Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w makroekonomii i finansach publicznych

Kryterium kursowe ciężko zlikwidować, ale można rozszerzyć jego interpretację

Nie możemy dziś powiedzieć z całą pewnością, że w ERM2 złoty będzie się tylko umacniał. Dlatego powinno nam zależeć na maksymalnym poszerzeniu pola manewru tak, aby kurs mógł działać stabilizująco w jedną i w drugą stronę. Do tego może uda się przekonać kraje strefy euro – uważa prof. Cezary Wójcik.
Kryterium kursowe ciężko zlikwidować, ale można rozszerzyć jego interpretację

Cezary Wójcik

Obserwator Finansowy: Prezes NBP Marek Belka, podczas debaty zorganizowanej przez prezydenta, przekonywał, że Polska powinna zabiegać o zniesienie wymogu uczestnictwa w ERM2 przed przyjęciem euro. Czy kryterium kursu walutowego ma jakiś sens ekonomiczny?

Cezary Wójcik: Zniesienie kryterium kursowego wymagałoby zmiany traktatów, a to dzisiaj wydaje mi się mało prawdopodobne, chociaż oczywiście nie niemożliwe. Widzę jednak szansę na to, aby po dyskusjach politycznych zapewnić Polsce korzystną interpretację tego kryterium. Ono nie jest bowiem do końca określone, spory jest zakres dyskrecji. Wiemy, że w przeszłości zarówno Komisja Europejska jak i Europejski Bank Centralny różnie oceniały te same wyniki. Dlatego ważne byłoby uzyskanie zapewnienia, że po dwóch latach w ERM2 interpretacja spełnienia kryterium kursowego byłaby dla nas korzystna.

Na razie wymóg jest taki, żeby złoty przez dwa lata przebywał w ERM2 bez „poważnych napięć” (severe tensions). Jak rozumiem, te „poważne napięcia” to dość nieokreślone pojęcie?

Tak. Jedna z interpretacji jest taka, że kurs rynkowy może się aprecjonować o 15 proc. w górę, ale w dół już mniej, na przykład 2,5 proc. Z punktu widzenia Polski korzystne byłoby zapewnienie o traktowaniu symetrycznym – aby kurs bez negatywnej finalnej oceny mógł pójść w górę o 15 proc. ale także w dół o tyle samo. Istotne są też kwestie interpretacji ewentualnych interwencji walutowych, zmian parytetu itp.

Przykład Słowacji pokazał, że przebywanie w ERM2 w praktyce sprzyja, nadmiernej nawet, aprecjacji waluty i wymaga kosztownych interwencji. Czy tak samo nie byłoby w Polsce?

Tego nie można na 100 proc. przewidzieć. Polska gospodarka jest podobna do słowackiej pod tym względem, że szybko się rozwija i dogania Zachód. Szybszy wzrost może zaś sprzyjać tendencji do aprecjacji kursu w ramach pasma ERM2, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że im bliżej wejścia do euro tym mniejsza będzie percepcja ryzyka makroekonomicznego i silniejsze korzyści z ewentualnej gry na konwergencję.

To jednak tylko część tego obrazka. Pamiętajmy, że rząd słowacki sam starał się aby kurs się wzmacniał, bo to zwiększało siłę nabywczą obywateli, nie pogarszając perspektyw sektora eksportowego, który jest tam zdominowany przez kilka zagranicznych firm. W Polsce udział krajowych przedsiębiorstw w eksporcie jest wyższy, więc ekonomia polityczna byłaby pewnie inna.

Dzisiaj mamy też w Polsce niższą inflację i stopy procentowe, a więc strumienie kapitału mogą być bardziej stabilne. Nie możemy więc dziś powiedzieć z całą pewnością, że kurs będzie się stale wzmacniał. Dlatego właśnie powinno nam zależeć na maksymalnym poszerzeniu pola manewru, tak aby kurs mógł działać stabilizująca zarówno w jedną jak i w drugą stronę.

A możemy porównywać rynek słowackiej korony z rynkiem złotego, na którym – wg danych z raportu NBP „Rozwój systemu finansowego w Polsce” – obroty w 2011 r. wynosiły 10 mld dol. dziennie, aż 80 proc. transakcji przypadało na zagranicę, a wiele z nich miało charakter spekulacyjny?

To prawda, ale nawet nasz wielokrotnie większy od słowackiego rynek jest dzisiaj dość stabilny. Zobaczmy jak się zachowuje kurs złotego w ostatnich latach. Po pierwsze, nie mamy silnej tendencji do aprecjacji, którą obserwowaliśmy jeszcze przed kryzysem. Po drugie, działania NBP, zarówno jeśli chodzi o interwencje bezpośrednie, jak i słowne były dość skuteczne w ostatnim okresie. Zatem, jakkolwiek prawdą jest, że na głębszym rynku siła interwencji banku centralnego jest odpowiednio mniejsza, to jednak wydaje mi się, że moglibyśmy stabilizować kurs w ramach ERM2 w sposób, który byłby dla nas korzystny.

Rezerwy NBP w marcu 2012 r. były najwyższe w historii i wyniosły 108,9 mld dolarów, ale to raptem 10- krotność dziennych obrotów na złotym. Czy, gdyby nie starczyło „amunicji”, Europejski Bank Centralny mógłby nam pomagać?

System ERM2 zakłada wspólne interwencje – w tym przypadku NBP i EBC – ale na krańcach pasma. W ramach pasma musiałyby być to interwencje NBP, ale oczywiście moglibyśmy liczyć wciąż choćby na interwencje słowne EBC.

