Polsce potrzebny jest nowoczesny ekosystem biznesowy

14.01.2019
W naszym kraju nie potrafimy stworzyć mechanizmów, w których firmom opłacałoby się eksperymentować z nowymi rozwiązaniami – uważa dr Katarzyna Śledziewska z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Dr Katarzyna Śledziewska (Arch. Autora)


ObserwatorFinansowy.pl: Jak Pani ocenia jakość polskiego biznesu w kontekście wymagań gospodarki cyfrowej na tle Europy i świata? Jak można zwiększyć siłę cyfrową polskich firm?

Dr hab. Katarzyna Śledziewska (DELab UW): Panuje przekonanie, że w tym obszarze polskie firmy bardzo dynamicznie się rozwijają. Nie zaprzeczam, ten rozwój ma miejsce. Jednak nie jest on tak dynamiczny, jak w innych państwach Unii Europejskiej.

Czy ten rozwój w jakiś sposób się mierzy, monitoruje?

Tak. Istnieje wskaźnik, który mierzy stopień implementacji technologii cyfrowych przez biznes i pozwala na porównanie Polski do innych państw UE. Chodzi o Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego, w skrócie DESI. Daje on jednoznaczną odpowiedź: Polska jest w ogonie UE. Polskie przedsiębiorstwa niechętnie wdrażają technologie cyfrowe – w tym obszarze jesteśmy na 27 miejscu. Odpowiada za to relatywnie niski odsetek firm korzystających z prostych narzędzi cyfrowych, jak e-faktury, media społecznościowe czy usługi chmurowe.

W polskim handlu udział e-commerce jest relatywnie niski, w szczególności jeśli chodzi o handel transgraniczny. W efekcie Polska w obszarze e-handlu zajmuje 25 miejsce w Unii. Uważam, że w dobie transformacji cyfrowej zmierzenie się z tą sytuacją powinno być najważniejszym wyzwaniem polskiego rządu. Zaniedbanie w tym obszarze może sprawić, że nasza gospodarka zostanie całkowicie zmarginalizowana.

W Polsce innowacji jest nadal jak na lekarstwo, a know-how do krajowej gospodarki trzeba importować – przekonuje dr Iwona Świeczewska w książce „Dyfuzja wiedzy w polskiej gospodarce”. Zgadza się Pani z tą opinią? 

Moim zdaniem za dużo jest szumu wokół tworzenia tzw. oryginalnych innowacji. Ważniejsze jest to, na ile faktycznie wykorzystujemy innowacje, własne czy też cudze, oraz na ile firmy wdrażają te nowe rozwiązania technologiczne. Postęp technologiczny nie jest w Polsce absorbowany, nie potrafimy stworzyć mechanizmów, w których firmom opłacałoby się eksperymentować z nowymi rozwiązaniami i w ten sposób wytwarzać nowe usługi, nowe produkty, wprowadzać nowe formy organizacyjne.

Mamy gospodarkę zbyt tradycyjną…

Tak. Ona jest zbyt sztywna jak na zmiany w modelach biznesowych, które obecnie następują. Świat jest w trakcie kolejnej rewolucji przemysłowej. Nowa generacja wyrafinowanych technologii przekształca procesy produkcyjne. Fabryki stają się inteligentne, pracują w nich doświadczeni i wykształceni technicznie pracownicy, wspomagani robotami, tworząc produkty przyszłości.

Współcześni producenci są nicią, która łączy cały cykl życia produktu. Chcąc dobrze prosperować w tym nowoczesnym środowisku, muszą w coraz większym stopniu polegać na technologii, aby napędzać przełomowe innowacje i prowadzić bardziej inteligentne działania. Mówię o tym, by zwrócić uwagę, że nie chodzi już o same innowacje, a raczej o budowę nowego, inteligentnego ekosystemu. Przestańmy mówić o innowacjach, bo to jest bezsensowne gonienie króliczka.

Czy są jakieś sektory polskiej gospodarki, które wyróżniają się na plus, jeśli chodzi o wdrażanie nowych technologii?

Sektor farmaceutyczny. Wymusza to na nim silna konkurencja międzynarodowa. Polskie firmy nie mają odpowiedniego kapitału, by być „innowacyjne” w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, czyli nie wytwarzają oryginalnych leków. Celują za to w innowacjach organizacyjnych, produkcyjnych, śmiało wprowadzają rozwiązania z obszaru tzw. Przemysłu 4.0. Szukają też innowacji w nowych sposobach pozyskiwania leków generycznych.

