W głowach inwestorów dominuje spekulacja

07.06.2013
Kilkuprocentowym zwyżkom cen akcji towarzyszy w ostatnich tygodniach osłabienie w świecie wskaźników aktywności gospodarczej. Wśród inwestorów już dawno nie było tak wyraźnie widać dominacji postaw spekulacyjnych nad fundamentalnymi przesłankami decyzji inwestycyjnych. Zwiększa to nieprzewidywalność przyszłych zachowań cen aktywów, a więc i ryzyko.

Tokijska giełda papierów wartościowych, Index Topix (CC By Dick Thomas Johnson)


Spekulacja ma podłoże w decyzjach banków centralnych. W ostatnich tygodniach mamy do czynienia z kolejną falą obniżek stóp procentowych na świecie. Koszt pieniądza spadał nie tylko w Polsce, ale także w strefie euro, Australii, Danii, Indiach, Korei, Izraelu, Turcji, Brazylii i na Węgrzech. Powodem jest słabość koniunktury gospodarczej.

Na przełomie pierwszego i drugiego kwartału zaczęły pojawiać się sygnały poddające w wątpliwość dotychczasowe przewidywania ekonomistów, że z każdym kwartałem tego roku kondycja globalnej gospodarki będzie coraz lepsza. Tymczasem od końca minionego roku aktywność światowej gospodarki zmniejsza się. Globalny wskaźnik PMI, obrazujący tendencje zarówno w przemyśle, jak i usługach, spadł w kwietniu do 51,9 pkt i osiągnął najniższy poziom od października 2012 r.

Odczyty te są tym bardziej niepokojące, że pierwsze miesiące roku sezonowo są dla gospodarek korzystniejsze niż druga połowa roku. O ile osłabienie w I kwartale można było wiązać z przedłużającą się zimą, to kwietniowy odczyt miał już jednoznacznie negatywną wymowę. Co więcej, wstępne odczyty wskaźników aktywności za maj, które są publikowane dla najważniejszych obszarów gospodarczych świata – USA, strefy euro i Chin – nie przynoszą poprawy. W Państwie Środka PMI spadł poniżej 50 pkt, w USA obniżył się z 52,1 pkt do 51,9 pkt i osiągnął najniższy poziom od października 2012 r., a w Eurolandzie doszło do poprawy, ale ta gospodarka wciąż wykazywała oznaki łagodnej recesji.

(infografika Darek Gąszczyk)

Zrozumiała reakcja władz monetarnych

Nic więc dziwnego, że władze monetarne przystąpiły do działania. Uzasadnione było ono także spadającą inflacją. Kraje, które mają problem z jej nadmierną wysokością można liczyć na palcach jednej ręki. W państwach należących do OECD, czyli w grupie najbardziej uprzemysłowionych krajów świata, obniżyła się ona w marcu do 1,6 proc., najniższego poziomu od połowy 2010 r. Średnio w ostatnich 3 latach wynosiła 2,3 proc.. W ostatnich kilkudziesięciu latach jedynie w 2009 r. była niższa, ale wtedy gospodarki na świecie doświadczały silnej recesji. Niskie tempo wzrostu cen w gospodarkach pozwala nie tylko zmniejszać koszt pieniądza, ale również kontynuować ilościowe luzowanie polityki monetarnej.

Wszystkie te kroki podejmowane są ze świadomością, że luźna polityka pieniężna, na którą składają się ujemne, albo bardzo niskie, realne stopy procentowe oraz skup aktywów w największych gospodarkach przynoszą ograniczone efekty ekonomiczne. Równocześnie coraz bardziej zauważalna staje się dysproporcja pomiędzy wpływem banków centralnych na gospodarki i na rynki finansowe. Ostatni raz koniunktura na świecie rosła szybciej od średniej z ostatnich 10 lat w I kwartale 2012 r.

Prognozy ekonomistów zakładają, że w III kwartale wzrost wyrówna średnie tempo z ostatnich 10 lat, w IV kwartale nieznacznie je przekroczy. Równocześnie obniżająca się 5-letnia średnia dowodzi, że światowa gospodarka nie przezwyciężyła wciąż jeszcze kryzysu zapoczątkowanego w 2008 r. i w dłuższym terminie rozwija się w coraz słabszym tempie.

25 – proc. spadek jena

Najlepszą egzemplifikacją spekulacyjnych zachowań inwestorów jest to, co dzieje się z japońskimi aktywami. W tym roku to decyzje tamtejszego banku centralnego zrobiły na inwestorach największe wrażenie. Chodzi o determinację w walce z deflacją, której przezwyciężeniu ma pomóc zwiększenie skali skupu aktywów oraz podwyższenie do 2 proc. celu inflacyjnego. W efekcie tylko w tym roku wartość jena spadła w relacji do najważniejszych światowych walut o 12 proc., a od lipca 2012 r. zniżka sięga już blisko jednej czwartej. Japońskie akcje podrożały w tym roku o blisko połowę, a od lipca minionego roku poszły w górę o przeszło 80 proc.

