Podatek od transakcji jest dla niektórych, ale i tak zapłacą wszyscy

18.02.2013
Komisja Europejska przyjęła projekt dyrektywy wprowadzającej podatek od transakcji finansowych w 11 państwach Unii. Polska nie planuje wdrożenia go w tej formule, jeśli jednak Parlament Europejski i Rada Europy zgodzą się na ten podatek, to od przyszłego roku zapłacą go instytucje także w Polsce, o ile zawierają transakcje z kimś z tych 11 krajów.

(CC BY-NC s_falkow)


11 państw: Belgia, Niemcy, Estonia, Grecja, Hiszpania, Francja, Włochy, Austria, Portugalia, Słowenia i Słowacja, łącznie wytwarzające 2/3 unijnego PKB, chce wprowadzić podatek od transakcji finansowych (FTT) na zasadzie „wzmocnionej współpracy”. To unijna procedura pozwalająca grupie co najmniej dziewięciu państw członkowskich dokonywać pewnych posunięć obowiązujących jedynie w nich, ale na mocy ogólnounijnego prawa. Pozostałe kraje mogą do tej grupy przystąpić wprowadzając takie prawo u siebie.

Ile kto i za co zapłaci

Najniższa stawka podatku ma wynosić 0,1 proc. od transakcji akcjami i obligacjami i 0,01 proc. od obrotu instrumentami pochodnymi. Każde z państw może ustalić wyższą stawkę. Płacić mają obie strony transakcji. Co ważne, tym razem dotknie on nie tylko banki, ale wszystkie instytucje sektora finansowego. Gdyby FTT wprowadzony był w całej Unii, roczne przychody mogłyby przekroczyć 57 mld euro, w tym ponad 19 mld euro z obrotu papierami wartościowymi i ponad 37 mld euro z transakcji instrumentami pochodnymi. W 11 państwach zebrane może być 30-35 mld euro – szacuje Komisja.

Konstrukcja podatku jest prosta i niezwykle szczelna. Sama Komisja pisze, że mało prawdopodobne jest, by jakakolwiek instytucja, która powinna go płacić, miała szansę przed nim uciec. Ma on obejmować transakcje na wszystkich rynkach, regulowanych i OTC, wszystkich ich uczestników, a więc prócz banków – brokerów, fundusze inwestycyjne, private equity, hedżingowe, emerytalne, ubezpieczycieli, a także przedsiębiorstwa niefinansowe. Również wszystkie instrumenty, czyli akcje, obligacje, derywaty i produkty strukturyzowane.

Polska na razie rozwojowi zdarzeń się przygląda. Procedura wymaga, żeby projekt KE przedyskutowały jeszcze wszystkie unijne państwa (ale tylko jedenastka ma prawo głosu) i ostatecznie go zaaprobowały. Musi też nastąpić akceptacja Parlamentu Europejskiego. „Na obecnym etapie postępowania Polska nie planuje wdrożenia podatku od transakcji finansowych w drodze przystąpienia do formuły wzmocnionej współpracy. Biorąc pod uwagę fakt, że ostateczny kształt dyrektywy w sprawie ustanowienia wzmocnionej współpracy w dziedzinie FTT zależy od wyników uzgodnień w toku prac w Radzie i PE, decyzja o ewentualnym przyłączeniu się przez Polskę do tej inicjatywy zostanie podjęta po zakończeniu tych prac” – napisało Ministerstwo Finansów w swoim komunikacie.

Polskie banki też zapłacą

Nie znaczy to jednak, że polskie instytucje finansowe nie zapłacą tego podatku. Bo dyrektywa stanowi, że jeśli choć jedna strona transakcji jest rezydentem w państwie, gdzie FTT obowiązuje, lub rezydentem, na którego rachunek zawierana jest transakcja, to podatek płacą obie strony.