Kolejnym ciekawym sektorem jest przemysł motoryzacyjny. W Polsce reprezentowany jest przez małych poddostawców. Wysokie wymagania producentów samochodów wymuszają pełną digitalizację firm, także polskich.

Poza tym – logistyka. Stworzyliśmy w Polsce nowoczesne centra, które nie obędą się bez nowych technologii.

W dziedzinie rynku e-commerce rząd mógłby mieć korzystny wpływ na sytuację dużych firm handlowych przez zupełne przeorganizowanie Poczty Polskiej.

Jak Pani ocenia zaawansowanie dużych polskich przedsiębiorstw w dziedzinie rozwiązań e-commerce?

E-commerce bardzo szybko się rozwija. Wiedzą to wszystkie firmy, które chcą utrzymać się na rynku handlowym. Problemem jest jednak już nie samo uczestnictwo w e-commerce, ale to, jak zawansowane są rozwiązania z zakresu zaawansowanej analityki danych czy sztucznej inteligencji, która umożliwia personalizację i stawia klienta w centrum uwagi.

Obserwując, jak rozwija się e-commerce w USA, wiemy, że jesteśmy o krok przed całkowitą zmianą struktury i modeli biznesowych. Przetrwają te firmy, które będą potrafiły analizować dane i wykorzystywać algorytmy do tworzenia spersonalizowanych ofert i nawiązywania relacji z klientami, wykorzystywać media społecznościowe do utrzymywania tych relacji, prowadzić sprzedaż zarówno online, ale również w realu, a przede wszystkim zbudują swój model biznesowy na nowoczesnych rozwiązaniach logistycznych.

A jak wygląda e-handel w wykonaniu polskich MŚP – małych i średnich przedsiębiorstw?

Tu sytuacja jest nieciekawa. Ledwie 9 proc. małych i średnich polskich firm wykorzystuje e-commerce – wynika z danych Eurostatu. W efekcie Polska jest na 24 miejscu, jeśli chodzi o odsetek MŚP korzystających z e-handlu. Dla porównania podajmy, że Irlandii, Szwecji czy Danii ponad 25 proc. MŚP sprzedaje online.

Czyli dla całej polskiej gospodarki to nieciekawa sytuacja…

Wbrew pozorom, ta sytuacja może nie mieć wielkiego znaczenia w kontekście całej gospodarki. Czeka nas rewolucja w sprzedaży detalicznej. Poza całkowicie niszowymi firmami, małe sklepy e-commerce będą upadać. Rozwój technologii je zmiecie. Wydaje się, że w dziedzinie rynku e-commerce rząd mógłby mieć korzystny wpływ na sytuację dużych firm handlowych przez zupełne przeorganizowanie Poczty Polskiej.

W jaki sposób można by zreformować Pocztę, by przysłużyć się rozwojowi polskiego e-handlu?

Im prędzej zrozumiemy, że poczta przestanie za chwilę pełnić swoją tradycyjną rolę, czyli być dostarczycielem listów, tym lepiej. Naszej gospodarce nie jest potrzebny bank pocztowy ani kolejny punkt sprzedaży kalendarzy czy poradników.

Jeśli chcemy ratować polski handel detaliczny, to przede wszystkim wprowadzając nowoczesne rozwiązania na tzw. ostatniej mili. Oddziały pocztowe, wraz z przekształconą infrastrukturą poczty, mogłyby taką funkcję pełnić. W e-commerce z odbiorami i zwrotami produktów radzą sobie jedynie duże sieci. One są w stanie spełniać nasze wymagania odnośnie czasu dostawy, możliwości bezkosztowego szybkiego zwrotu towaru etc. A i tak mogą za chwilę zostać wessane przez giganta rozbudowującego hurtownie i sklepy w realu, czyli spółkę Amazon.

Jak polscy biznesmani mogą wyjść z „pułapki lokalności” i czego potrzeba, by stworzyć odpowiedni „ekosystem”?