Strategia inwestorów jest prosta – taniejący jen poprawia konkurencyjność japońskich firm, więc jest szansa na poprawę ich zysków, co oznacza ich większą atrakcyjność. Problem jednak w tym, że perspektywy wzrostu zysków nie są adekwatne do skali zwyżek cen japońskich akcji. Nawet zakładając spełnienie się przewidywań analityków na ten rok tamtejsze walory pozostaną jednymi z najdroższych na świecie – wskaźnik cena/zysk po uwzględnieniu prognozowanych na ten rok zysków wynosi ponad 20. Dla globalnego rynku akcji jest to niecałe 13, a dla polskiego mniej niż 12.

Specyficzna jest natomiast sytuacja obligacji. W początkach kwietnia w reakcji na plany nowego szefa Banku Japonii dochodowość 10-latek poszła w dół do 0,44 proc., by od tego czasu podnieść się do 0,87 proc., najwyższego poziomu od czerwca 2012 r. To sygnał, że inwestorzy przestali wierzyć we wpływ skupu aktywów na ceny obligacji. Pokazuje to, że nawet mimo nasilonego skupu aktywów mogą one tracić na wartości.

W skali tego roku pod kreską są długoterminowe papiery skarbowe USA, Szwajcarii, Szwecji, Japonii, a w Wielkiej Brytanii i Kanadzie zyski są jedynie symboliczne.

Podobnie jest z obligacjami korporacyjnymi firm z ratingami inwestycyjnymi, czyli bezpieczniejszymi niż papiery typu high yield, które takich ocen wiarygodności nie posiadają. W zależności od regionów świata, z których pochodzą emitenci, albo minimalnie zyskują, albo już wyraźnie tracą. Jedynie papiery wysokiego ryzyka przynoszą jeszcze w tym roku solidne zyski. Zachowanie obligacji jest o tyle ważne, że to na tym rynku skupia się głównie aktywność banków centralnych prowadzących ilościowe luzowanie polityki pieniężnej.

Spekulacyjne zachowania

Z obliczeń Bloomberga i Goldman Sachs wynika, że spółki śmieciowe w USA, czyli najbardziej zadłużone i  osiągające najniższe zyski w tym roku zyskały już 27 proc., czyli dwa razy tyle, co cały rynek giełdowy. Jednocześnie ponad 90 proc. spółek z indeksu Russell 1000 poszło w tym roku w górę. Tak szeroko giełda w USA szła w górę ostatnio 18 lat temu. Widać więc, że inwestorzy przestali być „wybredni” i kupują już nie tylko najlepsze spółki, ale jeszcze większym wzięciem cieszą się te o spekulacyjnym charakterze. Pokazuje to, że „strach” kompletnie ustąpił miejsca „chciwości”, co można uznać za symptom zbliżania się ku końcowi trwającej od blisko roku tendencji zwyżkowej cen akcji na świecie.

Oznak spekulacyjnych zachowań jest więcej, mamy je również na warszawskim parkiecie. Chodzi na przykład o pokaźne majowe zwyżki części mniejszych spółek, które przez ostatnie lata bardzo dobrze się rozwijały, ale teraz ich wyniki znalazły się pod presją z uwagi na pogłębiające się spowolnienie w naszej gospodarce. Można odnieść wrażenie, że zyskują mniej dzięki dobrym ocenom aktualnej ich kondycji, a bardziej z uwagi na korzystną historię. W efekcie jednak wyceny wielu takich spółek stały się bardzo wysokie.

Niepokojące rozmiary przybrał też optymizm inwestorów. Najnowsza ankieta Investors Intelligence, odzwierciedlająca oceny perspektyw amerykańskiej giełdy wyrażane przez autorów najpopularniejszych biuletynów inwestycyjnych, wykazała 55,2 proc. byków i 18,8 proc. niedźwiedzi. W efekcie relacja obu obozów zbliżyła się do krytycznego poziomu 3:1, którego przekroczenie uznawane jest za silne ostrzeżenie przed średnioterminowymi zniżkami.

(infografika Darek Gąszczyk)

W takich okolicznościach nie dziwi, że w ostatniej dekadzie maja inwestorzy na świecie zaczęli wykazywać coraz większą nerwowość, co przełożyło się na przykład na ponad 7-proc. przecenę na japońskiej giełdzie tylko jednego dnia (23 maja). Tak nagłe zwroty sytuacji najczęściej oznaczają początek końca spekulacyjnych zachowań na rynkach finansowych i zapowiadają stopniowy powrót do podejmowania decyzji opartych dużo mocniej na fundamentach niż w ostatnich tygodniach.

Realizacja takiego scenariusza oznaczałaby podniesienie się zmienności notowań na rynkach finansowych, a to oznaczałoby większe ryzyko inwestycji. Byłoby to korzystne środowisko do wystąpienia mocniejszych zniżek aktywów, które przez ostatnie miesiące zyskiwały dzięki rozluźnianej polityce monetarnej na świecie. W najlepszym razie wymazana zostałaby ostatnia fala ich zwyżek, rozpoczęta w drugiej połowie kwietnia, w gorszym wariancie – bylibyśmy u progu wielomiesięcznego pogorszenia koniunktury.

(infografika Darek Gąszczyk)

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test