• Obserwator Finansowy

Glapiński: złoty powinien pozostać polską walutą

22.05.2019
Dopóki będę prezesem NBP Polska nie wejdzie ani do ERM2, ani do strefy euro - zapowiedział prof. Adam Glapiński w czasie konferencji "Złoty, euro i sprawa polska". Niemal wszyscy jej uczestnicy podkreślali korzyści z utrzymania samodzielnej polityki pieniężnej i płynnego kursu walutowego.

Prezes NBP prof. Adam Glapiński (fot. NBP)


W roku 100-lecia złotego i 20-lecia euro po raz pierwszy tak otwarcie zakomunikowane zostało stanowisko banku centralnego w sprawie ewentualnego zastąpienia złotego przez euro. Złoty jest i będzie polską walutą, a najbliższe rocznice strefy euro będą obchodzone bez Polski. Tak przynajmniej wynika ze słów prezesa NBP.

– Podjąłem decyzję, że niezależnie od tego, kto będzie rządził w Polsce, dopóki będę prezesem NBP, Polska nie wejdzie ani do ERM2, ani do strefy euro. (…) Tego wymaga dobro polskiej gospodarki i Polaków – powiedział prof. Adam Glapiński, a agencje prasowe precyzowały, że oznacza to brak starań o przyjęcie euro przynajmniej do 2022 roku, bo wtedy upływa kadencja Prezesa NBP.

– Nie ulega żadnej wątpliwości, że przeżywamy w Polsce prawdziwy cud gospodarczy (…) Stabilny wzrost i brak nierównowag nie jest dziełem przypadku. Zawdzięczamy go przede wszystkim posiadaniu własnej waluty, która umożliwia prowadzenie niezależnej polityki pieniężnej oraz niepodporządkowanej nakazom innych państw polityki fiskalnej. Posiadanie własnej waluty i całkowicie płynnego kursu walutowego jest olbrzymim atutem polskiej gospodarki – przekonywał prof. Adam Glapiński.

Prezes NBP zaznaczył, że w tej sytuacji nawet wejście do systemu ERM2, czyli mechanizmu ograniczania zmienności kursu walutowego, który jest przedsionkiem strefy euro „byłoby bardzo złą i niezwykle szkodliwą decyzją”.

Konferencję „Złoty, euro i sprawa polska” wraz z NBP zorganizowało Centrum im. Adama Smitha i w podobnym tonie wypowiadał się też prezydent CAS.

– Mamy już doświadczenia, które pozwalają powtórzyć konkluzję z raportu Komisji Europejskiej na 10-lecie euro. Konkluzja była taka, że wprowadzenie euro było sukcesem, ale wyłącznie politycznym, bo wyniki gospodarcze krajów, które weszły do strefy euro są niestety gorsze niż przed wejściem – mówił Andrzej Sadowski.

– Strefa euro jest wehikułem konserwującym różnice w poziomie rozwoju krajów – dodawał dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBank-u oraz współautor książki „Paradoks euro. Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty”.

On też podkreślał, że rezygnacja z własnej waluty, która w razie szoku zewnętrznego może stracić na wartości, nie ma żadnej sensownej alternatywy. Nie jest nią bowiem wewnętrzna dewaluacja jako proces trudny, długotrwały i kosztowny społecznie. Nie są nią także transfery fiskalne, które przez wzrost cen i płac pogarszają tylko konkurencyjność słabszych regionów. Przynajmniej w obszarze walutowym, który nie jest optymalny.

Inna sprawa, że nowością w tej dyskusji było stwierdzenie, że mało który obszar walutowy jest optymalny. Dotyczy to nie tylko Unii Europejskiej ze skromnym budżetem wspólnym o wielkości 1 proc. PKB, ale nawet Stanów Zjednoczonych z budżetem federalnym na poziomie 20 proc. PKB. Okazuje się, że Alabama, Zachodnia Wirginia czy Missisipi od lat otrzymują naprawdę pokaźne fundusze federalne, a ich przełożenie na rozwój jest jakościowo lepsze niż w przypadku Grecji, Hiszpanii czy Portugalii w czasie eurokryzysu.

– Zasadniczą wadą unii walutowej jest ogromna trudność utrzymania pełnego zatrudnienia w przypadku asymetrycznego szoku w poszczególnych systemach obszaru walutowego – to z kolei opinia dr hab. Ireneusza Dąbrowskiego z SGH. Ta wada przesłania „iluzoryczne zalety” wprowadzania wspólnej waluty: niższe koszty transakcyjne, wyższą przejrzystość cenową oraz brak ryzyka walutowego.

Widać więc, że zdaniem uczestników konferencji, bilans zastępowania złotego euro byłby niekorzystny. Problem w tym, że Polska do przyjęcia euro zobowiązała się w Traktacie Akcesyjnym do Unii Europejskiej. Sam moment zainicjowania procedury przyjęcia euro jest jednak objęty derogacją, czyli upraszczając: nie mamy wyznaczonego żadnego granicznego terminu rozpoczęcia naszych starań.

– Z punktu widzenia zasad interpretacji prawa międzynarodowego mamy obowiązek lojalnie działać w kierunku wykonania umowy, w kierunku przyjęcia euro, bo do tego jesteśmy zobowiązani. Zmiana tego zobowiązania wymaga uruchomienia mechanizmu zmiany traktatów założycielskich, (…) a to wymaga zgody wszystkich państw członkowskich UE. Oczywiście nasz status derogacji nie ma określonych ram czasowych, nie jest powiedziane w jakim terminie powinniśmy przyjmować euro – wyjaśniał dr Jarosław Wierzbicki.

– Stan derogacji, który mamy, jak każda prowizorka, może się okazać najtrwalszy z możliwych – podsumował dr Wierzbicki.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test