Autor: Aleksander Piński

Autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych.

Ameryka utraciła przemysł i przewagę

W XXI w. w USA nowe miejsca pracy powstawały tylko w usługach i to tylko takich, których nie da się przenieść za granicę – pisze Paul Craig Roberts, były współpracownik prezydenta USA Ronalda Reagana, w książce „The Failure of Laissez Faire Capitalism”.
Ameryka utraciła przemysł i przewagę

Jak podaje autor (polski tytuł publikacji brzmiałby „Upadek kapitalizmu wolnorynkowego”), w ostatnich 10 latach w USA zamknięto 54,6 tys. fabryk. Zatrudnienie spadło z tego powodu o 5 mln osób. Liczba największych fabryk (zatrudniających więcej niż 1 tys. pracowników) spadła o 40 proc., a tych, w których pracowało 500 – 1 tys. osób zmniejszyła się o 44 proc. Dane te uwzględniają już nowo powstałe zakłady. Jak do tego doszło?

Przed upadkiem socjalizmu i pojawieniem się szybkiego internetu nie było możliwe przenoszenie miejsc pracy poza USA na większą skalę. Wtedy też pensje Amerykanów rosły wraz z produktywnością. Kiedy przestały, próbowano ratować sytuację ekspansją kredytową, ale obciążeni wysokimi kredytami konsumenckimi i hipotecznymi Amerykanie nie byli w stanie więcej pożyczyć. Dlatego właśnie, pomimo niskich stóp procentowych i dużego deficytu budżetowego, wysokie bezrobocie się utrzymuje.

Popyt nie pomaga

Polityka monetarna i fiskalna nie jest w stanie pomóc, bo miejsca pracy przeniesiono za granicę. Stymulowanie popytu w USA zwiększa więc produkcję w Chinach i innych krajach, a nie na miejscu.

Deficyt w handlu zagranicznym oznacza, że klienci wydali pieniądze na dobra produkowane za granicą kosztem wzrostu krajowego PKB i zatrudnienia. Ekonomista Peter Morichi obliczył w 2008 r., że PKB USA jest o 1,5 bln dol. mniejszy w wyniku skumulowanego deficytu handlowego za poprzednią dekadę. Ile to jest 1,5 bln dol.? W przeliczeniu na każdego z 300 mln Amerykanów oznacza to 5 tys. dol. dodatkowego dochodu. Dochód czteroosobowej rodziny mógłby być wyższy o 20 tys. dol.!

Koniec teorii przewagi komparatywnej

Wielu sądzi, że swobodne przenoszenie miejsc pracy jest korzystne, ponieważ tak wynika z teorii Davida Ricarda. We współczesnym świecie nie obowiązują jednak dwa istotne warunki konieczne dla teorii przewag komparatywnych. Ricardo udowadniał swoje przesłanie na przykładzie Portugalii, która mogła produkować wino i wełnę taniej niż Anglia. Portugalia miała komparatywną przewagę w produkcji wina, a Anglia w produkcji wełny. Gdyby każdy z tych krajów wyspecjalizował się w działalności, w której miał przewagę, całkowita produkcja byłaby większa, niż gdyby każdy z krajów produkował i wino, i wełnę.

W czasach Ricarda w każdym państwie panował inny stosunek cen jego produktów (na przykład wina i wełny). To z tych różnic brały się przewagi komparatywne – wynikały z cech charakterystycznych krajów, m.in. klimatu. W dzisiejszych czasach ów stosunek cen większości produktów jest taki sam. Nie ma więc podstaw do tworzenia korzyści komparatywnych.

Co więcej, Ricardo zakładał, że każdy kraj szuka korzyści komparatywnych u siebie i nie próbuje znajdować bardziej produktywnych sposobów na inwestowanie kapitału za granicą. Brał wprawdzie pod uwagę możliwość, że angielski kapitał może wyemigrować do Portugalii i zostawić miejscowych bez pracy, ale zbył ją „ze względu na trudność, z jaką kapitał przenosi się z jednego kraju do drugiego” i ponieważ kapitał potrzebuje „bezpośredniej kontroli właściciela”. Ricardo zatem sądził, iż większość kapitalistów będzie wolała niższą stopę zwrotu z kapitału w kraju niż wyższą poza nim! W dzisiejszych czasach kapitał przenosi się z prędkością światła, a zarządzają nim międzynarodowe korporacje, które zwykle nie uznają sentymentów. Dlatego połowa amerykańskiego importu z Chin to przeniesiona tam produkcja amerykańskich firm.

Korzyści zostają tam, gdzie powstały

Autor podpiera się w swoich wywodach książką „Global Trade and Conflicting National Interests” (Globalny handel i sprzeczne narodowe interesy) Ralpha E. Gomory’ego i Williama J. Baumola, byłego szefa Amerykańskiego Stowarzyszenia Ekonomistów. Piszą oni, że prawie we wszystkich przypadkach większość korzyści z przenoszenia miejsc pracy za granicę zostaje w kraju, gdzie są te miejsca pracy. Ich zdaniem zyski to tylko niewielka część wartości dodanej. O wiele większą jej część stanowią płace, które zostają w kraju, w którym ma miejsce produkcja.

