Nadzór musi nadążać za zmianami rynku

18.05.2011
Zdaniem prof. Charlesa Goodharta z London School of Economics spośród wszystkich antykryzysowych projektów UE tylko plan uregulowania systemu finansowego ma szansę na realizację. - Mimo upadku Grecji euro może przetrwać. Restrukturyzacji długu kraju w strefie euro jeszcze jednak nie ćwiczyliśmy – mówi prof. Charles Goodhart.

Charles Goodhart (fot. J.Deluga/NBP)


ObserwatorFinansowy.pl: Słynne prawo Goodharta mówi – w dużym uproszczeniu oczywiście – że finansiści i bankierzy są w stanie ominąć każdą regulację i uniknąć każdego podatku. Czy jest więc sens reformować system finansowy?

Prof. Charles Goodhart: Tak, tak, bardzo dobrze wiem, co mówi moje prawo i jak łatwo wyciągnąć z niego pochopne wnioski [śmiech]. Wbrew pozorom uważam, że opracowanie efektywnego aparatu regulacyjnego wewnątrz Unii Europejskiej jest konieczne. Sam jestem autorem kilku propozycji i oczywiście respektują one prawo Goodharta. Mówiąc w skrócie, chodzi o to, by system bankowy i finansowy regulowany był dynamicznie. Nadzór finansowy musi zmieniać się równie szybko, co rynek, który nadzoruje. Trzeba uniknąć sytuacji, w której tworzymy nowe prawo i spoczywamy na laurach, bo wtedy mielibyśmy gwarancję, że się nie uda. Regulacja powinna być permanentna.

Przed czym właściwie może uchronić nas „dynamiczna”, nieustanna regulacja? Przed kolejnym kryzysem?

Nie sądzę, żeby możliwe było stworzenie prawa eliminującego kryzysy. Jednak można nadać gospodarce i finansom bardziej stabilny kształt. Chodzi o to, żeby uczynić okres dekoniunktury mniej drastycznym przez, na przykład, ochronę systemu przed utratą płynności. Mówię tu na przykład o syndromie „zbyt duży, by go zamknąć” (too-big-to-close).

Utarło się raczej powiedzenie: „zbyt duży, by upaść” (too-big-to-fail)…

No właśnie. To subtelna, ale ważna różnica. Zwłaszcza dla podatników, którzy nie są zadowoleni, że ich pieniądze lądują w kieszeniach bankierów. Kto powiedział, że menedżerowie, udziałowcy, czy właściciele obligacji banków, które wpadły w tarapaty, mają być chronieni przed upadkiem? Ci ludzie nie są zbyt duzi, by upaść. Menedżerów i pracowników banków można rozliczyć i zwolnić – możemy zrobić z nimi co chcemy – a udziałowców obarczyć ciężarem strat. Istotna jest sama instytucja, jej klienci, i podtrzymanie jej funkcji w całym systemie finansowym. To właśnie w tym tkwi sens mojego powiedzenia, że jest za duża, by ją zamknąć. To jedna z lekcji płynących z historii Lehman Brothers. I, o ile mi wiadomo, przyjęta w Stanach Zjednoczonych reforma systemu finansowego stara się iść w stronę takich rozwiązań.

Są tacy, którzy ustawę Dodda-Franka (zapoczątkowana w czerwcu 2010 r. wielka reforma amerykańskiego nadzoru nad rynkiem finansowym – przyp. red.) potępiają w czambuł. Na przykład Alan Greenspan, były szef Rezerwy Federalnej. Mają rację?

Zależy, za co ją potępiają. Nie jest oczywiście idealna, w pewnych aspektach jest bardzo łagodna dla sektora finansowego – na przykład w kwestii wymagań dotyczących rezerw kapitałowych, albo ograniczeń możliwości lewarowania inwestycji. Niejasna jest też kwestia maksymalnego poziomu ryzyka, jakiego podejmować się mogą rynkowi gracze. Mimo swoich wad amerykańska reforma wpisuje się jednak w słuszną globalną tendencję naprawy nieefektywnych regulacji. Docelowo przecież chodzi o to, żeby w zglobalizowanej gospodarce rynki działały na takich samych, przejrzystych i korzystnych dla nas wszystkich zasadach.

A przy okazji o to, żeby podreperować budżety. W Unii Europejskiej głośno mówi się o opodatkowaniu sektora finansowego podatkiem od transakcji (Financial Transaction Tax). W zasadzie przywódcy UE chcieliby, by podatek ów uczynić globalnym.

Jestem temu przeciwny, bo to propozycja zbliżona do tzw. podatku Tobina. Obciążenie transakcji finansowych podatkiem na pewno nie przyczyni sie do zwiększenia stabilności systemu. Z całą pewnością zredukuje zaś płynność i wolumen transakcji na rynkach. Moim zdaniem bardziej rozsądną i możliwą do przyjęcia propozycją jest FAT (Financial Activities Tax), czyli podatek nakładany bezpośrednio na zyski banków i instytucji finansowych. W każdym razie wprowadzić wewnątrzunijny podatek zmierzający prosto do Brukseli będzie bardzo trudno ze względów politycznych. Obecny klimat po prostu temu nie sprzyja.

