Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w makroekonomii i finansach publicznych

Bratkowski: Boję się spowolnienia, a nie inflacji

Restrykcyjną politykę pieniężną zawsze uzasadniało się tym, że deficyt jest wysoki i się zwiększa. My w tej chwili mamy konsolidację fiskalną, fatalną sytuację zewnętrzną i jednocześnie podnieśliśmy stopy procentowe. To nie jest spójna polityka – mówi Andrzej Bratkowski, członek Rady Polityki Pieniężnej.
Bratkowski: Boję się spowolnienia, a nie inflacji

Andrzej Bratkowski (Fot. NBP)

Obserwator Finansowy: „Rada nie wyklucza dalszego dostosowania polityki pieniężnej, gdyby perspektywy powrotu inflacji do celu uległy pogorszeniu” – to ostatnie zdanie z komunikatu po lipcowym posiedzeniu RPP. Ten jastrzębi ton kiedyś się zmieni?

Andrzej Bratkowski: Jestem przeciwny takiej egzegezie i rozkładaniu na czynniki pierwsze każdego stwierdzenia. To zdanie jest zresztą dosyć niewinne. Oczywiście fakt, że je umieszczono oznacza, że część członków Rady obawia się, że inflacja nie będzie się obniżała. Biorąc pod uwagę sytuację zewnętrzną – bardzo dużą zmienność cen surowców i złotego – takie ryzyko faktycznie istnieje. Polityki pieniężnej nigdy nie prowadzi się jednak w warunkach pewności i musimy oceniać, które ryzyko jest większe – trochę podwyższonej inflacji czy spowolnienia gospodarczego. Moim zdaniem o wiele bardziej powinniśmy się obawiać tego, że nasz wzrost gospodarczy będzie 2-3 punkty procentowe poniżej wzrostu potencjalnego, a nie tego, że inflacja będzie się zmniejszać minimalnie wolniej niż byśmy chcieli.

Dlatego chciałby pan – co wynika z wypowiedzi sprzed kilku dni – obniżki stóp procentowych już na wrześniowym posiedzeniu? Prof. Jan Winiecki nie wyklucza ich podwyżki w związku z uporczywą inflacją, a prof. Anna Zielińska-Głębocka jest za tym aby stóp nie zmieniać. Co więcej, te trzy opinie pochodzą z dwóch kolejnych dni.

Rzeczywiście w tej chwili można mówić o tym, że istnieją różnice miedzy członkami Rady Polityki Pieniężnej dotyczące tego jak będą się dalej rozwijały zdarzenia. Ja jestem jeszcze bardziej pesymistyczny niż lipcowa projekcja inflacji i PKB przygotowana przez NBP…

Chce pan powiedzieć, że wzrost PKB w 2012 roku o 2,9 proc. a w 2013 roku o 2,1 proc. to zbyt optymistyczne prognozy?

Na pewno jeśli chodzi o 2012 rok. Spowolnienie pojawi się szybciej niż w prognozach. W roku 2013 bardzo dużo będzie zależeć od koniunktury zewnętrznej, ale możemy obserwować także większy wzrost konsumpcji jeśli inflacja będzie spadać wolniej.

Inflacja w czerwcu wyniosła 4,3 proc. Można ją więc chyba nazwać uporczywą i rozważać podwyżki stóp?

Jak popatrzymy na to w szerszej skali czasowej to ten trend mimo wszystko jest spadkowy. W połowie zeszłego roku inflacja przekraczała 5 proc. Na czerwcową inflację nałożyło się przy tym kilka niekorzystnych czynników – od Euro 2012 zaczynając na sezonowym wzroście cen truskawek kończąc. Mamy więc umiarkowanie uporczywą inflację, ale mamy też uporczywy kryzys i od tego nie można abstrahować. Nie możemy polityki pieniężnej prowadzić tak jakbyśmy byli na Księżycu, jakby nasi partnerzy handlowi albo nie istnieli albo nie byli w recesji.

Nikt nie widzi kryzysu?

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że obecnie nie dyskutujemy o tym, czy mamy przyśpieszać wzrost gospodarczy czy opóźniać, ale dyskutujemy o tym jak bardzo mamy hamować wzrost gospodarczy, aby inflacja którą mamy głównie z przyczyn zewnętrznych, spadła. Nie zgadzam się z radykalnym podejściem głoszącym, że Rada Polityki Pieniężnej ma patrzeć wyłącznie na inflację, a nie zajmować się wzrostem gospodarczym szczególnie, że w długim okresie chodzi o to samo – stabilność pieniądza jest warunkiem koniecznym dobrego wzrostu gospodarczego.

