Autor: Magdalena Kozińska

Dr nauk ekonomicznych, adiunkt w SGH w Warszawie, starszy ekonomista w Departamencie Stabilności Finansowej NBP.

Idzie moda na bad banki?

Kryzys COVID-19 będzie miał negatywny wpływ na jakość aktywów bankowych. Skala problemów w sektorze bankowym wymaga systemowego rozwiązania. Tego typu rozwiązania bez wątpienia oferują bad banki.
Idzie moda na bad banki?

(©Envato)

W świecie bankowości, podobnie jak w codziennym życiu, zauważyć można tendencję do cyklicznego „lansowania” różnych zjawisk czy rozwiązań. Świat banków również bardzo często podlega różnego rodzaju modom. Te z kolei dyktowane są zarówno „gustami” decydentów i lobbystów, jak i potrzebą chwili.

Nie sięgając daleko w przeszłość – około 10 lat temu panowała moda na ratowanie banków z wykorzystaniem środków budżetowych. Ze względu na jej kosztowność dla poszczególnych krajów (niektóre zatraciły się w niej tak bardzo, że relacja długu publicznego do PKB wzrosła kilkukrotnie, np. w Irlandii – pięciokrotnie między latami 2007 a 2012) szybko przerodziła się ona w modę na systemy resolution, których centralnym elementem był (i wydaje się, że wciąż jest modny) bail-in. Innymi słowy, szybko nastała i przez lata trwała moda na ratowanie banków z wykorzystaniem środków akcjonariuszy i wierzycieli. Tendencja ta utrzymywała się w świecie bankowości stosunkowo długo. Trwający właśnie kryzys gospodarczy (bo śmiało można już tak określić aktualnie panującą w gospodarce sytuację) wywołany pandemią koronawirusa wydaje się inicjować narodziny nowej mody – mody na bad banki.

Powstaje jednak pytanie, jak je zorganizować i kto poniesie koszty nowej mody. Budżety? Instytucje sieci bezpieczeństwa finansowego? Banki? Jedno wydaje się pewne – niezależnie od mechanizmu pierwotnej dystrybucji środków, koniec końców koszty nowej mody poniosą klienci banków – czyli my wszyscy.

Bad bank, czyli co to takiego?

Nazw coraz popularniejszej w ostatnich tygodniach konstrukcji jest wiele. Zły bank (ang. bank bank), spółka zarządzania aktywami (ang. asset management company, AMC) – wszystkie te wymienione nazwy, polskie i angielskie, a także skróty, powszechnie używane są w nomenklaturze kryzysowej bankowości. Każde z określeń odnosi się do rozwiązania polegającego na wydzieleniu z banku niepracujących aktywów (czyli np. niespłacanych kredytów), a czasem nawet transferze do innej instytucji. Bad bank kumuluje „toksyczne aktywa” i zarządza nimi, starając się zmaksymalizować ich wartość. Innymi słowy – bad bank to „outlet”, w którym zebrano głównie „końcówki kolekcji” oraz „stare ubrania” (niezarabiające aktywa), ale po drobnych poprawkach krawieckich lub marketingowych (restrukturyzacja) za jakiś czas będzie można je sprzedać, odzyskując nieco środków.

W praktyce rynkowej bad banki przyjmują różne „stylizacje”. Niektórzy za bad bank uznają już nawet sytuację, w której bankowi udzielana jest gwarancja na niepracujące aktywa – w ten sposób następuje ich umowne wydzielenie w bilansie. Rozwiązanie takie stosowane było m.in. wobec banku Dexia, któremu w kryzysie 2007+ udzielono gwarancji na kwotę 135 mld euro.

Bad bank odnosi się do rozwiązania polegającego na wydzieleniu z banku niepracujących aktywów, a czasem nawet transferze do innej instytucji. Kumuluje „toksyczne aktywa” i zarządza nimi, starając się zmaksymalizować ich wartość.

Kolejną możliwością jest tworzenie tzw. wewnętrznych bad banków. Rozwiązanie to polega na wydzieleniu w ramach struktur banku wewnętrznej jednostki, której jedynym zadaniem jest zarządzanie problemowymi aktywami. Z rynkowego punktu widzenia, działanie takie ma charakter głównie „marketingowy” – bank daje w ten sposób inwestorom sygnał, że tworząc zespół specjalnie dla złych kredytów, „na poważnie” traktuje powstający w nim problem. Takie działania podjął np. Dresdner Bank w 2003 r.