Największym problemem w Polsce jest brak popytu na nowoczesne rozwiązania technologiczne. Przez to polskie firmy wpadają w „pułapkę lokalności”. Nie ma w naszym kraju uruchomionych mechanizmów, które prowadziłyby do zwiększenia zapotrzebowania na rozwiązania z zakresu nowoczesnych technologii. W efekcie popyt na produkty start-upów technologicznych jest znacznie niższy niż w innych krajach europejskich. Jeśli polskie MŚP zaczną chętniej stosować rozwiązania technologiczne, wtedy pobudzi to popyt na te rozwiązania i w efekcie polskie firmy technologiczne nie będą wpadać w „pułapkę lokalności”, bo ta „lokalność” będzie trampoliną na rynki globalne.

Z tej perspektywy bardzo ważny jest rozwój Przemysłu 4.0. Chodzi tu o złożony proces transformacji technologicznej i organizacyjnej przedsiębiorstw, związany ze zmianą modelu biznesowego firmy i integracją łańcucha wartości w całościowym cyklu życia produktu. Warunkiem tej transformacji jest zaawansowane wykorzystanie technologii cyfrowych oraz zasobów danych. A jej celem – masowa personalizacja produkcji towarów i usług w odpowiedzi na zindywidualizowane potrzeby klientów. Ten proces generuje zapotrzebowanie na rozwiązania technologiczne.

Jak prezentują się kompetencje cyfrowe polskich pracowników na tle pracowników z innych krajów?

Jest tutaj wiele do zrobienia! Pod względem ucyfrowienia kapitału ludzkiego, Polska jest na 20 miejscu w UE. Przy czym jesteśmy na 24 miejscu, jeśli chodzi o korzystanie z technologii, czego miarą jest używanie Internetu i podstawowe umiejętności cyfrowe. To kolejny sygnał ostrzegawczy dla naszego rządu, bo to rządy są odpowiedzialne za programy szkolne, ale też za politykę promowania szkoleń podnoszących kompetencje cyfrowe.

Sytuacja przedstawia się lepiej, jeśli chodzi o zaawansowane kompetencje cyfrowe. Mamy znakomitych informatyków i inżynierów, ale najczęściej pracują oni w dużych korporacjach lub też wyjeżdżają za granicę.

Poza tym w Polsce brakuje klasy menadżerskiej, która rozumie procesy transformacji cyfrowej i wie jak je przeprowadzić w polskich firmach. Chodzi o mniej zaawansowane rozwiązania, niż te z obszaru Przemysłu 4.0.

Jak poprawić cyfrowe kompetencje polskich pracowników i menedżerów?

Uważam, że przede wszystkim dogłębna zmiana edukacji – zarówno tej formalnej, jak i nieformalnej – może być kołem ratunkowym dla naszej gospodarki cyfrowej. Przy czym należy tę zmianę wprowadzać już teraz, a w pierwszym kroku zacząć od zmiany postaw nauczycieli, wykładowców i menadżerów, którzy nierzadko są hamulcowymi zmian.

Jak Pani ocenia stopień zaawansowania firm, jeśli chodzi o wykorzystywanie Big Data? 

Powiedzmy sobie na początek, dlaczego dane są tak ważne. Siedem z dziesięciu najbogatszych firm na świecie to firmy technologiczne. Wyłączając Apple’a, który zarabia sprzedając drogie gadżety, i Microsoft, który obciąża firmy rachunkami za oprogramowanie i usługi, pozostałe opierają swoją działalność na analizie danych użytkowników. Google i Facebook chcą dowiedzieć się jak najwięcej o zainteresowaniach, działaniach, przyjaciołach i rodzinie swoich użytkowników. Amazon ma szczegółową historię zachowań konsumenckich. Tencent i Alibaba są cyfrowymi portfelami dla setek milionów Chińczyków.

Doszło już do sytuacji, w której marki konsumenckie, w każdej branży, zbierają dane o swoich klientach, aby ulepszyć projektowanie i reklamować produkty i usługi. Dane są pomocne przy podejmowaniu wielu decyzji biznesowych, selekcjonowaniu klientów, budowaniu nowej oferty. Wykorzystanie danych przez firmy będzie coraz częściej zwiększało zyski firm i zmieniało zachowania klientów.

Czy polskie firmy już się nauczyły korzystać z Big Data? 

