Rośnie niepewność w gospodarce światowej

02.09.2019
Pozwalając na osłabienie juana, Chiny zasygnalizowały, że są przygotowane na długotrwałą wojnę handlową. Konflikt amerykańsko-chiński osłabia perspektywy wzrostu w skali globalnej.

(Envato)


Pruski teoretyk wojskowy Carl von Clausewitz nigdy nic nie napisał na temat wojen walutowych. Jednak niektórzy decydenci patrzą na nie przez pryzmat kategorii, którymi posługiwał się niemiecki wojskowy: jako kontynuację polityki handlowej przy wykorzystaniu innych środków.

Tak przynajmniej administracja prezydenta Donalda Trumpa postrzega decyzję Chin z 5 sierpnia 2019 r., aby po raz pierwszy od 2008 r. pozwolić na osłabienie swojej waluty do poziomu ponad 7 juanów za dolara. Chociaż ten próg ma charakter zupełnie arbitralny, z czasem stał się bardzo ważnym punktem odniesienia dla przedsiębiorców, urzędników gospodarczych i osób zarządzających funduszami (Buttonwood). W rezultacie ostatnie osłabienie chińskiej waluty było dla nich szokiem.

Amerykański Departament Skarbu szybko zareagował, nazywając Chiny „manipulatorem walutowym”. Takiego zarzutu od 25 lat nie postawiono żadnemu innemu państwu. Zdaniem Amerykanów Chiny obniżają wartość swojej waluty, aby uzyskać niezasłużoną przewagę konkurencyjną. Ma to być odwet za niespodziewaną decyzję o wprowadzeniu nowych taryf w wysokości 10 proc. na chińskie towary o łącznej wartości około 200 mld dol., którą prezydent Donald Trump ogłosił cztery dni wcześniej.

Ta zapowiedź przekreśliła nadzieje inwestorów na spokojne lato. Pod koniec lipca 2019 r. Rezerwa Federalna obniżyła stopy procentowe, aby zabezpieczyć się przed możliwym spowolnieniem w amerykańskiej gospodarce, która do tej pory rozwijała się w solidnym tempie. Tymczasem, jak zauważył z satysfakcją przewodniczący Fed Jerome Powell, napięcia handlowe „ponownie osłabły”. Jednak po deprecjacji juana amerykańska giełda przeżyła najgorszy dzień w 2019 r. Straciły na wartości także waluty rynków wschodzących, w tym brazylijski real, indyjska rupia i południowoafrykański rand. Cena ropy Brent spadła poniżej 60 dol. za baryłkę, a znaczne wzrosty zanotowały „bezpieczne aktywa”, takie jak złoto. Ta sama ucieczka od ryzyka spowodowała spadek rentowności amerykańskich, dziesięcioletnich obligacji skarbowych.

Inwestorzy zakładają, że Fed będzie zmuszony do dalszego obniżania stóp procentowych, aby zapobiec recesji. Dokonana przez Bank Rezerwy Nowej Zelandii obniżka referencyjnej stopy procentowej była dwa razy większa niż poprzednio oczekiwano. Bank tłumaczył swoją decyzję „podwyższonym poziomem niepewności” i „historycznie niskimi” rentownościami globalnych obligacji. Tymczasem dolar australijski spadł do najniższego poziomu od dziesięciu lat.

W sprawach wojny i pokoju państwa muszą zawsze być gotowe na najgorsze. Jednak czasami podejmowane środki ostrożności mogą wyglądać jak prowokacje. Pozwalając na osłabienie juana, Chiny zasygnalizowały, że są przygotowane na długotrwałą wojnę handlową. Chińscy decydenci osłabili juana w reakcji na groźbę wprowadzenia taryf, podobnie jak zachowałaby się w takiej sytuacji waluta o płynnym kursie. W przeciwnym razie państwo musiałoby bronić arbitralnego kursu wobec dolara za każdym razem, gdy Stany Zjednoczone przyjmą bardziej wojowniczą postawę. Zarazem decyzja Chin sprawiła jednak, że dalsze zaostrzenie konfliktu stało się bardziej prawdopodobne.

