Autor: Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Gdy Chiny zwalniają

Ostatnie dekady przyzwyczaiły nas do jednego komunikatu: najwyższy na świecie, nierzadko dwucyfrowy, wzrost gospodarczy notuje się w Chinach. Wybuch wirusa COVID-19 wprowadzający „czarnego łabędzia” do chińskiej gospodarki z pewnością wzrost spowolni. Tyle, że spowolnienie notowano już wcześniej.
Gdy Chiny zwalniają

Pod koniec ubiegłego roku Węgrzy, którzy – w przeciwieństwie do Polski – mocno stawiają na ścisłą współpracę z Chinami, wydali aż trzy odrębne tomy, po chińsku, węgiersku i angielsku, poświęcone 70. rocznicy nawiązania dwustronnych stosunków dyplomatycznych, a odrębnie, już tylko po węgiersku, pracę jednego z najbardziej znanych ekonomistów chińskich, wiceprezesa renomowanej Chińskiej Akademii Nauk Społecznych ZAI Fanga (CAI Fanga).

Tytuł publikacji: Chińskie reformy i otwarcie na świat – 40 lat doświadczeń. W ten sposób czytelnik węgierski otrzymał rzadką, wręcz unikatową perspektywę chińskiego, a nie zachodniego spojrzenia na chińską gospodarkę i jej dylematy. Przyjrzyjmy się tym rozważaniom i my, bo pochodzą z autorytatywnego chińskiego źródła.

Ucieczka z III Świata

Profesor ZAI Fang, co naturalne, na wstępie eksponuje chińskie ogromne osiągnięcia gospodarcze i wskazuje na fakt, że w okresie od 1978 r., czyli rozpoczęcia reform, do roku 2011 (a więc w domyśle: do czasu dojścia do władzy obecnej administracji Xi Jinpinga) przeciętny roczny wzrost gospodarczy w Chinach sięgał 9,9 proc., a kraj ten, który w roku 1990 był jeszcze na pozycji 10. wśród największych gospodarek świata, w roku 2000 wszedł na pozycję szóstą, wyprzedzając Włochy, a w roku 2010 na pozycję drugą, wyprzedzając Japonię.

Przewiduje on, podobnie jak inni chińscy specjaliści, że „jeszcze przed 2035 r.” Chiny wyprzedzą USA i staną się największą gospodarką świata, także w sensie nominalnym (po kursie siły nabywczej są już nią od 2015 r.).

Chiny w szponach wirusa

Na tej ścieżce szybkiego wzrostu Chiny wynalazły tzw. formułę „cyklu 72”. Oznacza ona, że jeżeli wzrost gospodarczy sięgałby rocznie 1 proc., to na podwojenie gospodarki potrzebne by było 72 lata.

Gdyby ten wzrost wynosił 7,2 proc. rocznie, to nastąpiłby po 10 latach.

Natomiast w przypadku wzrostu rzędu 10 proc., jak w Chinach ostatnio, następowałby co 7 lat, czego reformujące się Chiny doświadczyły kilkakrotnie.

A szczególnie dumne są z tego, co jest w pracy szczególnie mocno wyeksponowane, iż – nawet na podstawie danych Banku Światowego – Chiny w okresie 1981 – 2013 wyciągnęły z  biedy miliony ludzi. Ich liczbę ograniczono w tym czasie z 878 do zaledwie 25,17 mln osób, co odpowiadało aż 75,7 proc. ogółu w skali całego świata.

Był to efekt świadomej, odgórnie prowadzonej polityki rządu i 7-letniego programu ograniczenia biedy z 1993 r., który powtórzono raz jeszcze w latach 2001-2010. Dzięki nim Chiny w zasadzie uwolniły się od problemów i wyzwań klasycznych dla państw rozwijających się czy Trzeciego Świata. Napotykają natomiast na zupełnie inne wyzwania, o czym w większości traktuje ten tom.

Przełom Lewisa

Albowiem tamtejszy program rozwojowy, co oczywiste, toczy się nadal, a praca ZAI Fanga, choć okolicznościowa, wydana na 40-rocznicę chińskich reform, wcale nie jest utrzymana w tonie triumfalizmu. Wręcz przeciwnie, sporo w niej troski i rozważań o dylematach i trudnościach, jakie teraz przed Chinami się pojawiły.

Jest ich niemało, a autor szczególną uwagę zwraca na tzw. przełom Lewisa (Lewis turning point), czyli formułę ukutą przez noblistę Williama Arthura Lewisa (1915-1991), zgodnie z którą kluczowym elementem w rozwoju państwa staje się ten, kiedy przestaje on już korzystać z nadwyżki taniej siły roboczej napływającej do gospodarki z sektora rolnego.

Teoria ta odbiła się mocnym echem w chińskich kręgach ekonomicznych, bowiem właśnie tam ta tzw. dywidenda demograficzna, czyli zaprzęgniecie do ciężkiej, czasami wręcz niewolniczej pracy ponad 800 mln chińskich chłopów, była jednym z motorów napędzających gospodarkę.

