Aslund: Z euro szybciej wyjdzie Finlandia niż Grecja

25.09.2012
Ostatnie decyzje polityków i EBC sprawiły, że strefa euro się uratowała i żaden kraj jej nie opuści. Gdyby jednak miało być inaczej, to historia pokazuje, że unię walutową opuszczają najpierw bogatsze kraje, zatem prędzej Finlandia, niż Grecja – mówi szwedzki ekonomista Anders Åslund.
Anders Aslund (Fot. Małgorzata Sławińska/CASE)

Anders Aslund (Fot. Małgorzata Sławińska/CASE)

Anders Aslund (Fot. Małgorzata Sławińska/CASE)

Co by się stało gdyby Grecja wyszła z euro? Mielibyśmy do czynienia z masowymi bankructwami we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i prawdopodobnie paru innych krajach, jak Słowenia albo Austria. Chodzi o państwa, które mają negatywny bilans Target 2 [system księgowania przelewów transgranicznych w ramach strefy euro – przyp. autora]. Żeby poskładać ten system potrzeba ogromnych pieniędzy – kilku bilionów euro. Takie pieniądze się oczywiście nie znajdą. To politycznie niemożliwe. Dlatego przed ostatnimi wyborami w Grecji hiszpańskie władze planowały zamknąć wszystkie bankomaty w kraju w wypadku zwycięstwa Syrizy. Na szczęście nic takiego się nie stało, ale to był chyba najgorszy moment w obecnym kryzysie.

Kiedy Argentyna ogłaszała niewypłacalność miała dług w wysokości około 50 proc. PKB. Grecja ma dziś ponad 160 proc. PKB, a tę liczbę jeszcze by zwiększyła dewaluacja nowej drachmy, wprowadzonej zamiast euro. Widzielibyśmy wtedy bankructwa w innych krajach strefy euro, kontrolę przepływu kapitałów. W takiej sytuacji byłoby niespodzianką gdyby wspólny rynek nadal działał. Pod tym względem dekompozycja strefy euro mogłaby oznaczać także dekompozycję Unii Europejskiej.

Na szczęście to wszystko jest do uniknięcia. Potrzeba trzech rzeczy:

Trzeba przywrócić zaufanie do banków w południowej Europie. Przede wszystkim przez zapewnienie, że strefa euro przetrwa. Ostatnie wypowiedzi polityków niemieckich, przede wszystkim kanclerz Angeli Merkel wydają się wystarczające aby zagwarantować pewność trwania euro.

Potrzeba nam unii bankowej. Fundamentalne decyzje w tej sprawie podjęto na szczycie europejskim pod koniec czerwca. To jednak początek rozwiązania. Najważniejszy jest fundusz ratunkowy (resolution fund) który zapewniłby, że upadek banku nie pociągnie w dół także rządu.

Potrzeba jeszcze dużej ilości pieniędzy i może je zapewnić Europejski Bank Centralny przez nieograniczony skup obligacji, który jest warunkowy i musi być warunkowy. W przeciwnym razie byłby zwykłą emisją pieniądza. Ważne było także zaaprobowanie Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego przez niemiecki sąd konstytucyjny.

Te wydarzenia razem tworzą dla mnie punkt zwrotny. Wydaje mi się, że strefa euro się w ten sposób uratowała i żaden kraj jej nie opuści. Powinniśmy także zobaczyć jak pieniądze wracają do Grecji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii, bo oprocentowanie jest tam wyższe.

Zaangażowanie Niemiec nie jest wcale małe. Niemcy ulokowały 800 mld euro w systemie Target 2, a gdy dodamy do tego 190 mld euro [maksymalne dozwolone zaangażowanie Niemiec w EMS – przyp. red.] i udział w kapitale EBC, to okaże się, że są zaangażowane w europejską unię walutową na ponad 1 bln euro. Ta nierównowaga nie jest problemem, póki strefa euro trwa. Gdyby się jednak rozpadła, te pieniądze stają się realnym zobowiązaniem, z którego spłatą byłyby trudności. Dlatego Niemcy nie pozwolą na upadek strefy euro.

Może to błąd, że patrzymy cały czas na niebezpieczeństwa pochodzące z Grecji. Kiedy rozpadały się unie walutowe, to bogatsze kraje wychodziły pierwsze. W czasach Austro-Węgier – Czechosłowacja, w przypadku Jugosławii najpierw Słowenia, a potem Chorwacja, w przypadku strefy rubla to była Estonia, Łotwa i Litwa. Dlatego w przypadku strefy euro nie powinniśmy patrzeć na Grecję. Grecja dostaje mnóstwo pieniędzy z Unii Europejskiej i nie ma żadnego interesu w opuszczeniu strefy euro. Zamiast tego powinniśmy popatrzeć na Finlandię. Ten kraj ponosi wszystkie koszty uczestnictwa w strefie euro, a nie odnosi zbyt wielu korzyści. Co więcej wszyscy jego sąsiedzi – Norwegia, Szwecja, Rosja mają płynny kurs walutowy i odnotowują dzięki temu lepszy wzrost gospodarczy w ostatnich, kryzysowych latach.

Niekontrolowany proces rozpadu strefy euro bardzo się różni od dewaluacji. I Anglosasi popełniają błąd uważając, że to prawie to samo. Unia walutowa to nie jest odwracalny proces , a nierówności w bilansach mogą stać się realnym problemem, lecz dopóki unia trwa nie są groźne.

Europejski Bank Centralny przejął rolę Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Teraz to EBC ma ustalać warunki, które powinny być spełnione, zanim zapewni om finansowanie. MFW zdyskredytował się dość mocno w 2010 roku. Jego program dla Grecji z maja 2010 roku był chyba najgorszym programem MFW w historii. Zakładał dużo finansowania i bardzo miękkie warunki, w dodatku niewłaściwej natury. To były podwyżki podatków zamiast cięcia wydatków. Tymczasem greckie wydatki publiczne wynosiły 50,2 proc. PKB w 2010 roku i 50,1 proc. w 2011 roku, a zatrudnienie urzędników wzrosło o 5 tys. osób tylko od maja 2010 roku do czerwca 2011 roku.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku zobaczymy nowy traktat europejski. Komisja Europejska powinna się stać prawdziwym rządem strefy euro, a Rada Europejska która dziś de facto sprawuję tę funkcję powinna być bardziej Senatem. Oczywiście więcej uprawnień musi dostać także Parlament Europejski.

Anders Åslund jest analitykiem Peterson Institute for International Economics. Jego wypowiedzi pochodzą z seminarium BRE Banku i CASE „Why a breakup of the euro area must be avoided”, które odbyło się 20. września w Warszawie.

not. Marek Pielach


Tagi


Artykuły powiązane