Autor: Regina Skibińska

Dziennikarka specjalizująca się w tematyce ubezpieczeniowej.

Ubezpieczenia nie rozwiążą problemu suszy, ale mogą ograniczyć straty

Kolejne anomalie pogodowe wymuszają konieczność wprowadzenia kompleksowych rozwiązań, które ograniczą szkody wyrządzane przez szalejącą aurę, szczególnie dotkliwie odczuwane w rolnictwie. Bez nich możliwe jest tylko łatanie dziur, a nie rozwiązanie problemu strat powodowanych przez zmiany klimatu.
Ubezpieczenia nie rozwiążą problemu suszy, ale mogą ograniczyć straty

(©Envato)

W tym roku najpierw była susza, potem nawałnice i podtopienia. Z roku na rok jest gorzej.

Dotkliwe konsekwencje ponoszą mieszkańcy terenów dotkniętych powodziami, a także rolnicy, którym ekstremalne zjawiska pogodowe niszczą uprawy.

Zalane domy, zerwane dachy, uszkodzone linie energetyczne, a przede wszystkim straty rolnicze stają się coraz większym problemem. A same ubezpieczenia to za mało, by uchronić się przed finansowymi następstwami szalejącej aury. Potrzebne są rozwiązania kompleksowe.

Ubezpieczenia nie wystarczą

W tym sezonie branża ubezpieczeniowa spodziewa się ponownego zrealizowania ryzyka suszy, o której skutkach dla rolnictwa i przemysłu spożywczego mówi się już od dłuższego czasu, i nie wykluczają jej częste obecnie nawałnice.

Tymczasem, o ile można ubezpieczyć się na wypadek powodzi (chyba że budynki znajdują się na terenie zalewowym), o tyle nie da się łatwo kupić polisy na wypadek suszy, choć teoretycznie jest w sprzedaży. Na wielu obszarach susza jest niemal pewna, a ubezpieczyć się można tylko od zjawisk, których zajście nie jest pewne.

Bez dopłaty państwa ubezpieczenie ryzyka suszy wiąże się ze zbyt wysokim kosztem.

„Rolnicy ucierpieli zwłaszcza w początkowej fazie wegetacji. Wiele upraw jarych nie powschodziło. Ale szanse na ubezpieczenie suszy nie są wysokie, część ubezpieczycieli w ogóle nie ma tego ryzyka w ofercie, a część nie chce go proponować bez dopłat ze środków budżetu państwa. Z kolei bez dopłaty ze strony państwa dla większości rolników ubezpieczenie ryzyka suszy wiąże się ze zbyt wysokim kosztem” – mówi Anna Zalewska, dyrektor Działu Ubezpieczeń Majątkowych, Willis Towers Watson.

Nawet dopłaty ze strony państwa nie rozwiązują problemu wysokich cen polis na wypadek suszy. Nawet z dopłatami ubezpieczenia te kosztują tyle, że tylko nieliczni rolnicy decydują się na ich zakup.

Ubezpieczyciele nie podają dokładnych statystyk, ale w skali kraju polis tych jest nie więcej niż kilka tysięcy. Z punktu widzenia ubezpieczycieli susza jest zdarzeniem bardzo kosztownym, bo jeśli się zdarzy to nie lokalnie, a na dużym obszarze i szkody są gigantyczne. Dlatego polisy te są drogie, nawet po uwzględnieniu dopłat ze strony państwa.

Rolnictwo czeka renesans

Rolnicy dotkliwie odczuwają brak środków na obowiązkowe ubezpieczenie upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Skarżyli się, że w tym roku dopłaty od państwa wyczerpały się zbyt szybko. Wielu z nich zrezygnowało z zakupu polisy, co oznacza, że w razie strat spowodowanych anomaliami pogodowymi nie otrzymają pomocy klęskowej, której warunkiem jest ubezpieczenie 50 proc. upraw.

„Wraz ze zmianami klimatycznymi niosącymi kolejne ryzyko, takie jak podtopienia, powódź, gradobicie czy wiosenne przymrozki obserwujemy większą świadomość kluczowej roli ubezpieczeń dla zabezpieczenia działalności rolniczej, ale zgodnie z zasadą, że ochroną obejmuje się zdarzenia nieprzewidziane i niepewne, istnieje coraz większa trudność w uzyskaniu pokrycia na skutek ryzyka wystąpienia wydarzeń przewidywalnych, takich jak susza i jej następstwa” – tłumaczy Anna Zalewska.

W poszukiwaniu polisy doskonałej

Ubezpieczyciele poszukują alternatywnych rozwiązań, które mogłyby odpowiadać na zmiany klimatu. Na przykład ubezpieczenia parametryczne. Polegają na skonstruowaniu ochrony ściśle dopasowanej do potrzeb klienta, w oparciu o określony parametr, taki jak pandemia czy czynnik atmosferyczny, m.in. opady deszczu.

Jak wyjaśnia Joanna Suszczyk, lider alternatywnego transferu ryzyka w Willis Towers Watson, biorąc pod uwagę parametr wielkość opadów deszczu można założyć, że jeżeli opady w danym roku będą niższe niż poziom x, to należy wypłacić odszkodowanie, a raczej ryczałtową kwotę, którą na początku określa się w umowie. Ubezpieczenie takie może być zawarte sezonowo. Przy tego rodzaju ochronie nie mamy do czynienia z klasyczną likwidacją szkód, tylko z weryfikacją wystąpienia parametru i wypłatą „sumy ubezpieczenia,” jeśli został osiągnięty dany poziom parametru.

Rolnictwo w ślepym zaułku

Najczęściej oferowane ubezpieczenia dotyczą właśnie parametrów pogodowych, takich jak temperatura, opady atmosferyczne czy siła wiatru.