Bezprecedensowy kryzys i bezprecedensowe działania

Czasami tworzona jest odrębna spółka celowa (ang. special purpose vehicle, SPV), do której transferowane są „toksyczne aktywa”. Może ona być utworzona w ramach grupy kapitałowej lub zupełnie poza jej strukturami. Ta ostatnia forma (tj. spółka zewnętrzna) może zostać utworzona wyłącznie dla jednego banku lub też kumulować złe długi z wielu banków (tj. stanowić bardziej systemowe rozwiązanie problemu niepracujących aktywów).

To właśnie ten ostatni „fason” bad banku (tj. odrębna spółka utworzona poza grupą kapitałową) cieszy się w ostatnich dniach coraz większą popularnością. Czy rozwiązanie takie było już stosowane w praktyce? Owszem – i to wiele razy.

Trendsetterzy w dziedzinie tworzenia AMC

Powszechnie przyjmuje się, że po raz pierwszy pomysł stworzenia „outletu” niepracujących kredytów (bad banku) został wdrożony przez amerykański Mellon Bank, który już w 1988 r. przetransferował do odrębnej spółki (Grant Street National Bank) ok. 1,4 mld dol. problemowych aktywów. Niedługo później (w 1989 r.) z pomysłu „komercji” skorzystały także instytucje amerykańskiej sieci bezpieczeństwa finansowego, tworząc Resolution Trust Company będący centralną instytucją odpowiedzialną na restrukturyzację kas oszczędnościowo-pożyczkowych. Kolejnym ważnym momentem w światowej historii bad bankowej mody był szwedzki kryzys bankowy z lat 90. XX w., kiedy to utworzono dwa tego typu podmioty (Retrieva oraz Sacrum), których zadaniem było zarządzanie ekspozycjami hipotecznymi. W podobnym czasie AMC utworzyła także Finlandia (OHY Arsenal oraz Sponda). Bad banki tworzono także na Dalekim Wschodzie – jako przykłady wskazać można koreańskie KAMCO czy malezyjską Danahartę.

Bardziej współczesna historia bankowości także oferuje wiele przykładów tworzenia AMC – wszystkie pochodzą z czasów globalnego kryzysu finansowego lub lat następujących bezpośrednio po nim. Obejmują one zarówno SPV dedykowane poszczególnym bankom, jak i tzw. systemowe bad banki, do których przenoszono toksyczne aktywa wielu banków. W grupie tych pierwszych znajdują się podmioty takie jak Propertize (bad bank utworzony przez transfer aktywów związanych z finansowaniem nieruchomości z holenderskiego banku SNS Reaal), HETA (powstała z niepracujących aktywów austriackiego Hypo Alpe Adria), Oitante (bad bank portugalskiego Banifu) czy Reverta (powstała z przekształcenia w AMC pozostałości łotewskiego banku Parex).

Bad bank może zostać utworzony wyłącznie dla jednego banku lub też kumulować złe długi z wielu banków.

W wielu krajach zapanowała jednak moda na kumulowanie złych długów całego sektora bankowego w jednym podmiocie. W grupie takich systemowych bad banków wskazać należy: brytyjski UK Asset Resolution, hiszpański SAREB, irlandzką spółkę NAMA, słoweńskie BAMC czy węgierskie MSVZ.

Wskazane wyżej przykłady stają się dziś modelowymi rozwiązaniami rodzących się inicjatyw tworzenia bad banków. A zwolenników nowej mody nie brakuje. Do utworzenia AMC nawołują liczne środowiska bankowe na całym świecie. Jako jedni z pierwszych z propozycją rozpoczęcia działalności bad banku wyszli przedstawiciele indyjskiego sektora bankowego. Szacuje się, że wielkość jego niepracujących aktywów co najmniej podwoi się w najbliższym czasie z powodu załamania gospodarczego, które zgodnie z szacunkami amerykańskiego banku Goldman Sachs ma spowodować rekordowy spadek PKB w 2020 r. o ok. 45 proc. Nad możliwością utworzenia AMC zastanawiają się również przedstawiciele brytyjskiej safety net. Także polskie lobby bankowe pozytywnie wypowiada się już na temat możliwości zastosowania takiego rozwiązania w Polsce. Pomysł niewątpliwie staje się coraz bardziej „na topie”.

Kto za to zapłaci?

Z formalnego punktu widzenia tworzenie i finansowanie bad banków zostało już uregulowane w unijnym, a w konsekwencji i polskim prawodawstwie. AMC stanowią bowiem jedno z narzędzi resolution, do którego stosowania uprawnione są organy resolution w ramach procedury przymusowej restrukturyzacji (resolution). Oznacza to jednak, że przed dokonaniem jakiegokolwiek transferu, konieczne jest uruchomienie resolution wobec konkretnego banku. To z kolei wymaga spełniania kilku przesłanek, które uzależnione są nie tylko od poziomu NPL w banku (formalnie, bezpośrednio współczynnik NPL nie jest w ogóle brany pod uwagę). Konkludując, istnieją wątpliwości, czy możliwe jest stworzenie przez organ resolution AMC, do którego banki mogłyby przenosić aktywa poza procesem resolution.

