Australii trudno odejść od węgla

12.02.2020
Na Antypodach eksploatacja surowców jest podstawą gospodarki i eksportu, choć całość potrzeb energetycznych kraju mogłaby być zaspokojona przez energię słoneczną. Transformacja przebiega wolno, mimo szybko rosnących zagrożeń klimatycznych.

(©PAP)


Australijska gospodarka opiera się na surowcach, z których najważniejszy jest węgiel, ruda żelaza i gaz ziemny. W roku finansowym 2017/2018 wydobycie węgla przekroczyło 500 mln ton (w Polsce nieco ponad 60 mln ton), z czego 75 proc. było przedmiotem eksportu. To dało Australii 67 mld dolarów i pierwsze pod tym względem miejsce na świecie. Warto zaznaczyć, że australijski udział w światowym eksporcie węgla jest wyższy niż Arabii Saudyjskiej w rynku ropy. Węgiel zdetronizował ostatnio rudę żelaza, bo po raz pierwszy dochody z jej wywozu były mniejsze i wyniosły 61 mld dolarów, a eksport gazu ziemnego osiągnął równowartość 50 mld dolarów. Udział węgla w australijskim PKB przekroczył 8 proc. (więcej niż przemysł przetwórczy czy budownictwo), wartość eksportu oscylowała wokół 3,5 proc. PKB. To w dużej mierze przemysł surowcowy przyczynił się do rekordowo długiego okresu wzrostu PKB – od 1992 r. kraj nie zanotował recesji, rosnąc średniorocznie 3,2 proc. Ostatni rok finansowy 2018/2019 nie był już tak udany, bo dynamika PKB spadła do 1,4 procent. Prognoza Centralnego Banku Australii wskazuje jednak na lepsze perspektywy w kolejnych dwóch latach z PKB rosnącym na poziomie 2,7 proc. rocznie.

 Paliwa kopalne odpowiadają za 94 proc. konsumowanej energii

Od kilku lat utrzymuje się spadkowa tendencja produkcji węgla, głównie w następstwie zamykania kopalń węgla brunatnego i rezygnacji z tego paliwa do produkcji elektryczności. Australijskie pokłady węgla, wydobywane metodą odkrywkową lub płytko pokładową (do głębokości 500 m), szacowane są na 70 mld ton, co oznacza możliwość ich eksploatacji przez 125 lat. Kraj produkuje i eksportuje dwa rodzaje węgla. Węgiel termiczny jest ceniony za swoją wysoką wartość energetyczną, a koksowniczy jest używany w przemyśle stalowym i metalurgicznym. Światowe perspektywy dla węgla energetycznego nie są jednak dobre, gdyż nowo dołączane moce do generacji elektryczności będą w coraz większym stopniu pochodzić ze źródeł odnawialnych. Na świecie udział węgla w produkcji elektryczności spadł z 41 proc. w 2007 r. do 38 proc. w 2018 r. Zapotrzebowanie na węgiel koksowniczy będzie uzależnione od popytu na stal, czyli od dynamiki światowego PKB i nowych technologii. Kluczowymi odbiorcami australijskiego węgla koksowniczego są Indie, Chiny i Japonia, a termicznego również Korea Południowa. Niektóre z tych krajów przechodzą transformację energetyczną, co może zaważyć na imporcie paliw, choć może rosnąć popyt w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej.

Chociaż węgiel odpowiada za około 60 proc. generowanej w Australii energii, prawie o jedną czwartą mniej niż 20 lat temu, to jego zużycie dla celów wewnętrznych spadło z 40 proc. w 2010 r. do 30 proc. całkowitej konsumpcji energii. Większe znaczenie miała ropa naftowa – prawie 39 proc. Oznacza to, że wraz z gazem (25 proc.) paliwa kopalne odpowiadają za 94 proc. konsumowanej energii, z czego sektor wydobywczy aż za 17 proc.