To źródło wyczerpało się, zdaniem niektórych chińskich specjalistów (Zhang Xiaobo, Wang Shenglin) już w początkach pierwszej dekady obecnego stulecia, a zdaniem ZAI Fanga i wielu innych o dekadę później.

Chiny w poszukiwaniu utraconej potęgi

Niezależnie jednak od czasu, w którym to nastąpiło, wyczerpanie się tej dywidendy jest faktem, a kwestie starzenia się społeczeństwa oraz coraz bardziej niekorzystnych trendów demograficznych (wzrost średniej wiekowej społeczeństwa, niedobór kobiet w wyniku prowadzonej w  latach 1979-2015 polityki jednego dziecka w rodzinie) zajmują poczesne miejsce w rozważaniach ZAI Fanga i każą mu prognozować, że już tylko z tych powodów wzrost w Chinach nie będzie już tak wysoki jak w poprzednich dekadach. A są jeszcze i inne powody spowalniania wzrostu.

Jakie? Przede wszystkim administracja Xi Jinpinga wyszła z ambitnymi programami reformatorskimi, w tym nade wszystko – zamianą głównego motoru napędzającego gospodarkę z dotychczasowego eksportu na silną  i dobrze prosperującą klasę średnią, a tę trzeba przecież, niemałym kosztem, zbudować.

W tym kontekście wyłania się drugi, obok demograficznych, zespół zagadnień, którym chiński ekspert poświęca bodaj najwięcej uwagi, czyli tzw. pułapce średniego dochodu (middle income trap), albowiem w drugiej dekadzie obecnego stulecia Chiny natknęły się na to poważne wyzwanie i główni chińscy ekonomiści (Justin Yifu Lin, Wu Jianglian i in.) właśnie jemu poświęcają ostatnio najwięcej uwagi.

Według oficjalnych danych, przytaczanych przez ZAI Fanga, w 2015 r.  przeciętne dochody wynosiły w miastach 24 565 juanów, a na wsi tylko 7 917 (czyli były trzy razy mniejsze).

Płynie z tego kilka podstawowych wniosków: wieś jest w Chinach nadal relatywnie biedna; klasa średnia to tylko regiony miejskie; rozwarstwienie dochodowe i społeczne jest nadal wielkim wyzwaniem. Trzeba przeznaczyć ogromne środki na te właśnie cele, a przede wszystkim na odbudowę zniszczonej w fazie szybkiego wzrostu, szczególnie w latach 90. minionego stulecia, siatkę świadczeń socjalnych.

Wzrost PKB w Chinach będzie w najbliższych latach niższy niż dotychczas i wyniesie ok. 6 procent.

Te powody, plus przyczyny natury demograficznej oraz konieczność poświęcania znacznie wyższych niż dotychczas środków na oświatę i naukę w kontekście promowanej przez Xi Jinpinga (program „Made In China 2025”) ambitnej polityki budowania społeczeństwa innowacyjnego, wszystko razem składnia ZAI Fanga do wniosku, że wzrost w Chinach będzie w najbliższych latach niższy i wyniesie ok. 6 lub niewiele więcej procent.

Omawiana książka była pisana i wydana po chińsku pod koniec 2018 r. (na Węgrzech ukazała się rok później), a już w 2019 r., jak wiemy, ta prognoza się sprawdziła: Chiny odnotowały wzrost PKB wielkości 6,2 proc. najniższy od 29 lat.

Wtedy była to konsekwencja turbulencji po wydarzeniach na placu Tiananmen, a teraz mamy turbulencje nie mniejsze, związane z COVID-19. Stąd też w tym roku zakłada się dalszy spadek tego wzrostu, nawet do poziomu 4,5 proc., choć jeszcze za wcześnie o tym mówić.

Ciekawe jest natomiast to, że autor pracy stanowczo przeciwstawia się, często w  Chinach (teraz po wybuchu COVID-19 nawet częściej), nawet odgórnie forsowanym koncepcjom „zmiękczania budżetu” i ożywiania gospodarki poprzez kolejny pakiet inwestycyjny, jak to było np. po roku 2008.

Zdaniem ZAI Fanga takie podejście, niczym japońska Abenomika, „jest błędne z założenia” oraz „niewłaściwe pod względem teoretycznym, praktycznym, a nawet logicznym”.

W jego ocenie to nie interwencjonizm państwowy, a rynek ma być pod tym względem regulatorem. To podejście sprzeczne z linią forsowaną ostatnio przez władze.

Na drodze do Wielkiego Renesansu?

ZAI Fang odnosi się też, w końcowych partiach pracy, do oficjalnej koncepcji czy nawet wizji Xi Jinpinga, czyli programu „wielkiego renesansu narodu chińskiego” (Zhonghua minzu weida fuxing), według której do połowy bieżącego stulecia Chiny staną się – ponownie – kwitnącym ośrodkiem cywilizacyjnym na globie.