Może różnice między członkami Rady biorą się z różnych horyzontów podejmowania decyzji? W majowym opisie dyskusji pojawia się zdanie, że „podejmując decyzje dotyczące stóp procentowych należy kierować się przede wszystkim przewidywaniami co do kształtowania się sytuacji makroekonomicznej w perspektywie 6-8 kwartałów. Zdaniem niektórych członków Rady w tym horyzoncie można oczekiwać przyśpieszenia wzrostu gospodarczego”. Tymczasem pan mówi o negatywnych tendencjach, które wystąpią w najbliższym czasie.

To jest kwestia różnicy w poglądach, nie w horyzontach czasu. Ja nie oczekuję, byśmy w 2013 roku mogli się spodziewać wzrostu gospodarczego wzmacniającego inflację. Inni członkowie Rady być może oczekują, że nasz wzrost będzie powyżej wzrostu potencjalnego, a więc pojawi się presja inflacyjna. To prawda, że 8 kwartałów to jest horyzont, w którym stopy procentowe najsilniej oddziałują na inflację, ale na wzrost gospodarczy oddziałują wcześniej. Innymi słowy: jeżeli w perspektywie najbliższych czterech kwartałów nie spodziewamy się gwałtownego przyśpieszenia gospodarczego, a się nie spodziewamy, to nie może być mowy o tym, żebyśmy w perspektywie ośmiu kwartałów mieli problem ze wzrostem inflacji.

Co takiego stało się z polską gospodarką, że walczymy o zaledwie 2 proc. wzrost? Czy wszystko można tłumaczyć kryzysem w strefie euro?

W warunkach bardzo silnego spowolnienia zastosowano bardzo ekspansywną politykę fiskalną, dzięki której udało się trochę złagodzić spowolnienie w 2009 roku i wzmocnić wzrost gospodarczy w 2010 roku. Takiej polityki nie można jednak stosować w nieskończoność. Prędzej czy później konsolidacja fiskalna była potrzebna. W tej chwili utrzymywanie bardzo wysokiego deficytu jest już niemożliwe. Na to nakładają się czynniki zewnętrzne. Naturalny poziom wzrostu PKB Polski – około 4 proc. – jest możliwy przy założeniu, że cała Unia Europejska rośnie o 1,5-2 proc.  Jeśli tymczasem  jej gospodarka spada o 1 proc. to i nasze PKB będzie musiało to niestety odczuć. Zawsze było tak, że władze monetarne restrykcyjną politykę pieniężną uzasadniały tym, że deficyt jest wysoki i się zwiększa. My w tej chwili mamy konsolidację fiskalną, fatalną sytuację zewnętrzną i jednocześnie podnosimy stopy procentowe. Moim zdaniem to nie jest spójna polityka.

Słuszna jest zatem intuicja analityków, że do końca roku prędzej zobaczymy obniżki stóp procentowych niż ich podwyżki?

To zależy od nadchodzących danych makroekonomicznych. Jeżeli dane makro będą pokazywały, że teraz sytuacja zaczęła się poprawiać, to oczywiście nawet podwyżki stóp nie są wykluczone. Natomiast według mnie prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest najwyżej kilkuprocentowe. Na ponad 90 proc. dalej będziemy obserwować spowolnienie gospodarcze. Nie chcę spekulować czy przekona ono moich kolegów do obniżek stóp jeszcze w tym roku, czy będą oni czekać aż do momentu gdy spowolnienie przełoży się spadek inflacji do poziomu celu.

Rozmawiał Marek Pielach

Andrzej Bratkowski (Fot. NBP)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Szwedzkie doświadczenia z ujemnymi stopami banku centralnego

Kategoria: VoxEU
Szwedzkie doświadczenie ujemnych stóp procentowych prowadzi do jasnego wniosku: nie róbcie tego więcej, a przynajmniej nie w sytuacji, gdy krajowa gospodarka dynamicznie się rozwija, krajowa inflacja uzależniona jest od inflacji zagranicznej, a dodatkowo narastają nierównowagi finansowe z powodu wysokiej inflacji cen aktywów.
Szwedzkie doświadczenia z ujemnymi stopami banku centralnego

Pieniądz i dług: jak zapłacić za kryzys

Kategoria: VoxEU
Jednoczesny wzrost długu publicznego i sum bilansowych banków centralnych w krajach rozwiniętych skutkuje koniecznością rozwiązywania ważkich dylematów w zakresie realizowanej polityki publicznej. W praktyce „monetyzacja” długów rządowych przez banki centralne skutkuje przekształceniem bieżącego ryzyka kredytowego i ryzyka finansowania w przyszłe ryzyko inflacji
Pieniądz i dług: jak zapłacić za kryzys