W raporcie o przystąpieniu do euro, który Pan przygotowywał w 2009 r. pojawia się opinia, że trudność testu ERM2 polega na tym, że ciężar oddziaływania na koniunkturę, jak i stabilizowania inflacji spoczywałby tylko na polityce fiskalnej, bo monetarna byłaby podporządkowana walce o kurs. Jak duży byłby to problem?

To jest ryzyko. Ale będzie ono mniejsze właśnie wtedy, gdy interpretacja kryterium kursowego będzie symetryczna. Wtedy zmiany kursu nie będą nas tak bardzo martwiły i nie będzie trzeba się tak mocno angażować w eliminację ewentualnych wahań kursu w dół – a to stanowiłoby największe ograniczenie dla polityki pieniężnej. Ważne jest przy tym, aby jeszcze przed wejściem do ERM2 dokonać skutecznej konsolidacji fiskalnej, tak aby nie borykać się z tym w ramach pasma. Z tego samego powodu odpowiednio wcześniej należałoby także zmienić konstytucję.

Z tego co Pan mówi wynika, że nie jest powiedziane, że w ERM2 sobie nie poradzimy, ale mimo wszystko lepiej zapewnić sobie bardziej elastyczną interpretację kryterium walutowego.

Tak właśnie myślę. Zresztą nie dotyczy to tylko kryterium walutowego. Powinniśmy naciskać, aby wszystkie kryteria z Maastricht interpretowano w sposób dla nas korzystny i aby interpretacja była z góry znana. Dzisiaj tak niestety nie jest, a w ostatnim czasie sytuacja się nawet pogorszyła. Weźmy kryterium inflacyjne – tam wartość referencyjną w ostatnich kilku latach określano za każdym razem inaczej – raz włączano do obliczeń kraje, które miały deflację, później ich nie włączano, następnie nie włączano niektórych krajów z innych przyczyn, na przykład argumentując że były objęte programami stabilizacyjnymi. Z punktu widzenia kraju kandydującego do euro to wszystko rodzi ogromną niepewność, tak naprawdę do końca nie wiadomo czy kryteria da się spełnić, o czym boleśnie przekonała się m.in. Litwa.

Jak mogłoby wyglądać formalnie to uelastycznienie kryteriów dla Polski skoro w grę nie wchodzi zmiana traktatów? To byłby ustalenia w ciszy gabinetów między Polską, Komisją Europejską, a Europejskim Bankiem Centralnym?

Oczywiście i w KE i EBC ten komunikat powinien się pojawić, ale kluczowe byłyby ustalenia z krajami członkowskimi, szczególnie z tymi najważniejszymi, jak Niemcy czy Francja. Pragmatyka tych ocen wygląda bowiem tak, że EBC jest bardzo technokratyczny i konserwatywny, a Komisja bardziej polityczna i elastyczna. Ostatecznie jednak obie instytucje wydają tylko rekomendację, a formalną decyzję wydają kraje eurogrupy. Dlatego kluczowymi partnerami dla nas są państwa członkowskie strefy euro, choć oczywiście i KE i EBC są w tym procesie bardzo ważne.

A kraje członkowskie chcą nas w tej unii walutowej? To byłoby politycznie ważne, że Polska decyduje się dołączyć?

Na pewno Polska z powodu swojej wielkości, znaczenia politycznego, a także faktu, że bardzo dobrze poradziła sobie w kryzysie jest potencjalnie atrakcyjnym partnerem dla strefy euro. Z drugiej strony nie ma co ukrywać, że strefa euro jest teraz pogrążona w kryzysie i nie ma specjalnej ochoty nowych członków przyjmować. Można też odnieść wrażenie, że i Polska niespecjalnie chce do strefy euro przystąpić, pomimo bardzo pożytecznej dyskusji, która się w tej sprawie toczy. W sumie mamy więc bardzo dobrą sytuację wyjściową: dobre oceny w UE, rosnącą siłę polityczną, elastyczność w wyborze momentu wejścia, coraz silniejsze postrzeganie procesu integracji ze strefą euro jako punktu odniesienia dla dalszej modernizacji kraju.

Rozmawiał Marek Pielach

Cezary Wójcik – profesor PAN i SGH, visiting scholar na uniwersytetach Harvarda, Berkeley, Melbourne, Glasgow, Humboldta i in. Był założycielem i Dyrektorem Biura ds. Integracji ze Strefą Euro NBP, nadzorował pracę nad przygotowanym przez NBP w 2009 roku raportem dotyczącym przystąpienia Polski do strefy euro.

Cezary Wójcik

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Polska droga do 5G

Kategoria: Analizy
Z komunikatów marketingowych operatorów komórkowych wynika, że wiosną Polska weszła w erę technologii 5G. W świecie realnym jedyną zmianą, którą dostrzegą pierwsi polscy klienci usług piątej generacji będzie pojawienie się znaczka 5G na wyświetlaczach smartfonów.
Polska droga do 5G

Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Kategoria: Zewnętrzni eksperci
Obecny kryzys z punktu widzenia polityki pieniężnej nie ma precedensu. Jak na razie nie ma ryzyka inflacji. Trzeba jednak uważać, by nie kontynuować działań specjalnych, gdy pandemia już minie - przekonuje Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii.
Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Japońskie zagadki makroekonomiczne, finansowe i kursowe

Kategoria: Analizy
Japonia nie pasuje do wzorca z praktycznej ekonomii. Jest piekielnie zadłużona, lecz na co dzień mało to jej szkodzi. Gospodarka od lat tylko drepcze, ale jen cieszy się uznaniem i popytem. W książkach piszą, że powinno być źle i gorzej, ale płaczu i złorzeczeń z Japonii nie słychać.
Japońskie zagadki makroekonomiczne, finansowe i kursowe