W kontekście Big Data trzeba oceniać przede wszystkim to, czy mając dane, firmy są w stanie w czasie rzeczywistym wyciągać wnioski, podejmować decyzje i personalizować usługi i produkty. Jest wiele polskich firm technologicznych specjalizujących się w analizowaniu danych. Gdy jednak myślę o wszystkich sektorach, mam wrażenie, że w Polsce firmy w ograniczonym stopniu wykorzystują dane. Wiadomo, że najwięcej danych o nas mają banki. Oczywiście, nie będą sprzedawać tych danych firmom marketingowym i najczęściej jeszcze nie mają swoich analityków, żeby tworzyć usługi spersonalizowane. Potem są firmy telekomunikacyjne, które mają również dużo informacji o swoich klientach, jednak nie wydaje się, by robiły z tego użytek. Raczej patrzą na wyniki sprzedaży, czyli prowadzą zwykle raportowanie. Mam wrażenie, że  dane oddajemy amerykańskim gigantom i pozwalamy im z tego czerpać profity.

W Polsce najwięcej danych „marnuje” się w sektorze publicznym. A tymczasem na danych można budować nowe, innowacyjne usługi i efektywnie wpływać na lepsze zarządzanie zasobami w państwie, ale też w miastach. Niewykorzystywanie danych prowadzi do podejmowania szeregu nietrafionych decyzji w sektorze publicznym.

Jak Pani widzi przyszłość Big Data? Wydaje się, że nadchodzą ściślejsze regulacje w zakresie ochrony danych, a RODO jest chyba tylko pierwszą jaskółką zmian. 

Mówiąc o danych warto wprowadzić podstawowe rozróżnienie: na dane osobowe i nieosobowe. Te nieosobowe są generowane głównie w procesie produkcyjnym przez maszyny wyposażone w czujniki do zbierania informacji w czasie rzeczywistym.

Wykorzystywanie danych, w połączeniu z zaawansowanymi systemami informatycznymi, jak i zastosowanie robotów, zapewnia nadludzką wydajność produkcji i bezproblemową kontrolę jakości. Dlatego dane nieosobowe są kluczowe we wprowadzaniu rozwiązań z zakresu Przemysłu 4.0 i pozwalają firmom wypracowywać rozwiązania, które zadecydują o ich przewadze konkurencyjnej.

Moim zdaniem to dobrze, że w Europie zaczęliśmy więcej myśleć o naszej prywatności.

Dane oddajemy amerykańskim gigantom i pozwalamy im z tego czerpać profity.

Jakich zmian na polskim rynku pracy możemy się spodziewać w najbliższych latach w związku z pojawianiem się na coraz szerszą skalę sztucznej inteligencji? 

Nikt nie wie, jak szybko będą postępować zmiany na rynku pracy w związku z rozwojem nowych technologii. Pracownicy w Polsce mogą po cichu liczyć na to, że niskie ucyfrowienie naszych przedsiębiorstw będzie gwarantem dalszego zatrudniania ludzi. Z drugiej strony, niskie ucyfrowienie polskiego biznesu może być przyczyną, dla której polskie firmy zaczną tracić nawet na rynku lokalnym. W efekcie spadnie produkcja i zatrudnienie…

Jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, to na pewno część zadań zostanie przejętych przez nią, szczególnie tam, gdzie jest dużo pracy na danych. Roboty zastąpią ludzi tam, gdzie mamy do czynienia z czynnościami powtarzalnymi. Rozwijać się będą firmy, które swoje przewagi będą budować właśnie na transformacji cyfrowej, czyli także na „eliminowaniu” ludzi. Przykładem jest choćby Amazon i rewolucja handlu detalicznego w USA. Kiedy ten proces dotrze do Polski pracę straci około 2,2 mln pracowników, głównie w przemyśle – tak mówią badania DELab UW.

Jak Polacy mogą się na tą sytuację przygotować?

Część ekspertów uważa, że transformacji cyfrowej przedsiębiorstw będzie towarzyszyć wzrost zapotrzebowania na nowe zawody. Dlatego warto stale rozwijać umiejętności powiązane z technologiami cyfrowymi, szczególnie te związane z programowaniem, z Big Data i zaawansowaną analizą danych, z zarządzaniem infrastrukturami informatycznymi, cyberbezpieczeństwem, e-marketingiem.

Niektórzy eksperci uważają, że w przyszłości będą potrzebne inne kompetencje, niż dziś. Pracowitość czy sumienność stracą na znaczeniu na rzecz kreatywności, zdolności do krytycznego myślenia, zarządzania projektami.