Popatrzmy na taki przykład. W Polsce podatek nie obowiązuje, ale polski bank zawiera transakcję swapową o wartości 10 mln euro z bankiem niemieckim. W Niemczech wprowadzono FTT w wysokości najniższej możliwej stawki od transakcji derywatami, czyli 0,01 proc. Od zawartej transakcji niemiecki bank płaci 1000 euro podatku. I tyle samo płaci polski bank. W Niemczech.

Inny przykład. Polski bank sprzedaje innym krajowym bankom obligacje polskiej spółki, zależnej od niemieckiego koncernu, o wartości  50 mln euro. W Polsce podatek nie obowiązuje, a obowiązuje w Niemczech. Ale wszystkie banki, jak i spółka zależna niemieckiego koncernu, są polskimi rezydentami. Transakcja nie ma żadnego związku z terytorium Niemiec. Mają więc zapłacić podatek, czy nie?

Otóż projekt dyrektywy stawia sprawę tak: sprzedaż obligacji przez polską spółkę zależną ma wpływ na sumę bilansową jej spółki-matki w Niemczech. Dlatego polskie banki – wszystkie strony transakcji – zapłacą podatek w Niemczech. 50.000 euro sprzedający papiery i tyle samo łącznie je nabywający.

Zasada przyjęta w projekcie dyrektywy stanowi, że opodatkowaniu podlega działalność rezydenta w państwie, gdzie podatek obowiązuje, nawet gdyby transakcje były prowadzone w państwach trzecich.

Po co taka konstrukcja? Żeby wykluczyć możliwość unikania podatku poprzez przeniesienie działalności do kraju, w którym podatku FTT się nie płaci. Albo uniknąć go poprzez utworzenie tam spółki zależnej. Bo nawet gdyby tak się stało, to taka spółka musiałaby zrezygnować z transakcji z klientami i wszystkimi instytucjami finansowymi w państwach, w których podatek płacić trzeba, więc także ze swą matką. A to zupełnie nie miałoby sensu.

Banki i firmy finansowe w państwach, gdzie będzie FTT obowiązywał nie będą nim obciążone, gdy świadczą usługi dla nierezydentów. Na przykład, gdy hiszpański bank zawiera w imieniu i na rachunek funduszu emerytalnego z Argentyny transakcję zamiany stopy procentowej w banku portugalskim, który działa w imieniu i na rachunek funduszu inwestycyjnego z Brazylii, podatku nie zapłacą. Dlaczego? Ponieważ faktyczne strony transakcji – fundusze z Argentyny i Brazylii – nie mają siedziby w krajach, gdzie podatek wprowadzono.

Rewolucyjna frazeologia

Ideologia nałożenia podatku na instytucje finansowe przypomina rewolucyjne hasła. „Banki w końcu zapłacą za kryzys” – taki slogan widnieje na stronach internetowych KE. Komisja powołuje się na wyliczenia, że sektor finansowy jest bardziej rentowny niż inne, co przynosi większe zyski akcjonariuszom, a płace i bonusy w tym sektorze są także znacznie wyższe, nawet o 40 proc. od unijnej średniej.

Najbardziej trafnym argumentem jest to, iż usługi finansowe w znakomitej większości zwolnione są z podatku VAT, co według wyliczeń zmniejsza opodatkowanie o 0,15 proc. PKB krajów Wspólnoty, czyli o ok. 18 mld euro rocznie. Tylko, że z kolei instytucjom finansowym z tego powodu trudniej jest VAT odliczyć. Według badań PricewaterhouseCoopers z 2006 roku VAT odzyskiwany jest w przez nie w wysokości od 0 do 74 proc.

Gdy przyjrzeć się bliżej kilku argumentom, to wprowadzenie podatku nie ma wyłącznie charakteru „zemsty na bankach”. KE uzasadniając projekt nie ukrywa, że jego celem jest wyeliminowanie łańcuchów pośredników w transakcjach, którzy dokonują ich na własny rachunek, przejmując też na siebie ryzyko.