Transferując aktywa, usuwamy z banku problem i zarządzający bankiem mogą skupić się na dalszej bieżącej działalności, a nie na obsłudze złego kredytu.

Wracając jednak do finansowania coraz modniejszych bankowych „outletów” – co do zasady, utworzenie i działanie bad banku przez organ resolution mogłoby zostać sfinansowane ze środków funduszu resolution, do którego banki corocznie wpłacają składki. Ich tworzenie rozpoczęło się kilka lat temu i ma trwać do końca 2024 r. Od lat jednak fundamentalnym problemem towarzyszącym funduszom resolution jest ich wysokość. Wielu naukowców i praktyków otwarcie stwierdza, że wielkość zgromadzonych środków jest niewystarczająca do podjęcia interwencji w sektorze bankowym w przypadku wybuchu kryzysu o charakterze systemowym. Aktualnie – biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie banki będą z dużym prawdopodobieństwem relatywnie podobnie uwikłane w problem rosnących wskaźników NPL – należy się spodziewać, że w najbliższych latach przed sektorem bankowym może stanąć problem o właśnie systemowym charakterze. W pesymistycznym scenariuszu (a takiego nie można wykluczyć, patrząc na dotychczasowy przebieg wydarzeń) należy zatem zakładać, że fundusze resolution będą niewystarczające, aby w pełni wspomóc restrukturyzację sektora bankowego.

Jakie rozwiązania pozostają wówczas jako alternatywa? Jedynym źródłem środków może po raz kolejny okazać się budżet państwa. Oznaczałoby to jednak prawdopodobnie powrót mody na ratowanie banków z wykorzystaniem środków rządowych. W końcu przecież „moda wraca” i stare „wzory” i „fasony” mogą się świetnie sprawdzać w teraźniejszości…

Czy ta moda ma jednak sens?

Abstrahując jednak od mody – w końcu jednak liczy się „wygoda, a nie wygląd” – warto jednak „na poważnie” zastanowić się nad sensem takiego rozwiązania.

Po pierwsze, w momencie stworzenia bad banku i przetransferowania do niego niepracujących kredytów następuje natychmiastowa poprawa współczynników kapitałowych banku – z banku znikają bowiem te składniki aktywów, które mają podwyższone wagi ryzyka, a więc wymagają wyższego zabezpieczenia kapitałowego. Natychmiastowo poprawia się także płynność banku. W skrócie – w banku pozostają tylko najnowsze, dobrze sprzedające się „kolekcje”, a stare wywożone są do „outletu” i nie absorbują finansowo „projektantów”.

Jak Europa radzi sobie z problemowymi bankami

Po drugie, eliminowana jest niepewność związana z przyszłymi przepływami z danego aktywa, która pochłania znaczące zasoby banku. Innymi słowy, transferując aktywa, usuwamy z banku problem i zarządzający bankiem mogą skupić się na dalszej bieżącej działalności, a nie na obsłudze złego kredytu. To z kolei obejmuje konieczność szacowania odpisów obciążających wynik finansowy banku oraz konieczność podejmowania (skutecznych lub nie) działań windykacyjnych. Innymi słowy – „niemodne” aktywa nie zajmują miejsca w magazynach. Nie trzeba także angażować pracowników w okresowe przeglądy i ponowne wyceny.

Wielkość zgromadzonych środków, według wielu naukowców i praktyków, jest niewystarczająca do podjęcia interwencji w sektorze bankowym w przypadku wybuchu kryzysu o charakterze systemowym.

Dzięki wspomnianym wyżej działaniom, w dłuższej perspektywie poprawia się zyskowność banku, co nie oznacza, że bad bank rekompensuje bankom straty poniesione w związku z NPL. Transfer aktywów do AMC nie odbywa się bowiem po wartości nominalnej kredytu – bankowy „outlet” nie odkupi przecież starych i niezarabiających „końcówek kolekcji” po ich pierwotnych cenach. Bad bank płaci zazwyczaj bankowi za transferowane aktywa cenę odzwierciedlającą wartość rynkową lub (jeśli ta jest zaburzona przez występujące na rynku zawirowania) wartość ekonomiczną (czyli nieco wyższą od rynkowej, odzwierciedlającą realną wartość aktywa). To z kolei wiąże się z koniecznością rozpoznania z chwilą zbycia NPL straty, która może być szczególnie dotkliwa, jeśli bank nie zadbał wcześniej o odpowiednie odpisy aktualizujące wartość jego aktywa. Podsumowując, oznacza to, że z chwilą transferu bank może być zmuszony zaraportować stratę, choć w kolejnych okresach jego wynik finansowy będzie już „odciążony” od negatywnego wpływu NPL. Warto przy okazji dodać, że jeśli bad bank płaci cenę odzwierciedlającą wartość ekonomiczną, to zawiera ona w sobie pomoc publiczną, czyli wymaga zgody unijnych organów – to z kolei wydłuża proces i komplikuje działalność bad banku.