Niektórzy widzą w rozwoju robotyki konieczność w kontekście złej sytuacji demograficznej. Co Pani sądzi o takich stwierdzeniach?

Automatyzacja jest szansą dla polskich firm w sytuacji, kiedy rosną koszty pracy, a na horyzoncie są poważne problemy demograficzne. Jest to jednak proces długotrwały. By był korzystny, potrzebna jest edukacja i zwiększenie kompetencji cyfrowych pracowników. Ten wątek już się pojawił w naszej rozmowie, ale powtarzam go celowo, bo uważam, że natychmiastowe i masowe przestawienie edukacji w Polsce na kompetencje cyfrowe – jak programowanie, analityka danych – jest kluczowe dla naszej przyszłości. Tymczasem obecny system nauczania, w moim odczuciu, te kompetencje wręcz zabija.

Trwają prace nad uregulowaniem działalności w Polsce takich firm, jak Uber. Czy zawód taksówkarza ma szansę na przetrwanie w przyszłości?

Kluczowe jest wyrównanie warunków działania przewoźników takich jak Uber oraz licencjonowanych taksówkarzy. Powinno zostać zrewidowane jakiego typu obowiązki powinny wiązać się z koniecznością wyrobienia licencji, jak szczegółowy powinien być egzamin, który zobowiązani są zdać kandydaci na taksówkarzy. Nie ulega jednak wątpliwości, że objęcie ubezpieczeniem przewożonych pasażerów powinno zostać podtrzymane. Tymczasem w obecnym stanie prawnym obowiązki różnią się, w zależności od tego, czy mamy do czynienia z taksówkarzem z licencją czy z osobą oferującą usługi za pośrednictwem Ubera lub Taxify.

Przetrwanie samego zawodu taksówkarza jest natomiast nie tyle zależne od konkurencji między przewoźnikami i licencjonowanymi taksówkarzami, ile od rozwoju podjazdów autonomicznych. A precyzyjniej: od tego, w jaki sposób regulator poradzi sobie z tworzonymi przez nie wyzwaniami.

Czy waluty wirtualne nie upowszechnią się bez wsparcia banków centralnych i rządów, mimo że mają spore grono „wyznawców”?

Kryptowaluty bazują na rewolucyjnej technologii blockchain. Ta technologia szyfrowania znacznie zwiększy przejrzystość i bezpieczeństwo transakcji. Poprzez mechanizmy typu proof-of-work czy proof-of-stake blockchain stanie się technologią, która wprowadzi jakościową zmianę we współpracy gospodarczej. Blockchain daje niemal stuprocentowe „zaufanie”, czy też pewność biznesową, co było do tej pory niemożliwe nawet przy wprowadzaniu różnych systemów certyfikowania czy uwiarygodniania.

Natomiast rozwój kryptowalut zależy od decyzji banków centralnych. To banki centralne są odpowiedzialne za politykę pieniężną. To, czy i w jakim zakresie kryptowaluty wejdą do systemu pieniężnego, będzie zależne właśnie od banków centralnych. A bardziej precyzyjnie: od tego, czy możliwe będzie uregulowanie kryptowalut.

Dlaczego miałyby pojawić się trudności z uregulowaniem kryptowalut?

Obecnie systemy typu blockchain mają pewne wewnętrzne problemy, związane z zarządzaniem, skalowalnością, tworzeniem „scenariuszy użycia” i funkcjonalności dla użytkownika końcowego. Nawet Bitcoin mierzy się ze sporą ilością takich problemów. Jeśli te problemy zostaną przezwyciężone, to poszczególne systemy będą miały szansę się upowszechnić, dostarczając usług opartych na generowaniu zaufania. W konsekwencji ponownie będzie rosła wartość skojarzonych z kryptowalutami narzędzi i usług, a zarazem presja na regulacje. Będzie to ciekawy proces polityczny, społeczny i ekonomiczny.

Rozmawiał Piotr Rosik

Dr hab. Katarzyna Śledziewska – wykładowca na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Od 2014 roku prowadzi eksperymentalny program badawczy DELab UW, w ramach którego stworzyła interdyscyplinarne środowisko naukowe skupiające studentów, doktorantów i młodych pracowników naukowych z UW wokół badań nad gospodarką i społeczeństwem cyfrowym. 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test