Ukraiński węgiel pełen paradoksów

Australijski sektor węglowy ma duże znaczenie dla rynku pracy i stanowych budżetów. Bezpośrednio w kopalnictwie węgla zatrudnionych jest około 40 tys. osób, a w branżach wspierających co najmniej 120 tys. To wysoko płatne stanowiska pracy – średnie wynagrodzenie przekracza 150 tys. dolarów rocznie. Branża generuje ponad 5 mld dol. opłat wydobywczych i kilkaset milionów podatków od płac. W dodatku górnictwo jest podstawą finansowania programów społecznych lokalnej infrastruktury i lokalnego patriotyzmu. Utrzymanie miejsc pracy zawsze staje się przedmiotem przetargu politycznego. Dlatego rządy stanowe oferują subsydia na budowę nowych kopalń, łącznie z odroczeniem płacenia podatków lokalnych, a baronowie węglowi finansują partie polityczne, w tym rządzącą, liberalno-narodową koalicję premiera Scotta Morrisona. Budowanie nowych, zaawansowanych technologicznie kopalń może nie sprzyjać górnikom pracującym w dotychczasowych, starzejących się zakładach, bo mogą spaść zarówno ceny węgla, zatrudnienie, jak i zarobki. Taki może być skutek budowy kontrowersyjnej kopalni Carmichael w stanie Queensland (Galilee Basin) przez indyjskie konsorcjum Adani, przy technologicznym zaangażowaniu niemieckiego Siemensa. To będzie największa australijska kopalnia, eksploatująca najbogatsze na świecie złoże węgla kamiennego. Początkowo ma wydobywać 10 mln ton surowca rocznie. Uruchomienie wydobycia na całym złożu dawałoby możliwość podwojenia australijskiego eksportu węgla.

Australia to jeden z największych trucicieli środowiska na świecie

W obecnych warunkach społecznych trudno to sobie wyobrazić. Już sama realizacja projektu będzie się wiązać z emisją gazów o wielkości porównywalnej do całej emisji przez takie państwa jak Austria czy Norwegia. Australia należy do największych trucicieli środowiska na świecie. Zajmuje pierwsze miejsce pod względem emisji dwutlenku węgla per capita wśród krajów rozwiniętych – 16,8 ton rocznie, podobnie jak USA (16,1 tony), prawie dwa razy więcej niż Niemcy (9,2 ton) i Polska (8,8 ton). Australia jest trzecim po Rosji i Arabii Saudyjskiej eksporterem CO2. Węgiel na Antypodach jest odpowiedzialny za 30 proc. emisji, więc jest traktowany jako główny sprawca katastrofy klimatycznej. Już w 2015 r. wyspiarskie państwa Pacyfiku, zagrożone zatopieniem wskutek ocieplenia klimatu, podpisały tzw. Deklarację Suva wzywającą Australię do porzucenia planu uruchamiania nowych kopalń. W nowej rezolucji Nadi Bay, uchwalonej w lipcu 2019 r., wskazano na zagrożenie obumarciem atoli koralowych wskutek wzrostu australijskich emisji.

Rząd twierdzi jednak, że Australia jest w stanie przekroczyć w 2030 r. cele redukcji emisji gazów cieplarnianych ustalone w Porozumieniu Paryskim o 26 – 28 proc. poziomu z 2005 r. Ma to się odbyć za sprawą uruchomienia podaży energii ze źródeł odnawialnych, a nie redukcji emisji z kopalń węglowych (choć utworzono specjalny fundusz z docelowym kapitałem 2 mld dolarów na realizację tego celu). Specjaliści zwracają jednak uwagę na kreatywną księgowość. Do kwot redukcji mają być zaliczone nadwykonania redukcji emisji (carry-over credits) w ramach Porozumienia z Kyoto. Bez tego zabiegu rzeczywista redukcja emisji wyniosłaby tylko 16 proc. To jedyny kraj, który stosuje tak kreatywną księgowość.