W dłuższej perspektywie, poprawa zyskowności banku powinna być pozytywna dla całej gospodarki, bo jak często podkreśla lobby bankowe wpływa na możliwość dalszego jej finansowania. Ten podkreślany przez bankowców „pozytyw” nie wydaje się jednak pewny. Choć wyższe zyski mogą umożliwiać podtrzymanie lub rozszerzanie akcji kredytowej, to w warunkach ogólnego załamania makroekonomicznego nie jest to takie oczywiste. Już w tej chwili banki same przyznają, że ich polityki kredytowe i tak będą zaostrzane. W związku z tym, banki tak czy inaczej niechętnie będą podchodziły do finansowania, w szczególności nowych przedsięwzięć gospodarczych, których przyszłość w tak niepewnych czasach jak kryzys gospodarczy jest wątpliwa. Traci zatem na znaczeniu koronny dla władz publicznych argument za finansowym wsparciem inicjatyw typu bad bank.

Bad bank – must have w nadchodzącym sezonie?

Pogarszająca się zatem ogólna sytuacja gospodarcza na całym świecie z pewnością będzie miała także negatywny wpływ na jakość aktywów bankowych. Skala problemów gospodarczych, z którymi zmagają się już teraz poszczególne państwa całego świata sugeruje, że skala problemów w sektorze bankowym również będzie duża. Biorąc pod uwagę ich charakter – ogólnosektorowy problem z NPL – będą one wymagały systemowego rozwiązania. Takie rozwiązania bez wątpienia oferują bad banki, które trafiają w sedno problemu (usunięcie niepracujących aktywów z bilansu) i jednocześnie nie stanowią „darmowego lunchu” dla banku, który po prostu sprzedaje swoje aktywa (powodując stratę obciążającą jego kapitał).

Powodzenie całego projektu zależy jednak od wielu czynników. Spośród nich najważniejszy to właściwe określenie zakresu aktywów, które mogą podlegać transferowi tak, aby pomóc bankom złagodzić wpływ szoku, na który nie mają wpływu (czyli makroekonomicznego), ale nie „oduczać ich” właściwego pomiaru i zarządzania ryzykiem. Kolejnym czynnikiem będą bez wątpienia regulacje, które aktualnie nie dają jasnej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób tworzyć, a w szczególności finansować systemowe bad banki. Aktualny stopień skomplikowania i niespójność regulacji nie ułatwiają rozwiązania problemu.

 

Opinie wyrażone przez autorkę tekstu są jej prywatnymi poglądami i nie wyrażają oficjalnego stanowiska NBP

(©Envato)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Jak Europa radzi sobie z problemowymi bankami

Kategoria: Instytucje finansowe
Były prezes Banku Anglii, Mervin King, podczas seminarium w 2010 r. powiedział: „… large complex financial institutions are global – at least in life if not in death”. Zaakcentował w ten sposób brak międzynarodowych ram zarządzania kryzysem bankowym oraz podkreślił odpowiedzialność, jaka ciąży na poszczególnych krajach w radzeniu sobie z upadłościami banków.
Jak Europa radzi sobie z problemowymi bankami

5 lat unii bankowej. Doświadczenia i wyzwania na przyszłość.

Kategoria: Trendy gospodarcze
Wprowadzenie unii bankowej w strefie euro spowodowało, że banki działają w jednolitym środowisku regulacyjnym, co ma duże znaczenie szczególnie w przypadku transgranicznych grup bankowych. Wciąż brakuje trzeciego filara unii, którym ma być wspólny system gwarantowania depozytów.
5 lat unii bankowej. Doświadczenia i wyzwania na przyszłość.

Hinduski ekonomista ostrzega przed euro

Kategoria: Waluty
Euro od samego początku było projektem politycznym. Stało się narzędziem pędzącej integracji europejskiej. Problem w tym, że jest narzędziem niedoskonałym, szwankującym, a dalsze posługiwanie się nim w stary sposób może wyrządzić Wspólnocie Europejskiej więcej szkody, niż pożytku – przekonuje prof. Ashoka Mody w książce „EuroTragedy: A Drama in Nine Acts”.
Hinduski ekonomista ostrzega przed euro