Z takich rozwiązań korzystają najczęściej branża energetyczna (ochrona przez ciepłą zimą lub zbyt słabym wiatrem), branża budowlana (ochrona przed anomaliami pogodowymi mogącymi opóźnić wykonanie kontraktu) i właśnie sektor rolniczy, gdzie wszystkie anomalie pogodowe mogą mieć ogromny wpływ na poziom przychodów.

Sami rolnicy też chętnie widzieliby zmianę systemu ubezpieczeń rolnych. Obecnie budżet państwa dopłaca do ubezpieczeń 65 proc., ale dodatkowo dopłaca do strat spowodowanych suszą, przymrozkami czy nawalnymi deszczami.

Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych uważa, że lepszy byłby powszechny system ubezpieczeń, w którym budżet państwa dopłacał do ubezpieczeń, a firmy ubezpieczeniowe wypłacały realne kwoty, wynikające z sumy ubezpieczenia i poniesionych strat.

Dopłaty do ubezpieczeń i pomoc po suszach pochłaniają ogromne kwoty; w 2018 r. było to 2 mld zł.

Obecny system ubezpieczeń w rolnictwie i wypłat odszkodowań nie zachęca rolników do ubezpieczania upraw i zwierząt. Jest nieefektywny, mimo że zarówno dopłaty do ubezpieczeń, jak i pomoc po suszach pochłaniają ogromne kwoty. W 2018 r. były to 2 mld zł.

Dyskutowanym rozwiązaniem jest też ubezpieczenie rolnika od utraty zysków, bez względu na to, co spowodowałoby straty. Nie zawsze susza czy nawałnice mają bezpośrednie przełożenie na spadek zysku. Kluczowe do wypłaty odszkodowania byłoby to, czy rolnikowi spadły zyski, niezależnie od przyczyny.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Ubezpieczyciele od dawna podkreślają rolę prewencji, czyli rozwoju infrastruktury retencji wody, zabiegów agrotechnicznych poprawiających parametry gleby i zwiększania powierzchni zielonej. W raporcie „Klimat ryzyka” z 2018 r. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) wskazywała, że brak strategii zarządzania ryzykiem i brak odpowiedniego planowania przestrzennego sprawia, że zjawiska pogodowe mają coraz dotkliwsze skutki. Ocieplenie klimatu sprawia, że niekorzystnych zjawisk pogodowych jest więcej i są gwałtowniejsze.

„Zmienia się ich charakter. Powodzie w 1997 r. i w 2010 r. miały związek z wylewaniem rzek. Przy tegorocznych podtopieniach mieliśmy do czynienia z tzw. powodziami błyskawicznymi, spowodowanymi nie wylewaniem rzek, a gwałtownymi opadami deszczu, podczas których nadmiar wody nie ma gdzie być odprowadzony. Ma to ścisły związek ze złym planowaniem przestrzennym. Przykładowo: gęsta zabudowa, równoległa do zbocza, działa jak tama i przy silnych opadach powoduje natychmiastowe podtopienia” – objaśnia Rafał Mańkowski, ekspert-analityk PIU.

Rolnictwo czeka klimatyczna rewolucja

Stąd kluczowe jest opracowanie odpowiedniej strategii zarządzania ryzykiem klimatycznym i zwrócenie większej uwagi na planowanie przestrzenne. W przeciwnym wypadku coraz częściej będziemy widzieć nie tylko klasyczne powodzie, ale też powodzie błyskawiczne, w tym tzw. powodzie miejskie, które są skutkiem gęstej i nieprzemyślanej zabudowy.

Chcąc ograniczyć suszę, trzeba wrócić do gatunków upraw odporniejszych na niedostatek opadów. Eksperci od dawna wskazują też na konieczność zmiany podejścia do gospodarowania wodą, w co wchodzi szereg działań: zwiększanie liczby drzew, utrzymywanie zadrzewień śródpolnych, zbudowanie systemu retencji, stosowanie instalacji zraszających czy monitoring satelitarny.

Ważna jest rola państwa i systemowe działania, w które zaangażowani będą naukowcy, rolnicy oraz asekuratorzy. Bez kompleksowego podejścia do tematu możliwe jest tylko łatanie dziur, a nie rozwiązanie problemu strat powodowanych przez anomalie pogodowe.

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Polisy przez internet, ale u agentów

Kategoria: Analizy
Pandemia była dla ubezpieczycieli szansą na rozwinięcie bezpośredniej sprzedaży przez internet i telefon, ale nie wykorzystali okazji. Natomiast pośrednicy usprawnili pracę i zapewne jeszcze długo ubezpieczyciele nie będą mogli się bez nich obyć.
Polisy przez internet, ale u agentów

Koronawirus zaszkodzi ubezpieczeniom

Kategoria: Analizy
Branża asekuracyjna odczuje problemy wynikające z pandemii w kilku obszarach. Spowolnienie wpływa na przychody ubezpieczycieli, a niektóre zdarzenia związane z koronawirusem rodzą konieczność wypłat albo zwrotu składek. Do tego doszło przyspieszone przejście do zdalnego funkcjonowania.
Koronawirus zaszkodzi ubezpieczeniom

Banki w poszukiwaniu straconych polis

Kategoria: Analizy
Sprzedaż ubezpieczeń w bankach spada. W 2018 r. składki ubezpieczeniowe pozyskane w ten sposób wyniosły 7,6 mld zł, aż 25 proc. mniej niż rok wcześniej. Rynek szuka nowych rozwiązań. Sprzedaż polis przez aplikacje mobilne i oferowanie ubezpieczeń niezwiązanych z ofertą bankową to przyszłość bancassurance.
Banki w poszukiwaniu straconych polis