Obie strony obwiniają się nawzajem o rozpoczęcie konfliktu. Chiny podwyższyły swoje taryfy w odpowiedzi na cła wprowadzone wcześniej przez Stany Zjednoczone. Ameryka uznaje mimo to swoją wojowniczą dyplomację gospodarczą za spóźnioną odpowiedź na całe dziesięciolecia kradzieży własności intelektualnej oraz innych występków ze strony Chińczyków. To, co jedna ze stron traktuje jako dążenie do wyrównania rachunków jest przez drugą stronę widziane jako próba uzyskania przewagi. Chiny uważają, że słabszy juan jest rozsądną odpowiedzią na cła wprowadzone przez Trumpa. Tymczasem, według relacji Wall Street Journal, prezydent traktuje taryfy jako odwet za to, że Chiny nie zobowiązały się do zakupu większej ilości amerykańskich produktów rolnych.

Jak na ironię chiński import amerykańskiej soi i wieprzowiny wykazywał poprzednio tendencje wzrostowe, a rząd oferował nabywcom zwolnienia z niektórych ceł. Podobno, po nowych groźbach Trumpa, chiński rząd nakazał państwowym firmom, aby w ogóle nie kupowały amerykańskich produktów rolnych. W związku z tym wprowadzone przez Trumpa cła mogły być powodem tej decyzji. Decyzji, z którą miały walczyć.

Niezależnie od przyczyny wprowadzenia nowych ceł należałoby się zastanowić, jakie mogą być ich skutki. Niektóre z obowiązujących amerykańskich taryf (w wysokości 25 proc. na towary o łącznej wartości około 250 mld dol.) zostały nałożone na chińskie produkty, które amerykańscy importerzy mogą kupić gdzie indziej. To ograniczyło szkody ponoszone przez amerykańskich nabywców i zmaksymalizowało szkody dla chińskich eksporterów, którzy stracili udziały rynkowe na rzecz bliskich konkurentów z innych państw. Rzeczywiście, według Goldman Sachs, inne państwa azjatyckie wypełniły około połowę luki stworzonej przez poprzednią rundę taryf.

Kolejna zaś runda taryf uderzy w towary, w przypadku których Chiny mają mniejszą konkurencję. To powinno sprawić, że amerykańskim nabywcom będzie trudniej zmienić dostawców. Tym niemniej, według UBS, bezpośrednie oddziaływanie nowych taryf może w 2020 r. obniżyć tempo wzrostu chińskiej gospodarki o co najmniej 0,3 punktu procentowego, więc po raz pierwszy od 1990 r. będzie ono na poziomie poniżej 6 proc.

Chcąc wesprzeć słabnącą gospodarkę, chiński rząd obniżył już podatki, zwiększył wydatki na infrastrukturę i zrezygnował z działań na rzecz ograniczenia wzrostu akcji kredytowej. Zarazem, jak wskazuje Andrew Batson z firmy badawczej Gavekal, chińscy decydenci nie wykazują szczególnej chęci do stymulowania rynku nieruchomości, co pomogło uchronić gospodarkę w czasie poprzednich przypadków osłabienia gospodarczego. Doszło do ogromnych wzrostów cen mieszkań, a zadłużenie deweloperów osiągnęło niepokojąco wysoki poziom. Krótko mówiąc, Chiny chcą utrzymać stabilny wzrost, przeciwstawić się Ameryce w wojnie handlowej i zarazem ograniczyć szaleństwo cenowe na rynku mieszkaniowym. Coraz trudniej będzie jednak osiągnąć wszystkie te cele jednocześnie.

