak różne, że trudno wróżyć, który z nich zdobędzie ostatecznie poparcie rządu i trafi pod obrady Sejmu. Minister Fedak uważa, że nie będzie miała większych kłopotów z przekonaniem członków Rady Ministrów do swojej propozycji, bo otwarcie jej projekt krytykuje tylko dwóch z nich – poza Michałem Boni także Aleksander Grad, który obawia się, że zaproponowana przez minister pracy reforma spowoduje, że OFE będą mniej pieniędzy inwestować na giełdzie. Poparcie natomiast do tej pory deklarował minister finansów Jacek Rostowski, bo zmniejszenie składki do OFE oznacza, że tymczasowo zmniejszy się także dług publiczny, który jest generowany przez OFE, i więcej pieniędzy pozostanie w ZUS.

Problem jednak w tym, że propozycja Boniego jest lepiej przyjmowana przez ekspertów. Nawet ci, którzy są przeciwni OFE, uważają, że to, co chce zaproponować  minister Boni, jest znacznie lepszym rozwiązaniem od propozycji minister Fedak, bo nie demontuje obecnego systemu emerytalnego. Przeciwnie, powoduje, że cały system zacznie działać sprawniej.

OPINIE

Andrzej Bratkowski, członek Rady Polityki Pieniężnej

Propozycje ministra Boniego na pewno nie rozwiążą wszystkich problemów polskiego systemu emerytalnego, np. nie spowodują, że nagle stanie się on bezpieczniejszy. Boni proponuje stworzenie subfunduszy bezpiecznych, do których trafiałyby pieniądze tych osób, które zbliżają się do wieku emerytalnego. Uważam, że jest to złe rozwiązanie z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby emeryci naprawdę byli w stanie odzyskać pieniądze, które stracili podczas załamania się giełdy, musieliby do subfunduszy typu „B” przechodzić już w połowie życia. Poza tym fundusze bezpieczne są w działaniu bardzo zbliżone do ZUS, tyle że w przeciwieństwie do państwowego ubezpieczyciela, pobierają wysokie opłaty za zarządzanie naszymi składkami. Chyba lepiej, żeby robił to za darmo ZUS.

Nie popieram także rozwiązań zaproponowanych przez minister Fedak, bo to rozwiązania czysto księgowe. Zmniejszenie składki do OFE sprawi, że część dług publicznego Polski nie będzie wykazywana. To spowoduje być może, że przestanie nam grozić przekroczenie zapisanego w konstytucji progu ostrożnościowego w wysokości 55 proc. PKB i zamrożenie wydatków, ale nie doprowadzi do zmniejszenia samego długu publicznego. Bo te zobowiązania będą i tak musiały spłacić przyszłe pokolenia.

Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS

Myślenie Michała Boniego jest mi zdecydowanie bliższe niż myślenie minister pracy Jolanty Fedak, dlatego że Boni dąży do racjonalizacji obecnego systemu emerytalnego, a Fedak – do jego likwidacji. Moim zdaniem propozycje Boniego są znacznie lepsze dla ubezpieczonych, bo zmuszają fundusze do walki o jak najlepsze wyniki – mam na myśli zwłaszcza możliwość szerszego inwestowania na giełdzie. Podoba mi się także pomysł powiązania wynagrodzeń PTE z wynikami i premiowanie ich za pobicie historycznie najlepszych wyników.

Natomiast całkowity demontaż  systemu emerytalnego proponowany przez minister pracy byłby niekorzystny także dlatego, że przez ostatnie 10 lat ponosiliśmy koszty wdrożenia nowego systemu emerytalnego i przez ten czas płaciliśmy towarzystwom emerytalnym ogromne pieniądze za ich działalność. Teraz te opłaty są znacznie niższe i system zaczyna przynosić spore zyski dla przyszłych emerytów. Nieroztropnie byłoby zamieniać go na inny i znów ponosić koszty jego wdrażania.

Ponadto gruntowna zmiana systemu emerytalnego podważałaby zaufanie obywateli. Obawiam się, że to mogłoby doprowadzić do tego, że Polacy nie będąc pewnymi, że rzeczywiście dostaną emerytury, mogliby przestać płacić składki i częściej uciekać w szarą strefę. A to oznaczałoby także, że mniej pieniędzy co miesiąc wpływałoby do ZUS i nie byłoby z czego wypłacać bieżących emerytur.

 

Paweł Kwit


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test