Chiny: Bilans 70-latka

Nie ma jednak w tej bardzo rzeczowej, utrzymanej w formie ścisłego naukowego dyskursu pracy ani, tak popularnych w propagandzie, częstych odniesień do Xi Jinpinga i jego prac, ani nadmiernego optymizmu. Jest tylko rzeczowa analiza kolejnych problemów i wyzwań, przed którymi Chiny stoją obecnie, u progu trzeciej dekady XXI wieku. ZAI Fang zalicza do nich przede wszystkim:

– uświadomienie sobie, że „obecna faza szybkiego wzrostu nie tylko jest nie do utrzymania, ale stanowi również zagrożenie”; teraz to nie wzrost nade wszystko, jak w poprzednich dekadach, lecz zrównoważony wzrost ma być nadrzędnym celem;

– konieczność utrzymania właściwych proporcji pomiędzy gospodarką planową a rynkiem oraz „unikania błędów” płynących z  tej pierwszej (co jest już zawoalowaną, ale w Chinach czytelną, krytyką nadmiernej koncentracji władzy i kapitału ze strony administracji Xi Jinpinga);

– trzymania się, znanej w ChRL, koncepcji „trzech kroków” reform Deng Xiaopinga, czyli tego, że po pierwszej, trzydziestoletniej fazie reform gospodarczych (1978-2008) nadeszła obecna faza reform społecznych (klasa średnia, pułapka średniego dochodu), być może znowu rozpisana na trzy dekady, a dopiero potem przyjdzie faza „reform politycznych”;

– stawienie czoła wyzwaniu bodaj największemu, czyli konieczności zbudowania społeczeństwa innowacyjnego, a więc opartego nie tylko na silnej gospodarce, ale także nowoczesnych technologiach, a to wymaga gruntownych zmian (i nakładów!) w oświacie i w podejściu do wiedzy;

– uniknięcie słynnej, także w Chinach, „pułapki Tukidydesa” (autor używa tego terminu), a  więc starcia z dotychczasowym hegemonem, czyli USA.

Jak widać, problemy są dość dobrze, trzeźwo i analitycznie przedstawione i zdefiniowane. Jednakże rzeczywistość zaczęła je wyprzedzać.

Do wojny handlowej z USA, po 15 stycznia tego roku tylko zawieszonej (mój tekst w OF z 15 stycznia), a więc tym samym uruchomienia „pułapki Tukidydesa” jednak doszło.

Xi Jinping, mimo delikatnych, ale czasami głośnych i ostrych jak u skazanych tym samym na rolę dysydentów Xu Zhiyonga czy Xu Zhangruna nadal koncentruje władzę w swoich rękach. A obecnie doszło jeszcze do tego bezprecedensowe wyzwanie związane z koronawirusem. Dokąd to wszystko Chiny zaprowadzi – do końca nie wiemy.

Można jednak z całą pewnością twierdzić, że chińscy naukowcy i eksperci zarówno ci w obiegu oficjalnym, jak ZAI Fang, jak i w obiegu nieoficjalnym dobrze definiują problemy i wyzwania, przed którymi legitymujące się niebywałymi sukcesami gospodarczymi w minionych czterech dekadach chińskie władze teraz stoją.

Kto wie, czy nie są to wyzwania większe niż te, na które napotykali poprzednicy obecnych rządzących w Pekinie. Po obiecany Wielki Renesans wcale nie będzie sięgnąć tak łatwo, jak wcześniej obiecywano. Uważna lektura cennej pracy ZAI Fanga też do takiego wniosku prowadzi.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Liberalizacja i rynek mogą uratować Chiny

Kategoria: Polityka fiskalna
Praca Nicholasa Lardy'ego jest zimnym prysznicem dla wszystkich tych analityków, którzy przewidują w Chinach gospodarczą katastrofę.  Autor pisze, iż "Chiny mają realną szansę dogonienia państw rozwiniętych w dochodach per capita".
Liberalizacja i rynek mogą uratować Chiny

Chiny - koniec fetyszu wzrostu PKB

Kategoria: Trendy gospodarcze
Od ponad czterech dekad, czyli od rozpoczęcia programu reform i otwarcia na świat w 1978 r. nie było w chińskim życiu politycznym, gospodarczym, społecznym ważniejszego wskaźnika, niż wzrost PKB. Od 1991 r., gdy Chiny włączyły się w globalizację, wzrost ma być nawet dwucyfrowy, nieważne koszty - indywidualne czy grupowe, czy społeczne, ekologiczne i inne.
Chiny - koniec fetyszu wzrostu PKB

Recesja w Chinach, czyli nowa wirówka

Kategoria: Trendy gospodarcze
Chiny zwalniały, o czym wiemy – i o czym już tutaj pisano. Jednak nikt nie spodziewał się takich komunikatów po pierwszym kwartale tego roku: spadek PKB o 6,8 proc, spadek eksportu o 6,4 proc., spadek produkcji sprzedanej o 15,8, spadek produkcji przemysłowej o 13,5 proc.
Recesja w Chinach, czyli nowa wirówka