Tymczasem szkody dla gospodarki amerykańskiej są mniej namacalne. Badanie przeprowadzone przez Bank Rezerwy Federalnej w Atlancie wskazuje, że cła i niepewność związana z wojną handlową doprowadziły do ograniczenia inwestycji prywatnych o 1,2 proc. (a inwestycji produkcyjnych o ponad 4 proc.). Atmosfera niepokoju utrudniła również Rezerwie Federalnej utrzymanie stabilnego wzrostu i podniesienie stóp procentowych do bardziej normalnych poziomów. W rezultacie będzie miała mniej przestrzeni do działania, jeśli gospodarka zacznie słabnąć z innych powodów.

W wiadomości opublikowanej na Twitterze Trump wezwał Fed do reakcji na osłabienie chińskiej waluty. Chociaż za dolara odpowiada formalnie amerykański Departament Skarbu, decyzje podejmowane przez Fed mają ogromny wpływ na jego wartość. Instytucja ta nie przyjmuje oczywiście poleceń od prezydenta i stara się nie poświęcać nadmiernej uwagi kwestiom kursu walutowego. Natomiast gdy niepewność związana z wojną handlową mocno wpłynie na poziom zaufania i wydatków w gospodarce, Fed może obniżyć stopy procentowe. Wyceny na rynku kontraktów terminowych wskazują na około 40 proc. szansę obniżki stóp o co najmniej 0,75 p.p. do końca 2019 r. Mgła wojny może więc okazać się równie szkodliwa co sama wojna.

Omawiany konflikt handlowy odbił się szerokim echem na całym świecie. Departament Skarbu USA rozszerzył już listę państw, które monitoruje pod kątem oznak manipulacji kursami walut. Żaden z wymienionych krajów nie spełnił wszystkich trzech kryteriów przyjętych przez Departament (duża nadwyżka w handlu dwustronnym ze Stanami Zjednoczonymi, znacząca ogólna nadwyżka na rachunku obrotów bieżących, prowadzenie ciągłej interwencji na rynkach walutowych przez bank centralny). Należy jednak zaznaczyć, że Chiny również nie wypełniły omawianych kryteriów. Wydaje się więc, że sama definicja manipulacji jest wysoce podatna na manipulacje.

Jedną z walut najsilniej dotkniętych obecną sytuacją jest japoński jen. Jen, postrzegany jako bezpieczna przystań w niespokojnych czasach, uległ po niespodziewanej zapowiedzi Trumpa gwałtownej aprecjacji. Silny jen utrudnia podejmowane przez japoński bank centralny próby ożywienia inflacji, zwłaszcza że jego stopy procentowe już teraz utrzymują się poniżej zera. Chociaż Japonia nie interweniowała bezpośrednio na rynkach walutowych od 2011 roku, lokalni decydenci z niepokojem obserwują umacnianie się jena.

Negatywne konsekwencje odczuwa również Europa. Produkcja przemysłowa w Niemczech spadła o 5,2 proc. w okresie 12 miesięcy do czerwca 2019 r. Według analityków Goldman Sachs „zagraniczne szoki makroekonomiczne” odpowiadają za około dwie trzecie spowolnienia gospodarki niemieckiej od 2017 r. Europejskie banki, w tym ABN AMRO, Commerzbank i UniCredit, zwracają uwagę na spadek marż odsetkowych, rosnące poziomy rezerw na straty kredytowe i słabnące przychody. W najnowszym biuletynie ekonomicznym Europejski Bank Centralny wyraził obawę, że niepewność w handlu międzynarodowym skutkuje opóźnieniem inwestycji na świecie, co negatywnie wpływa na europejski eksport produktów przemysłowych, maszyn i sprzętu transportowego. W zglobalizowanej gospodarce wszystko jest kontynuacją wszystkiego innego.

Niniejszy artykuł ukazał się w dziale „Finanse i ekonomia” papierowego wydania The Economist pod tytułem „The guns of August”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test