I podaje taki przykład. Drobni ciułacze z Francji i Belgii składają zlecenia w bankach detalicznych w swoich krajach żeby dokonać kupna i sprzedaży akcji notowanej w Paryżu spółki. Wartość transakcji to 10 tysięcy euro. Banki składają w imieniu tych inwestorów zlecenia bankom hurtowym, a te brokerom działającym na giełdzie w Paryżu. Nie dokonują jednak tych transakcji na własny rachunek. W tej sytuacji oba banki płacą podatek – każdy od sprzedaży i kupna – po 10 euro, a FTT nie obciąża pośredników. Efektywna stopa opodatkowania całej transakcji wynosi 0,2 proc.

Gdyby jednak dokonały transakcji kupna akcji od klientów na własny rachunek, następnie sprzedaży ich hurtownikowi, który tak samo na własny rachunek handlowałby z brokerem, wszelkie cztery pośredniczące instytucje zapłaciłyby stawkę FTT dwa razy, a banki detaliczne – raz. W sumie efektywna stawka opodatkowania wyniosłaby 1 proc. I właśnie chodzi o to, by takie transakcje się już nie opłacały.

Celem podatku jest także wymuszenia na bankach zmiany niektórych modeli biznesowych. Na przykład zastąpienie opodatkowanej sprzedaży obligacji ich nieopodatkowanym pożyczaniem, a opodatkowanych transakcji z przyrzeczeniem odkupu nieopodatkowanym zastawieniem tych papierów jako zabezpieczenia w transakcjach z bankiem centralnym.

Jasne jest też, że przepisy podatkowe mają „ostudzić” obrót instrumentami pochodnymi. Wprawdzie stawka wynosi zaledwie 0,01 proc., ale od wartości teoretycznej transakcji (czyli np. jeden kontrakt na WIG20 przy kursie 2.456 pkt ma wartość 24.560 zł). Stawka ustawiona została tak – jak to tłumaczy Komisja – żeby zmniejszyć atrakcyjność handlu instrumentami o wysokiej dźwigni, mniejszej niż 10 proc. wartości kontraktu. Chodzi tu głównie o wyeliminowanie obrotów wysokich częstotliwości (high frequency trading), gdzie depozyty zabezpieczające są niskie, tak jak prawdopodobieństwo zysku, ale w przypadku „wygranej” zyski bardzo wysokie.

Efekty dla gospodarki

Jakie skutki dla sektora finansowego może mieć nowy podatek? Znaczne zmniejszenie obrotów, które pewnie odbije się na zatrudnieniu. Według uzasadnienia KE, wprowadzenie FTT spowoduje wzrost kosztu pozyskania kapitału o 7 punktów bazowych. Dla polskich banków wzrosną koszty transakcji w wielu krajach strefy euro, również tych ze spółkami-matkami, miej rentowna stanie się również sprzedaż obligacji nierezydentom.

Większość transakcji polskie banki zawierają jednak pomiędzy sobą.

– To dobrze, że na tej liście na ma Polski. Polska jest krajem niskiego ubankowienia i delewarowanie nie jest potrzebne. Polskie banki starają się dobrze służyć gospodarce, nawet w trudnym okresie kryzysu. Polscy podatnicy nie musieli i nie muszą wykładać środków na ratowanie banków. Tak więc rozwiązania, które zmniejszałyby zdolność do finansowania rozwoju należy uznać za błędne. Musimy dbać o siłę rodzimych instytucji finansowych – powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

KE szacuje, że w perspektywie 2050 roku skumulowany wzrost PKB wskutek wprowadzenia FTT będzie mniejszy o 0,53 proc. Jednak gdyby nastąpił transfer pozyskanych z niego kwot do gospodarstw domowych, dodałoby to 0,2-0,4 proc. PKB.

OF


Tagi


Artykuły powiązane