Energia odnawialna w Australii ma szansę zmienić bardzo niekorzystny mix energetyczny, w którym tylko 6 proc. zużywanej energii pochodzi z OZE, a jej produkcja praktycznie nie ma żadnego wsparcia rządu federalnego. W czasie zeszłorocznej kampanii wyborczej zwycięska koalicja atakowała przeciwników z Partii Pracy za ustanowienie zbyt wysokiego, szkodliwego dla gospodarki i zatrudnienia celu w postaci osiągnięcia 50 proc. udziału OZE w miksie energetycznym oraz obniżenia emisji dwutlenku węgla o 45 proc. do 2030 r.

Obiecujące perspektywy energii słonecznej

Możliwości generowania czystej, przede wszystkim słonecznej energii w Australii szybko rosną. Ilość radiacji słonecznej rocznie przekracza o 10 tys. razy zużycie energii w kraju. Jak wskazuje raport Clean Energy Finance Corporation „How Much Rooftop Solar Can Be Installed In Australia?” (Jak dużo paneli fotowoltaicznych może być zainstalowanych na australijskich dachach? – tłum. red.) zainstalowane tylko na dachach wszystkich budynków panele fotowoltaiczne mogłyby generować moc 179 gigawatów. To więcej niż sprzedaje operator NEM dostarczający ponad 80 proc. konsumowanej energii. Raport wskazuje też potrzebę aktywnej roli rządu w uwolnieniu tej energii, tym bardziej, że tylko 5 proc. potencjalnie dostępnej na dachach energii jest uzyskiwanej z zainstalowanych paneli. Firma analityczna RepuTex w ogłoszonym w połowie 2019 r. raporcie prognozuje, że do 2030 r. Australia może osiągnąć 50-procentowy udział czystej energii w krajowej mocy i to nawet bez aktywnej polityki energetycznej państwa. To przyczyni się do spadku hurtowych cen energii o ponad 15 proc. w ciągu najbliższych trzech lat. Jak wskazano na lipcowym, australijskim Szczycie Czystej Energii, w ciągu ostatnich dwóch lat zainwestowano 24 mld dolarów w projekty wielkich farm słonecznych i zainstalowano panele na 2 mln domów. Dużym problemem jest jednak dołączenie nowych źródeł do sieci energetycznej i brak odpowiedniej polityki energetycznej.

Zielona energia może rozwijać się bez subsydiów

Tristan Edis, dyrektor Green Energy Markets wskazuje, że w okresach letnich, w ciągu największej radiacji, źródła solarne generują nawet 30 proc. energii na kontynencie. Jego zdaniem dalszy rozwój podaży energii solarnej spowoduje spadek hurtowych cen prądu w środku dnia niemal do zera, a to będzie czyniło budowę nowych, mało elastycznych i bazujących na węglu zakładów energetycznych nieopłacalną.

Być może Australia znajduje się w przededniu boomu na czystą energię. Wskazywać na to mają choćby plany położenia Kabla Słonecznego liczącego 4,5 tys. km. Ciągnąłby się z największej na świecie, projektowanej i obejmującej 15 tys. ha farmy fotowoltaicznej na pustyni Tennant Creek (Terytoria Północne) do Singapuru. To wyspiarskie państwo-miasto jest uzależnione energetycznie od gazu, który dostarcza aż 95 proc. energii. Australijska energia słoneczna pozwoliłaby na zmniejszenie tej zależności o jedną piątą. Współinwestorami projektu są australijscy miliarderzy: Mike Cannon-Brookes (branża IT) i Andrew Forrest (przemysł wydobywczy). Całkowita wartość inwestycji jest szacowana na 15 mld dolarów. Także australijski rząd zdaje się coraz bardziej wierzyć w przyszłość energii odnawialnej. Według opublikowanego w grudniu przez federalny Departament Energii i Środowiska raportu, za dziesięć lat źródła odnawialne mają stanowić 48 proc. miksu energetycznego kraju. To byłaby jedna z najszybszych transformacji energetycznych na świecie. Może się bowiem okazać, że spadek cen produkcji OZE spowoduje utratę racji bytu starszych elektrowni węglowych. Problem polega na tym, że ciągle można zbudować nowe.

 


Tagi


Artykuły powiązane