Baumol i Gomory pokazują, że – w przeciwieństwie do opisanego przez Ricarda uproszczonego przypadku, w którym oba kraje zyskują – w praktyce jeden kraj zyskuje, a drugi traci. Piszą oni: „Wolny handel między narodami nie jest automatycznie i zawsze korzystny. W wielu przypadkach kraj może być w gorszej sytuacji, niż gdyby w ogóle nie prowadził wymiany z zagranicą”.

Paul Craig Roberts zwraca uwagę, że według danych Amerykańskiego Biura Statystyki Pracy w XXI w. w USA nowe miejsca pracy powstawały tylko w usługach, których nie da się przenieść za granicę. A taka praca (na przykład fryzjerów czy kelnerów) są o wiele gorzej płatne niż zatrudnienie w procesie produkcji (np. praca inżynierów).

Przenoszenie produkcji za granicę odebrało pracownikom z bogatych krajów przewagę produktywności. Offshoring umożliwia firmom korzystanie z kapitału i technologii z bogatych krajów i produkowanie dóbr oraz świadczenie usług dla klientów z bogatych krajów przy wykorzystaniu siły roboczej z krajów rozwijających się. Efektem jest oddzielenie dochodów Amerykanów od produkcji dóbr i usług, które konsumują. To także oznacza, że pracownicy z biednych krajów są tak samo produktywni, jak ci z bogatych, ale olbrzymia nadpodaż siły roboczej (zwłaszcza w takich krajach jak Indie i Chiny) umożliwia utrzymywanie w tych krajach płac na poziomie ułamka tych z krajów bogatych.

Autor zwraca uwagę, że badania, rozwój i innowacje odbywają się w państwach, w których się produkuje. Jeżeli więc kraj traci miejsca pracy w przemyśle, traci miejsca pracy dla inżynierów i naukowców. Tylko w latach 1999–2003 wydatki amerykańskich firm na badania i rozwój za granicą wzrosły o 73 proc. Nie wynajmuje do ich przeprowadzenia Amerykanów.

Produkcja i zarobki prezesów

Zdaniem autora jednym z rozwiązań jest… zamknięcie możliwości uzależnienia pensji prezesa firmy od jej krótkoterminowych zysków. Mało który szef jest w stanie oprzeć się pokusie zostania w krótkim czasie multimilionerem, przenosząc produkcje z USA do Chin.

Polski model rozwoju opiera się w dużym stopniu na inwestycjach zagranicznych. Jeżeli politycy w bogatych krajach zablokują międzynarodowym korporacjom przenoszenie produkcji do krajów, w których siła robocza jest tańsza (takich jak Polska), to możemy na tym dużo stracić.

Książka Robertsa jest krótka i czyta się ją dobrze, mimo iż dotyczy skomplikowanego problemu. Na 190 stron 30 to tłumaczenie przedmowy ekonomisty Johannesa Marschzika do jej niemieckojęzycznego wydania. Marschzik twierdzi w niej, że Niemcy radzą sobie lepiej gospodarczo niż USA m.in. dlatego, że 30 proc. pracujących w tym kraju jest w zatrudnionych w przemyśle, podczas gdy w USA tylko 11 proc.

Jego zdaniem książka Robertsa jest jedną z najważniejszych książek naszych czasów. Dobrą opinię podziela zdecydowane większość czytelników: 70 proc. z nich wystawiło jej w księgarni Amazon maksymalną możliwą ocenę.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Idzie bicz na bogatych

Kategoria: Trendy gospodarcze
Coraz częściej słychać, że zamiast grzecznie czekać, aż bogaci zechcą się podzielić swoim bogactwem, należy doprowadzić do tego, by zniknęli. Oczywiście nie fizycznie. Tylko jako klasa społeczna, która stała się zbyt potężna i szkodzi wszystkim.
Idzie bicz na bogatych

Juan i złoto nie zastąpią dolara w rosyjskiej gospodarce

Kategoria: Analizy
Sankcje oraz ciągła groźba ich pogłębienia skłoniły Rosję do rozpoczęcia procesu zmniejszania zależności i skali powiązań gospodarki z dolarem. Ale mimo wielu zabiegów, dolar rosyjskiej gospodarki szybko nie opuści.
Juan i złoto nie zastąpią dolara w rosyjskiej gospodarce

Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił

Kategoria: Trendy gospodarcze
Rosyjskie embargo miało być z jednej strony „karą” dla zachodnich eksporterów za sankcje przeciwko Rosji, z drugiej zaś narzędziem wspierania rodzimej produkcji. W obu tych wymiarach Rosja nie odnotowała sukcesu.
Pięć lat rosyjskich sankcji – kto zyskał, kto stracił