Jednak centralny unijny podatek – w jakiejkolwiek formie – mógłby być źródłem finansowania w razie kryzysów bankowych. Może European Financial Stability Facility, czyli specjalny fundusz gwarancyjny dla krajów strefy, to taka jaskółka, która zwiastuje zmianę w tym kierunku?

Mam wątpliwości. Gdy tworzono tę instytucję dobrze zadbano o to, żeby tak nie było. Jeszcze raz mówię – obecnie wprowadzenie centralnego opodatkowania w unii jest politycznie niemożliwe.

To może euroobligacje? Skądś pieniądze na ratowanie upadających krajów wziąć trzeba.

Przecież emisja euroobligacji to transfer pewnych uprawnień z poziomu państw narodowych do Brukseli. To nie przejdzie. Ekonomiści w tej kwestii nie mają wiele do powiedzenia. Decyzje należą do polityków, my tylko opracowujemy rozwiązania odpowiadające wytworzonym przez nich warunkom.

Co zatem z krajami, które wpadły w finansowe kłopoty?

Jeśli mowa o Grecji, czy Portugalii, to obawiam się, że te kraje nie unikną restrukturyzacji. Już za późno na działania prewencyjne lub ratunkowe. Restrukturyzacja długu kraju znajdującego się w strefie euro to jednak coś, czego jeszcze nie ćwiczyliśmy, to będzie bałagan. Trzeba ją przeprowadzić z głową. Być może konieczne będzie wprowadzenie czegoś na kształt podwójnego środka płatniczego. Dodatkowo problematyczne będzie odpowiednie rozłożenie odpowiedzialności za obecny stan rzeczy pomiędzy te kraje, a inwestorów, którzy pożyczali im pieniądze.

A strefa euro? Restrukturyzacja nie zagrozi istnieniu tego klubu?

Trudno powiedzieć, ale sądzę, że nawet mimo upadku Grecji euro może przetrwać. Pytanie tylko, w jakiej formie, a także, czy uda się rozwiązać problemy budżetowe państw UE? Wprowadzenie odpowiednich regulacji w systemie finansowym, które zapobiegną kolejnym kryzysom bankowym na podobną skalę, może oczywiście w tym pomóc.

Gdy słyszę takie zapewnienia przypominają mi się pyszne deklaracje ekonomistów sprzed 2008 r. o tym, jak świetnie potrafią zapobiegać kryzysom. Jesteście tacy skuteczni w przewidywaniu?

Jak już powiedziałem, nikt nie twierdzi, że uda mu się raz na zawsze uzdrowić gospodarkę i finanse. Chodzi o złagodzenie skutków ewentualnych zaburzeń. Zgadzam się, że ekonomistom nie udało się przewidzieć kryzysu, a większość prognoz, które kreślą taki albo inny scenariusz dla gospodarki z większą niż kilkuprocentową pewnością, uważam za przesadę. Ekonomia to wciąż nauka, która ma dużo do odkrycia, wielu rzeczy jeszcze nie wiemy, nie ma powodów, by się pysznić.

London School of Economics, której jest pan profesorem, to matecznik dwóch największych i zwalczających się umysłów w ekonomii: Johna Maynarda Keynesa i Friedricha Augusta von Hayeka. Który z nich pana zdaniem przepisał skuteczniejsze lekarstwa na obecny kryzys finansowy?

Keynes. Hayek zajmował się raczej efektywnością, a z Keynesa można czerpać nauki, gdy tak, jak teraz mamy problemy ze stabilnością, z brakiem równowagi w systemie. Nie należy jednak zapominać, że ci dwaj geniusze ekonomii to już historia tej nauki. Obecnie wśród ekonomistów nie ma takiej jednolitej ortodoksji, którą można zastosować wszędzie. Starają się oni po prostu skutecznie rozwiązywać konkretne i aktualne problemy. Jest jednak jedna rzecz, która łączy tak Hayeka, jak i Keynesa w odniesieniu do współczesnych problemów gospodarczych. Obaj wiedzieli, że nie potrafią wróżyć. Dlatego na wszystko, co powiedziałem o tym, co być może, proszę wziąć odpowiednią poprawkę.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Prof. Charles Goodhart wykładał na London School of Economics (nadal prowadzi badania naukowe na tej uczelni), był też członkiem Komitetu Polityki Pieniężnej Banku Anglii (odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej). Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących polityki pieniężnej, wpływu regulacji na sektor finansowy i funkcjonowania banku centralnego.

Prof. Charles Goodhart będzie gościem Europejskiego Kongresu Finansowego 26 maja w Sopocie. (www.efc2011.pl). Obserwator Finansowy jest patronem medialnym tego wydarzenia.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły