G7+ zamiast G20

17.11.2014
Zaczynam od Paula Krugmana, który pisze o niedocenianiu sukcesów administracji Obamy i o tego, kto powinien rządzić światem. A ponadto kilka tekstów po antyszoku naftowym, a także o skutkach robotyzacji i że wolny rynek to nie to samo co konkurencja doskonała. Na deser Maciej Samcik o klęsce PKP ze sprzedażą biletów na Pendolino w internecie, więc jak widać nie tylko Państwowa Komisja Wyborcza ma problemy z systemami komputerowymi.


Najnowszy tekst Paula Krugmana posłuży do skomentowania wyników niedzielnych wyborów samorządowych. Otóż pisze noblista, że opozycja nie jest w stanie dostrzec żadnego sukcesu administracji, a takim jest opanowanie zagrożenia Ebolą w USA czy Obamacare (10 mln osób dotychczas nie objętych systemem ma nowe ubezpieczenie medyczne). Deficyt budżetu wbrew czarnowidzom obniża się, bo gospodarka daje sobie radę. Opozycja omawia z lubością przypadek bankructwa firmy Solyndra, która wcześniej skasowała 0,5 miliarda dolarów rządowej dotacji, ale nie dostrzega, że cały program przyniesie zysk. Pewnie Krugman ma trochę racji krytykując strategię spalonej ziemi, problem w tym , że republikanie wygrali wybory, a w Polsce też opozycja odniosła sukces.

Na świecie wydarzeniem weekendu, może nie najważniejszym jeśli chodzi o skutki, ale najbardziej intensywnie omawianym był szczyt G20 w Brisbane. Dwaj autorzy z think tanku Breugel Jim O’Neill i Alessio Terzi przygotowali opinię na temat globalnych instytucji po przeprowadzeniu ankiety wśród tak zwanych szerpów przygotowujących mitingi grupy G20. Opinia autorów jest jednoznaczna: G20 nie odniesie sukcesów w czasie spotkań poza okresami kryzysów, ponieważ ma zbyt wielu członków, jej agenda jest zbyt obszerna i na dodatek zmieniają się preferencje wraz z rotującymi organizatorami. Autorzy podtrzymują sens istnienia G20, ale w odniesieniu do mniej istotnych spraw. Podstawowe, dotyczące globalnych nierównowag, spraw finansowych i monetarnych powinna omawiać i podejmować decyzje grupa G7+. W jej skład powinny wejść Chiny, Indie, USA, Rosja, Brazylia, Japonia, Wielka Brytania i tylko jeden reprezentant strefy euro. Aktualnie w G7 nie ma żadnego państwa grupy BRIC są natomiast Kanada, Francja, Niemcy i Włochy, co oczywiście wskazuje na jej niereprezentatywność dla czołowych potęg gospodarczych świata.

Kilka tekstów na temat antyszoku naftowego, czyli spadku cen ropy do 75 dolarów za baryłkę. Gavyn Davies pokazuje, że o ile spadek cen ropy zmusił do rewizji prognoz inflacji na świecie, to nie zmieniły się prognozy PKB, mimo że można liczyć – według MFW na jego wzrost od 0,5 do 1,2 punktu procentowego, zależnie czy niższe ceny zadziałają tylko przez efekt relatywnie wyższych dochodów, czy tez ogólnie wzrośnie optymizm i zaufanie do kierunku w jakim zmierza światowa gospodarka. Tłumaczenia dlaczego nie dochodzi do rewizji nie przekonują go i prognozy już wkrótce będą zmienione na bardziej optymistyczne.

Optymizm nie pojawi się u wszystkich. Spadające ceny ropy mogą wpędzić w kłopoty zadłużone kompanie naftowe zajmujące się ropa z łupków.

Przegranymi są także Rosja, Iran i Państwo Islamskie – pisze oilprice.com. cytując eksperta z Azerbejdżanu Vagifa Sharifova, który porównuje obecny spadek cen ropy do spadku cen z lat 80. kiedy USA przymusiły ZSRR do ponoszenia wydatków, na które nie było go stać i doprowadziły do rozpadu.

Natomiast niskie ceny ropy są korzystne dla krajów wschodzących, tych które nie tracą, lecz zyskują przy niskich cenach surowców (m.in. Tajlandia, Indie, Chiny czy Filipiny). Tam warto inwestować twierdzi Telegraph.

Chiny już korzystają z niskich cen ropy budując swoje zapasy – rekordowa liczba tankowców płynie z Bliskiego Wschodu do Państwa Środka.

Tyle o ropie. Oryginalna weryfikacja dwóch popularnych hipotez o skutkach robotyzacji. Mianowicie, że być może dzięki robotyzacji wytwórczość zacznie wracać do krajów wysokorozwiniętych i że wzrośnie popyt na osoby z wysokimi umiejętnościami. Zdaniem Dalii Marin z Uniwersytetu w Monachium nie jest to wcale oczywiste, na co przedstawia dowody. Powroty są jak dotychczas anegdotyczne, a nie wyraźnym trendem, przeciwnie – offshoring nadal utrzymuje się. Z kolei premia za umiejętności zaczyna maleć w krajach wysokorozwiniętych, a maszyny (roboty) i umiejętności są raczej substytutami niż wartościami uzupełniającymi się. W związku z czym autorka stawia na koniec tekstu kilka pytań: Czy szybki rozwój edukacji nie jest czasem błędną odpowiedzią na wyzwania globalizacji? Czy nie zobaczymy w następnej dekadzie nadmiaru kapitału ludzkiego? Czy przypadkiem nie jest tak, że wojna o talenty i niedostatek kapitału ludzkiego, to już tematy z przeszłości?

Zgrabny tekst na temat tego, że wolny rynek niekoniecznie musi oznaczać doskonałą konkurencję. Ba, konkurencja doskonała może hamować wzrost gospodarczy. Rozumowanie jest proste: Wzrost jest napędzany przez innowacje. Ludzie będą innowacyjni jeśli będą mieli zachęty do bycia innowacyjnymi. Zachęty płyną z zysków ekonomicznych. Zyski pojawią się  tylko wtedy gdy innowator lub firma dysponuje siła rynkową. Czyli możliwością ustanowienia ceny wyższej niż marginalny koszt uzyskania zysku. Jeśli pozwolisz konkurentom na skopiowanie innowacji, ceny spadną do poziomu zysku krańcowego i zlikwidują zachętę do bycia innowacyjnym.

Dobiegł końca konflikt między Hachette i Amazon, ale nie zakończyła się wojna Amazona z wydawcami. Amazon nie osignął swojego celu to znaczy zgody na ustanawianie własnych cen w sklepie książki i e-booki Hachette. Ale niewątpliwie jego pozycja pozostaje niezwykle silna, zbyt silna. Dobry opis sporu i jego zakończenia z Fiscal Times.

Na deser internetowa katastrofa Pendolino z klawiatury Macieja Samcika. Po barwnym opisie jak nie tyle padła co w ogóle nie ruszyła sprzedaż internetowa Samcik komentuje: ”Internetowa katastrofa PKP jest kompletna, bo oprócz tego, że nie da się kupić biletów na pendolino, to nie da się też kupić przez internet jakichkolwiek biletów, oddać biletów wcześniej kupionych, podobno są też problemy z biletami w smartfonach (na stronach InterCity pojawił się komunikat, że będą sprawdzane w ramach awaryjnej procedury, czyli z kontrolą dokumentu tożsamości podróżnego). I tym sposobem pendolino, które ma być przełomem w postrzeganiu kolei i które ma spowodować, że więcej osób zechce podróżować po kraju koleją, na razie jest kolejnym dowodem na to, że państwowe koleje w Polsce działają nadal “analogowo” – tak, jakby nie miały konkurencji i jakby jej klienci nie mieli żadnej alternatywy”.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test